dom jednorodzinny - problem z definicją w RNS

20.10.09, 22:55
Witam
Starałam się o kredyt w RNS. Bank jednak odmówił mi tego kredytu
podważając rodzaj kupowanej nieruchomośći.
ZGodnie z umową i decyzją o pozwoleniu na budowę kupuję: "budynek
mieszkalny jednorodzinny 2 lokalowy" - lokal B (kat I z ustawy Prawo
budowlane).
Analityk i prawnik z banku stwierdził, że jego zdaniem kupuję
mieszkanie, a nie dom jednorodzinny
Nieruchomość ma 112 metrów więc wykracza ponad normy dla mieszkania
(75m) więc nie mogę wziąć kredytu w programie RNS.
Kupuję inwestycję od developera - bliźniaki w zabudowie szeregowej,
wejście jest z podwórka 2 poziomy domu(mieszkania?) są moje, z
sąsiadem sąsiaduje ścianą nośną z boku.
Czy faktycznie prawnik z banku miał rację?
Szukałam info w necie ale w ustwie Prawo budowlane nie ma
definicji "domu jednorodzinnego" jest tylko definicja "budynku
mieszkalnego jednoreodzinnego".
Zaś ustawa dot. RNS mówi o dopłacie do "domu jednorodzinnego lub
lokalu mieszkalnego".
CZy waszym zdaniem ja kupuję mieszkanie czy dom w zabudowie
szeregowej?
    • Gość: panter1 Re: dom jednorodzinny - problem z definicją w RNS IP: *.as.kn.pl 21.10.09, 23:51
      Niestety, ale analityk i prawnik z banku pewnie mają rację. W myśl ustawy takie
      lokale są traktowane jak mieszkania.
      Osobiście spotkałem się z sytuacją, że MPZP przewidywał domy wolnostojące na
      działkach powyżej 1000m2. W sytuacji kryzysu deweloper wymyślił, żeby na takich
      działkach stawiać domy dwumieszkaniowe(tańsze lepiej się sprzedają, a
      sumarycznie deweloper wychodzi na swoje). Oczywiście sprzedaje je oddzielnie,
      ale działka jest niepodzielona. Jest to zgodne z MPZP i dostaje pozwolenie na
      budowę. Niestety w tym momencie lokale nie łapią się na RnS. Obok buduje
      szeregówki, każda ma oddzielnej działce i już się łapią na RnS.

      P.S> Nie jestem ekspertem, ale już spotkałem się (też czytałem) z taką
      interpretacją. Najlepiej spotkaj się z prawnikiem specjalizującym się w tych
      tematach i wyjaśnij swoje wątpliwości.
Pełna wersja