Gość: lemuriza
IP: *.solutions.net.pl
16.07.03, 20:14
Ostatnio z moją koleżanką odbyłyśmy dość burzliwą dysuksję, która choć
wyniknęła z nieporozumienia, była ciekawa i stymulujacą i natchnęła mnie do
rozpoczecia tego wątku. Liczę więc na dyskusję i aktywność z Waszej strony.
Jestem zdania, że człowiek nigdy do końca nie pozna drugiego człowieka bo
jesteśmy istotami nieprzewidywalnymi :). Ale uważam, ze najlepszym "testem"
dla życiowych partnerów jest mieszkanie razem. Nieważne czy przed slubem,
bez slubu, po prostu życie razem - oddychanie wpólnymi problemami.
I nie mam nic przeciwko jesli ludzie przed slubem mieszkają razem, albo w
ogóle tego slubu nie chcą brać.
Moja koleżanka ma całkiem odmienne zdanie i ja go bardzo szanuje, ale mam
inne. Uważa, że robienie sobie jakiś prób jest nie w porządku jak się ludzie
kochają, bo albo chcą być ze sobą albo nie, i nie ma potrzeby wystawiania
się na próby. Uważa, że unikanie ślubu jest swoistym uciekaniem od
odpwowiedzialności. Ze bałaby się mieszkać bez ślubu, bałaby się ze w każdej
chwili ktos trzaśnie drzwiami i pójdzie sobie ( tu akurat uważam, że takie
same obawy mogą towarzyszyć tym, którzy ślubne papiery mają w szufladzie).
A Wy co na to?
Czy warunkiem koniecznym zamieszkania ze sobą, bycia ze sobą jest ślub?