bogdaa
27.11.07, 13:39
Panie doktorze, bardzo proszę o radę, co robić, gdy 2,5 letnia dziewczynka
potrzebuje do zaśnięcia wieczorem od 1,5 do 2 godzin. Ten czas nie zmienia się
bez względu na to, o której zaczyna się usypianie, ani ile czasu i czy w ogóle
córka spała w dzień. Niepokoi mnie to, bo nie wydaje mi się normalne tak długo
zasypiać, a poza tym jest to potwornie męczące dla nas, rodziców, ponieważ
córka nie chce zasypiać sama, ktoś cały czas musi przy niej być. Mamy oprócz
niej jeszcze jedno dziecko, które też wymaga wieczorem pewnych zabiegów,
trudnych do pogodzenia z dwugodzinnym usypianiem starszej córki. Kasia nigdy
nie zasypiała łatwo, zawsze potrzebowała przy tym towarzystwa, ale na
początku, gdy miała kilka miesięcy, wystarczało jej 20-30 min, później
stopniowo wydłużyło się to do godziny, a ostatnio gwałtownie do 2 godzin.
Zawsze spała w swoim łóżeczku, od roku także w swoim pokoju. Przez jakiś czas
usypialiśmy ja na rękach, bo tak ją nauczyła opiekunka. Ta sama opiekunka
usypia ją na drzemkę w ciągu dnia i wtedy Kasia potrafi zasnąć w 5 minut.
Jeżeli na drzemkę w dzień usypiam ją ja, Kasia usypia w 30-40 min, ale tylko
pod warunkiem, że nie ma w domu nikogo prócz nas i że jej brat śpi. W ogóle
odnoszę wrażenie, że Kasia nie cierpi zasypiać i broni się przed tym jak może.
Kiedy Kasia miała 14 miesięcy, próbowaliśmy nauczyć ją samodzielnego
zasypiania metodą chyba Tracy Hogg, czyli: utulić w łóżeczku – wyjść – jeśli
płacze to wejść po minucie, utulić, wyjść – jeśli znowu płacze wejść po 2
minutach itd. za każdym razem wydłużając czas. Poddaliśmy się, gdy córka
wpadła w taką histerię, że nie mogliśmy jej przez dłuższy czas uspokoić.
Tydzień temu rozpoczęliśmy znowu trening a la superniania (czyli wychodzimy z
pokoju, wchodzimy bez słowa, żeby położyć dziecko z powrotem do łóżka,
wychodzimy i tak dopóki nie zaśnie), ale efekty są zniechęcające, tzn.
wchodzimy tak i wychodzimy przez 2-3 godziny, a dziecko w tym czasie wyłazi z
łóżka i po prostu wyje. Zasypia chyba tylko przez przypadek i ze zmęczenia
płaczem, a nie dlatego, że zrozumiała ideę samodzielnego zasypiania. Poza tym
mam wrażenie, że Kasia przyjmuje całą tę sytuację z ze zmianą sposobu
zasypiania jako jakąś karę albo nagły brak uczuć ze strony rodziców i boję
się, że więcej szkód ten trening przyniesie albo już przyniósł, niż pożytków.
Nie widzimy jednak innego wyjścia niż nauczenie jej samodzielnego zasypiania.
Jak można jej pomóc?
Dziękuję z góry za radę, pozdrawiam
Bogda