leszlong
20.07.09, 07:59
"W 1976 roku policja zastrzeliła sześciu mieszkańców podczas "marszu o
ziemię"; Izrael skonfiskował kilkaset hektarów arabskim właścicielom. Po kilku
miesiącach liczba ofiar wzrosła do dziewięciu. Wybucha druga intifada i
policja zabija w Sakhninie dwóch demonstrantów. 11 ofiar na tyle lat, w
zasadzie też nie ma czym się chwalić."
"Małe, zapyziałe miasteczko, które nawet nie mogło poszczycić się
największą liczbą zabitych w antyizraelskich protestach."
Te urywki to chamskie wtrącenia w całym tekście. Że niby Arabowie się szczycą
ilością zabitych mieszkańców i mają jakąś ligę, w której wygrywa osada, gdzie
zabito najwięcej mieszkańców. Poziom w stylu "ND" czy "Prawdy".
"- Żydowscy szowiniści wytykają mu, że co to za bohater Izraela, który nie
był nigdy na żadnej izraelskiej wojnie - opowiada. - I wiesz, co Abbas na to?
"Kiedy byłem jeszcze piłkarzem amatorem - mówi - przez kilkanaście lat
stawiałem wam domy. Może więc prawdziwe zasługi dla Izraela ma nie tylko ten,
kto nosi karabin, ale również ten, kto buduje"."
Jakbym słyszał polskich nacjonalistów, dla których tylko krew przelana w walce
to dowód na prawdziwość bycia Polakiem. Mało kto sobie zdaję sprawę, iż
państwo Izrael przypomina Polskę. Wszak czołowi syjoniści tworzący zręby
państwowości izraelskiej to byli polscy Żydzi.