Gość: gomez IP: *.solutions.net.pl 16.08.03, 21:44 ja mialem takie .zycie polega na wyborze. dzis wiem ze nie zawsze dobrze wybieralem.czy zaluje chyba nie .tak mialo byc i tyle. Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: zor Re: stracone zyciowe szanse czy ich zalujesz IP: *.zetosa.com.pl / 192.168.2.* 16.08.03, 22:50 Ja jednak myślę że nie ma złych wyborów w życiu.Jeżeli by się nie poszło tą drogą na jakiej obecnie jesteśmy też na pewno zastanawiali byśmy się czy to był słuszny wybór.Ten się nie myli kto nic nie robi...Jakieś takie wyszły filozoiczne rozwżania prawie jak w rozmowach na ognisku za młodych lat:) Odpowiedz Link Zgłoś
tradycja1 Re: stracone zyciowe szanse czy ich zalujesz 16.08.03, 23:43 Nie zaluje sie tego co sie zrobilo,zaluje sie tego czego sie nie zrobilo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zor Re: stracone zyciowe szanse czy ich zalujesz IP: *.zetosa.com.pl / 192.168.2.* 17.08.03, 09:51 Oj chyba do końca nie jest to prawda... Odpowiedz Link Zgłoś
tradycja1 Re: stracone zyciowe szanse czy ich zalujesz 17.08.03, 16:04 Stalo sie i sie czasu nie wroci,po co wiec rozpamietywac cos co sie zrobilo no chyba ze to jakas wielka sprawa(grzech np zalowac trzeba). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gomez Re: stracone zyciowe szanse czy ich zalujesz IP: *.solutions.net.pl 17.08.03, 18:07 czasem sa jednak takie chwile ze patrzy sie za siebie.z daleka widac lepiej to co z bliska umknelo uwadze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: okropna_gaduła Re: stracone zyciowe szanse czy ich zalujesz IP: *.west.tarnow.pl 17.08.03, 23:26 tradycja1 napisała: > Stalo sie i sie czasu nie wroci,po co wiec rozpamietywac cos co sie zrobilo > no chyba ze to jakas wielka sprawa(grzech np zalowac trzeba). Tak jest Tradycjo!Minionego czasu nic nie wróci. Ja tez myślę ,że nawet żałość za dokonanymi wyborami jest czasem straconym."Co było - nie wróci i czasu żałować na próżno" - to Okudżawa. Dla zdrowia psychicznego należy wyszukać dobrą stronę dokonanego wyboru(zawsze taka się znajdzie). Co nie znaczy że nie należy wyciągać wniosków na przyszłość z żle dokonanych wyborów:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lobuzek Re: stracone zyciowe szanse czy ich zalujesz IP: *.zetosa.com.pl / 192.168.202.* 18.08.03, 15:08 Myślę, że wszystko ma swój sens, a przede wszystkim wybory, których się dokonuje. Staram się nie żałować tych dokonanych przeze mnie, choć czasem jestem ciekaw, co by było, gdybym wybrał inna drogę. Nie zawsze te wybory przynoszą pożądany efekt, ale cóż, wtedy sobie myślę "tak miało być". Gdybym żałował swoich wyborów, to pewnie popadłbym w głęboką depresję albo w równie dołujący nastrój. A tak, to dobrze mi z tym, co wybieram. Pzdr. Odpowiedz Link Zgłoś
teklat Re: stracone zyciowe szanse czy ich zalujesz 18.08.03, 15:18 a ja niektórych żałuję - troszkę. Na przykład wyboru kierunku studiów. Ale - staram się trochę przynajmniej zminimalizować te stracone szanse - teraz już tylko dla własnej przyjemnosci. I kto wie, czy tak nie jest lepiej. A więc: nie ma tego złego..... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gomez Re: stracone zyciowe szanse czy ich zalujesz IP: *.solutions.net.pl 18.08.03, 15:38 melancholia mi minela bez sladu.nie ma co zalowac strconych szans bo wtedy ,mozna nie zauwazyc tych co sa przed nami jeszcze.bedzie dobrze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lobuzek Re: stracone zyciowe szanse czy ich zalujesz IP: *.zetosa.com.pl / 192.168.202.* 18.08.03, 15:40 Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Jak to mówią, "z punktu mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, zróbmy tak, żeby jej nie było". Raczej staram się wybierać z głową, choć nie zawsze się da. Ale zgadzam się, te złe wybory trzeba jakoś zminimalizować. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lemuriza Re: stracone zyciowe szanse czy ich zalujesz IP: *.solutions.net.pl 19.08.03, 14:11 Strasznie trudny temat wybraliście... Niby każdy jest kowalem swojego losu, ale tak do końca w to nie wierzę. Nie wierzę w przypadki, wierzę w przeznaczenie. No a jeśli coś nam przeznaczone to widocznie nasz wybór to było to. Nie mówię, że nie żałuję. Wyboru, a może raczej niewyboru a pewnego rodzaju „poddaństwa” w kwestii drogi zawodowej żałuję. Braku determinacji i odwagi, , które gdyby były w pewnym momencie mogły spowodować, ze teraz być może robiłabym to co zawsze chciałam. „Być może”. To „być może” właśnie sprawia, ze nie zastanwaim się nad tym zbyt często. Bo przecież to nie ma sensu. Zresztą staram się to jakoś powolutku „naprawiać” A poza tym tak jak tu ktoś z was napisał: trzeba szukać pozytywów w tym co jest. No i mam je, bo gdyby inny wybór sprzed lat, wybór innej drogi zawodowej, nie byłoby mnie w Tarnowie, nie poznałabym kilku ważnych dla mnie osób, a także nie było by mnie z Wami na Forum. A poza tym jestem właśnie świeżo po lekturze Imre Kertesza (Los utracony) i jestem pod wrażeniem. Tak optymistycznego człowieka jeszcze nie znałam. On właśnie w rzeczach na pozór strasznych starał się szukać pozytywów. .... przecież nawet tam przy kominach, w przerwach między udrękami też było cos na kształt szczęścia... Tak pisał o pobycie w obozie koncentracyjnym. Albo.... nie ma takiego absurdu, którego nie moglibyśmy w naturalny sposób przeżyć.... Nie żałujmy więc za bardzo i cieszmy się tym co jest! Odpowiedz Link Zgłoś
teklat Re: stracone zyciowe szanse czy ich zalujesz 19.08.03, 18:38 Czytałam tego Kertesza zaraz po tym, jak otrzymal Nagrodę Nobla. I szczerze mówiąc mocno się dziwiłam komisji przyznajacej nagrody w dziedzinie literatury. To jest - owszem - interesujące, owszem - przejmujące. Ale sto razy bardziej przemawiał do mnie nasz Tadeusz Borowski. On też próbował zachować dystans, dzięki czemu ta proza była tak przerażająca. Dla mnie Kertesz jest trochę "płaski", taki zbyt wyprany z emocji. Ale - to jest moje osobiste wrażenie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lemuriza Re: stracone zyciowe szanse czy ich zalujesz IP: *.solutions.net.pl 19.08.03, 22:17 No wlasnie Teklo, Kertesz jest zupelnie inny. To zupelnie inna literatura niz ta, ktora znamy ( chodzi mi o literature obozowa). moze wlasnie to zachwycilo komisje? inne podejscie do tematu. Kertesz bardzo wychwalal naszego Borowskiego, a odpowiadajac na pytanie "dlaczego jego proza jest inna, dlaczego on inaczej podchodzil do swoich przezyc w obozie?" powiedzial: "Gdy jest się dzieckiem, to ma się zaufanie do świata pomimo strasznych przeżyć. Człowiek dorosły po takim koszmarze jak Auschwitz załamuje się”. To chyba cala tajemnica, on byl dzieckiem i z perspektywy jego kilkunastu lat, wszytsko wygladalo inaczej. Nie robil analizy, nie pytal "po co" i "dlaczego", tylko przyjmowal fakty takimi jakim sa. Moze dlatego wydaje Ci sie to wyprane z emocji, ale on to wlasnie tak przezywal. Staral sie szukac szczescia nawet w obozie, i powiem szczerze to mi zaimpnowalo. Ogromny optymizm tego czlowieka, takie niezwykle podejscie do zycia, szukanie w zlych rzeczach czegos dobrego. Zwrocilas uwage na koncówke ksiazki i na takie zdania: ... przecie| nawet tam przy kominach, w przerwach miedzy udrekami, tez bylo cos na ksztalt szczescia... nam moze sie wydawac to absurdalne, ale on to tak czul. Cieszyl go widok czlowieka, pieknego ( jak pisal), jeszcze nie wychudzonego, jeszcze nie zaglodzonego, nowo przybylego do obozu. Albo to: Tak, przy najblizszej okazji, kiedy mnie znów zapytaja, musze im opowiedziec o szczesciu obozów koncentracyjnych. Jesli zapytaja. I jesli sam nie zapomne... Jestesmy przyzwyczajeni ( zwlaszcza ostatnio) do prozy typu: Dziewczynka w czerwonym plaszczyku czy Pianista, która jest zupelnie inna. Jest uderzajaca, porazajaca. A Kertesz, no cóz, on inaczej podchodzi do Holocaustu. Zrobil to pierwszy ( bo ksiazka ukazala sie w 1975 roku), potem juz byl tylko Roberto Beningi i jego "Zycie jest piekne". Mnie Kertesz nie porazil tak jak Ligocka na przyklad, ale jestem pod wrazeniem wlasnie tego zyciowego optymizmu, sily charakteru tego czlowieka. Nie wiem czy to jest powod do przyznania literackiej nagrody Nobla, ale oprócz tego po katem walorów lietarckich, nie da sie ukryc, ze ksiazka jest swietnie napisana. Takie jest moje zdanie ( milo sobie tak podysktowac) :) pozdrawiam teklo Odpowiedz Link Zgłoś
teklat Re: stracone zyciowe szanse czy ich zalujesz 19.08.03, 22:34 Ja zdaję sobie sprawę, że aby przeżyć obóz trzeba było może w sobie wytworzyć jakiś rodzaj pancerza emocjonalnego, który - być może - już potem pozostał. Myślę, że dzieciom, niezbyt czasem rozumiejącym sytuację grozy, było to łatwiej osiągnąć. Stąd pewnie ten styl nieco obojętnego, beznamiętnego opisu ludzkich nieszczęść. Ja te wszystkie książki, które wymieniłaś, czytałam i każda z nich - moim zdaniem była lepsza od tego Kertesza. Dla mnie Kertesz jest po prostu jeszcze jednym zapisem zbrodni, zapisem dziecka, więc nieco innym. A język jest zdecydowanie najsłabszą stroną tej literatury. Może to jest jednak zasługa tłumacza (Traditore traditore!). Być może komisji noblowskiej trafiło się lepsze tłumaczenie... P.S. Czytałaś M. Graya "Wszyscy, których kochałem"? > Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gomez Re: stracone zyciowe szanse czy ich zalujesz IP: *.solutions.net.pl 20.08.03, 20:23 to akurat czytalem,dosc dawno temu.jako nastolatek mialem zaszczyt poznac numer 368 z auschwitz.duzo mi opowiadal o tym co przezyl,robil to jednak bez zadnych emocji.jakby z dystansu,a moze z dystansem do samego siebie.to byly straszne czasy.trzeba o nich pamietac ale moze nie trzeba mowic.minelo przeciez.nie mozna rozpamietywac jednego i tego samego w nieskonczonosc Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lemuriza do Tekli IP: *.solutions.net.pl 20.08.03, 22:41 Nie czytalam. A mnie sie jezyk "Losu utraconego" podobal. Nie wiem czy to to samo tlumaczenie. Moze inne, bo ja mam ksiazke wydana ostatnio przez swiat ksiazki. Inne wydanie niz to, ktore bylo w ksiegarniach. Co do "Dziewczynki", to to jest lektura zapierajaca dech w piersiach, taka, ktora czyta sie jednym tchem. Kreca film, niestety w USa, zobaczymy co z tego wyjdzie. "pianista" ( ksiazka) podobal mi sie duzo mniej. A czy czytalas "w ogordzie pamieci". pytam z ciekawosci, bo bylam zafascynowana ta ksiazka, a kiedys zapytali mnie znajomi ( ktorzy ksiazki nie czytali), co w niej takiego jest, bo przeciez to tylko historia jakiejs zydowskiej rodziny. No wlasnie, co takiego? Chyba niezwykly talent gawedziarsko-literacki autorki, to cala tajmenica. Bo losy jej bliskch, no coz bardzo ciekawe, ale takich rodzin bylo z pewnoscia duzo. A ona opowiedziala to w taki sposob, niesamowity, ze Nike jak najbardziej jej sie nalezala ( chociaz kibicowalm Tokarczuk, mojej ukochanej autorce). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lemuriza Re: do Gomeza IP: *.solutions.net.pl 20.08.03, 22:46 Wiesz Gomez , oczywiscie rozpamietywac bez konca nie mozna, ale ktos musi dawac swiadectwo tego co bylo. Zeby nie zapominac, bo sa rzeczy, o ktorych zapominac nie mozna. A poza tym czasem dobrze przeczytac jest cos takiego zeby sobie uswiadomic jakim szczesliwym jest sie czlowiekiem. Bo tak na co dzien mysle, ze sie o tym czesto zapomina.Zeby czasem uswiadomic sobie, ze kromka chleba na sniadnie, to szczescie, ze to, ze sie moze pojsc do pracy to szczescie. Te rzeczy, ktore z pozoru sa nasza zwyczajnoscia, ale tak niewiele trzeba zeby wszystko stanelo na glowie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gomez Re: do Gomeza IP: *.solutions.net.pl 21.08.03, 01:47 lemurizo to nie tak zupelnie nie tak.chleb na sniadanie to szczescie nie zgadzam sie to normalnosc,i nie chleb a chrupiace kajzerki.i one tez nie sa szczesciem bo to tez normalnosc. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zor Re: do Gomeza IP: *.zetosa.com.pl / 192.168.2.* 21.08.03, 09:28 Muszę przyznać że z literatury obozowej najbardziej w pamięć wrył mi się Gułak Sołżenicyna i jego pamiętne zdanie iż tyrzeba żyć z mordą przy ziemi...To były straszne czasy a wszystko odbywało się legalnie i zgodnie z prawem, co jest również ostrzeżeniem dla nas i dzisiejszych czasów (Guantanamo,Irak,Afganistan....) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lemuriza Re: do Gomeza raz jeszcze IP: *.solutions.net.pl 21.08.03, 18:18 To normalnosc, tak Gomez, moja , Twoja, ale nie wszytskich. Zbyt czesto w pracy mam okazje stykac sie z ludzmi dla ktorych to nie jest normalnoscia, chociaz byc powinno. I mialam na mysli to, ze czasem krok nas dzieli od tego, jedna chwila zeby to co powinno byc normalnoscia stalo sie wielkim szczesciem. Ci ludzie, wtedy przed wojna tez zyli sobie normalnie, mieli swoj chleb czy bulki na sniadanie i co? jedna, chwila, jeden moment i wszystko runelo. Dlatego mysle, ze czasem trzeba przeczytac cos takiego zeby docenic te normalnosc.Zeby nabrac dystansu do swojej rzeczywistosci. Nie trzeba zreszta wojny zeby ta normalnosc przestala nia byc, wystarczy,ze Cie ktos z pracy wyrzuci i ta kajzerka na sniadanie nie bedzie juz taka oczywista. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
teklat Re: do Gomeza raz jeszcze 21.08.03, 18:53 . Nie trzeba zreszta > wojny zeby ta normalnosc przestala nia byc, wystarczy,ze Cie ktos z pracy > wyrzuci i ta kajzerka na sniadanie nie bedzie juz taka oczywista. > pozdrawiam Dokładnie tak! Odpowiedz Link Zgłoś
teklat Re: do Tekli 21.08.03, 00:25 "W ogrodzie pamięci" czytałam zanim ta książka została wyróżniona nagrodą Nike. Zaletą tej książki jest nie tylko talent gawędziarski autorki. To również jej pasja badacza dziejów rodziny, odtworzenie najdawniejszych możliwych do zbadania zdarzeń... No i jednak rodzina jest niezwykła - z ambicjami, z określonymi celami. Tam zdaje się tych dzieci było dziewięcioro? I wszyscy porządnie wykształceni, córki z dobrym domowym wychowaniem, znające języki obce... To z pewnością nie była taka sobie zwyczajna rodzina, mimo że często borykająca się z niedostatkiem. No i proces asymilacji żydów w polskim społeczeństwie, rezygnacja z wiary, dylematy stąd wynikające, bycie Polakiem - czy jeszcze nie?... To, co najbardziej mnie w tej książce uderzyło to była solidarność tej rodziny, wspieranie się w każdej najtrudniejszej chwili, takie "trzymanie ze sobą" niezależnie od wszystkiego. No i cała ta historia jest tak ciepło opowiedziana. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lemuriza Re: do Tekli IP: *.solutions.net.pl 21.08.03, 18:13 Nie mialam na mysli tego, ze to zwyczajna rodzina, tylko to, ze takich rodzin bylo z pewnoscia wiecej, o takich ciekawych, powiklanych losach. Tylko Ronikier opowiedziala to w sposób niewiarygodnie ciekawy.Oczywiscie trzeba docenic jej talent zebrania tego wszystkiego w calosc, ale niezupelnie o to mi chodzilo. Bo przeciez wielu jest ludzi, ktorzy spedzaja lata w archiwach itd, ale nie zawsze potrafia tak to opowiedziec i zebrac. Mysle jednak, ze to zasluga autorki tak wspaniale napisana i opwoiedziana ksiazka. ja przeczytalam ja pare miesiecy po rozdaniu Nike i zaluje bardzo, dlatego, ze spotkalam Pania Ronikier ( niezwykle ujmujaca, sympatyczna osoba) i niestety nie moglam z nia porozmawiac o jej ksiazce, czego bede bardzo zalowac juz zawsze, bo taka okazja pewnie sie juz nie przytrafi. Wspaniala ksiazka i wspaniala rodzina, a ze solidarna, no coz to wspaniala cecha, ktorej niestety chyba mimo wszystko brakuje w naszym narodzie. A Zydzi podobno tacy juz sa - pomagaja sobie nawzajem i chwala im za to. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gomez Re: do Tekli IP: *.solutions.net.pl 22.08.03, 15:39 jest taka ksiazka'" kto ratuje jedno zycie" to tytul.autora nie pamietam skleroza.pierwszy transport.straszne zeczy opisane.uciekl w 44 roku ,a na dodatek wziol ze soba dziewczyne ktora kochal.warto przeczytac.skad bierze sie tyle odwagi w czlowieku.? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lemuriza Re: do Gomeza IP: *.solutions.net.pl 22.08.03, 16:37 odwaga? mysle, ze w wielu z nas jest jej wiele, tylko na szczescie okolicznosci nie zmusily nas do tego zeby sie o tym przekonac. A milosc daje odwage szalona, ta prawdziwa milosc, wtedy kiedy przede wszystkim przestaje sie myslec o sobie, a mysli o tej drugiej osobie. Pamietam cos takiego. Przyszedl kiedys do mnie do pracy czlowiek, starszy. Powiedzial, ze mieszka w Australii, ze przyjechal i szuka jakichs dokumentow potwierdzenia ( dla niedowiarkow w Australii), ze jego siostra zginela w Oswiecimiu ( pierwszy transport), a brat w jakims innym obozie ( juz nie pamietam). Trzeci brat tego czlowieka byl w partyznantce, tez zginal. I ten czlowiek zostal zupelnie sam, bo rodzice tez zgineli. Mial dwadziescia pare lat jak wyjechal z Polski. Napisalam do Oswiecimia, do dyr. Muzeum. Po jakims czasie przyszedl list, wypadly z niego zdjecia ( kopie zrobione z archiwum muzeum). Dziewczyna, 17 letnia, w pasiaku. Do konca zycia nie zapomne wyrazu tych oczu, przerazonych, w ktorych malowal sie najwiekszy strach jaki moge sobie wyobrazic. Wyslalam te zdjecia do Australii, bojac sie jak zareguje ten czlowiek, kiedy zobaczy na zdjeciu przerazona siostre, ktorej juz nie ma, ktora zginela wkrotce po zrobieniu tych zdjec. Nie zapomne tego nigdy.Tego strachu w jej oczach. Odpowiedz Link Zgłoś