Cisza i spokój, więc stawiam pytanie

IP: *.solutions.net.pl 16.07.03, 20:14
Ostatnio z moją koleżanką odbyłyśmy dość burzliwą dysuksję, która choć
wyniknęła z nieporozumienia, była ciekawa i stymulujacą i natchnęła mnie do
rozpoczecia tego wątku. Liczę więc na dyskusję i aktywność z Waszej strony.
Jestem zdania, że człowiek nigdy do końca nie pozna drugiego człowieka bo
jesteśmy istotami nieprzewidywalnymi :). Ale uważam, ze najlepszym "testem"
dla życiowych partnerów jest mieszkanie razem. Nieważne czy przed slubem,
bez slubu, po prostu życie razem - oddychanie wpólnymi problemami.
I nie mam nic przeciwko jesli ludzie przed slubem mieszkają razem, albo w
ogóle tego slubu nie chcą brać.
Moja koleżanka ma całkiem odmienne zdanie i ja go bardzo szanuje, ale mam
inne. Uważa, że robienie sobie jakiś prób jest nie w porządku jak się ludzie
kochają, bo albo chcą być ze sobą albo nie, i nie ma potrzeby wystawiania
się na próby. Uważa, że unikanie ślubu jest swoistym uciekaniem od
odpwowiedzialności. Ze bałaby się mieszkać bez ślubu, bałaby się ze w każdej
chwili ktos trzaśnie drzwiami i pójdzie sobie ( tu akurat uważam, że takie
same obawy mogą towarzyszyć tym, którzy ślubne papiery mają w szufladzie).
A Wy co na to?
Czy warunkiem koniecznym zamieszkania ze sobą, bycia ze sobą jest ślub?
    • Gość: gomez Re: Cisza i spokój, więc stawiam pytanie IP: *.solutions.net.pl 16.07.03, 21:20
      na zachodzie ludzie mieszkaja razem nieraz przez dlugie lata bez slubu i
      nikogo to nie dziwi.slub biora czesto majac juz dorosle dzieci co wynika z
      tego ze panstwo opiekuje sie samotna zekoma matka .zapomogi nie sa wcale
      symboliczne.to jedno a po drugie wydaje mi sie ze w ten sposob mozna wlasnie
      uniknac wielu rozwodow.mieszkajac razem poznaja sie wzajemnie jesli nie pasuja
      to adieu i tyle.u nas kroloje w calej rozciaglosci wiek 19.czasy dulskich nie
      odeszly.
      • lemuriza Re: Cisza i spokój, więc stawiam pytanie 17.07.03, 09:40
        To o czym piszesz Gomez jest trochę dla mnie dziwne.To jest chyba trochę nie
        fair, takie udawanie samotnej matki po to żeby dostać zapomogę i niebranie
        slubu z tej przyczyny. To najogólniej rzecz biorąc jest nieuczciwe.
        Albo się chce wziąć ślub albo nie. I jeśli się czeka z tym 18 lat, to po co to
        robić w ogóle?
        Takie wyrachowanie i branie pod uwagę tylko i wyłącznie przesłanek
        ekonomicznych chyba niedużo ma wspólnego z miłością.
        Przynajmniej taką miłoscią o jakiej myślę. Miłością , która nie stawia
        warunków, kóra nie jest wyrachowana. Bo wtedy to nie wiem czy to w ogóle miłość.
      • zranka Re: Cisza i spokój, więc stawiam pytanie 17.07.03, 13:31
        W Niemczech ludzie sie rozwodzą bo to sie opłaca w rozliczeniu podatkowym. Ona
        ma status samotnej matki - więc dostaje lepszą kasę i nie musi pracować. Ale
        kochaja sie bardzo. Kalkulowanie miłością jest według mnie bardzo niemoralne.
        Tak samo ja branie slubu tylko dla szybszego uzyskania obywatelstwa. ten sam
        worek.Relatywizm.Ale ma krótkie nogi, bo wpada sie w jego sidła.
    • Gość: lobuzek Re: Cisza i spokój, więc stawiam pytanie IP: *.zetosa.com.pl / 192.168.202.* 16.07.03, 23:05
      Zgadzam się z przedmówcą. Może wspólne zamieszkiwanie nie jest koniecznym
      warunkiem szczęśliwego małżeństwa, ale na pewno daje więcej pożytku niż szkody.
      Dla mnie w życiu "na kocią łapę" nie ma nic złego i w zupełności je akceptuję,
      choć sam jestem żonaty. Tak czy inaczej - jestem na tak. Nie zaszkodzi wspólnie
      pomieszkać, sprawdzić się w różnych sytuacjach, nie tylko od święta, ale w
      szarej i problemowej rzeczywistości. Małżeństwo jest zbyt wielkim wyzwaniem, a
      poznawanie się dopiero po ślubie, gdy w zasadzie już nie ma odwrotu może być
      bolesne i prowadzące do rozpadu związku.
      • rafal761 Re: Cisza i spokój, więc stawiam pytanie 16.07.03, 23:32
        Ja również nie widzę nic złego w mieszkaniu razem bez ślubu, zresztą to nie te
        czasy, choć mówienie o zamieszkaniu na próbę mnie trochę niesmaczy. Na próbę to
        mozna sobie wziąść samochód, a nie partnera. Ja ze swoją żoną zamieszkałem
        razem dopiero po ślubie ( nieliczac jakiś tam wyjazdów wspólnych ) i jest
        super, mój kumpel mieszka już 4 lata ze swoją kobietą bez ślubu - i też jest
        super. najważniejsze żeby było fajnie.....
        • lemuriza Re: Cisza i spokój, więc stawiam pytanie 17.07.03, 09:26
          Masz rację rafal, najważniejsze żeby było fajnie, żeby miłość była.
          Żeby mieć poczucie tego, że ten drugi człowiek jest ważny, żeby mieć dla niego
          szacunek za wspólnie przeżyte lata, za wspólne pokonywanie problemów, za
          wspólne radości.
          Żeby nigdy nie zapominać, że w domu jest ktoś kto czeka i kocha.
      • lemuriza Re: Cisza i spokój, więc stawiam pytanie 17.07.03, 07:52
        No tak generalnie zgadzam się z tym co piszecie, ale teraz mam pytanie do tych
        z Was, którzy są katolikami, bo mnie to nurtuje.
        Kościół Katolicki dość jasno wyraża się w tej sprawie, czyli nie ma mowy o
        mieszkaniu bez slubu, o seksie przed ślubem.
        Ilu Katolików jest wiernych tej zasadzie? Nie wiem, ale myślę, ze znikomy
        procent, chociaż znam takich i chwała im za to, że potrafią być wierni zasadom.
        Kiedyś zapytałam mojego kolegę bardzo silnie związanego z Kościołem, a
        jednocześnie pomieszkującego ze swoją dziewczyną, co oczywiście skutkowało
        seksem przedmałżeńskim , z czym się nie krył: jak to co robi ma się do jego
        wiary, zasad itd.
        Powiedział, uwaga: mam wyrzuty sumienia! żałuję!
        Siedziała z nami jego dziewczyna i ze zdziwienia aż otworzyła buzię.Wcale jej
        się nie dziwię, bo dziwne to żałowanie, żałowanie czegoś co robi się z ukochaną
        osobą, co robi się z miłości, z czego się ma przyjemność. Czy naprawdę można
        tego żałować?
        No i mam taki wniosek, ludzie popłeniają grzech, bo takim jest wg Kościoła seks
        przed ślubem, idą do spowiedzi, załują za grzech i juz w tym momencie wiedzą,
        ze będą go popełniać dalej.
        Chyba cos tu nie gra.
        Żeby była jasność, nie widzę nic złego w mieszkaniu razem przed ślubem i
        seksie, taki tylko wniosek mi się nasunął, bo piszecie , ze jesteście jak
        najbardziej "za" a pewnie któryś z Was jest Katolikiem i chodzi do kościoła.
        • Gość: gomez Re: Cisza i spokój, więc stawiam pytanie IP: *.solutions.net.pl 17.07.03, 10:26
          a nie za goraco na takie dyskusje?.kazdy powinien zyc jak mu pasuje to tyle.a
          dzisiaj to ale bedzie goraco i dobrze
          • lemuriza Re: Cisza i spokój, więc stawiam pytanie 17.07.03, 10:46
            Na ciekawe dyskusje zawsze jest odpowiedni czas , tak myślę.
          • lemuriza Re: Cisza i spokój, więc stawiam pytanie 17.07.03, 13:09
            Też jestem zdania, ze każdy powinine żyć tak jak chce.bez ślubu, albo z.
            próbuję tylko rozruszać trochę forum.
            A poza tym intryguje mnie ta w pewnym sensie dwulicowość niektórych Katolików.
            Bo czyż to nie jest dwulicowowść?
            albo się z czymś identyfikuje i wtedy tak od początku do końca, albo nie.
            Tak mi się zdaję , ale może się mylę?
            I naprawde to nie to, ze wtracam się w ich życie, bo jesli im z tą
            dwulicowością dobrze, to ich sprawa, tak mnie to tylko interesuje z punktu
            widzenia rozważań na temat religii, człowieka, motywów jego postępowań,życia
            najógólniej mówiąc.
            Zresztą myślę, ze Kościół powinien trochę zwryfikować niektóre poglądy i
            zasady, na czele z celibatem!
            • Gość: zranka Re: Cisza i spokój, więc stawiam pytanie IP: *.powiat.tarnow.pl 17.07.03, 13:53
              Ja myslę, że kościół ma takie poglady jakie ma i jesli ktos się z nimi nie
              identyfikuje nie musi w tym kościele być po prostu. To nie tak jak w państwie
              gdzie sa beznadziejne przepisy,które potrzeba zmienić ale na które jest sie
              niejako skazanym. Przynależnosc do takiego czy innego Kościoła jest prywatną
              sprawą każdego człowieka. Jesli ktoś nie chce nikt go nie zmusza a to czy
              powienien zmienić coś w swych pogladach - o tym powinni decydować członkowie
              tego kościoła.Co innego jest łamanie podstawowych praw ludzkich w religii ale
              myslę, że chrześcijaństwo nie łamie żadnych zasad. Jest to liberalna religia
              na tle innych. Rownośc płci również mimo krzyku ludzi, którzy nadinterpretują
              starostestamentowe prawa i wbijaja do głowy, że chrzescijaństwo spycha na
              dalszy plan kobietę.Jedna wielka bzdura albo spaczone obraz chrześcijaństwa.
              Pisze tak bo często sama dyskutuję co powinno się zmienić czy nie w kosciele
              np. Ale skoro są nadal ludzie, którzy przychodzą do seminarium i mimo celibatu
              w Kosciele Katloickim chcą w tym kościele działać to może nie uszczęśliwiajmy
              ich na siłę. Mają na zastanowienie 5 albo nawet 6 lat a to według mnie długo
              jak na narzeczeństwo z którego mozna się jeszcze przeciez wycofać.Tak sobie
              teraz pomyslałam, że tylko oni moga w tej kwestii coś powiedzieć. Tak jak
              wmawia sie , że zona to takie zło konieczne (czego w żaden spoób nie akceptuję
              bo kilka par znam które jako małżeństwa sa świetnymi partnerami a miłosć
              kwitnie tam mimo upływu lat w tym myslę, że moje jest całkiem ok.)
              • lemuriza Re: Cisza i spokój, więc stawiam pytanie 17.07.03, 14:09
                Masz rację, że nikt na siłę nie musi być w Kościele.Ale co zmiany pewnych praw
                i zasad to już nie do konca się zgodzę.
                Swiat się zmienia, więc wraz z tą zmianą trzeba pewne rzeczy modyfikować ( i
                nie mówię tu o konkretnych przykładach), tak jak i prawo się modyfikuje po
                prostu bo taka jest konieczność wynikająca z upływającego czasu.
                A co do celibatu, to myślę jednak, ze jest trochę sprzeczny z naturą człowieka.
                Człowiek jest mimo wszystko "zwierzęciem" stadnym w szerokim rozumieniu tego
                słowa.
                Myślę, że bardzo uczciwe byłoby wprowadzanie takich zasad jak w prawosławiu. Ci
                kórzy chcą robić karierę w strukturach kościoła muszą zadeklarować celibat (
                czy po to by całkowicie się poswięcić Kosćiołowi i nie rozpraszać? nie wiem), a
                Ci kórzy nie chcą mogą słuzyć kościołowi, parafianom i jednocześnie mieć
                rodzinę.
                Pewnie, że prawdę o tym mogą powiedzieć tylko sami księża, jak się z tym czują
                i tak dalej.
                To sa tylko takie moje dywagacje i moja osobista opinia przez którą przemawia
                bardzo osobiste również przeżycie, mało przyjemne a mające związek z tym co
                pisze.
                • zranka Re: Cisza i spokój, więc stawiam pytanie 17.07.03, 14:20
                  Myslę, że modyfikacja nastąpić może jesli ludzie przestana sie z kościołem
                  identyfikować.Jeśli nikt nie będzie chciał zostac ksiedzem, jesli nie będzie
                  chętnych na podjęcie decyzji o celibacie na całe zycie. (przynajmniej
                  teoretycznie). Ale póki co jeśli tak sie nie dzieje -Kościół ma prawo
                  twierdzić, że celibat nie jest przestarzały ani staromodny skoro i tak są
                  chętni do stanu zakonnego czy kapłańskiego. Myslę, że seks czy posiadanie
                  kogoś bardzo bliskiego nie jest istotą "stadności". Mozna ja realizować
                  pracując w szpitalach, na misjach, w hospicjach, z ludźmi po prostu.
                  Oczywiście z mojego punktu widzenia jest to bardzo trudne jesli w ogóle nie
                  niemozliwe. Ale nie możemy wszystkich mierzyć swoja miarą, i patrzeć na księzy
                  wyłącznie przez pryzmat jednostkowych przypadków. Inna sprawa, że to bardzo
                  trudny "zawód" i bez powołanie nie ma mozliwości całkowitego zrealizowania się
                  w nim. Bo tylko ludzie naprawde powołani mogą poradzic sobie z tak ciezką
                  sprawą jaką jest samotność i brak swojego stałego miejsca na ziemi.Inaczej
                  jest się lepszym czy gorszym rzemieślnikiem a skutki tego (jak widać) są
                  opłakane.
              • Gość: lemuriza Re: O celibacie na poważnie IP: *.solutions.net.pl 17.07.03, 20:03
                Taką ciekawą dyskusję znalazłam na stronie www.racjonalista.pl. Oto fragment:
                Autor tekstu: Mariusz Agnosiewicz; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,336

                Prostaczek - Księże katecheto, mam pytanie, jeśli można, typu osobisto-
                teologicznego. Czy nie uważa ksiądz, że warto było by, w celu uzdrowienia
                Kościoła, znieść celibat księży? Po pierwsze szło by tam więcej wartościowych
                ludzi, a po drugie w zgodzie z nakazami Pisma byłoby.

                Ksiądz katecheta - Ach, cóż, trzeba nieść brzemię czystości, skoro się na to
                decydujemy. Łatwo nie jest, a nawet niezwykle trudno, ale któż mówił, że ma
                być łatwo. To służba, chłopcze, nie rozrywka.

                P. - Mówi ksiądz, że jest bardzo trudno. Tak, myślę, że wielu, jak nie
                większość przegrywa w tych zmaganiach z "czystością". Część z tego później
                wypływa na światło dziennie, jakiś drobny procencik i to się nazywa wielkimi
                aferami, a to przecież chleb powszedni w tym zawodzie. Przez te nienaturalne
                nakazy wielu ulega najróżniejszym zboczeniom seksualnym. Wszędzie czai się
                obłuda. Przecież nie jest to dogmat, można to znieść, zwłaszcza, że w
                niektórych obrządkach katolickich celibat jest dopuszczony, a ponadto celibat
                przez większą cześć historii Kościoła nie był przestrzegany i upowszechnił się
                dopiero w późnym średniowieczu, zwłaszcza w Polsce. Obowiązującym prawem
                ogłoszony został dopiero w wieku XI, w Polsce przyjął się zaś w XIII/XIV.
                Wprowadzony po to, aby majątki żonatego kleru nie wychodziły poza Kościół,
                kiedy ten umrze, aby nie dziedziczyły ich rodziny.

                Kk. - Bezżeństwo duchowieństwa znajduje ostateczne uzasadnienie w tym, że
                służba na rzecz społeczności wierzących oraz oddanie się bogu pochłaniają
                kapłana całkowicie i wiążą go. Na celibat kapłański trzeba patrzeć w świetle
                troski o dusze ludzkie.

            • Gość: lemuriza Re: o celibacie na wesoło IP: *.solutions.net.pl 17.07.03, 19:53
              Brat Andrzej, który całe swoje dorosłe życie spędził w habicie, był
              odpowiedzialny za szkolenie nowych skrybów w trudnej sztuce ręcznego
              kopiowania, słowo po słowie, Pisma Świętego. Któregoś dnia nowy, gorliwy
              skryba, brat Jonathan, zapytał czy komuś zdarzyło się kiedykolwiek zrobić błąd.
              - Ależ nie - odpowiedział brat Andrzej. Od pokoleń wszystko było przepisywane
              bez najmniejszej pomyłki.
              Najwyraźniej brat Jonathan wciąż nie był do końca przekonany. Zapytał bata
              Andrzeja, skąd to wie.
              - Mój synu - odrzekł starszy mnich, kierując się w stronę biblioteki zakonu
              - Pozwól, że pokażę ci pierwszy zapisany kiedykolwiek tom, byś sam się mógł
              przekonać, że jest identyczny ze wszystkimi późniejszymi.
              Po kilku godzinach oczekiwania brat Jonathan postanowił sprawdzić, co się
              dzieje ze starszym zakonnikiem. Poszedł więc do biblioteki, gdzie zastał brata
              Andrzeja siedzącego samotnie w rogu sali. Płomień świeczki oświetlał jego
              pomarszczone policzki, po których spływały łzy.
              - Co się stało? - zapytał brat Jonathan
              - Nie mogę w to uwierzyć. - odparł brat Andrzej drżącym z emocji głosem - W
              oryginale jest napisane: "Żyj w celi bracie", a nie "w celibacie".

    • zranka Re: Cisza i spokój, więc stawiam pytanie 17.07.03, 13:27
      no tak.
      Uważam, że żaden papierek nie daje gwarancji szczęścia. Zaden. Ale mówiąc o
      potrzebie slubu (w sensie ogólnym, nie chodzi mi o slub koscielny bo to według
      mnie prywatna zupełnie sprawa) miałam na myśli publiczne oświadczenie dwojga
      ludzi, że chcą ponieśc odpowiedzialność za bycie razem i ewentualne
      konsekwencj rozpadu.Myslę, że jednak ślub daje takie poczucie (chociaż to)
      bezpieczeństwa, że zanim ktoś przyjdzie i powie ci w twarz: "Sorry odchodzę
      bez żadnych konsekwencji" po prostu.To może kilka choc razy własnie ze względu
      na ten slub zastanowi sie i może choć raz spróbuje cos od nowa. Poza tym życie
      bez slubu to dla mnie takie dawanie sobie furtki, że w razie klapy nikt nie
      będzie mógł miec do nas o nic pretensji, bo przecież nie bralismy slubu. A to
      juz jest nieodpowiedzialne.
      Generalnie nie jest tak, że warunkiem koiecznym do zamieszkania jest slub -
      tak jest dla mnie ponieważ jestem wyznania rzymskokatolickiego więc obowiązuja
      mnie pewne zasady. Ale dawanie komus nadziei albo życie w lęku, że z powodu
      złego humoru przed okresem on po prostu odejdzie twierdząc, że nie da rady
      albo ona sie obrazi bo on jej zwróci uwagę, że wydaje za duzo kasy - to już
      nie jest takie nic nie znaczące. Według mnie.
      • lemuriza Re: Cisza i spokój, więc stawiam pytanie 17.07.03, 13:56
        No wreszcie się coś rozruszało.
        To trudny temat. Tak myślę.
        Czy ślub cos zmienia? Zapewne. Zapewne trudniej odejść, zapewne pod kątem
        prawnym jest już inaczej, bo podział majątku itd.
        Ale tak sobie myślę, ze w momencie kiedy dwoje ludzi decyduje się na bycie ze
        sobą, bez ślubu czy z. to jest deklaracja. I mieszkanie razem to tez już jest
        jakaś deklaracja, to jest sygnał, dla drugiej osoby, że się chce z nią być.
        Mówię tu o osobach, odpowiedzialnych, tych które naprawdę kochają.
        Myślę, że to jest tak, ze w Polsce bardzo silnie jest zakorzeniona tradycja
        małżeństw i z trudem przyjmuje się tzw. wolne związki. A może czasami naprawdę
        lepiej jeśli ktoś nie decyduje się od razu na ślub, bo przecież są małżeństwa
        rozpadające się po pół roku.
        Ja jestem za ślubem, jak najbardziej za. Ale jednocześnie, nie mam nic
        przeciwko tym, którzy decydują się żyć bez, bo twierdza, ze takie papiery
        niczego nie zmienią w ich stosunku do siebie. Myślę, ze tak naprawdę to
        wszystko zależy od stopnia dojrzałości dwojga ludzi, którzy decydują się na
        bycie razem.
        Mogę powiedzieć ze swojego doświadczenia co dał mi ślub, nie mąż, nie miłość,
        nie życie razem, ale sam ślub jako pewien akt.
        Po pierwsze kiedy mój przyszły mąż zadeklarował, że chce się ze mną ożenić, to
        uzyskałam taką 100% pewność, że coś dużego nas łączy, że on ma świadomość, ze
        to nie taka sobie zwykła decyzja ale coś co może mieć różne konsekwencje, i
        wiedziałam wtedy, ze naprawdę jestem dla niego ważna. Najważniejsza ze
        wszystkich kobiet, które dotąd spotkał. Nie wiem, trudno mi powiedzieć czy
        czułabym to samo, gdyby powiedział „zamieszkajmy razem, na zawsze”. Chyba
        jednak nie...
        Po drugie, kiedy obudziłam się nazajutrz po ślubie i popatrzyłam na mojego już
        męża, ogarnęło mnie takie szczęście, że warto było na tę chwilę czekać cale
        życie.
        Nie wiem z czego brało się to poczucie szczęścia, może właśnie z tego, ze
        właśnie złożyliśmy sobie taką bardzo ważną deklarację?
        Więc najważniejsza jest miłość, odpowiedzialność i dojrzałość, bo bez tego nie
        przetrwa żadne małżeństwo ani żaden wolny związek. Swoją drogą „wolny związek”?
        Dziwna nazwa. Czyżby sugerowała, że małżeństwo to niewola?

        • zranka Re: Cisza i spokój, więc stawiam pytanie 17.07.03, 14:05
          Małżeństwo jest cudownym stanem ale niełatwym, Trzeba dbać o nie. Jakkolwiek
          banalnie by to brzmiało. Trzeba dla siebie nawzajem. Nie oceniam ludzi po tym
          czy sa wierzący czy nie, czy chodza do kościoła czy nie, czy żyją w wolnym
          związku czy nie. Ale patrząc z perspektywy czasu wiem ile zwiazków rozpadło
          się mimo , że podjeli decyzje o zamieszkaniu przed slubem. Ponieważ więc
          związki rozpadaja sie niezaleznie od tego czy się razem mieszka czy nie przed
          slubem, nie warto więc sprezentować sobie takiego cudownego czasu po slubie.
          Wspólne urzadzanie mieszkanka, kolacje obiady, męzu, zono, takie coś nowego
          cudownego. Jesli ma byc dobrze to będzie dobrze ale jesli ma byc źle to choc
          te chwile po slubie - Nowe Inne Życie - Będzie sobie mozna kiedyś miło
          powspominać.
          • lemuriza Re: Cisza i spokój, więc stawiam pytanie 17.07.03, 14:15
            Racja.
            Oprócz ostatniego zdania, nie wiem - nie byłam w takiej sytuacji ( na szczęście
            i mam nadzieję,że nie będę), ale myślę, że wpsominanie tych cudownych chwil w
            sytuacji, kiedy wszystko się rozwaliło, kiedy świat runął, kiedy po prostu nie
            wyszło, moze byc bardzo bolesne.

            No ale moze czasem warto żyć dla tych paru chwil?
    • zranka Re: Cisza i spokój, więc stawiam pytanie 17.07.03, 14:11
      Gość portalu: lemuriza napisał(a):

      > > Czy warunkiem koniecznym zamieszkania ze sobą, bycia ze sobą jest ślub?


      Dla mnie tak ale nie generalnie lemurizo.
      Taki warunek postawiony jest w kościele katolickim a o tym nie zamierzam
      dyskutować. to jest indywidualna decyzja każdego człowieka - katolika -
      powiedzmy i nie ma sensu tu Krucjaty odstawiać.Jesli ktoś chce byc wierny temu
      to nie mozna mu niczego zarzucić - tu sie z toba zgadzam. Ale chciałabym
      dowiedzieć się coż takiego jest, że ludzie nie chcą brac slubu? A może te
      stereotypowie opinie, a może doświadczenia rodzinne?. Może boja sie, że po
      slubie życie stanie sie takie prozaiczne?. Nic bardziej mylącego. Życie może
      byc wtedy dopiero interesujące intrygujące i ciekawe!!!!!Wszystko zalezy od
      nas samych - żon i mężów.
      • lemuriza Re: Cisza i spokój, więc stawiam pytanie 17.07.03, 14:18
        Nie wiem dlaczego nie chca brać slubów, nie potrafię Ci odpowiedzieć na to
        pytanie. Trzeba byłoby zapytać kogoś kto nie chciał, a mieszka razem z
        partnerem. Szczerze mówiąc.... nie znam nikogo takiego zranko.
        • lemuriza Re: Cisza i spokój, więc stawiam pytanie 18.07.03, 15:22
          A swoją drogą to mam nadzieję, ze mentalność Polaków i sposób patrzenia na
          niektóre sparwy się zmienia. Np. na sparwę wolnych związków i ludzi , kórzy nie
          brali ślubu kościelnego.
          Bo ja niestety pamiętam jak byłam dzieckiem, to moja babcia, mieszkanka małego
          maisteczka, mówiła o sąsiadach, którzy byli po rozwodach i mieli ślub cywilny,
          ze oni nie sa w ogóle małżonkami, że ona to jego kochanka itp, itd. I nie
          pozwoliła mi mówić "dzień dobry" tej pani!
          Albo nakrzyczała na świadka Jehowy, że antychryst itd.Tak było.
          Mam nadzieję, ze czasy kiedy źle mówi się o ludziach niewierzących lub takich
          którzy są wyznawcami innej wiary, odchodzą do lamusa. Chociaż pewnie i takie
          przypadki są.
Pełna wersja