Dodaj do ulubionych

Krytyka salonowego budyniu

16.12.09, 23:46
- kontynuacja z watku przedswiatecznego.
Prosze sobie uzywac do woli.

Obserwuj wątek
      • felinecaline Re: Krytyka salonowego budyniu 18.12.09, 16:11
        No wieeesz, Zet3! ale mnie zrobilas! Juz dostaam palpitacyj zobaczywszy, ze ktos
        sie dopisal do watku, mysle ci ja sobie: " oj,nieszczesna-m, znajac forumowe
        gusta z "wnetrz mieszkan": beda baty"
        a Ty tu kulinarnie do sprawy podchodzisz.
        Nawiasem mowiac: w Felinowie na budyn, kisiel, rozgotowany ryz mowi sie
        zwyczajowo bardzo po wne3arsku: "klej do tapet".
        A ryz w takim wydaniu to potrafil mnie, twardziela do lez rzesistych doprowadzic
        ;-P.
          • felinecaline Re: Krytyka salonowego budyniu 18.12.09, 18:49
            Ten, ktory mnie doprowadzil do lez nie byl bynajmniej do sushi , aplikowano mi
            go przez 3 dni na kazdy posilek po operacji, mimo zapewnien "boga", ze moge jesc
            wszystko. Personel nie posiadal sie ze zdumienia, ze zobaczyl moje lzy z takiego
            powodu po miesiacach znacznie wiekszych niedogodnosni, ktore znosilam "z piesnia
            na ustach" ;-D.
            Skutek byl taki, ze "bog uslyszal i zagrzmial" a ja na kolejny posilek dostalam
            cos jadalnego.
            Ale kisiele i budynie lubie pasjami.
                • felinecaline Re: Krytyka salonowego budyniu 13.01.10, 19:46
                  Ani - ani, moja Pani.
                  Raczej krem cytrynowy, ale bardzo jasny - Janou pisze, ze sciany sa biale, wiec
                  ta zoltawa poswiata pochodzi raczej od fotela, ustawionego w najbardziej
                  slonecznym miejscu salonu.
                  Janou, od lat moich licealnych mam podobnego kotka toczonego z drewna.
                  Towarzyszy innym kotom z mojej kolekcji w moim blym biurze, obecnym kacie
                  krawieckim Kicura.

                  • janou Re: Krytyka salonowego budyniu 13.01.10, 20:08
                    Meto zapomnialam dodac ze kilkanascie lat temu salon byl zielony,ale
                    znudzil mi sie na amen,to po pierwsze a druga rzecz uwielbiam jasne
                    kolory,nawet kiedy nie ma slonca to jakby jednak bylowink
                    ps.w grobowcach umarlabym juz sto razy,co jest zreszta logicznebig_grin
                            • felinecaline Re: Krytyka salonowego budyniu 13.01.10, 23:28
                              Cholerka, wcielo mi post, kiedy polecialam na @poczte.
                              Odtwarzam.
                              Wiec dla mnie z tego zdjecia tchnie spokojem francuskiego popoludnia, kiedu
                              sadza sie goscia przed filizanka aromatycznej kawy i herbaty i kruchymi
                              ciasteczkami z Mt St Michel i opowiada ostatnie nowinki o rodzinie i niekoniecznie.
                              Nawiasem mowiac ten fotel wyglada na fantastycznie wygodny, rownie jak moje, na
                              ktorych sie nieboansko spi podstawiwszy tulko pod nogi puf lub jak u mnie w
                              charakterze chauffeuse kosz z puchowym "farszem", kiedy za daleko jest isc do
                              sypialni.
                              Kolezanki - frankofonki, zawuazylyscie jak niesprawiedliwie jezyk polski zaweza
                              "powolanie" tego wyzej wymienionego pomieszczenia li-tylko do spania, podczas
                              kiedy filuterne francuskie "chambre à coucher pozwala na rozne w nim igraszki,
                              na lezaco jak z nazwy wynika , ale i niekoniecznie ;P.
                              By sie o tym przekonac... il suffit de derider les fesses.

                              • janou Re: Krytyka salonowego budyniu 13.01.10, 23:43
                                Feline nawet nie wyobrazasz jak masz racje piszac o
                                fotelu,wygodniejszego nie znam dlatego nie moge sie z nim rozstacsmile
                                a wiesz ile on ma lat...31,nie do wiary ale prawda,w nim
                                czytamy,robimy sieste,spimy i kawke pijemy....cudo nie fotelsmile

                                • felinecaline Re: Krytyka salonowego budyniu 13.01.10, 23:52
                                  No ale my sie nie znamy na minimalizmie ani na geometrii znamy, bo jak
                                  bylo o kwadratach prostokatach czy trapezach to spalysmy a obudzilysmy sie
                                  dopiero na okregach i elipsach z dodatkiem paraboli.
                                  To i ja jeszcze jedna parabole uczynie i powiem, ze jak juz sie czlowiek
                                  zdecyduje "derider les fesses" to i w kuchni i w lazience sobie rownie
                                  przyjemnie pofiglowac moze a potem w sypialni tym lepiej sie spi - wlasnie,
                                  kazdemu w swojej.
                                    • felinecaline Re: Krytyka salonowego budyniu 14.01.10, 11:19
                                      Janusiu, pomylilas "starszy" i "straszy".
                                      Fotel Meto nie straszy, boc to piekny, klasyczny chippendale a te jak ogolnie
                                      wiadomo maja korpusy i detale o wyrafinowanych ksztaltach i wielce
                                      funkcjonalne tongue_out.
                                      Starszy od Twoich napewno, bo ma sadzac po chronologii polskich stylow
                                      meblarskich conajmniej z 70 latek.
                                      No ale to przyklad takiego "metro"- Chippendla big_grin jest - tu wypolerowany, tu
                                      wyepilowany i wszystko gra :p niczyje poczucie estetyki urazone byc nie moze.
                                      I on raczej rudy niz pomaranczowy - "fauve" bestia, bym powiedziala.
                                      • metodiw Re: Krytyka salonowego budyniu 14.01.10, 11:31
                                        Starszy i straszy smile
                                        Swą szlachetnie zniszczoną skórą smile

                                        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/si/gb/hqay/tpciJSshp6VZ4Bbe7B.jpg

                                        Serio, to chciałabym kiedyś, jeżeli dożyję i znajdę fundusze, zmienić mu
                                        tapicerkę, bo naprawdę jest mocno zniszczona, a właściwie siedzisko i
                                        podłokietniki. Gdyby się dało dobrać skórę o tym samym odcieniu, nie zmieniając
                                        wszystkiego, byłoby idealnie.
                                        A w ogóle to fotel jest po prostu brązowy, natomiast kanapa jest sporo
                                        jeśniejsza i faktycznie wpadająca w odcień pomarańczowy.
                                        Kupowałam te meble razem, przypadkowo i okazyjnie, ale nie znam ich historii.
                                        Prawdopodobnie ktoś chciał szybko zlikwidować mieszkanie po babci.
                                        • felinecaline Re: Krytyka salonowego budyniu 14.01.10, 11:43
                                          A nie zauwazylyscie, dziewczyny, ze jak sie kogos kocha to nawet kazda nowa
                                          zauwazona rano zmarszczka czy kazdy "siwy wlos na skroni" potrawia wzruszac i
                                          rozczulac? To samo ma sie i do ulubionych przedmiotow.
                                          A co do skory - pamietam, kiedys bedac mlodym i powabnym dziewczeciem
                                          tlumaczylam mojej Autorce, dlaczego tak sie uparlam, zeby przerobila mi
                                          plaszczyk ze starej, wojskowej (carskiej) kapoty dziadka, mocno miejscami
                                          wyswiechtanej.
                                          Mamuniu, powiedzialam Jej wtedy - wiesz przeciez, ze skora tym wiecej warta im
                                          bardziej wytarta.
                                          I tu nie zapodam zadnej paraboli, ten fotel juz nas nimi nasycil.
                                          Meto, a teraz bardziej serio - u mnie sa takie rozne jak do drewna to i bejce do
                                          skory i moze warto by sprobowac ujednolicic karnacje Twoich Chipow? Po
                                          zabejcowaniu oczywiscie aplikuje sie woski i inne kremy, tez barwiace.
                                        • marguyu Re: Krytyka salonowego budyniu 14.01.10, 11:44
                                          Meto,
                                          jeszcze czas na naprawy. Ta widoczna patyna czasu dodaje mu tylko
                                          szlachetnosci. Wiesz, tak samo jak tym siwym, eleganckim panom
                                          przystojnym az do dziewiecdziesiatki smile

                                          Szczerze mowiac, to to co mi sie w POlsce nie podobalo, to to, ze
                                          wszystko bylo dramatyvcznie nowe i likwidowanie starego. Wrecz
                                          przesladowannie.
                                          Gdy remontowalam moj dom, to staralismy sie tak, zeby jak najmniej
                                          zmienic z jego charakteru lat 20. I sie udalo, bo dach pokrylam
                                          rasowa czerwona dachowka, okna wstawilam takie, ze nie razily swym
                                          ksztaltem i nowoscia, a oszklone drzwi (jedne podwojne, drugie
                                          pojedyncze; ciete szklo ze szlifami) sprzedaly sie za niewiarygodne
                                          pieniadze. Sobie pozostawilam potrojne rozdzielajace salon od
                                          jadalni. Reszte stolarki pracowicie czyscilismy z kilku warstw
                                          farby "tymy rencamy". Ale warto bylo.

                                          Fantastyczny fotel!
                                        • janou Re: Krytyka salonowego budyniu 14.01.10, 11:53
                                          Wy piszecie tak szybko ze ja nie zdarzam z odpowiedziasad
                                          Meto,czy Ty wiesz ile kosztuje takie cudo!
                                          A oprocz ceny;u mnie to nawet nie moge o tym marzyc,co siedem lat
                                          mielismy wnuka albo wnuczke,laza po fotelach i kanapach z
                                          butami,cukierkami,smoczkami z butelkami z mlekiem i tam jeszcze
                                          diabel wie co ale znalazlam parade,uszylam pokrowce(kiedys pokaze
                                          jak to wyglada)wiec kiedy przyjezdzaja na wakacje wszystko jest
                                          pokryte,a na ten zolty fotel wnuczka wytarla se kiedys rece z
                                          czekolada ale dalo sie wyczyscic.
                                      • janou Re: Krytyka salonowego budyniu 14.01.10, 11:36
                                        Czy ja jestem dyslektyczka?big_grin
                                        Felina napisala:
                                        >Kolezanki - frankofonki, zawuazylyscie jak niesprawiedliwie jezyk
                                        >polski zaweza
                                        >"powolanie" tego wyzej wymienionego pomieszczenia li-tylko do
                                        >spania, podczas
                                        >kiedy filuterne francuskie "chambre à coucher pozwala na rozne w
                                        >nim igraszki,
                                        >na lezaco jak z nazwy wynika , ale i niekoniecznie ;P.
                                        >By sie o tym przekonac... il suffit de derider les fesses.
                                        **********************
                                        Przypomnialas mi taka anegdotke;kiedy moj pierwszy wnuk mial 3/4
                                        lat,byl tak niemozliwy,ze musielismy miec na nim oko 24 godz na
                                        dobe,maz mowil;chyba na pralce go splodzili na pozycji wysuszania,a
                                        a propos mlodszego ktory jest spokojny,grzeczny,nigdy go nie
                                        slychac;chyba im wtedy pralka wysiadlabig_grin
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka