1agfa
05.11.10, 15:21
W trawie (jak zwykle niedbale skoszonej) mozna było zobaczyc waskie smugi, niczym kilwater - slady przejścia ; koniki polne i inne owady pierzchajace na boki wśród pyłu kłoszących się ździebeł. Pokładał sie wybujały w wysokie pędy dziki szczaw.
Galęzie krzewów rozkołysane pchnięciem, tracone podczas skoku, który ciemnym mgnieniem, wrażeniem byłby tylko, gdyby nie osypujace się kulki jarzębiny, czerwieniejący jagodami trop potwierdzajacy, ze to nie było złudzenie.
Ptaki. Te skupione wokół karmnika (czasem służącego jako punkt obserwacyjny i tawerna wiewiórczej rodzinie) i te inne, leniwie drepcące pośród gałęzi, albo kąpiące się w piasku z trzepotem skrzydeł (napuszone pierzaste kule), gaworzące spokojnym wielogłosem sprzyjającym drzemce...
Raptem ptaki podrywały sie spłoszonym lotem w górę, głosząc alarm; zwłaszcza sójki pokrzykiwały przenikliwiej i swarliwie.
Czasem, niczym głos pikolo, przebijał sie przez ptasie głosy oburzony wrzask sroki Rządzicielki. Niepokój i lęk ogarniał ptasi światek: pojawił się nieznany, chybki i cichy, "obcy".
>

c.d.n