Dodaj do ulubionych

Kredyty hipoteczne przestały rosnąć! A co będzi...

30.08.11, 13:07
Nic dziwnego, kto miał kupić to już kupił.
Demografia nadal dziwi?

Tylko dla kogo budują developerzy?
Obserwuj wątek
    • Gość: ra-v Będzie jszcze mniej IP: *.play-internet.pl 30.08.11, 13:52
      Idzie druga fala kryzysu która tym razem nie ominie polski. Roczniki z wyżu demograficznego już mieszkają w dużych miastach - mają obecnie 26-30 lat. Będą oni oczywiście stwarzali popyt na mieszkania ale w mirę umiarkowany i na pewno niższy niż w poprzednich latach. Starsi ludzie o dziwo umierają :) a młodych jest coraz mniej z tym nie wygra żadne życzeniowe myślenie deweloperów.
      Obecnie na rynku marże są na tyle wysokie że opłaca się sprzedawać mniej mieszkań po wygórowanych cenach i ponosić koszty kredytów. Jeżeli jednak przekroczony zostanie próg i deweloperzy zaczną tracić płynność finansową wtedy ceny polecą mocno w dół. Oczywiście niektórzy deweloperzy mogą czekać jeszcze dłużej ale rynek nie zniesie luki w podaży mieszkań która po krótkim czasie wypełnią nowe firmy które zadowolą się 20% marżą.
      Ceny mieszkań w moim przekonaniu nie w zrosną realnie (uwzględniając inflację) już nigdy, a przynajmniej w dającej się racjonalnie określić przyszłości.

      Żeby nie było że nie jestem bezstronny to muszę się przyznać że sam niedługo będę zmuszony kupić nieruchomość a myśl że w najbliższych latach będę na niej tracił nie napawa mnie optymizmem.

      Pozdrawiam:)
      • Gość: Ronja Re: Będzie jszcze mniej IP: *.centertel.pl 30.08.11, 14:04
        > Ceny mieszkań w moim przekonaniu nie w zrosną realnie (uwzględniając inflację)
        > już nigdy, a przynajmniej w dającej się racjonalnie określić przyszłości.

        LOL. Jak jak kocham takie przepowiednie.

        > Żeby nie było że nie jestem bezstronny to muszę się przyznać że sam niedługo bę
        > dę zmuszony kupić nieruchomość a myśl że w najbliższych latach będę na niej tra
        > cił nie napawa mnie optymizmem.

        To nie kupuj - czekaj aż cena spadnie do zera :)
        A w tym czasie możesz wynajmować.
        • Gość: Bankier Re: Będzie jszcze mniej IP: *.prokom.eu 30.08.11, 14:13
          > LOL. Jak jak kocham takie przepowiednie.

          Te" przepwowiednie" akurat nie są trudne do przewidzenia. Wytstarczy spojrzeć, co się stało na KAŻDYM rynku, na którym zaistniała bańka spekulacyjna na nieruchomościach (USA, Hiszpania, Irlandia, kraje bałtyckie, Grecja, długo by można wymieniać).
          • Gość: Ronja Re: Będzie jszcze mniej IP: *.centertel.pl 30.08.11, 14:38
            > Te" przepwowiednie" akurat nie są trudne do przewidzenia. Wytstarczy spojrzeć,
            > co się stało na KAŻDYM rynku, na którym zaistniała bańka spekulacyjna na nieruc
            > homościach

            Owszem, każda bańka kiedyś pęka i ceny lecą w dół. Czy to, że polecą w dół ceny mieszkań oznacza, że będą tak lecieć w nieskończoność i nigdy już nie wzrosną? Jest to dokładnie takie samo, pozbawione realnych podstaw, spekulowanie, jakie było kilka lat wstecz - że mieszkania już nigdy nie będą tanieć.
            A prawda jest taka, że ceny części nieruchomośc polecą na łeb na szyję (i wcale niekoniecznie te budowane na szczycie bańki) , część pozostanie na tym samym poziomie, a część będzie szybować w górę. Składa się na to masa czynników, a nie tylko i wyłącznie kryzys na rynku nieruchomości w Hiszpanii czy niż demograficzny w Polsce.
            Warto wobec tego wiedzieć, gdzie i jaką nieruchomość kupić, by na niej nie stracić, a wręcz zarobić - tak, tak, nadal jest to możliwe. Gdy się tego nie wie - wtedy faktycznie bezpieczniej jest wynajmować i czekać, aż wszystkie ceny spadną do zera. Obawiam się jedynie, że tak sobie można czekać do usranej śmierci ;-)
              • Gość: Ronja Re: Będzie jszcze mniej IP: *.centertel.pl 30.08.11, 15:03
                > współczynnik dostępności nieruchomości mówi aż za dużo.

                Zależy jakich nieruchomości. Jest różnica między bezsensownie zaprojektowanym osiedlem blokowisk na totalnym zadupiu bez dojazdu, a jakąś mniejszą enklawą bliżej centrum miasta. Nawet jeśli w tym pierwszym ceny będą po 3000 zł/m2, a w tym drugim 6000 zł/m2, to większość ludzi, których stać na kupno mieszkania, wybierze tę drugą opcję.

                > Kierunek jest jeden.

                Tak, tak. 3 lata temu też był jeden.
                • hit.and.run Re: Będzie jszcze mniej 30.08.11, 16:00

                  > > Kierunek jest jeden.
                  >
                  > Tak, tak. 3 lata temu też był jeden.

                  Pocieszaj sie i neguj rzeczywistosc póki jeszcze mozesz. A jak juz nie bedzie mozna zawsze mozesz zaprzac ogromna sile dysonansu poznawczego
                  • Gość: Ronja Re: Będzie jszcze mniej IP: *.centertel.pl 30.08.11, 16:26
                    > Pocieszaj sie i neguj rzeczywistosc póki jeszcze mozesz. A jak juz nie bedzie m
                    > ozna zawsze mozesz zaprzac ogromna sile dysonansu poznawczego

                    Ależ ja się niczym nie pocieszam, bo mam w nosie ceny mieszkań obecne czy przyszłe. Po prostu śmieszy mnie tylko myślenie życzeniowe co niektórych. Tak samo, jak śmieszyło mnie kilka lat temu. Tyle, że trend był dokładnie odwrotny :)
                    • Gość: tomi_78 Re: Będzie jszcze mniej IP: *.dynamic.chello.pl 30.08.11, 17:06
                      Jaki był odwrotny? Chcesz powiedzieć, że w laatch 2008-2011 ceny nieruchomości szły w górę? Ciekawe, bo w Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu są już tańsze niż w 2007 r. w Warszawie na tym samym poziomie. Nie licząc inflacji.
                      Zarobili to ci co kupili najpóźniej w 2006 r. i sprzedali najpóźniej w 2008 r. reszta to tzw. leszcze ubrane na górce bez perspektyw w najbliższych 30 latach.
                      • Gość: Ronja Re: Będzie jszcze mniej IP: *.centertel.pl 30.08.11, 17:18
                        > Jaki był odwrotny?

                        A czego nie rozumiesz? Swoje mieszkanie kupowałam za "bezcen" kilkanaście lat temu. Potem ceny szły w górę z roku na rok, ale w miarę spokojnie. Zatrzymałam się ze świadomością, że mieszkania są po 2000 zł/m2 i mało mnie to wówczas interesowało. Dopiero jak mi znajoma chyba właśnie w roku 2005 powiedziała, że okazyjnie kupiła mieszkanie w podobnej lokalizacji po 5000 zł/m2 to pomyślałam, że chyba ma coś z głową. A to już wtedy zaczął się boom, a ceny rosły zastraszająco! W bloku obok tej znajomej (ale ten sam deweloper) mieszkania zaczęto sprzedawać po 8000 zł/m2! Ludzi zaczęli wariować - te słynne - kupujcie, bo taniej nie będzie. Apogeum jak sam zauważasz to było rok 2008. I o tej właśnie sytuacji piszę, że mnie śmieszyła, bo widać było wyraźnie, że to pompowanie bańki.
                • Gość: dasdsa Re: Będzie jszcze mniej IP: *.warszawa.vectranet.pl 30.08.11, 16:00
                  Gość portalu: Ronja napisał(a):

                  > Jest różnica między bezsensownie zaprojektowanym o
                  > siedlem blokowisk na totalnym zadupiu bez dojazdu, a jakąś mniejszą enklawą bli
                  > żej centrum miasta. Nawet jeśli w tym pierwszym ceny będą po 3000 zł/m2, a w ty
                  > m drugim 6000 zł/m2, to większość ludzi, których stać na kupno mieszkania, wybi
                  > erze tę drugą opcję.

                  Nie znasz Polski i Polaków. Na forum Developerzy Warszawa poczytaj sobie wątek o osiedlu Regaty (blokowisko na totalnym zadupiu bez dojazdu) i jak się odszczekują ci, co tam kupili mieszkania.
            • Gość: Bankier Re: Będzie jszcze mniej IP: *.prokom.eu 30.08.11, 14:50
              To, że w Polsce nie było jescze takiej prawdziwej rzezi na rynku nieruchomości zawdzieczamy tylko i wyłącznie temu, ze Polski naród jest wystarczająco głupi, żeby dalej podbijać PKB konsumując na kredyt. Ale to się za chwilę skończy (ilośc niespłacanych kredytów konsumpcyjnych narasta w tempie geometrycznym). A wtedy w Polsce zawita kten prawdziwy kryzys czyli recesja. Bańka na nieruchomościach pęknie wtedy jak bańka mydlana, a wzrostów (w realnych wartościach) nie zobaczymy na tym rynku nigdzie przez następne 20 lat.
              • Gość: Ronja Re: Będzie jszcze mniej IP: *.centertel.pl 30.08.11, 15:08
                > a wzrostów (w realnych wartościach) nie zoba
                > czymy na tym rynku nigdzie przez następne 20 lat.

                Jeśli tak będzie, to świetnie - przynajmniej nasze dzieci i wnuki będą mogły kupić sobie mieszkanie za kilka wypłat :) My, nasi rodzice i dziadkowie niestety nie mieliśmy takich możliwości.
                Nie zapominaj jednak, że każda nieruchomość (w sensie budynku) też ma swoją żywotność i nie trwa wiecznie.
        • Gość: ra-v Re: Będzie jszcze mniej IP: *.play-internet.pl 30.08.11, 14:15
          Właśnie to robię - wynajmuje. Ceny nie spadną nigdy do zera więc każdy musi sobie wybrać moment w życiu kiedy będzie go stać na kupno. Nie będę czekać do czterdziestki na karku i ciągle czuć się nie u siebie. Z drugiej strony nie chce kupić zaraz przed załamaniem się rynku i dużym spadkiem cen. Nie ma tu mądrego ale odrobina racjonalnego myślenia nie zaszkodzi. Nie rozumiem twojej irytacji bo posługujesz się podobną logiką do mojej tyle że nie potrafisz obiektywnie spojrzeć na problem z jakim musisz się zmierzyć. Ceny mieszkać realnie spadają i ten spadek będzie trwał jeszcze długo.
          • Gość: Ronja Re: Będzie jszcze mniej IP: *.centertel.pl 30.08.11, 14:55
            Nie rozumiem twojej irytacji bo
            > posługujesz się podobną logiką do mojej tyle że nie potrafisz obiektywnie spoj
            > rzeć na problem z jakim musisz się zmierzyć. Ceny mieszkać realnie spadają i te
            > n spadek będzie trwał jeszcze długo.

            Ależ ja się nie irytuję, tylko rozbraja mnie trochę Twoje życzeniowe myślenie.
            Jedyne, z czym się mogę w pełni zgodzić, to fakt, że z dużym prawdopodobieństwem można założyć, iż druga taka bańka na rynku nieruchomości się nie pojawi. Nie oznacza to jednak, że ceny mieszkań będą spadać w nieskończoność i będą na tyle niskie, by można je było brać garściami. Nigdy tak nie było - ani 10, ani 20, ani 30 lat temu (wtedy akurat w ogóle mieszkań nie było ;-). Tak po prawdzie to w żadnym kraju nie jest tak, że przeciętny obywatel po wejściu w dorosłość może sobie kupić mieszkanie po kilku latach oszczędzania. Zatem przeciętnie zarabiający ludzie albo biorą kredyty albo do końca życia wynajmują (w takiej np. Szwajcarii zdecydowana większość ludzi wynajmuje mieszkania, bo mało kogo stać na własne). Nie rozumiem wobec tego dlaczego u nas miałoby być inaczej.

            > Z drugiej strony nie chce kupić zaraz przed załamaniem się rynku i dużym spadkiem cen.

            Obawiam się, że nie będzie czegoś takiego, jak duży spadek cen. Owszem, będzie taniej, ale po pierwsze w sposób niezauważalny "gołym okiem" (inflacja), a po drugie niestety kosztem jakości. Mój brat zamierzał właśnie kupić mieszkanie za wyjątkowo niską jak na tutejszą lokalizację, cenę i okazało się, że wszystko jest pięknie i ślicznie, ale tylko na stronie internetowej dewelopera. Na szczęście miał też okazję zobaczyć wcześniej postawione bloki i uciekł przerażony "jakością" ;-) Nie wszędzie tak jest, ale realne spadki cen są niestety okupione innymi stratami (a to gorsza lokalizacja, a to brak infrastruktury, a to projekt taki, że można się załamać (odległości między domami na wyciągnięcie ręki albo okna na parterze na wysokości uda - to się kiedyś suteryna nazywało ;-) a to własnie wspomniana jakość, a to inne ukryte koszty itp.)

            > nie potrafisz obiektywnie spojrzeć na problem z jakim musisz się zmierzyć

            Ja się nie muszę z niczym zmierzać, bo mieszkanie mam już od ponad 18 lat.
            • sarthran8 Glupi jstes czy udajesz? 30.08.11, 15:29
              Jak to nie ma duzych spadkow? Mieszkania w wiekszosci miast nominalnie tanieja 1.5% kwartal, czyly 6% rocznie, urealnij to o inflacje czyli dodaj 4% i koszty finansowe ok 2.6-3% i amortyzacje 1-1.5% to masz 13% rocznie. Przy mieszkaniu wartym 300 000 to oznacza ze przecietny nabywca traci 40 000 zl rocznie czyli czesto wiecej niz miesieczna wyplata...

              Stac Cie?
            • aegis_of_heart Oj myślenie życzeniowe, Ronja. 30.08.11, 15:38
              Nawet się tego do końca czytać nie chce.

              Wszystko wskazuje na to, że koledzy mają rację i dobrze o tym wiesz: IMHO przez najbliższe lata ceny mieszkań będą się stopniowo osuwać przynajmniej o wskaźnik inflacji (który, liczony przez urzędy statystyczne, i tak jest oczywiście zaniżony dla dóbr takich jak mieszkania).
              Przyczyny są demograficzno-ekonomiczne: liczba Polaków teraz spada i nie widać teraz szans na odwrócenie trendu; ludzie niby przenoszą się do miast - ale wielu już wybrało Londyny i Berliny. Wieś i małe miasta będą się wyludniać; duża miasta jeszcze będą się trzymać, ale o popycie będą decydowały rosnące oczekiwania co do jakości życia. Ludzie chcą coraz większego metrażu - pytanie na ile ich będzie stać i jak to się ma do produkcji budowlanej.

              Na razie to wygląda tak, że idzie II fala kryzysu, która tym razem spowolni Polskę wyraźniej. Tymczasem młodzi z wyżu albo zdecydują się na dzieci, co mocno ograniczy ich możliwości finansowe, albo będą starali się utrzymać wysoki, DINKSowy poziom życia, a większe mieszkanie nie będzie ich głównym priorytetem. Tak czy inaczej, ci z kredytami są chwilowo generalnie poza rynkiem, pozostaje reszta, tylko ta reszta albo kredytu nie dostaje, albo nie jest nim tak zainteresowana. Wystarczy zresztą sprawdzić, ile z tej produkcji kredytów to kredyty refinansowe (w tym z podwyższeniem kapitału).

              Nie rośnie też zdolność finansowa gospodarstw domowych. Koszty życia rosną obecnie szybciej od wynagrodzeń - ot taka korekta plus przypomnienie, że Polacy są tanią siłą roboczą dla zachodnich korporacji i rentierów.
              Szalonego pędu na mieszkania więc już nie ma i w najbliższych latach się go nie spodziewam.

              Co do Twoich wymysłów, że spadek o inflację to nie jest żaden spadek. Powiem tylko LOL.
              Weź sobie kalkulator do ręki, policz koszt finansowy kredytu na pożądne mieszkanie + pełne koszty zakupu i wykończenia, dodaj czynsz, media itp. i porównaj to sobie z ceną najmu po normalnej, rynkowej cenie a nie od agencji dla jeleni.
              I zobacz sobie ile tysięcy PLN rocznie jesteś w plecy na posiadaniu "własnego mieszkania", zwłaszcza na kredyt.

              Dla przeciętnego Kowalskiego to całkiem poważna kwota. A tyle będzie on tracił przez przynajmniej kilka lat. I piszę to bez wielkiej złośliwości, bo sam uczestniczę w obu stronach rynku: w rodzinie posiadamy nieruchomości, także odnajmowane z opłaconymi podatkami, a z kolei rozglądałem się za kolejną w innym mieście..

              A co do niższych standardów jako wyjaśnienia spadków... :D ceny osuwająją się ceteris paribus: tego samego mieszkania w tej samej lokalizacji. Zaś z całym szacunkiem, ale akurat ostatnia dekada nie jest najbardziej światłym okresem jeśli chodzi o solidność oddawanych "apartamętów" po 40 metrów kwadratowych w krzywych ścianach.
              • aegis_of_heart :) 30.08.11, 15:40
                Oczywiście "porządne".

                Pobyt na polskich forach internetowych grozi wtórną dysleksją - minister nauki ostrzega... :D
              • Gość: Ronja Re: Oj myślenie życzeniowe, Ronja. IP: *.centertel.pl 30.08.11, 16:16
                > Nawet się tego do końca czytać nie chce.

                To widać, bo częściowo polemizujesz z czymś, o czym w ogóle nie pisałam.
                Nie pisałam choćby, że spadków cen nie będzie. Będą, ale nie takie, o jakich marzymy. Będą, ale nie we wszystkich lokalizacjach, nie na wszystkich nieruchomościach. Śmieszy mnie poza tym naiwna pisanina, że ceny mieszkań nigdy już nie będą szły w górę. Jest to tak wybitnie głupia teza, że szczerze mówiąc poza argumentami, które wcześniej przytoczyłam, nie mam nic do dodania.
                No chyba, że dla kogoś określenie "nigdy" oznacza perspektywę najbliższych kilku lat.
                Co do demografii - jeśli uważasz, że to najważniejszy czynnik mający wpływ na ceny mieszkań, to naprawdę nie widzę sensu w dalszej dyskusji.

                > Na razie to wygląda tak, że idzie II fala kryzysu, która tym razem spowolni Pol
                > skę wyraźniej.

                A o tym, to może pogadamy za 2 lata.
                Na razie to najwięcej szumu robią media i uczestnicy forów.

                > Co do Twoich wymysłów, że spadek o inflację to nie jest żaden spadek.

                Gdzie napisałam coś takiego??

                > akurat ostatnia dekada nie jest najbardziej światłym okresem jeśli
                > chodzi o solidność oddawanych "apartamętów" po 40 metrów kwadratowych w krzywy
                > ch ścianach.

                Proponuję zatem porównać mieszkania/osiedla budowane 10 lat temu do tych budowanych w ostanich 2-3 latach.

                > I zobacz sobie ile tysięcy PLN rocznie jesteś w plecy na posiadaniu "własnego m
                > ieszkania", zwłaszcza na kredyt.

                Na czym miałabym być w plecy? Mieszkanie w większości przypadków kupuje się w celach mieszkaniowych, a nie handlowych. Może dla Ciebie - właściciela kilku nieruchomości to faktycznie ból, bo masz świadomość, że wynajmujesz ze stratą albo sprzedać będziesz musiał ze stratą. A dla reszty to ganz egal. Samochód też kupuję ze świadomością, że jego wartość spada drastycznie. Ale kupuję, bo potrzebuję. To samo jest z mieszkaniem. Kupując swoje dobre kilkanaście lat temu nie zastanawiałam się, ile na tym zyskam, a ile stracę. Kupiłam, żeby mieszkać.
                • rydzyk_fizyk Re: Oj myślenie życzeniowe, Ronja. 30.08.11, 20:39
                  Polemizujesz z poglądem, którego nie wyrażono.

                  Wyżej masz napisane:

                  "Ceny mieszkań w moim przekonaniu nie wzrosną realnie (uwzględniając inflację) już nigdy, a przynajmniej w dającej się racjonalnie określić przyszłości."

                  Powiedziałbym, że to nawet dość konserwatywne założenie. By je spełnić wystarczy nominalny spadek (już obserwowany) a potem wzrost cen nieruchomości ale jedynie o poziom inflacji (czyli norma do której będzie dążył ten rynek).

                  W takiej sytuacji ceny realnie nie przekroczą cen z poziomu wyjściowego (indeksowanych o inflację) i to właśnie powyżej opisał przedmówca.
            • hit.and.run Re: Będzie jszcze mniej 30.08.11, 16:07
              >(w takiej np. Szwajcarii zdecydowana większość ludzi wynajmuje mieszkania, bo mało kogo stać na własne).

              Bredzisz na potege. A Szwajcarie znasz zapewne z reklamy czekolady Milka.

              W Szwajcarii Niemczech itd nie kupuje sie mieszkan bo istnieje tam kultura wynajmu mieszkan i uregulowany rynek wynajmu. Ludziom bardziej oplaca sie wynajmowac bo tego chca a nie musza. Zareczam ci, ze sila nabywcza m2 mieszkania w tych krajach jest nieporownywalnie wieksza niz w Polsce.

              W takich miastach jak Zurych dodatkowo nikt nie musi mieszkac nawet tam pracujac bo istnieje tam doskonala komunikacja z infrastruktura przyleglych miasteczek.
              • Gość: Ronja Re: Będzie jszcze mniej IP: *.centertel.pl 30.08.11, 16:24
                > Bredzisz na potege. A Szwajcarie znasz zapewne z reklamy czekolady Milka.

                Sądząc z tego, co niżej piszesz Ty nie znasz nawet z reklam.

                > Ludziom bardziej oplaca sie wynajmowac bo tego chca a nie musza.

                Zdecyduj się - "bardziej się opłaca" czy "chcą a nie muszą"? :>
                Owszem, jest inna kultura wynajmu mieszkań właśnie dlatego, że większości się NIE OPŁACA kupować na własność. Nie opłaca się = w tym przypadku zdecydowanie większy koszt zakupu niż wynajmu. Nie wszystkich na to stać.

                > Zareczam ci, ze sila nabywcza m2 mieszkania w tych
                > krajach jest nieporownywalnie wieksza niz w Polsce.

                Ale zaręczaj sobie ile zechcesz :) Zdanie na ten temat wyrabiam sobie czerpiąc informacje z dużo bardziej wiarygodnych źródeł niż tutaj na forum.
                • hit.and.run Re: Będzie jszcze mniej 30.08.11, 17:07

                  >
                  > Sądząc z tego, co niżej piszesz Ty nie znasz nawet z reklam.

                  Szwajcarie znam bardziej niz ty swoje podworko. Mieszkalem tam kilka lat i nie musze sie licytowac z jakas niezbyt rozgarnieta mistrzynia riposty.

                  >
                  > > Ludziom bardziej oplaca sie wynajmowac bo tego chca a nie musza.

                  Zamien "bo" na "i" i juz zrozumiesz. Przecinki tez wypunktujesz ?


                  > Owszem, jest inna kultura wynajmu mieszkań właśnie dlatego, że większości się N
                  > IE OPŁACA kupować na własność. Nie opłaca się = w tym przypadku zdecydowanie
                  >
                  większy koszt zakupu niż wynajmu. Nie wszystkich na to stać.

                  Pewnie, licealisty np nie stac. I to jest pewnie dowod ze jest tam gorzej. Nie kompromituj sie.

                  >
                  > > Zareczam ci, ze sila nabywcza m2 mieszkania w tych
                  > > krajach jest nieporownywalnie wieksza niz w Polsce.
                  >
                  > Ale zaręczaj sobie ile zechcesz :) Zdanie na ten temat wyrabiam sobie czerpiąc
                  > informacje z dużo bardziej wiarygodnych źródeł niż tutaj na forum.

                  No to prosze podaj te zrodla. Czekam niecierpliwie. Nie zapomnij tez zestawic tego z sila nabywcza m2 w Polsce. Posmiejemy sie.
                • mara571 mloda jestes i naiwna 30.08.11, 17:27
                  dziecino droga, pierwszego mieszkania w Europie sie nie kupuje, tylko wynajmuje z kilku powodow.
                  Powod pierwszy to miejsce pracy. Bardzo czesto ludzie zmieniaja je po 3-5 latach przechodzac do innych firm jako doswiadczeni pracownicy z wyzszym wynagrodzeniem.
                  Czesto zupelnie w innym regionie, wiec dojazd jest niemozliwy.
                  Powod drugi jest istotniejszy: trzeba miec od 10 do 30% wkladu wlasnego plus 10% ceny mieszkania/domku na oplaty przy zakupie. Golodupcom z checiami kredytow banki nie daja.
                  I jeszcze jedno: stan deweloperski to "polska specjalnosc". Nie spotkalam oferty sprzedazy nowego mieszkania/domu, ktory nie bylby wykonczony.
                  Kupowanie dziury w ziemi to tez polska specyfika.
                  • Gość: Ronja Re: mloda jestes i naiwna IP: *.centertel.pl 30.08.11, 17:37
                    > Powod drugi jest istotniejszy: trzeba miec od 10 do 30% wkladu wlasnego plus 10
                    > % ceny mieszkania/domku na oplaty przy zakupie. Golodupcom z checiami kredytow
                    > banki nie daja.

                    W którym miejscu stoi to w sprzeczności z tym, co napisałam na temat tego, że większość nie może sobie pozwolić na kupno własnego mieszkania?
                    Dziecino - dziękuję za komplement :)
                    • mara571 wbrew pozorom nie dotyczy to 30.08.11, 17:49
                      wiekszosci.
                      Najczesciej wlasnosciowe lokale kupuja ludzie ~35 roku zycia.
                      Mniej wiecej 1/4 rodzin niemieckich mieszka w budynkach socjalnych, ktore maja regulowane czynsze i faktycznie wiekszosc z nich nie kupi nigdy mieszkania/domu z powodu niskich dochodow lub braku takowych. Zyja z pomocy spolecznej.
                      Sa wsrod nich jednak tacy, ktorzy odziedzicza domki lub kupia tansze, starsze nieruchomosci. Dotyczy to zwlaszcza Turkow.
                      A tak naprawde nie jest wazne, czy sie jest wlascicielem mieszkania/domu, tylko GDZIE sie mieszka.
                      I to miejsce zamieszkania jest coraz wazniejsze.
                      • Gość: Ronja Re: wbrew pozorom nie dotyczy to IP: *.centertel.pl 30.08.11, 18:14
                        > wiekszosci.
                        > Najczesciej wlasnosciowe lokale kupuja ludzie ~35 roku zycia.

                        W Szwajcarii?
                        No niestety mam trochę inne informacje od osób, które tam mieszkają od lat (region niemieckojęzyczny, jeśli to ma jakieś znaczenie).
                        Własnościowe kupują z reguły (jeśli już się zdecydują) ludzie, którzy się już w życiu dorobili, czyli zdecydowanie po 40 roku życia. Ale też nie wszyscy, bo sporo jest rodzin wielopokoleniowych, więc mieszka się w dużych domach.
                        Przeważająca reszta wynajmuje. Większość dlatego, bo ich nie stać na kupno, pozostali, bo im się nie opłaca (to, co pisałeś choćby o migracjach związanych ze zmianą miejsc pracy). Są miejsca, gdzie koszty wynajmu są nieproporcjonalnie niższe, niż koszt zakupu - wtedy tylko głupiec by nie wynajmował.
                        • hit.and.run Re: wbrew pozorom nie dotyczy to 30.08.11, 19:01

                          > No niestety mam trochę inne informacje od osób, które tam mieszkają od lat (reg
                          > ion niemieckojęzyczny, jeśli to ma jakieś znaczenie).
                          > Własnościowe kupują z reguły (jeśli już się zdecydują) ludzie, którzy się już w
                          > życiu dorobili, czyli zdecydowanie po 40 roku życia. Ale też nie wszyscy, bo s
                          > poro jest rodzin wielopokoleniowych, więc mieszka się w dużych domach.
                          > Przeważająca reszta wynajmuje. Większość dlatego, bo ich nie stać na kupno, poz
                          > ostali, bo im się nie opłaca (to, co pisałeś choćby o migracjach związanych ze
                          > zmianą miejsc pracy). Są miejsca, gdzie koszty wynajmu są nieproporcjonalnie ni
                          > ższe, niż koszt zakupu - wtedy tylko głupiec by nie wynajmował.

                          Musialabys znac nie tylko gasarbaiterow - wtedy opinia bylaby blizsza prawdzie.
                          • Gość: Ronja Re: wbrew pozorom nie dotyczy to IP: 31.61.55.* 30.08.11, 21:13
                            > Musialabys znac nie tylko gasarbaiterow - wtedy opinia bylaby blizsza prawdzie.

                            Hit jeśli chcesz polemizować ze swoimi wyobrażeniami o innych, to "kup se" pół litra i gadaj do lustra. Skąd wnioski, że mówię o gastarbeiterach?? Mówię o ludziach, którzy tam mieszkają od lat. Żeby było ciekawiej - to nie są Polacy :>
                            Swoją drogą w czym twoja opinia (jako człowieka rzekomo mieszkającego tam przez kilka lat) miałaby być bliższa prawdy niż moja?
                            • hit.and.run Re: wbrew pozorom nie dotyczy to 30.08.11, 21:23
                              Gość portalu: Ronja napisał(a):

                              > Swoją drogą w czym twoja opinia (jako człowieka rzekomo mieszkającego tam przez
                              > kilka lat) miałaby być bliższa prawdy niż moja?

                              To jest pytanie retoryczne i z reguly nie powinno sie na nie odpowiadac.

                              Bo faktycznie jaka jest roznica miedzy "mieszkac gdzies kilka lat, czytac lokalna prase i ogladac lokalne stacje TV, rozmawiac na codzien z ludzmi i obserwowac przemiany na wlasne oczy" a "slyszec cos od znajomych".

                              Nie upieraj sie przy tym bo chluby to nie przynosi.
                              • Gość: Ronja Re: wbrew pozorom nie dotyczy to IP: 31.61.55.* 30.08.11, 21:29
                                > Bo faktycznie jaka jest roznica miedzy "mieszkac gdzies kilka lat, czytac lokal
                                > na prase i ogladac lokalne stacje TV, rozmawiac na codzien z ludzmi i obserwowa
                                > c przemiany na wlasne oczy" a "slyszec cos od znajomych".

                                Czyli jednak trzeba mieć raka, żeby o nim rozmawiać.
                                Innymi słowy nie warto wierzyć mediom, książkom, przekazom ustnym innych ludzi.
                                Żeby coś wiedzieć - trzeba to przeżyć samemu. Inaczej się nie liczy.
                                Nie brnij hit, bo to się robi żałosne.
                                Tym bardziej, że jak znam życie, to pojechałeś tam na saksy, więc jak sam wcześniej zauważyłeś twoja opinia jako gastarbeitera jest nic niewarta :>
                                • hit.and.run Re: wbrew pozorom nie dotyczy to 30.08.11, 21:37
                                  Gość portalu: Ronja napisał(a):

                                  > Czyli jednak trzeba mieć raka, żeby o nim rozmawiać.
                                  > Innymi słowy nie warto wierzyć mediom, książkom, przekazom ustnym innych ludzi.
                                  > Żeby coś wiedzieć - trzeba to przeżyć samemu. Inaczej się nie liczy.
                                  > Nie brnij hit, bo to się robi żałosne.
                                  > Tym bardziej, że jak znam życie, to pojechałeś tam na saksy, więc jak sam wcześ
                                  > niej zauważyłeś twoja opinia jako gastarbeitera jest nic niewarta :>

                                  Cos ci sie trolliczko pomieszalo. Bredzisz z tym rakiem jak poparzona. Pierwsza sprawa to mylisz rozmowcow bo sie zagalopowalas. Nie ze mna o raku rozmawialas.
                                  Druga sprawa to z powodu bezsilnosci brniesz w absurdy dyskusyjne - to znaczy sama produkujesz jakis absurd dyskusyjny a pozniej starasz sie go uzywac jako argument. Buahhahaha!

                                  Jesli nadal nie widzisz roznicy miedzy mieszkaniem gdzies a "slyszeniem czegos od znajomych" to znaczy ze masz problemy z percepcja ale to juz twoj problem, wylacznie.

                                  Co do mojego mieszkania. Tak bylem rodzajem gasarbaitera bo podczas 2 lat studiow tam dorabialem w prostych zawodach ale to akurat robi WIELU helvetow i nikt nie robi z tego powodu problemu :)) Ale tego zapewne nie "uslyszalas od znajomych" ???
                                  Buhahaha
                                  • Gość: Ronja Re: wbrew pozorom nie dotyczy to IP: 31.61.55.* 30.08.11, 21:53
                                    Ok, widzę, że znów się zaczynasz dość mocno pienić, a im bardziej się pienisz, tym mniej rozumiesz.
                                    Bywaj zdrów. Miłych dyskusji z ... własnymi wyobrażeniami o innych :)

                                    > Jesli nadal nie widzisz roznicy miedzy mieszkaniem gdzies a "slyszeniem czegos
                                    > od znajomych"

                                    Nie kretynku - nie widzę. Jeśli nadal tego nie rozumiesz, to napiszę wprost - bardziej ufam opiniom SZWAJCARÓW mieszkającym w Szwajcarii od lat niż jakiemuś anonimowi na forum GazWybu.
                                    Ach, zapomniałabym - nie ma czegoś takiego jak "gasarbaiter". Sądziłam, że zrobiłeś literówkę, ale powtórzenie dwukrotnie tego samego błędu świadczy jednak o twojej indolencji. No ale najwyraźniej dorabiałeś sobie w nie niemieckojęzycznym kantonie :>
                                    • hit.and.run Re: wbrew pozorom nie dotyczy to 31.08.11, 09:37

                                      > Nie kretynku - nie widzę. Jeśli nadal tego nie rozumiesz, to napiszę wprost - b
                                      > ardziej ufam opiniom SZWAJCARÓW mieszkającym w Szwajcarii od lat niż jak
                                      > iemuś anonimowi na forum GazWybu.
                                      > Ach, zapomniałabym - nie ma czegoś takiego jak "gasarbaiter". Sądziłam, że zrob
                                      > iłeś literówkę, ale powtórzenie dwukrotnie tego samego błędu świadczy jednak o
                                      > twojej indolencji. No ale najwyraźniej dorabiałeś sobie w nie niemieckojęzyczny
                                      > m kantonie :>

                                      Uhuhu nerwy puszczaja dziewczynko co ?:)) Ilu znasz tych Szwajcarow nadeta idiotko ? Znasz ich setke ? Zaloze sie ze duzo mniej niz dziesiatke (z tego polowa to pewnie znajomi z palca wyssani) wiec nie p....dol mi tutaj o tym ze wiesz cos o Szwajcarii.

                                      >No ale najwyraźniej dorabiałeś sobie w nie niemieckojęzyczny
                                      > m kantonie :>

                                      Widzisz potrafilas sobie jednak znalezc odpowiedz na to pytanie. Nie powiedzieli o tym "znajomi" ? Druga rzecz to taka ze w Szwajcarii nie mowi sie po niemiecku w rzeczy samej. Tzw "high deutch" ktory jest powszechny w Niemczech nie jest uzywany w Szwajcarii tylko tzw alemanski. Twoja "szwajcarska znajoma" - wikipedia nie powiedziala o tym ?:))

                                      buhahahahah
                                      • Gość: Ronja Re: wbrew pozorom nie dotyczy to IP: *.centertel.pl 31.08.11, 10:22
                                        Ilu znam Szwajcarów? Z pewnością więcej, niż tobie udało się zobaczyć w ciągu tych paru miesiecy podczas dojenia krów czy skręcania rurek w kiblach.
                                        I doucz się łosiu, co to jest "język urzędowy" i "dialekt" (może być z wikipedii, bo jak widzę pobyt w realu nie na wiele ci się przydał), a potem ewentualnie możemy powrócić do rozmowy.
                                        BTW - nawet w dialekcie alemańskim nie ma takiego słowa jak "gasarbaiter" :> W żadnym z języków nie ma też określenia "high deutch". Może już skończ te popisy lingwistyczne, bo to naprawdę staje się żałosne.
                                        • hit.and.run Re: wbrew pozorom nie dotyczy to 31.08.11, 10:51
                                          Gość portalu: Ronja napisał(a):

                                          > Ilu znam Szwajcarów? Z pewnością więcej, niż tobie udało się zobaczyć w ciągu t
                                          > ych paru miesiecy podczas dojenia krów czy skręcania rurek w kiblach.


                                          Buhahahha. Ilu i gdzie ich niby poznalas ?:) A moze co noc poznawalas nowego ?:))

                                          buhahaha. Te bajki o wielkiej ilosci Szwajcarow to wsadz sobie w... (no powiedzmy miedzy bajki).


                                          > I doucz się łosiu, co to jest "język urzędowy" i "dialekt" (może być z wikiped
                                          > ii, bo jak widzę pobyt w realu nie na wiele ci się przydał),

                                          Wikepedia nie powiedziala ze niemiecki (a juz na pewno nie high deutsch) nie jest jezykiem urzedowym ?:)))


                                          > BTW - nawet w dialekcie alemańskim nie ma takiego słowa jak "gasarbaiter" :>

                                          A ja powiedzialem ze uzywalem allemanskiego ? Glupia pusta lalko nie uzywalem zadnego jedyka powiazanego z niemieckim i dlatego nie znam niemieckich okreslen

                                          > ; W żadnym z języków nie ma też określenia "high deutch". Może już skończ te po
                                          > pisy lingwistyczne, bo to naprawdę staje się żałosne.

                                          Wikipedia nie podpowiedziala ?:)) Jak bys jakiekolwiec pojecie o jezyku miala to bys wiedziala ze (nie jestem pewien jak to brzmi w niemieckim bo jak pisalem wyzej nie znam tego jezyka) ze takie okreslenie jest uzywane przez Niemcow. Nie wiem jak to jest okreslane w niemieckiej gramatyce.
                                          Wiem ze wikipedia tego nie miala to juz sie zgubilas.. Zapytaj ktoregos z nich do bedziesz wiedziala. A moze jak sie wieczorem spotkasz z jakims Szwajcarem to miedzy kolejnymi steknieciami a moze juz po ?:))))

                                          buhahaha
                                            • hit.and.run Re: wbrew pozorom nie dotyczy to 31.08.11, 11:30
                                              Gość portalu: Ronja napisał(a):

                                              > Zabiła mnie siła twoich argumentów. Szczególnie tych z rodziny "buahahahahah".
                                              > Poddaję się - na tak wysokim poziomie merytorycznym nie jestem w stanie dalej r
                                              > ozmawiać.

                                              Naprawde ?:)) I to teraz kiedy mialas sie przewrocic na kolejnej zagadce ?:))

                                              Buhahaha (nie potrafie sie opanowac dajac ci kolejne baty dyskusyjne) :)))
                                        • hit.and.run Re: wbrew pozorom nie dotyczy to 31.08.11, 10:58
                                          > ; W żadnym z języków nie ma też określenia "high deutch". Może już skończ te po
                                          > pisy lingwistyczne, bo to naprawdę staje się żałosne.

                                          Tu masz swoja ulubiona wikipedie idiotko :

                                          pl.wikipedia.org/wiki/J%C4%99zyk_wysokoniemiecki
                                          Gdybys miala chocby blade pojecie o niemieckim to bys wiedziala. Masz takie pojecie o niemieckim jak i o Szwajcarach.

                                          Buhahahaha

                                            • hit.and.run Re: wbrew pozorom nie dotyczy to 31.08.11, 11:27
                                              Gość portalu: Ronja napisał(a):

                                              > Ups, ty chłopie widzę nawet ze zrozumieniem polskiego masz problemy.
                                              > Nie ma czegoś takiego jak "high deutch".
                                              > Trzeba być wyjątkowym tępakiem (albo dla ciebie - tempakiem, bo i tak z ortogra
                                              > fią jesteś na bakier), żeby nie potrafić tego zrozumieć.


                                              Buhahahahaha. Wlasnie jezyk "wysokoniemiecki" jest przez niemcow w jezyku angielskim tak okreslany ( w kazdym razie oni tak to nazywali). Dla twojej wiadomosci literowke juz poprawilem w poprzednim poscie- moze teraz latwiej ci bedzie odszukac cos w wikipedii :)))

                                              Juz raz napisalem ale powtorze. Gdybys miala blade pojecie o niemieckim to bys wiedziala. A tak zostaje tylko google i wikipedia - jak tam czegos braknie "wprost" to gubisz sie jak dziecko

                                              buhahahah
                                              • Gość: Ronja Re: wbrew pozorom nie dotyczy to IP: *.centertel.pl 31.08.11, 11:50
                                                Cymbale!
                                                Hochdeutsch!
                                                High German!
                                                W żadnym z języków (chyba, że w twoim rodzinnym żargonie ze Starej Białostockiej) nie ma czegoś takiego jak "high deutch" ani nawet "high deutsch" na określenie rodzaju dialektu. Wymyśliłeś sobie wyjątkowy debilizm i upierasz się, że coś takiego istnieje. To już nawet żenujące nie jest. Równie dobrze mógłbyś zacząć bronić tezy, że "wysoki dojtsz" jest określeniem używanym przez Niemców w języku polskim :>

                                                > Wlasnie jezyk "wysokoniemiecki" jest przez niemcow w jezyku angie
                                                > lskim tak okreslany ( w kazdym razie oni tak to nazywali).

                                                Kto "oni"? Nie wiem z jakimi Niemcami się kumplowałeś, ale najwyraźniej poziom wiedzy lingwistycznej nie wykraczał u nich ponad to, co ty tutaj reprezentujesz. Choć bardziej prawdopodobne, że ktoś sobie z ciebie zrobił jaja (o co jak widać nietrudno).
                                                • hit.and.run Re: wbrew pozorom nie dotyczy to 31.08.11, 11:59
                                                  Gość portalu: Ronja napisał(a):

                                                  > Cymbale!
                                                  > Hochdeutsch!
                                                  > High German!
                                                  > W żadnym z języków (chyba, że w twoim rodzinnym żargonie ze Starej Białostockie
                                                  > j) nie ma czegoś takiego jak "high deutch" ani nawet "high deutsch" na określen
                                                  > ie rodzaju dialektu. Wymyśliłeś sobie wyjątkowy debilizm i upierasz się, że coś
                                                  > takiego istnieje. To już nawet żenujące nie jest. Równie dobrze mógłbyś zacząć
                                                  > bronić tezy, że "wysoki dojtsz" jest określeniem używanym przez Niemców w języ
                                                  > ku polskim :>

                                                  O poszukalam w Wikipedii i znalazlam :)))

                                                  Juz napisalem ci ze tak nazywali to Niemcy a ja nie znam gramatyki niemieckiej wiec nie wiem na ile to bylo poprawnie. I to wbrew temu co glupia laleczko mowisz to nie byli "pracownicy sezonowi" jak twoi znajomi.

                                                  Widac, ze pojecie o jezyku masz mowiac kolokwialnie "gowniane" :) W innym przypadku od razu bys wiedziala. A tak trzeba bylo 5 postow zebys byla w stanie wyszukac cos w wikipedii :))

                                                  Pozostaje ci teraz wicie sie i wycieczki osobiste - ale tak to jest jak ktos jest dyskusyjnym glabem :))

                                                  buhahahaha


                                                  PS : Jak tam "wielka grupa Szwajcarow" ktora znasz ? Bo do tej pory nie okreslilas "rodzaju znajomosci" :)))))))))) Wieczorkiem 'kolejna znajomosc" ? :P
                                                  • Gość: Ronja Re: wbrew pozorom nie dotyczy to IP: *.centertel.pl 31.08.11, 12:18
                                                    Czego jeszcze nie zrozumiałeś w tym, co ci napisałam?

                                                    > Juz napisalem ci ze tak nazywali to Niemcy a ja nie znam gramatyki niemieckiej
                                                    > wiec nie wiem na ile to bylo poprawnie.

                                                    Jacy Niemcy? Szwajcarscy? :>
                                                    I co to ma wspólnego z gramatyką niemiecką ciężki mule??
                                                    Określenie, które tu uparcie forsujesz jest tak samo "poprawne" jak "wysoki dojtsz" (ale tego oczywiście też nie załapałeś). Dlatego jeśli faktycznie gdzieś to usłyszałeś, to wyraźnie ktoś przy piwie zrobił z ciebie jelenia. Bardziej prawdopodobne jest jednak to, że żadnego Niemca nigdy na oczy nie widziałeś, tylko pierdyknąłeś sobie coś z głowy, sądząc, że trafisz na kogoś, kto nie ma o tym pojęcia. Pech chciał, że trafiłeś na mnie :>
                                                    A o "moich" Szwajcarów i ich liczbę się nie martw. W odróżnieniu od ciebie ja się z nimi dogaduję.
                                                  • hit.and.run Re: wbrew pozorom nie dotyczy to 31.08.11, 12:44
                                                    Gość portalu: Ronja napisał(a):

                                                    Czego jeszcze pusta lasko nie rozumiesz ?

                                                    >
                                                    > Jacy Niemcy? Szwajcarscy? :>

                                                    A ja mowilem ze szwajcarscy ? Powiedzialem ze tak ujeli to Niemcy. To rozlaczny zbior. Niemcy i Szwajcarzy. Czego tu nie rozumiesz ? Widac czytanie ze zrozumieniem dluzszego watku jest ponad twoje sily. Gubisz powiazania i tworzysz wlasne.


                                                    > I co to ma wspólnego z gramatyką niemiecką ciężki mule??

                                                    To co ci napisalem i podalem w linku do ulubionej wikipedii. Czego jeszcze nie rozumiesz.

                                                    > Określenie, które tu uparcie forsujesz jest tak samo "poprawne" jak "wysoki doj
                                                    > tsz"

                                                    Widze ze poniewaz dostalas po dupie na wszystkich innych frontach jak tonacy brzytwy chwytasz sie tego co napisalem czyli ze Niemiec przetlumaczyl to na angielski jako "high deutsch" - widze tez ze juz dorobilas cala filozofie obronna i historie ktora ma zakryc cala twoja nieudolnosc w pozostalych czesciach dyskusji. Mowiac krotko za caly i jedyny cel dyskusji obralas dyskutowanie o "high deutsch". Ale nieudolne glaby tak maja. Wybaczam. Buhahaha.


                                                    > A o "moich" Szwajcarów i ich liczbę się nie martw. W odróżnieniu od ciebie ja s
                                                    > ię z nimi dogaduję.

                                                    Chyba w jezyku migowym bo pojecie o niemieckim i o alemanskim widzimy jakie masz. Zerowe. Dwoch gluchych Szwajcarow powiadasz?
                                                  • hit.and.run Re: wbrew pozorom nie dotyczy to 31.08.11, 13:07
                                                    Gość portalu: Ronja napisał(a):

                                                    > Buahaha.
                                                    > Chyba jedynie tylko ten zwrot jesteś w stanie zrozumiec poprawnie, więc ponowni
                                                    > e - buahahaha. Buahahaha.
                                                    > I tym razem tchüsssss indolencie umysłowy.


                                                    No i zaliczyla pernamentne wyp...enie dyskusyjne :)

                                                    Nozki sie poplataly i wyladowalam na glebie ?:))

                                                    Nie zapomnij poznac wieczorem nowego Szwajcara :)

                                                    No i na koniec - buhahaha.
        • hit.and.run Re: Będzie jszcze mniej 30.08.11, 15:57
          Gość portalu: Ronja napisał(a):


          > LOL. Jak jak kocham takie przepowiednie.

          A oprocz "LOL" jakies argumenty bankowy niewolniku ?

          >

          > To nie kupuj - czekaj aż cena spadnie do zera :)

          On kupi w minimum, ty jeleniu kupiles w maksimum i zadne "LOL" na forum tego nie zmieni.
          • Gość: Ronja LOL IP: *.centertel.pl 30.08.11, 16:33
            Specjalnie dla ciebie MEGALOL. Jakiś wyjątkowo nerwowy i sfrustrowany jesteś :) Do tego stopnia, że nawet czytanie ze zrozumieniem ci nie wychodzi.
            Jeśli kupno 60 m2 mieszkania za 16 tys. gotówką (tak - szesnaście tysięcy) w centrum 300 tys. miasta nazywasz "jeleństwem" to może warto byś poszedł wytrzeźwieć :) W odróżnieniu od Ciebie nie muszę ani spłacać kredytu ani czekać przebierając nogami na te zapowiadane od 2 lat drastyczne obniżki cen, bo mało mnie to obchodzi. Natomiast śmieszy mnie po prostu to zaklinanie rzeczywistości. Tak samo, jak śmieszyło wówczas, gdy ceny mieszkań galopowały w górę, a wszyscy krzyczeli "kupować, taniej już nie będzie!" :)
            • hit.and.run Re: LOL 30.08.11, 16:59
              Gość portalu: Ronja napisał(a):

              > Specjalnie dla ciebie MEGALOL. Jakiś wyjątkowo nerwowy i sfrustrowany jesteś :)


              Jedyna frustracja to ogarnia mnie jak czytam takich jak ty na forach.
              Wiesz napisac "co to ja nie mam" to moze kazdy. Rzecz w tym ze twoja mentalna sraka pokazuje duzo wiecej niz sraka literowa ktora nas raczysz.

              btw. Ja w 2000 roku skonczylem budowac dom i zadne "przebiranie nozkami" u mnie w gre nie wchodzi. Na forach wysmiewam zakredytowanych golodupcow i gonie naganiaczy. Wez to za slowna srake jesli chcesz.
              • Gość: Ronja Re: LOL IP: *.centertel.pl 30.08.11, 17:08
                > Ja w 2000 roku skonczylem budowac dom i zadne "przebiranie nozkami" u mnie
                > w gre nie wchodzi.

                Pozwolisz, że Cię zacytuję? :)
                "Wiesz napisac "co to ja nie mam" to moze kazdy"
                Więc po kija takie argumenty w moim kierunku?

                > Na forach wysmiewam zakredytowanych golodupcow i gonie naga
                > niaczy.

                No proszę, a ja natomiast śmieję się z takich jak Ty - którym wydaje się, że nikt nie zauważy ich przebierania nóżkami i frustracji. Za dużo Cię na forach drogi hit.and.run'ie, żeby nie można było się o Tobie dowiedzieć więcej, niż tego pragniesz.