Parytety - polemika: Nie chcemy kobiet zmuszać

27.07.09, 19:51
Parytety są upakarzające dla kobiet co już wielkokrotnie zostało udowodnione. Mało tego są dysryminujące dla mężczyzn więc nie jest to tylko koniecy problem - z sasady redukuje to wolność mężczyzn co jest nie zgodne z konstytucją . Co więcej kompleks niżośći feministek nie jest problemem facetów ... mania prześldaowcza i tłumaczenie sobie że się odniosło porażke z powodu płci jest dowodem kopleksu niżsości. Owszem uważam iż zakompleskienie i szownizm (wielkrotnie udowodniony) feministek jest problem. Mniej kobiet bierze się za polityke na niższychszczeblach tak jak mniej kobiet idzie na politechnike... zazdrość GATUNKOWA feministek z tego powodu jest żalosna ... te kobiety które sobie radzą muszą się bardzo za nie wstydzić. Mam członka i nie mam zamiaru ustępować komuś gdziekolwiek miejsca tylko z powodu tego że druga osoba go nie posiada.
Co do polityki prorodzinnej to feministki walczą o wprowadzenie rozwiązań z zachodniej europy które nie działają. Gdy się przyjrzymy statystykom z tych krajów to rozmnażają się tam głównie kobiety "zakapturzone", wyzwolone mimio ogromnych środków na socjal nie rodzą dzieci ... więc odpuszcze już dziś naszym seksistkom logiczne wyciągniecie wniosków z tych danych.
    • maruda.r Re: Parytety - polemika: Nie chcemy kobiet zmusza 27.07.09, 21:17
      czarnysadov napisał:

      Mało tego są dysryminujące dla mężczyzn więc nie jest to tylko koniecy problem -
      z sasady redukuje to wolność mężczyzn co jest nie zgodne z konstytucją .

      *****************************

      Możesz wskazać przepis?

      • jazmig Logika jest słabą stroną autorki tekstu 28.07.09, 10:33
        Jeżeli partie mają mieć obowiązek umieszczania równej liczby
        mężczyzn i kobiet na swoich listach, to w wielu przypadkach będą
        musiały brać kandydatki "z łapanki", ponieważ wbrew temu, co piszą
        feministki, większość kobiet nie zajmuje się polityką, bo ich to nie
        itneresuje.

        Będą zatem umieszczane kobiety przypadkowe, tylko ze względu na
        durne przepisy.

        Jeżeli dzisiaj koledzy nie chcą umieszczać ambitnych niewiast na
        listach, to mają ku temu powody. Trudno żądać, aby partia
        umieszczała na swojej liście ambitną i głupią zarazem kandydatkę.
        • maruda.r Re: Logika jest słabą stroną autorki tekstu 28.07.09, 10:45
          jazmig napisał:

          > Jeżeli partie mają mieć obowiązek umieszczania równej liczby
          > mężczyzn i kobiet na swoich listach, to w wielu przypadkach będą
          > musiały brać kandydatki "z łapanki",

          ******************************

          Większość polityków w spodniach zachowuje się tak, jakby byli z łapanki. Nie
          stracimy aż tak wiele.



          • krolikkrolik Re: Logika jest słabą stroną autorki tekstu 28.07.09, 16:16
            a mi sie wydaje ze jest tyle samo glupich kobiet jak i mezczyzn,
            wiec dlaczego poziom glupoty na obu frontach nie ma zostac wyrownany?
    • tadek-1 Parytety - polemika: Nie chcemy kobiet zmuszać 30.07.09, 20:49
      W Polsce, kobiety o otwartych umyslach, Pani Kinga Dunin, Pani Jolanta
      Kwasniewska czy Pani Magdalena Sroda to rzadkosc, stanowia bardzo maly
      procent. tylko z tego artykulu wynika, ze jeszcze niema zadnej ustawy, a te
      niby wyksztalcone juz sie bronia, myslac ze zaloza im obroze i zaciagna do
      sejmu. Czego bym nie czytal, jedno wiem ze Polska to siedemnastowieczny
      zascianek. Potrzeba bardzo duzo czasu i bardzo duzo pracy, bardzo madrych
      kobiet aby te "polskie baby" z czasem zrozumialy ze one tez duzo potrafia, a
      nawet wiecej.
    • tadek-1 Re: Parytety - polemika: Nie chcemy kobiet zmusza 30.07.09, 20:59
      Dlaczego tak bardzo boisz sie praw dla kobiet. Przeciez one beda tylko rowne
      Twoim. Boisz ze kobieta okaze sie Istota madrzejsza od Ciebie?. Tutaj powinienes
      sie bac. Nie spij po nocach, mysl i boj sie.
    • turtlezzz Co za haniebna publikacja ! 25.08.09, 12:39
      Aż trudno mi uwierzyć, że Wyborcza upadła tak nisko, by publikować prymitywne paszkwile na poziomie "Naszego Dziennika". Powyższy tekst nie jest w ogóle godzien polemiki, ale jakiś rozbiór krytyczny nie zawadzi. Zatem:

      "Grupa kobiet, z których szerszej publiczności mogą być znane zapewne tylko dr Barbara Fedyszak-Radziejowska oraz Krystyna Mokrosińska..."

      No tak, na początek szpileczka. Zasugerujmy, że list podpisały nikomu nieznane osoby. Z łapanki ? Tak się składa, że ja pierwsze słyszę o istnieniu pani Wandy Nowickiej. Jak wyczytałem, zanim zajęła się organizacją różnych stowarzyszeń, pracowała jako nauczycielka łaciny i angielskiego w liceum. No, wybitny autorytet ! A pod listem widnieją podpisy licznych pracowniczek naukowych. Ale to nic, drobnostka. Stwierdzenie faktu. Tylko nie na miejscu.

      "Krytykując główny postulat czerwcowego Kongresu Kobiet, autorki oczekiwały, że wywołają debatę na ten temat. Zdziwiły się, że zapadło pełne zażenowania milczenie i nikt się merytorycznie do niego nie odniósł..."

      Taak ? A gdzie zapadło to "pełne zażenowania milczenie" ? Tego już nie wiemy. Ja byłem szczęśliwy, że znalazły się kobiety, które napisały taki list. Ba, prawdopodobnie ucieszyła się też większa część czytelników Wyborczej. Świadczy o tym postawa forumowiczów, którzy w zdecydowanej większości niezmiennie walczą z pomysłem parytetu, jak i dane statystyczne: większość ludzi z wyższym wykształceniem jest przeciwna parytetowi. Więc gdzie zapadło to milczenie ? Wśród członków KKP ? "I nikt się merytorycznie do tego nie odniósł...". Pani z pewnością nie.

      "Zażenowanie budzi to, że panie sprzeciwiające się parytetom nie zrozumiały, o co w tym chodzi. A nie chodzi - wbrew temu, co piszą - o "obowiązkowy udział po 50 proc. obecności przedstawicieli obu płci we wszystkich ważniejszych ciałach", ale o umieszczanie równej liczby kandydatek i kandydatów na listach wyborczych. A więc celem nie jest przymusowy 50-procentowy udział każdej z płci w ciałach wybieralnych, tylko danie wyborcom szansy głosowania na kobiety. Tym samym o rozszerzenie możliwości wyboru, które nie ma nic wspólnego z przymusem."

      I tu dochodzimy do fragmentu hańbiącego gazetę. Pani Nowicka próbuje wmówić czytelnikowi, że osoby podpisane pod listem to idiotki, które w ogóle nie zrozumiały celu wprowadzenia parytetu. Otóż - jak czytamy - bynajmniej nie chodzi o zwiększenie liczby kobiet w ciałach wybieralnych, a danie im szansy ! Czy więc ma być to szansa niewykorzystana ? Bynajmniej. Przecież na samym wstępie pani Nowicka pisze o parytecie jako o mechanizmie "zwiększenia udziału kobiet we władzach". Czyli wiemy o co chodzi, ale strugamy idiotę. Udajemy, że w całej dotychczasowej "dyskusji" nie motywowaliśmy potrzeby wprowadzenia ustawy parytetowej zwiększeniem ilości kobiet w Sejmie i innych ciałach rządzących. Nie, nam chodzi tylko o szanse ! Nie ma to jak udawać, że konsekwencje to cudzy wymysł, a samemu odpowiada się tylko za własne pragnienia. Które oczywiście zna się najlepiej. Tak, pani Nowicka jest prawdziwym ekspertem od własnych pragnień, a parytet się do nich zalicza. Nie dotykać !

      "Notabene, bardzo często, ilekroć mowa o prawach kobiet, np. o in vitro, przerywaniu ciąży, a teraz o parytecie, kiedy twierdzimy, że kobiety powinny mieć do czegoś prawo, natychmiast strona przeciwna sugeruje, że nie mówimy o prawie czy uprawnieniu, tylko o zmuszaniu kobiet do czegoś. A potem się z wymyślonym przez siebie zarzutem dyskutuje."

      O, zatem parytet zaliczamy do praw kobiet ? Nie do przywilejów ?

      "Tymczasem postulat zwiększenia liczby miejsc w przedszkolach i żłobkach od dawna jest zgłaszany przez środowiska kobiece, które uważają go za fundamentalny element polityki prorodzinnej państwa. Co więcej, postulat ten znalazł się w postulatach pokongresowych. Wystarczyło zajrzeć na stronę internetową."

      Tu sugerujemy, że sygnatariuszki nie zajrzały i nie wiedzą. A może wiedzą, ale mają słuszność, że każda porcja energii zużyta na walkę o parytet jest marnotrawstwem ?

      "Jednak największy problem z listem jest taki, że sygnatariuszki, uznając nierówności płci za faktycznie istniejące, nie proponują niczego konkretnego, aby ten stan zmienić. Tak naprawdę opowiadają się za pozostawieniem status quo."

      Co za dziecinna manipulacja. Jeśli nic nie proponują, to opowiadają się za status quo. Chociaż wcześniej piszemy, że dostrzegają problem nierówności.

      "Ograniczony udział kobiet w życiu publicznym jest bardzo poważnym ograniczeniem demokracji. Jest niesprawiedliwy, nierówno bowiem traktuje kobiety i mężczyzn z powodu płci, a także jest znacznie poniżej możliwości i aspiracji Polek."

      Nie, ograniczeniem demokracji jest tworzenie grup prawnie uprzywilejowanych. A jeśli kobiety głosują na mężczyzn, to ograniczeniem demokracji nie jest.

      "Mamy oczywiście świadomość, że nie wszystkie Polki chcą robić karierę polityczną, w tym zapewne sygnatariuszki listu, ale nikt nie ma zamiaru ich do niczego zmuszać. Występujemy w imieniu tych, które próbują wejść do rady gminy, sejmiku, Sejmu i innych ciał obieralnych, ale nie mają szans, bo koledzy nie wpuszczają na listy."

      Czyli stwierdzamy publicznie, że kosztem tych kobiet należy udupić mężczyzn zupełnie niewinnych. Sugerujemy publicznie, że gdyby nie dyskryminacja, to kobiety miałyby 50% miejsc na listach.

      "Bardzo rozczarowującym postscriptum do listu jest upublicznione ostatnio stanowisko polityczek Platformy Obywatelskiej przeciwko parytetom. W tym przypadku trudno oprzeć się wrażeniu, że panie z PO, których jest we władzach przynajmniej cztery razy mniej niż kolegów, wcale nie martwią się tym, że są w mniejszości. Wręcz przeciwnie, pełnymi garściami korzystają z przywilejów i stanowisk, które przypadły im w udziale właśnie z tego powodu, że jest ich tam mało. Po co im konkurencja? Więcej kobiet partii, mniej stanowisk do podziału."

      Insynuacja. Poziom polityka PiS. Wstyd.

      "Opór posłanek Radziszewskiej, Pitery czy Kochan przeciwko kwotom czy parytetom sprawia wrażenie pragmatycznej obrony swojej wyjątkowej pozycji w partii. Inaczej nie da się zrozumieć, dlaczego sprzeciwiają się stosowanemu w świecie od lat mechanizmowi wyrównywania szans kobiet w polityce. Trudno bowiem poważnie traktować zarzut, że parytety czy kwoty mogą obrażać kobiety."

      O, ciekawostka. Trudno zrozumieć obronę praw człowieka ? Trudno zrozumieć, że w parytetowej Francji udział kobiet w Sejmie jest mniejszy niż w nieparytetowej Polsce ? Że parytet zwyczajnie się nie sprawdza jako mechanizm wyrównania szans kobiet, za to sprawdza się jako promocja grupki działaczek lewicy gotowych do wszczęcia politycznej hucpy ?

      "Wracając do listu przeciwniczek parytetu, deklaruję gotowość debaty na ten temat we wskazanym miejscu i czasie, pod warunkiem jednak, że dotyczyć ona będzie tego, co naprawdę postulujemy, a nie wyobrażeń na temat naszych postulatów. Chcę wierzyć, że taka dyskusja jest możliwa i że jest nadzieja na współpracę, o którą sygnatariuszki apelują."

      Nie. Z panią nikt rozsądny z przeciwnej strony dyskutować nie będzie. I przypuszczam, że doskonale pani o tym wie. Ale deklaracja pod publiczkę jest niezbędna.
    • turtlezzz Parytety - polemika: Nie chcemy kobiet zmuszać 25.08.09, 12:40
      est marnotrawstwem ?

      "Jednak największy problem z listem jest taki, że sygnatariuszki, uznając nierówności płci za faktycznie istniejące, nie proponują niczego konkretnego, aby ten stan zmienić. Tak naprawdę opowiadają się za pozostawieniem status quo."

      Co za dziecinna manipulacja. Jeśli nic nie proponują, to opowiadają się za status quo. Chociaż wcześniej piszemy, że dostrzegają problem nierówności.

      "Ograniczony udział kobiet w życiu publicznym jest bardzo poważnym ograniczeniem demokracji. Jest niesprawiedliwy, nierówno bowiem traktuje kobiety i mężczyzn z powodu płci, a także jest znacznie poniżej możliwości i aspiracji Polek."

      Nie, ograniczeniem demokracji jest tworzenie grup prawnie uprzywilejowanych. A jeśli kobiety głosują na mężczyzn, to ograniczeniem demokracji nie jest.

      "Mamy oczywiście świadomość, że nie wszystkie Polki chcą robić karierę polityczną, w tym zapewne sygnatariuszki listu, ale nikt nie ma zamiaru ich do niczego zmuszać. Występujemy w imieniu tych, które próbują wejść do rady gminy, sejmiku, Sejmu i innych ciał obieralnych, ale nie mają szans, bo koledzy nie wpuszczają na listy."

      Czyli stwierdzamy publicznie, że kosztem tych kobiet należy udupić mężczyzn zupełnie niewinnych. Sugerujemy publicznie, że gdyby nie dyskryminacja, to kobiety miałyby 50% miejsc na listach.

      "Bardzo rozczarowującym postscriptum do listu jest upublicznione ostatnio stanowisko polityczek Platformy Obywatelskiej przeciwko parytetom. W tym przypadku trudno oprzeć się wrażeniu, że panie z PO, których jest we władzach przynajmniej cztery razy mniej niż kolegów, wcale nie martwią się tym, że są w mniejszości. Wręcz przeciwnie, pełnymi garściami korzystają z przywilejów i stanowisk, które przypadły im w udziale właśnie z tego powodu, że jest ich tam mało. Po co im konkurencja? Więcej kobiet partii, mniej stanowisk do podziału."

      Insynuacja. Poziom polityka PiS. Wstyd.

      "Opór posłanek Radziszewskiej, Pitery czy Kochan przeciwko kwotom czy parytetom sprawia wrażenie pragmatycznej obrony swojej wyjątkowej pozycji w partii. Inaczej nie da się zrozumieć, dlaczego sprzeciwiają się stosowanemu w świecie od lat mechanizmowi wyrównywania szans kobiet w polityce. Trudno bowiem poważnie traktować zarzut, że parytety czy kwoty mogą obrażać kobiety."

      O, ciekawostka. Trudno zrozumieć obronę praw człowieka ? Trudno zrozumieć, że w parytetowej Francji udział kobiet w Sejmie jest mniejszy niż w nieparytetowej Polsce ? Że parytet zwyczajnie się nie sprawdza jako mechanizm wyrównania szans kobiet, za to sprawdza się jako promocja grupki działaczek lewicy gotowych do wszczęcia politycznej hucpy ?

      "Wracając do listu przeciwniczek parytetu, deklaruję gotowość debaty na ten temat we wskazanym miejscu i czasie, pod warunkiem jednak, że dotyczyć ona będzie tego, co naprawdę postulujemy, a nie wyobrażeń na temat naszych postulatów. Chcę wierzyć, że taka dyskusja jest możliwa i że jest nadzieja na współpracę, o którą sygnatariuszki apelują."

      Nie. Z panią nikt rozsądny z przeciwnej strony dyskutować nie będzie. I przypuszczam, że doskonale pani o tym wie. Ale deklaracja pod publiczkę jest niezbędna.
Pełna wersja