malford
28.07.09, 07:39
Ale nonsens. Gdyby pokój na Bliskim Wschodzie zależał od stopnia
uwielbienia USA dla Izraela, to Bush już dawno byłby jego ojcem. W
rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Porządek w tym regionie
można zrobić wyłącznie poprzez przykręcenie śruby Izraelowi. I to
tak, żeby dym poszedł uszami. To oczywiście czysta teoria i
nieziszczalne marzenie. Prezydent USA który zacząłby realizować taki
kurs długo by nie pożył, jak napisał William Blum w "Państwie zła".
Wszystkie przepowiednie są zgodne, że światowa katastrofa nuklearna
będzie miała początek właśnie w tym regionie. Wola boska i skrzypce.