Dodaj do ulubionych

Jak sybaryta koi swoje nerwy?

07.10.10, 20:36
Sybaryci zapewne beda wiedziec.... Mam nadzieje...
Po latach na obczyznie czeka mnie powrot do Polski. Co samo w sobie zle nie jest, jednakze czeka mnie zdezenie z polska biurokracja, w tym biurokracja uniwersytecka. Po dzisiejszej rozmowie telefonicznej z dziekanatem , smiem sadzic ,ze bedzie potrzebne cos na uspokojenie. W ilosciach hurtowych.

Wiadomo,ze po - to jakis dobry alkohol, np brandy, albo moze wisniowka.... smile
Ale jak sie uspokoic przed bliskimi spotkaniami z szara biurokratyczna rzeczywistoscia?
Wszak trudno zachowac dystans, gdy ma sie do czynienia z nonsensem od ktorego zalezy np praca, i zycie codzienne? (pozwole nie wdawac sie w szczegoly aby oszczedzic nerwow - przedewszystkim sobie big_grin)

Do glowy mi przychodzi jedynie czekolada z orzechami i validol. big_grin

Pieknie dziekuje ze wszelkie pomysly smile

Obserwuj wątek
    • felinecaline Re: Jak sybaryta koi swoje nerwy? 07.10.10, 20:52
      No coz, w normalnych warunkach wszystkie pochodne c2h5oh sa dosc skuteczne, tyle, ze w opisanych przez Ciebie okolicznosciach bedziesz mogla zazywac ich z pewnym opoznieniem.
      Zycze szybkiego, pomyslnego i bezstressowego uregulowania tych spraw i milego sybarycenia post factum.
    • kwiatek_leona Re: Jak sybaryta koi swoje nerwy? 08.10.10, 15:05
      Niewiarygodne, moj wczorajszy wpis zniknal a teraz wlasnie odpisujac o raz drugi, dokonalam unicestwienia wpisu jednym nieuwaznym stuknieciem. No to jeszcze raz, w wielkim skrocie:
      Brandy polecam, szczegolnie z goraca herbata z cytryna. Nie tylko rozszerzy Ci naczynia krwionosne ale jest zbawcze w nadchodzacym sezonie przeziebien. Wisniowka notomiast, chyba ze pita w umiarze, powoduje powazny bol glowy nastepnego dnia. A pita w umiarze nie wywola pozadanego uspokajajacego efektu. Dobre wino wchodzi w rachube?
      Co do kontaktow z biurokracja, jeszcze kilka dni temu zaproponowalabym tzw. dopalacze, niestety ta opcja przestala wlasnie byc aktualnawink W takim razie proponuje duzo mocnej kawy, ktora spowoduje, ze bedziesz postrzegana jako osoba rzutka i energiczna. Czekolade zostaw sobie na wieczory z brandy, validol natomiast w swoim uspokajajacym dzialaniu postawi Cie natychmiast w pozycji straconej w sparringu z biurokracja.
      A ze dzielenie sie z innymi swoimi problemami jest cudownym lekarstwem, nalej sobie wieczorem brandy i wylej na monitor wszystkie zale na biurokracje. My pewnie nie pomozemy wiele ale proces sam w sobie bedzie niezwykle oczyszczajacy i kojacysmile






      • kotwbuciorach Re: Jak sybaryta koi swoje nerwy? 08.10.10, 15:22
        Dziekuje za wytrwalosc w pisaniu. smile
        Brandy juz wpisane na liste zakupow rzeczy absolutnie koniecznych. Kawy az sie boje pic, bo jeszcze pogryze kogos z wscieklosci.

        A klopoty? Coz, mozna podsumowac tak: "Londyn? Nie ma takiego miasta. Moze Londek ..."

        Praca w POlsce, ja za granica (ale juz szykujaca sie do powrotu), polska biurokracja wymagajaca szkolen BHP, badan lekarskich oraz papierow dostarczonch osobiscie na wczoraj, mimo ze decyzja zapadla dopiero co. Hihihi, przezywam szok kulturowy, to musi byc to.
        • kwiatek_leona Re: Jak sybaryta koi swoje nerwy? 08.10.10, 17:40
          Moze zajrzy tu kolezanka Zettrzy, ktora wlasnie niedawano wrocila do Polski po wielu latach spedzonych na zgnilym zachodziewink. Bedzie miala prawdopodobnie dla Ciebie kopalnie dobrych rad. Poki co, nie zniechecaj sie, nie wkurzaj tym, na co nie masz wplywu i spokojnie zalatwiaj to, na co masz wplyw, caly czas popijajac herbatke z brandy, oczywiscie.
        • fettinia Re: Jak sybaryta koi swoje nerwy? 09.10.10, 12:25
          Tja..no latwo nie bedzie.ale to sama wieszsmile
          Od prawie 23 lat mieszkam w DE,ale mialam maly epizod 2 letni w Pl.
          Oprocz wyzej wymienionych wewnetrznych uspokajaczy dodam cos zewnetrznego.
          OgrodsmileTak tak..po wielu utarczkach biurowych itp ogrod koil moje nerwy.Mielismy wynajety dom z ogrodem a w nim drzewa owocowe.Siedzialam pod przyslowiowa grusza,gapilam sie w niebo i splywal spokoj..potem robilam konfitury,powidla i inne przetwory co rowniez uspokajalosmile
          Powodzenia zycze i kompetentnych urzednikowsmile
    • zettrzy Re: Jak sybaryta koi swoje nerwy? 14.10.10, 15:46
      ooops, know what you mean... poniewaz pare razy trafilam na te mentalnosc i zawsze bez wyjatku wyrywalo mi sie wczesniej czy pozniej "o, to komuna wiecznie zywa", a kiedy pani (to sa z reguly panie) robila buzke dorzucalam z glupawym usmieszkiem "bo wie pani, ja prawie cale zycie spedzilam w Stanach i u nas" - tu koncowka adekwatna do sytuacji, ale konczylo sie zawsze placzem pani, przeprosinami i ze skad ona mogla wiedziec...

      jednym slowem, komuna wiecznie zywa w umyslach panstwa biurokratow, ale trzeba im to mowic w oczy, wtedy ida do kata wstydzic sie, bo oni tak strrrrrasznie chca byc UE... lub jeszcze lepiej, o ile mozliwe, i tak im przykro ze im nie wychodzi...

      z jedna pania wygralam walkowerem przez fraze "nie moge zrobic tego co mi pani sugeruje, ale moge zlozyc na pania skarge" - blyskawicznie sprawa okazala sie do zalatwienia

      poza tym, eskapistycznie wlazlam w turystyke/tlumaczenia, wiec nadal mam do czynienia z normalnymi ludzmi, zrob to samo - chocby na boku, niesamowicie pomaga

      ps. zamiast brandy sugeruje gin lubuski - polowe lub wiecej taniej, a calkiem niezly
      • kotwbuciorach Re: Jak sybaryta koi swoje nerwy? 15.10.10, 20:47
        Dzieki , bede stosowac! A za tlumaczenia zabiore sie jak tylko troche sie wszystko uspokoi. smile

        Juz chyba mialam ze 3 dawki tej biurokratycznej szczepionki a za miesiac dogrywka.
        Czy mi sie wydaje, czy w tym kraju nikt sie nie liczy z moim czasem? hmmm.

        Ale dzis ciocia opowiadala o jakims francuskim przysmaku: suszone sliwki parokrotnie zalewane brandy.... To moze byc dobrze. Bba, moze nalezy zdobyc i stosowac w celach leczniczych! smile

        A ginu tez trzeba sprobowac.
        • felinecaline Re: Jak sybaryta koi swoje nerwy? 15.10.10, 21:02
          Twoja zacna cioteczka wspominala z pewnoscia o Pineau desCharentes, to jest aperitif wytwarzany z soku winogronowego i wodki z okolic Cognac.
          Tutaj dane bardziej szczegolowe:
          cuisine.notrefamille.com/recettes-cuisine/recette-pineau-des-charentes-_294-ingredient.html
          Janou, looknij na dzial produktow importowanych w Carrefourze, kupilam dzis sloik polskich ogorkow konserwowych (concombres aigre-douce) ze starej, ciagle jarej bardzo dobrej firmy "Rolnik".
          Jeszcze nie probowalam, beda swietnym dodatkiem do Twojego foie gras big_grin
          • janou Re: Jak sybaryta koi swoje nerwy? 15.10.10, 22:42
            Merci Feline,bede w miescie Carrefour'a w przyszly wtorek,mamy rendez-vous z ophtalmo,mam nadzieje ze jeszcze znajde,a jaka masz pogode,bo u mnie to prawie jak koniec listopada,wiatr i nie wiecej niz 8°, czy macie jeszcze benzyne w Angers,wczoraj zatankowalam Toyotke przedemna bylo 15 samochodowsad
            • felinecaline Re: Jak sybaryta koi swoje nerwy? 15.10.10, 23:09
              Pogoda jest wlasciwie fajna, ani za chlodno, ani za cieplo, w porywach do +18°, bladawe slonko i jednak sporo wilgoci w powietrzu, dzis smielismy sie z Kicurem jadac obwodnica, ze laki wzdluzniej sa nareszcie zielone.
              Letnia spiekota wypala je zawsze "na slomianke" i dopiero we wrzesniu zielenieja na nowo.
              Mnie chcica zebrala w tym roku na ...botki - kozaczki, nie wiem skad mi sie to wzielo (caly rok chodze wlasciwie w jednakowego rodzaju butach, ktore moga ujsc tak w lecie w czasie ochlodzen jak w przy lagodnej zimie a tym razem hmmm...gdzies drzemie wizja "wyjsciowego" zestawu .
              Wlasnie tez dzis zalapalam sie na takie, jakie mi sie marzyly jeszcze w "glebokim PRLu " typu "skarpetka" (jedna kolezanka miala wtedy takie z paczki a my, pozostale skrecalysmy sie z zazdrosci (niedlugo, po pierwszych mrozach polskiej zimy to cudo zaczelo sie rozlazic jak zetlala gumka w majtkach tongue_out...).
              Co do polskiego towaru - najczesciej zalapuje sie jednak w Lidlu przy okazji ich promocji takiego czy innego kraju.
              W pozostalych sporadycznie cos rzucaja, dzis w Carrefourze byly wspomniane ogorce i cukinia konserwowa, ale ze Kicur jutro wyjezdza a moj apetyt jest mierny odlozylam kupno na po jego powrocie.
              Czasami bywa tez chrzan i cwikla, ale to jak z wygrana w totka.
              W Géancie juz dawno nie bylam, czasami widuje tam pumpernikel.
              Auchana u nas nie ma z wyjatkiem jego filii - Simply'ego wlasnie, calkiem sympatyczny, bo z braku laku podpieram sie wyrobami...tureckimi (calwa mon amour!!!!!!!!!).
              Nie ma tez Cory, nad czym lkam, bo w tej sieci robilam moje pierwsze zakupy francuskie. Byly bardzo tanie i udane.
              Taniosc byla nieslychanie wazna, dlatego, ze dysponowalam wtedy "kieszonkowym" przyznanym mi przez Ludowa Ojczyzne w wysokosci chyba 100$ a oczy mi sie swiecily jak psu na widok doslownie byle czego (rok 1980).
              Kupilam wtedy m.in sukienke taka najzwyklejsza, "z draga", ktora pozniej odkupil kolega dla zony kiedy ja juz przygotowywalam walizke do ostatecznego wyjazdu, kupilam tez koszule nocna z delikatnego, bawelnianego jersey'u, ktora sluzyla mi nawet jako...suknia wieczorowa i tez wzbudzala jeki zazdrosci.
              Chyba ja jeszcze gdzies mam jako relikwie, ale wiecej w niej juz dziur jiz materii poczatkowej tongue_out.
              I najbardziej udany zakup - woda kwiatowa, taniutka, bardzo powszedniej marki ale jakze dla mnie wtedy zabawnie brzmiacej - "Narta" - flakon mial fioletowa etykietke z sylwetka dziewczyny biegnacej przez lake a zapach byl....lepszy, niz prawie wszystkich moich pozniejszych kosztownych perfum....
              Alez mi wionelo nostalgia...


          • kwiatek_leona Re: Jak sybaryta koi swoje nerwy? 15.10.10, 22:46
            DFF (Droga Francuska Frakcjo),
            To juz Was przy okazji podpytam: ktore sklepy sieciowe we Francji maja najwiecej polskich produktow? Widzialam piekne zdjecia Janou z Auchan ale tego niet w mojej alzackiej okolicy. Mamy w okolicy Carrefour, Cora, Lidl i Simply. W tym ostatnim nigdy nie bylam, Lidl (przynajmniej w mojej dziurze) jest dosc podlawy, Carrefour w porzadku. Cora w tym calym towarzystwie wydaje sie najciekawsza. Za daleko wprawdzie na codzienne zakupy ale na tyle blisko, zeby co kilka tygodnie wpasc po zaopatrzenie. Widzialam tam juz zreszta kiedys jakies polskie produkty ale zapomnialam co.
            I jeszcze jedno pytanie, czy gdziekolwiek tam mozna dostac kasze gryczana? Nigdzie nigdy nie widzialam. Pewnie najlepszym pomyslem sa polskie sklepy wysylkowe, czy to we Francji, czy w Niemczech, czy wrecz w Polsce. Inaczej skonczy sie na tym, ze mi rodzina i przyjaciele beda musieli wysylac paczki zywnosciowewink
            • janou Re: Jak sybaryta koi swoje nerwy? 15.10.10, 23:14
              Kwiatku,od czasu do czasu w Cora sa polskie produkty ale to naprawde bardzo rzadko, Simply jest w moim miasteczku ale nigdy nie widzialam polskich produktow,a czy przypadkiem w Lorraine gdzie zyje wiele Polakow nie znalazlabys cos ,do Nancy nie jest az tak daleko.
              • kwiatek_leona Re: Jak sybaryta koi swoje nerwy? 15.10.10, 23:47
                Janou, dzieki! Eeee, do Nancy to dla sybaryty troszke daleko smile Ale co bede robic, to polowac w Corze i jak rzuca prowianty, zaopatrze sie jak na wojne. Zreszta, szczerze powiedziawszy, wszystko, co mi do szczescia brakuje, jest dostepne w moim lokalnym SuperU. Wspomniana juz kasze gryczana i tak jem niezwykle rzadko a druga rzecz, czyli musztarda "Sarepska" moze do mnie przyjechac w tej samej paczce co kasza. Wybaczcie wszyscy purysci musztardowi - mam slabosc do Sarepskiej.
                • felinecaline Re: Jak sybaryta koi swoje nerwy? 16.10.10, 00:24
                  No a kiedyz to ach kiedyz nastapi ten wiekopomny dzien Twojej transplantacji na grunt francuski? Czekam jak kania ddzu a tu wciaz hameryka i hameryka. Juz sobie wyobrazam ten "zjazd gwiazd" jaki wtedy urzadzimy ;D!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                  • kwiatek_leona Re: Jak sybaryta koi swoje nerwy? 16.10.10, 01:21
                    Hehe, ten wiekopomny dzien wydaje sie byc zawsze za rok, kiedykolwiek bym nie byla o to pytana. Ale jezeli zbierzemy watle sily do kupy i wyslemy kontenerkiem troche potrzebnych nam gratow i ksiazek, bedziemy duzo bardziej zmobilizowani, zorientowawszy sie po wysylce, ze ani nie ma talerzy ani nie ma ich na czym postawic. Tak szczerze powiedziawszy, sen mi z oczu spedza wysylka kotow. Mam 2 mozliwosci: albo lekko farmaceutycznie uspokjone w klateczce w sekcji bagazowej (ale ogrzewanej) albo z nami w kabinie w osobnych klateczkach, w klasie biznesowej, bo mamy na tyle uzbieranych punktow, zeby przeleciec w tym, ehmmm, lukusie. Tak czy inaczej, biedaki przezyja powazna traume i nie wiem, ktora bedzie mniejsza.
                    Tak czy inaczej, zjazd gwiazd bedzie swietny i postaram sie przywiezc z soba wiele opakowan Alka Seltzer, tak na wszelki wypadek wink
                    • marguyu Re: Jak sybaryta koi swoje nerwy? 16.10.10, 01:50
                      kwiatku,
                      sunia mojej tesciowej, pudelek nie wiekszy od kota, odbyla w obie strony podroz z Francji na Reunion (9 godzin lotu) w kabinie. Dostala od weta procha na uspokojenie i wiekszosc podrozy przespala. Wrocila w ogromej formie. Wiem, bo to ja pojechalam po tesciowa na lotnisko.
                      Z problem z siusianiem zostal rozwiazany za pomoca plastikowych woreczkow z wata.
                        • marguyu Re: Jak sybaryta koi swoje nerwy? 16.10.10, 12:07
                          kwiatku,
                          to byly woreczki przeznaczone do wykladania kociej kuwety. Kotom oprocz waty absorbujacej wilgoc odchodow dorzucilabym garsc znanego im zwirku. Tak zrobilam gdy odwozilam do Polski przyjaciolke z kotem -1500 km malym, wypchanym po brzegi autem. Kociak widzac zwirek natychmiast wiedzial o co chodzi.
                          • felinecaline Re: Jak sybaryta koi swoje nerwy? 17.10.10, 18:56
                            Ja aktualnie koje swoje big_grin
                            Po dyskusji z trollica, i przysiegam, ze juz sie nie odezwe, dosc miala radochy - zgin, przepadnij maro.
                            Moja wyszukiwarka nic mi nie pokazala, ale przezyje.
                            koje i swoje cialo, mam potemu czas do soboty, jak na priva opowiadalam Janou wzielam sobie wolne za czas "nadrobiony" i moge sie sybarycic ile wytrzymam.Kicura od wczoraj nie ma, wyprawilam go na wczasy do Bretanii, zyjemy sobie jak u Pana Bozi za piecem z Pitunia, oddajemy blogiemu dolcefarniente (och - nie tyyylko tongue_out), jemy same dobrosci, ktore nie wymagaja gotowania i ktorych Kicur nie lubi, teraz pojde nastawic sobie kapiolke z roznymi pianami i solami, zrobie glowke i jutro klekajcie narody! pojde sobie do miasta zeby "pavaner" jak mowi Kicur, co oznacza dumny przemarsz. Ja nazywam to pogodnym spacerkiem przez przyjemne miejsca.
                            • janou Re: Jak sybaryta koi swoje nerwy? 17.10.10, 19:18
                              A nie mowilam ,ze tak kilka dni tylko z Pitunia to raj na ziemismile
                              Masz szczescie ze na spacerek masz zamiar sie zabrac,kilkadziesiat km odemnie i wyzej niz u mnie spadl pierwszy snieg,a tu tylko + 6° z wiatrem i deszczem.
                              snieg w Super Besse;
                              actualite.lachainemeteo.com/actualite/meteo/premiere-neige---appel-aux..._9145_2010-10-14.php
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka