rafal761
25.06.03, 23:45
Oto co w dzisieszym Dzienniku Polskim pisze o tarnowskim rynku,
Oko w oko z maszkaronem
Tarnowska Starówka olśniewa dziś urodą odnowionych elewacji i sztukateriami
Remont sprawił, że budowle są solidne od piwnic aż po dach i tarasy
Tarnowskie gotycko-renesansowe stare miasto jest drugim, po Krakowie,
najciekawszym zespołem zabytkowym w Małopolsce. Niedawno piękno tego miejsca
umieli dostrzec tylko historycy i konserwatorzy sztuki, zachwycając się
konstrukcją brył i detalem architektonicznym w postaci pilastrów, attyk,
gzymsów, kamiennych portali itd.
Dzisiaj Starówka olśniewa urodą odnowionych elewacji, świeżością stolarki,
ozdobami, czasem stylizowanymi na staroć a puryści, zaskoczeni tempem prac
narzekają, że proces ten przebiega zbyt szybko, że w pewnych przypadkach
prace niewiele mają wspólnego ze sztuką konserwatorską. Trudno w tym miejscu
rozstrzygać spór. Faktem jest, że najstarsza dzielnica, pełniąca przez wieki
funkcję mieszkaniową, zaniedbana do granic możliwości, staje się eleganckim
centrum usługowo-handlowym. Stare mury i wnętrza pełnią funkcję galerii, sal
wystawowych, kawiarni, restauracji, biur instytucji itd.
Doskonałością stylu
urzeka kilka miejsc. Jednym z nich jest na pewno dom Mikołajowskich z 1524
r., najstarsza kamieniczka mieszczańska, siedziba Muzeum Diecezjalnego. Prace
remontowo-konserwatorskie rozpoczęto od odgrzybiania, odwilgocenia
pomieszczeń, by zmienić klimat "nabrzmiały pleśnią". Cel został osiągnięty,
ale wszystkie zabiegi, realizowane sumiennie, krok po kroku, zajęły kilka
lat. Zwiedzający są oszołomieni pięknem wnętrz z przełomu gotyku i renesansu,
a także wspaniałością eksponatów, z tego samego okresu. Zachwyt budzą też
portale, którymi ozdobiono wszystkie otwory drzwiowe.
Dyrektor muzeum ks. Tadeusz Bukowski przypuszcza, iż jest to ten sam
warsztat rzeźbiarski, który dostrzegamy we wnętrzach komnat wawelskich.
Niewykluczone, że rzeźbiarskie detale realizowała ta sama pracownia. W tym
zaułku Starówki, szczelnie zabudowanym wąskimi kamieniczkami, jest dosyć
pracy dla konserwatorów na wiele następnych lat. Proces odnawiania przedłuża
się, magistrat skąpi pieniędzy na ratowanie tego, co najcenniejsze.
Przechodząc kilka uliczek dalej stajemy przed zespołem sześciu kamienic, w
których praca trwa nieprzerwanie od ośmiu lat. Kamienice są własnością
Małgorzaty i Renato Rossettich, a nad remontem czuwa architekt Bogdan
Niemiec. - Moją pracę - mówi - można porównać z zawodem architekta na
Zachodzie, który jest także budowlanym. Tu nadzoruję realizację własnego
projektu remontu i adaptacji wnętrz.
Właściciele jeszcze nie zdecydowali, jaką funkcję będzie pełnił kompleks.
Wnętrza mają charakter uniwersalny i mogą w jednej chwili stać się zarówno
centrum handlowym, jak i kompleksem salonów wystawienniczych. Piwnice, parter
i piętra zajmują ponad 5 tys. m kw. i dają wiele możliwości aranżacji wnętrz.
I te kamieniczki były ruiną. Bogdan Niemiec pamięta karkołomne zabiegi przy
umacnianiu ścian.
Spinano je klamrami,
co pozwoliło utrzymać pion ale materiał był tak kruchy, że rozsypywał się
wewnątrz. Remont sprawił, że budowle są solidne, w każdym calu, od piwnic aż
po dach i tarasy. Przechodzień dostrzega świeżość elewacji, bogate
zdobnictwo, okna z pozłacanymi herbami. Na razie nie ma możliwości zajrzenia
do środka, na dawne podwórko zasłonięte długim na kilkanaście metrów
świetlikiem z luksferów. Szklane pustaki są kruche, ułożenie ich w ciągu i
nadanie formy tunelu było niezwykle trudnym zajęciem nawet dla wprawnych
fachowców. Przechodzień nie ma jeszcze możliwości pokonania wysokości i
dotarcia na taras i platformę widokową. Po uruchomieniu windy nie będzie to
żadną sztuką, teraz trzeba wspiąć się po schodach, a nawet po drabinie
przymocowanej do dachu.
Warto zadać sobie taki trud. Stając na tarasie, oko w oko z maszkaronami
sąsiedniej budowli - ratusza, a z drugiej strony na wprost apsydy katedry
można kontemplować piękno rzeźb, zachłysnąć się świeżym powietrzem, napatrzyć
na piękne widoki w dalekim tle, z górą św. Marcina. Taras jest gotowy, czeka
na krzesła i stoliki. Włosi doceniają funkcję i urodę takiego miejsca,
wiedzą, że
wspinaczka na platformę
widokową jest nie lada atrakcją dla turysty zwiedzającego zabytek, nic
dziwnego, że właściciele kamienic Małgorzata i Renato Rossetti zadbali i o
ten szczegół. W najwyższym punkcie dachu znajduje się galeryjka, z której
będzie można podziwiać nie tylko maszkarony ale i zaułki ulic, rozchodzących
się w cztery strony świata, prostopadle od rynku.
Tam, na górze, jak magnes przyciąga pierwsza murowana budowla w Tarnowie,
wspomniany już ratusz wzniesiony w XIV wieku. Złote lata dla tej budowli
nadeszły wraz z pojawieniem się w połowie XVI wieku na zamku Tarnowskich
włoskiego mistrza rzeźby i architektury Jana Marii Padovano. Pod okiem
artysty przebudowano ratusz w stylu renesansowym, dobudowując piętro.
Spadzisty dach został zasłonięty attyką. Na jej falistych wzniesieniach
umieszczono głowy dzikich mężów - maszkarony. Urodę dzikich mężów potrafił
docenić Włoch Rossetti, umożliwiając,z sąsiedniego dachu, oglądanie tych
dzieł.
Ratusz czeka na kolejny złoty okres, odnowienie i przebudowę. Projekt już
jest, pieniądze musi wyasygnować marszałek Małopolski, który jest
właścicielem dawnej siedziby władz.
Wokół ratusza trwa wielkie porządkowanie zabytkowej zabudowy. Tarnowska
klasa średnia lokuje w tych nieruchomościach kapitał, stając się właścicielem
lokali, eleganckich sklepików i galerii. Zamożni mieszczanie doceniają piękno
i znaczenie stworzonych przed wiekami budowli i podobnie jak przodkowie
powierzają mury w ręce doświadczonych architektów, ludzi z poczuciem piękna,
stylistom, by nie zatracić ładu i harmonii.
KRZYSZTOFA BIK-JURKOW