edit38
20.11.07, 08:15
Moja córeczka ma obecnie 5,5 m-ca a od około 2,5 m-ca walczymy nieskutecznie z
brzydką skórą na szyjce.
Na początku mała miała zaczerwienioną skórę na szyjce i w zgięciach łokci i
kolan więc pediatra a potem dermatolog stwierdzili u niej skazę białkową.
Dostaliśmy recepty na preparaty mlekozastępcze, maść robioną z
hydrokortyzonem, gentamecynę i cortineff. Wszystkie zaczerwienienia zniknęły
ale niestety na szyjce znikały tylko wtedy gdy była smarowana tymi maściami a
po odstawieniu maści po 2-3 dniach pojawiały się na nowo. Ostatnio poszliśmy
ponownie do dermatologa a że nie było tego u którego byliśmy wcześniej to
poszliśmy do innego.
Pani doktor stwierdziła że to jest najzwyklejsze odparzenie i żeby wyrzucić te
maści które stosujemy a przepisała maść robioną z witaminami i clotrimazolum
oraz zaleciła zasypywać mąką ziemniaczaną gdy już się zaleczy. Niestety po 3
tygodniach smarowania nie ma zbyt dużej poprawy. Pani doktor powiedziała
również że ważne jest natłuszczanie skóry w fałdkach więc przez kilka dni
smarowałam szyjkę bepanthenem (2 razy dziennie)i była poprawa ale chwilowa
(raz jest już prawie ładnie po to aby na drugi dzień znowu się zaognić )
Nie wiem już co robi aby zaleczy to podrażnienie, jak na razie pomagały tylko
te pierwsze maści ale wiem że ich nie można stosować długo szczególnie u tak
małego dziecka. Zmieniłam również proszek do prania z lovelli na jelpa i nie
ma żadnej poprawy (przez jakiś czas prałam w płatkach mydlanych i było to samo)
Boję się że przez to ciągłe zaczerwienienie małej zostaną na szyjce jakieś
ślady lub blizny. Proszę o radę co mogłabym jeszcze zrobić