Przemilczana, wstydliwa historia Hiszpanii

08.01.11, 13:56
Powrót zmarłych

Uprowadzeni, zamordowani, zagrzebani: tak jak kramarz Emilio Silva zmarło w okresie dyktatury Franco, 150 000 ludzi. Po śmierci dyktatora w 1975 roku jego polityczni spadkobiercy zażądali „Pojednania”, jednak wspomnienie nie wygasa tak po prostu. Wnukowie ofiar zaczynają otwierać zbiorowe mogiły i stawiają pytania. Poszukują szczątków swoich przodków i poszukują szczątków wielkiego hiszpańskiego poety: Federico Garcia Lorca.


Na laboratoryjnym stole Paco Etxeberria: koniec milczenia, koniec kłamstw, kości rdzawobrązowe jak ziemia w której zostały zasypane, pozostawione do wyschnięcia, po tym jak Etxeberria obmył je szczotką w umywalce. Wentylator wachluje powietrze nad szkieletem. Ręce: garstka kosteczek. Kręgosłup: puzzle. Czaszka z krzywym uśmiechem. „Minimum 40 lat, maksimum 60, mężczyzna, silnej budowy ciała, nie wysoki. Wapno na piecie, na przegubach. Człowiek, który całe życie ciężko pracował. Przypuszczalnie rolnik.”

Paco Etxeberria, lat 53, lekarz sądowy na uniwersytecie w San Sebastián, chce wyjaśnić śmierć tego rolnika. Obraca w dłoniach jego czaszkę. W skorupie mózgowej, okrągła dziura, tędy przedostała się kula. Z przodu, w szczęce, brak dwóch zębów, odpryski kości. Tutaj kula wyszła.
Rolnik został zamordowany w 1936, na początku hiszpańskiej wojny domowej i zagrzebany w zbiorowej mogile. Przez 73 lata nikt nie odważył się wygrzebać zwłok. Ponieważ Hiszpania już przez trzy czwarte wieku próbuje ofiary wojny domowej i dyktatury Franco, zapomnieć. Zupełnie inaczej niż w Niemczech, gdzie historia narodowego socjalizmu jest przedmiotem obowiązkowym w każdej szkole, dzieci hiszpańskie niewiele wiedzą o dyktatorze, który rządził ich krajem niemal 40 lat.
To milczenie, to hiszpańska odpowiedź na pytanie, które stawia się na końcu każdej dyktatury: czy prawda powinna zostać ujawniona – czy może lepiej, przemilczana? Co lepiej służy pokojowi: poszukiwanie sprawiedliwości – czy wyrzucenie z pamięci?
Wyparcie ze świadomości, jest próbą leczenia ran poprzez zapomnienie. Nadzieja, że wina może przeminąć, bez kary. Jednak martwi nie dają krajowi spokoju. Jest ich zbyt wielu: ponad 150 000 ludzi zostało podczas dyktatury Franco uprowadzonych, zamordowanych i zagrzebanych.
Przed dziesięcioma laty, wnukowie ofiar zaczęli w końcu poszukiwania. Znali wojnę tylko z książek, znali strach jaki szerzył Franco i potrafili sobie wyobrazić kamienne milczenie swoich ojców. To potomkowie, szukają masowych grobów, wykopują resztki i rozdrapują strupy nigdy nie zabliźnionych ran.
Od tej pory wykopano kilka tysięcy szkieletów. Jednak poszukiwanie najbardziej znanej ofiary hiszpańskiej wojny domowej pozostaje nadal bez efektów. Gdzieś na południu, być może w odosobnieniu gór Andaluzji, w pobliżu rodzinnego miasta Granada, leżą nieodnalezione szczątki Federico Garcia Lorca.
Jesienią 2009 roku rząd prowincji wysłał koparki w poszukiwaniu. Jednak Lorca, największy hiszpański poeta XX wieku pozostaje nieodnaleziony. Tak jak to sam zawsze przepowiadał.

„LAGARTO, LAGARTO, LAGARTO!” Federico Garcia Lorca przeżegnał się i pobladł kiedy 13 lipca 1936roku wsiadał do pociągu w Madrycie. W korytarzu przed swoim przedziałem spotkał posła do parlamentu Granady, którego się obawiał. Trzykrotne zawołanie „jaszczur” (lagarto) ma chronić przed nieszczęściem.
W Hiszpanii jeszcze panuje pokój, a nerwowość Lorci osiąga już zenit.
Od wielu dni poeta nie mógł podjąć decyzji o wyjeździe do Granady. Dwa dni wcześniej w domu chilijskiego poety Pablo Neruda, przyjaciele namawiali go na pozostanie w Madrycie. Aktorka Margarita Xirgu od wielu tygodni próbuje go ściągnąć do Meksyku na premierę jego sztuki teatralnej „Mariana Pineda”. Przypuszczalnie Lorca miał już bilet na statek w kieszeni, ale przed wyjazdem chciał odwiedzić rodziców w Granadzie. No i chciał opuścić Madryt.
„Te ulice” mówi do jednego z przyjaciół „wkrótce usłane będą trupami”.
Nikt w tym czasie nie wątpił, że Hiszpania steruje w kierunku wojny domowej. Monarchia zakończyła się pięć lat wcześniej; Druga Republika jest rządzona przez Narodowy Front komunistów, anarchistów i socjalistów. Nacjonaliści przygotowują się do ataku, budują przymierze z kościołem, konserwatystami i faszystami.
W tym konflikcie chodzi głównie o różnice partyjne. Rozłam przetaczający się przez Hiszpanię dzieli ją na nowoczesną awangardę i drugą część kierującą się duchem późno-feudalnym sprzeciwiającą się uparcie odnowie. To walka dwóch różnych wyobrażeń świata; Jednych wierzących, że wszyscy ludzie są równi. I drugich, że stary porządek jest porządkiem Boga i tym samym, niezmienny. Obie grupy są gotowe do mordu, z przekonania. W Madrycie wybuchają uliczne walki.
Pociąg jedzie nocą, na południe, do ciasnego prowincjonalnego miasta Granada. Kiedy Lorca przybywa rano, jest dla niego jasne: sytuacja w jego rodzinnym mieście nie jest lepsza niż w Madrycie. Podpalacze spalili drukarnie codziennej gazety „El Ideal”. Lorca zaszywa się w hacjendzie rodziny, położonej w owocowym gaju, pół kilometra za miastem. Telefonuje, jak zwykle, do codziennych gazet a te natychmiast rozgłaszają jego przybycie. Lorca nie przypuszczał nawet, że byłoby lepiej, gdyby się ukrywał.
18 lipca, cztery dni po przybyciu Lorci do Granady, nacjonaliści powstają przeciw Drugiej Republice. Z Gran Canaria na północ wyrusza generał Francisco Franco. Franco jest wojskowym karierowiczem: major w wieku 22 lat, komandor w Legii Cudzoziemskiej w wieku 29 i General w wieku 33 lat. W 1934 tak okrutnie stłumił powstanie w Asturii, że lewicowy rząd ku jego własnemu bezpieczeństwu, zesłało go na Wyspy Kanaryjskie.
Teraz, w wieku lat 42, desygnuje się sam na caudillo, przywódcę Powstania. Podporządkowuje sobie „Falangistów”, faszystowski odłam partii, która później umocni się jako partia rządowa. Na początku jednak jego pucz się nie udaje. Madryt i Barcelona opowiadają się po stronie Republiki. Hiszpania jest rozdarta. To jest początek wojny.
Lewacy sięgają po broń, żeby jako „Republikanie” bronić Drugiej Republiki. Granada pada po kilku dniach w ręce nacjonalistów. Aresztują lewicowego burmistrza, szwagra Lorci. Przed hacjendą rodziny pojawiają się falangiści i grożą poecie. Lorca znalazł się w pułapce. I ma wrogów w mieście, którzy nagle doszli do władzy. Także do władzy która decyduje o tym, kto będzie żył i kto umrze.
    • n.nutella Re: Przemilczana, wstydliwa historia Hiszpanii 08.01.11, 15:33
      NA KOŃCU KAŻDEJ DYKTATURY STAWIA SIĘ PYTANIE: CZY PRAWDA POWINNA ZOSTAĆ UJAWNIONA?

      „W ten sposób przystawiano bron...” Etxeberria, lekarz sądowy, palcem wskazującym dotyka skorupy czaszki, trzymanej w dłoniach. „Zawsze z tyłu głowy”. Odkłada czaszkę na stół laboratoryjny. Cały dzień potrzebuje do zbadania jednego szkieletu. Rany po kulach skatalogować, piłować zęby w poszukiwaniu materiału DNS. Na koniec zawija ostrożnie kości w papier i układa w plastikowym pudle, o pojemności 50 litrów. To co pozostaje z człowieka po 73 latach w ziemi, mieści się w pudelku w jakim dzieci trzymają klocki Lego.
      Około 200 takich przezroczystych pojemników stoi w rogu laboratorium Paco Etxeberria, jeden na drugim, posortowane wg miejsca odnalezienia. Każdy stos, to zbiorowa mogiła. Ekshumacja to jak puzzle w których bierze udział cały zespól. Historycy lokalizują miejsce, archeolodzy nadzorują wykopaliska, sądowi stomatolodzy i radiolodzy identyfikują znalezione resztki.
      Paco Etxeberria filmuje wszystkie wykopaliska. Często przeprowadza wywiady z krewnymi lub świadkami, o ile jeszcze może ich odnaleźć. Posiada rzadką zdolność, nie spuszcza rozmówcy z oka, przy czym jego twarz pozostaje całkowicie nieruchoma. Jeśli mówi, mówi ze spokojem człowieka, który zdaje sobie sprawę, że cała jego praca pójdzie na marne, jeśli dopuści by opanował go gniew. Jego niebieskie oczy z lekkim zabarwieniem brązu na tęczowce, promieniują spokojem. Paco Etxeberria jest przekonany do tego co robi.
      Pod koniec pracy, przygotowuje do każdej zbiorowej mogiły dossier, które obejmuje setki stron: szkice miejsca odnalezienia, protokoły wywiadów i analizy laboratoryjne. Rysunki schematyczne szkieletów z czerwonymi punktami ran po strzałach. Fotografie kul z karabinów - Mauser.Żaden detal nie może zostać pominięty.
      Te raporty świadczą o wielkim poświeceniu. Dają ofiarom zainteresowanie i wsparcie, których za życia nigdy od obcych nie zaznały. Etxeberria mówi: „to trwało zaledwie pięć minut, wyprowadzić tych ludzi z domu i zastrzelić. I to trwa miesiącami, żeby to dzisiaj udowodnić i udokumentować”. Jego skrupulatność to nie tylko efekt jego naukowych ambicji: „oczywiście, że mam nadzieję, że kiedyś ktoś przyjdzie, weźmie te raporty i w końcu coś się wydarzy.”
      Koniec kłamstw, koniec milczenia.
      Jednak nie ma nikogo w Hiszpanii, kto chciałby się zająć wynikami jego pracy. Ekshumacje, musi ten sądownik przeprowadzać w weekendy albo w czasie urlopu, ponieważ cały zespól składa się z ochotników, poświęcających swój wolny czas. Nikt za to nie dostaje zapłaty.
      Odgrzebani, są bezimienni, których zniknięcie od trzech czwartych stulecia Hiszpania próbuje ignorować.
      Brak pieniędzy, bo brak politycznej woli, by przełamać zmowę milczenia. Brak sławnego nazwiska. Szkieletu, którego Hiszpania nie może ignorować. Szkielet Federico Garcia Lorci.

      POETA LORCA UOSABIAŁ WSZYSTKO TO CZEGO DYKTATOR FRANCO NIE ZNOSIŁ

      Po tym jak falangiści, trzy tygodnie po wybuchu wojny domowej 9 sierpnia 1936 roku przed jego rodzinnym domem rzucili go i skopali, wiedział Lorca, że w hacjendzie rodziców nie jest bezpieczny. Ucieka do zaprzyjaźnionego poety, którego brat należy do najważniejszych faszystowskich przywódców Granady. Ma nadzieję, że tam nikt nie odważy się go niepokoić.
      W tym czasie Granada jest symbolem starej Hiszpanii: arcy-katolicka i tęskniąca za wielkością. Warstwa uprzywilejowana burzy większą część starego miasta, po to by budować wzdłuż „Gran Via” pompatyczne pałace.
      Pieniądze pochodzą z okolicznych dóbr, z upraw trzciny cukrowej i tytoniu – cenne towary, od kiedy Hiszpania w 1819 w wojnie z USA utraciła swoją ostatnią kolonię – Kubę.
      W przeciwieństwie do tego, proletariat wiejski mieszka w nędznych warunkach, w chatach, uzależniony jak w okresie pańszczyźnianym. Wielu nie potrafi ani czytać ani pisać.
      W jednej z takich nędznych wiosek, Fuente Vagueros, 5 czerwca 1898 roku urodził się Lorca. Cud: jakby z kurzego jaja wylągł się słowik. Kiedy Lorca ma 11 lat, rodzina przeprowadza się do miasta.
      Lorca studiuje w Madrycie, zaprzyjaźnia się z reżyserem Luis Buñuel i ma miłosną aferę z malarzem Salvadorem Dali. Z tym surrealistą przeżywa wybuch awangardy w Madrycie. Uosabia wszystko to czego warstwa uprzywilejowana Granady nie znosi: on jest lewicowcem, intelektualistą – homoseksualnym reprezentantem bohemy.
      Kilka tygodni przed puczem skłócił się definitywnie ze swoim rodzinnym miastem. W pewnym interview określa że, Rekonkwista (reconquista - ponowne zdobycie) przez katolickich króla Ferdynanda i królową Isabellę, jako „okropną katastrofę”. On opłakuje utraconą cywilizację wygnanych Maurowi i ich „wybitne osiągnięcia w architekturze, poezji i wrażliwość”. Chrześcijańska Granada, jest w przeciwieństwie do tego „zastraszonym miastem, rajem dla dusigroszy”.
      Takie słowa są ciosami w mieszkańców Granady. Ponieważ rekonkwista jest mitem powstania wielkiej Hiszpanii: w tym samym roku 1492 Kolumb odkrył Amerykę. W przeciwieństwie do tego w 1936 roku Hiszpania nie odgrywa w świecie żadnej roli. Kurcząca się wielkość cierpi z powodu kompleksu niższości, sprawia że coraz więcej przechodzi na stronę nacjonalistów. Właśnie w Granadzie, gdzie „ prezentuje się najgorsza burżuazja Hiszpanii” pomstuje Lorca.
      Jego najgorszym wrogiem w mieście jest robotnik, faszystowski agitator. Podczas gdy poeta Lorca, jak się mówi, „ssał pierś Drugiej Republiki”, ten człowiek jest tworem tego, co Hiszpanię w niedalekim czasie oczekuje: Ramón Ruiz Alonso jest grubym, głośnym, lizusowskim kołtunem.
      Człowiek, który wyda Lorcę jego mordercom, nienawidzi Drugiej Republiki: w 1934 Ruiz Alonso jako poseł prawicy wszedł do Parlamentu, ale po zwycięstwie lewicowego frontu narodowego stracił swoją pozycję. Swoje przeznaczenie widzi nie w parlamencie a w walkach ulicznych. „Osiem dni, nie przebierając się”, pisze w swoich notatkach, „nocą w pracy, za dnia na ulicy, barykady, i pistolety, syreny i ataki, to wszystko odpowiada mojemu temperamentowi”
      Czuje się powołany do wyższych celów, jednak przywódcy falangistów, którzy się nim wysługują, wyśmiewają go jako „tresowanego robotnika”. Kiedy po puczu, próbuje się wysforować jako komendant własnej milicji, jego towarzysze ściągają z niego niebieską koszulę, będącą uniformem falangistów.
      • n.nutella Re: Przemilczana, wstydliwa historia Hiszpanii 08.01.11, 15:34
        Wczesnym rankiem 16 sierpnia 1936 roku zamordowano szwagra Lorci, burmistrza Granady. Później, Alonso tego samego dnia poprowadził dużą grupę policji cywilnej do domu w którym Lorca wyczekiwał. Ruiz Alonso blokuje ulicę przed domem, na dachu ustawia na dachu strzelców wyborowych; afront wobec rywalizującego falangisty, który dał schronienie poecie.
        Kiedy gospodarz domu pyta, jakie niebezpieczeństwo stanowi poeta, Ruiz Alonso odpowiada: „Ten człowiek swoim piórem wyrządził więcej szkód, niż inni swoją bronią”.
        Jednak motywy polityczne nie są jedynym powodem nienawiści jaką darzy Ruiz Alonso, Lorcę. Hiszpański poeta narodowy Miguel de Unamuno określił już zawiść jako „hiszpańską przywarę”: „Zawiść jest tysiąc razy gorsza od głodu. Zawiść jest głodem złego ducha”. A Ruiz Alonso, ten „tresowany robotnik” ma ambicje bycia pisarzem. Napisał jakiś bez-składny traktat o faszyzmie. I podczas gdy jego książka zalega regały, Lorca miał już światową sławę.

        Już w 1928 Federico Garcia Lorca opublikował zbiór wierszy Romance cygańskie ("Romancero gitano") do dnia dzisiejszego, jedne z niewielu utworów poetyckich, które stały się bestsellerem.
        W Romance de la guardia civil opisuje napaść prowincjonalnej żandarmerii na osiedle cygańskie. Wiersz uprzedza potworność wojny domowej z identyczną przenikliwością z jaką później Pablo Picasso dokumentuje ją w swoim obrazie „Guernica”.

        Josef, sponiewierany i skrwawiony,
        własnym ciałem osłania
        martwą dziewczynę.
        W ciemnościach uparcie
        szczekają karabiny.
        Eliksir gwiazd uzdrawia
        wszystkie dzieci Maryi.
        Lecz gwardziści nadal maszerują,
        sieją syczące pożogi,
        w których dopiero się rodzi
        zalążek natchnienia poety.

        W 1936, ma się ukazać kolejne dzieło, jak przepowiednia jasnowidza. W sztuce teatralnej „Dom Bernardy Alba“ ("La casa de Bernarda Alba") opisuje Lorca władczą tyranię matki nad córkami; parabola na grożącą tyranię Franco nad Hiszpanią. Dwa razy w sztuce Bernarda Alba żąda od córek milczenia, raz na początku, by uniemożliwić publiczną żałobę i raz na końcu, by ukryć kłamstwo. Wystarcza jej do tego jedno słowo: „Silencio!” – „Cisza!”.


        „Schht! Schht!!!” Ostry syk, dwa razy. Paco Etxeberria podnosi prawy palec wskazujący, w geście nieznoszącym sprzeciwu. „O tym się nie mówi!” Etxeberria opuszcza rękę. „To było to, co jako dzieci zawsze żeśmy słyszeli, kiedy zaczynaliśmy mówić o wojnie domowej. Kiedy tylko pytaliśmy o Franco: Koniec teraz! Natychmiast!”
        Milczenie, którym Franco jak całunem okrył Hiszpanię. Milczenie, które Lorca przewidział. Milczenie, które powinno się zakończyć wraz ze szkieletami rozłożonymi na stole laboratoryjnym Paco Etxeberria.
        „Jesteśmy podwójnie winni, bo zbyt długo milczeliśmy” wzdycha Paco Etxeberria. „Jesteśmy uwiezieni w hańbie przeszłości”.
        Kiedy 28 marca 1939 roku oddziały nacjonalistów wchodzą do Madrytu, następuje koniec wojny, ale nie koniec przelewu krwi. Franco jest u władzy, ale nie u celu: dla niego to krucjata. Chce oczyścić Hiszpanię, zepsutą przez wolność myśli Drugiej Republiki, poprzez krwawe ofiary. Mówi: „Jeśli będziemy musieli pół Hiszpanii wymordować, to trudno.”
        Szwadrony śmierci rozjeżdżają się po wsiach i miastach. To co robią, przez dziesiątki lat pozostaje tylko mglistym przeczuciem: są martwi, ale ilu? Tysiące, dziesiątki tysięcy? Każdy wie o egzekucjach, nikt nie odważa się liczyć ofiar.
        Zmarli nie są chowani, są zagrzebywani, poza cmentarzem. W każdej wsi są tablice pamiątkowe zmarłych nacjonalistów, którzy „za Boga i Hiszpanię” zginęli. W każdej wsi są też masowe groby ich ofiar. Ale o morderstwach falangistów nikt nie prowadzi rejestru. „Żaden z tych ludzi nigdy nie nosił broni” mówi Paco Etxeberria o zmarłych, których resztki znajdują się na jego stole. Tylko w Andaluzji w ciągu ubiegłych lat umiejscowiono 599 masowych grobów. „Tam gdzie zostali zamordowani, nie było wojny. To byli ludzie ze wsi, wierzący w obietnice Drugiej Republiki, że kraj zostanie na nowo podzielony, że szkoły będą dostępne dla wszystkich. Którzy mówili do księdza: widzisz, teraz nadeszła nasza godzina! A kiedy falangiści przybyli do tej miejscowości, ksiądz ich zadenuncjował.”
        Prawie 40 lat, do śmierci w 1974 roku, Franco utrzymywał się przy władzy. Hitler i Mussolini wspomogli go oddziałami i bronią stłumić wojnę domową. USA i Nato wspomagały tego faszystowskiego dyktatora w zimnej wojnie by uniemożliwić dojście do władzy komunistów. Franco jest uważany za mniejsze zło. „Ta zdrada aliantów była dla uwięzionych w kazamatach Franco gorsza niż przegrana wojna domowa” tak uważa Paco Etxeberria. „To była ta chwila totalnej klęski”.
        Franco zmarł 20 listopada 1975 roku. Swoim następcą ustanowił króla Juana Carlosa. Pod jego, zaledwie 37-letniego rządami udaje się bezkrwawe przejście od dyktatury do demokracji. W Europie zostaje transición uznane jak wzór pojednania między zwalczającymi się partiami.
        Ale cena jest wysoka: amnestia chroni siepaczy Franco przed prawem.
        Pierwsi krewni ofiar jednak zaczynają, po cichu, otwierać zbiorowe mogiły, bez naukowego usystematyzowania, spychacze przerzucają góry kości, które zostają pochowane we wspólnych trumnach.
        Po kilku latach, poszukiwania zaginionych znowu zostają gwałtownie zakończone. 23 lutego 1981 Antonio Tejero, porucznik Guardia Civil szturmuje hiszpański Parlament, strzela kilka razy w sufit i żąda: „Cisza teraz, wszyscy!” I znowu: to milczenie, które Lorca przewidział.
        Zamach stanu nie powiódł się; następnego ranka Tejero się poddał. Jednak ten 23 lutego wywarł na społeczeństwie hiszpańskim głębokie wrażenie. Biograf Lorci, Ian Gibson jest w Madrycie, kiedy dowiaduje się o ataku na Parlament i chce samochodem uciekać przez granicę do Francji. „Podjechałem do stacji benzynowej, ale nie było benzyny, a przed stacją stała kilometrowa kolejka”. Natychmiast we wsiach i w miastach odzywa się dawny strach. „Falangiści oliwili broń. I znowu zaczęli tworzyć listy.”
        Wszystko zaczęło się w 1936 od list: strach, terror. Kampania unicestwienia tej połowy Hiszpanii, która nie stała po stronie Franco i falangistów.
        • n.nutella Re: Przemilczana, wstydliwa historia Hiszpanii 08.01.11, 15:36
          Lorca płacze, trzęsie się, bliski jest załamania, kiedy Ramon Ruiz Alonso wyprowadza go z domu jego przyjaciół. Z gospodynią domu żegna się słowami: „Nie podam ci ręki, ponieważ nie chcę myśleć, że już się nie zobaczymy.” Ma na sobie ciemnoszare spodnie, białą koszulę, luźno zawiązany krawat i marynarkę przerzuconą przez ramię, kiedy wychodzi na ulicę. Ian Gibson od ponad 40 lat próbuje zrekonstruować życie i ostatnie godziny Lorci. Jeszcze dwie noce, wg tego co odkrył Gibson, spędza Lorca w prowizorycznej celi w siedzibie rządu cywilnego. 18 sierpnia 1936 roku około trzeciej w nocy, wiezień zostaje przewieziony do wsi Viznar. Ulica prowadząca do wsi, wije się serpentynami w góry Alfacar. Klimat tam w górze jest chłodniejszy niż w Granadzie; latem bogaci mieszkańcy Granady wyjeżdżają tam do swoich posiadłości.
          W byłej wiejskiej posiadłości biskupa katolickiego, falangiści urządzili swoją kwaterę główną. Mieli za zadanie uniemożliwienie republikańskim oddziałom przedostanie się przez góry do Granady. Mieli także inne zadanie: politycznych przeciwników siedzących w Granadzie jak w pułapce, usunąć bez rozgłosu.
          W tym czasie, hiszpańska wojna domowa trwa cztery tygodnie. W Granadzie stała się okrutnym rytuałem. Ilekroć republikańskie lotnictwo zrzuca na miasto bomby, puczyści wyprowadzają więźniów i urządzają egzekucje: posłów do Parlamentu, anarchistów, robotników. W ten sposób tylko w Granadzie w pierwszych tygodniach poddano egzekucji ponad 500 osób.
          Kiedy Lorca przybył do Viznar, falangiści zaczęli tę taktykę zmieniać. W miejsce oficjalnych egzekucji, pojawiło ciche usuwanie przeciwników. Lorca zostaje umieszczony w dziecięcym ośrodku kolonijnym „La Colonia” który został przez falangistów zaadaptowany na oddział śmierci. W kolejnych latach tysiące wyczekiwało tam, nim zostali zaproszeni na último paseo, ostatni spacer, jak mordercy nazywają egzekucję.
          W La Colonia, Lorca nie jest sam. Falangiści rozpracowują swoje listy; zaaresztowali dwóch toreadorów. To anarchiści, próbowali bronić Granady w pierwszych dniach puczu. Grupa czekająca w La Colonia, na swój koniec, symbolicznie reprezentuje wszystko, co Franco chciał w Hiszpanii wyeliminować: poeta, dwóch lewicowych bojowników i siwowłosy mężczyzna z drewnianą nogą, Dioscoro Galindo. Jego przestępstwo: był republikańskim wiejskim nauczycielem.


          „Znam mojego dziadka tylko z opowiadań mojego ojca.” mówi Nieves Galindo, ma 50 lat, wnuczka wiejskiego nauczyciela. Ma okrągłą, miłą twarz; podobieństwa do dziadka, szukać na próżno, została jako dziecko zaadoptowana. „Dioscoro był ateistą. Kiedy uczniowie pytali go o Boga, mówił: „Nie wierzę w coś, czego nie widzę.”
          Rząd Drugiej Republiki stworzył w Hiszpanii tysiące nowych wiejskich szkół, ponad religiami i otwartych dla wszystkich – afront wobec kościoła katolickiego, który do tego czasu miał piecze nad niemal wszystkimi szkołami.
          Po puczu rebelianci wymordowali setki nauczycieli. Nie miało to nic wspólnego z wojną domową: to kulturowe ludobójstwo, kampania eksterminacji inaczej myślących.
          Dla rodziny Dioscoro Galindo śmierć ojca w 1936 roku była katastrofą. Wdowa pozostała z dwiema córkami i synem bez dochodów i bez dachu nad głową, ponieważ musiała opuścić gminny budynek szkolny. Po wojnie, syn został aresztowany, podczas przesłuchania niemal zakatowany na śmierć i przetrzymywany w ciężkim więzieniu trzy lata.
          Rodzina, typowy los ofiary: często rodzinom odbierano wszystko i poniżano je. Bywało, że mordercy zamieszkiwali w domu zamordowanych. Kiedy dzieci ofiar szły do komunii, zmuszano je do zakładania niebieskich koszul falangistów.
          W 1989 roku umiera Antonio Galindo, jedyny syn wiejskiego nauczyciela Dioscoro. „W ostatnich dniach przed śmiercią, śnił mu się jego ojciec. Miał halucynacje, twierdził, że rozmawiał z ojcem. Potem prosił mnie: zrób wszystko, żeby Twój dziadek został przyzwoicie pochowany.” opowiada Nieves Galindo.
          To pragnienie okazuje się nie do spełnienia. Hiszpania jest wprawdzie w międzyczasie stabilną republiką, jednak od czasu puczu wiejskiego żandarma Antonio Tejero w 1981 roku nikt nie odważył się ruszać masowych mogił i przestępstw reżimu Franco.
          Aż do czasu, kiedy wnuk innej ofiary nie rozpoczyna poszukiwań. Jesienią 2000, dziennikarz Emilio Silva znajduje w prowincji León, zbiorową mogiłę, w której leży jego dziadek. Od tego czasu hiszpańska ziemia nie zaznaje spokoju.
          Stary opel Emilio Silvy, ma pełno wgnieceń na karoserii, 307 000 kilometrów i na pewno już długo nie pociągnie. Większość kilometrów przejechał dla „Stowarzyszenia Odzyskania historycznej pamięci”, stowarzyszenie użyteczności publicznej którego jest twórcą.
          W roku 2000, Silva ma lat 35 i postanawia napisać książkę o swoim dziadku, który był właścicielem sklepu i zginał podczas wojny domowej. W rodzinnej wsi dziadka, pewien starszy mężczyzna mówi mu: „Tutaj leży więcej zmarłych poza cmentarzem niż na cmentarzu.” Silva uważa to za przesadę.
          Resztki dziadka wydobywa koparka w pobliżu rodzinnej wsi ze zbiorowej mogiły w której znajduje się 13 szkieletów, zidentyfikowanych przez Paco Etxeberria. Emilio Silva pisze w lokalnej gazecie: „Mój dziadek był tez zaginionym”.
          To pojecie jest potwornością: „Zaginiony” desaparecidos, jest używane w języku hiszpańskim w stosunku do ofiar chilijskiego dyktatora Pinocheta i ofiar argentyńskich generałów. Hiszpania, jeśli w ogóle, mówi o swoich ofiarach, mówi: paseados, wyprowadzani na spacer.
          Dziesięć lat później, Emilio Silva, jest już szpakowaty. W międzyczasie widział już setki ekshumacji, objechał cały kraj. Mówi: „Byłem w rejonach Hiszpanii, gdzie mieszkają ludzie, którzy przez całe życie myśleli, że ich ojciec był jedynym, który zaginął podczas wojny. Ponieważ nigdy nie mieli odwagi o tym z kimkolwiek rozmawiać.
          Podczas wywiadu w jego małym madryckim mieszkaniu, Silva gotuje kawę, przy okazji wiesza pranie. Na stole szumi laptop i dzwoni telefon komórkowy, maleńki pokój służy także jako biuro. Silva sprawia wrażenie zmęczonego; rano miał odczyt na uniwersytecie. Większość studentów przybyła tylko po to by podpisać listę obecności. Tylko kilkoro młodych ludzi interesuje się historią, którą Silva ma do opowiedzenia.
          Wyparcie. „Pewien stary człowiek, zaczął mówić podczas odkopywania szczątków jego ojca” mówi Silva. „Podniecił się tak bardzo, że jego córka prosiła nas by go już nigdy o to nie pytać. Powiedziałem jej: niech mu pani pozwoli. Pani ojciec właśnie zrzuca z siebie całe tony strachu, które nosił od siedemdziesięciu lat”.
          Przełamać milczenie, narzucone przez Franco na kraj. Mówić, żeby w końcu pokonać traumę: uwolnienie poprzez katharsis. Wygląda jednak na to, że właśnie tego Hiszpania się boi. Tylko podczas jednej ekshumacji pojawili się krewni sprawcy, opowiada Silva. Kobieta grożąc powiedziała: „Że też macie odwagę! A przecież już żeśmy wam wybaczyli!” Wybaczyli! Sprawcy ofiarom!
          • n.nutella Re: Przemilczana, wstydliwa historia Hiszpanii 08.01.11, 15:37

            „Hiszpania nie potrafi się wyzwolić z więzienia Franco”, tak podsumowuje Silva. „Hiszpania boi się prawdy. Tak długo żeśmy żyli pod rządami Franco, że musimy się oduczyć frankizmu”. W międzyczasie Silva uważa transición, fazę przejściową po dyktaturze Franco, za wadę wrodzoną hiszpańskiej demokracji. „Ofiary musiały ponieść kolejne ofiary. Musiały zrezygnować ze sprawiedliwości, pozostać nieważnymi, dla zachowania pokoju.
            A jednak: zmowa milczenia nie będzie trwała wiecznie. W pokoleniu wnuków są ludzie, którzy nie potrafią się pogodzić z „Schhht!” swoich rodziców i dziadków. Jak w Argentynie gdzie matki zaginionych wspólnie z córkami i synami wywróciły na nice prawo finalizujące i katów doprowadziły przed sąd. Jak w Niemczech, gdzie 68 rok zakłócił powojenny spokój.
            Hiszpański Parlament w 2007roku ustanowił „Prawo do historycznej pamięci”; zabezpiecza ono prawo krewnym na ekshumację ofiar, niejasne sformułowanie nadal pozostawia wiele do życzenia. W końcu zajal się tym sędzia dochodzeniowy Baltasar Garzón. Organizacje zrzeszające ofiary wiążą z nim ogromne nadzieje: w roku 1998 w spektakularny sposób doprowadził do aresztowania ex-dyktatora Pinocheta w Londynie, później postawił w Hiszpanii przed sądem argentyńskiego kata.
            16 października 2008 Baltasar Garzón wydaje zarządzenie, w którym na 68 stronach uzasadnia, dlaczego hiszpańskie prawo amnestii z roku 1977 narusza prawo międzynarodowe. Główna teza: zbrodnia przeciw ludzkości nigdy nie ulega przedawnieniu. Garzón podaje liczbę zaginionych w Hiszpanii: 114 266, później koryguje tę liczbę na: „do 152 237”. Żąda otwarcia 19 zbiorowych mogił w kraju. Także i tę w której miał być pochowany Federico Garcia Lorca.

            „Dziury! Jeszcze wiecej dziur!” wszedzie wykopujemy dziury! Ośmieszamy się tymi naszymi dziurami! Sebastián Pérez, lat 45, wygląda na starszego, sympatyczny mężczyzna bez szyi. To samo pokolenie co Emilio Silva. Ubrany elegancko z chusteczką w butonierce, miły głos, może trochę zbyt głośny. Nieufny wzrok. „Mieliśmy wykopać Lorcę, i co znaleźliśmy? Zardzewiałą puszkę tuńczyka! Wg zarządzenia sędziego Garzón, prowincjonalny rząd Andaluzji nakazał jesienią 2009 otwarcie rzekomej zbiorowej mogiły. Ale szkielet nie został odnaleziony.
            Sebastián Pérez reprezentuje Granadę jako poseł do Hiszpańskiego Senatu, to pełna przepychu budowla w pobliżu pałacu królewskiego w Madrycie. Przedsionek władzy. Mimo cichego protestu odźwiernego Pérez otwiera drzwi do sali posiedzeń, po to tylko by wskazać na starego mężczyznę pochylonego nad swoim stolikiem. „Manuel Fraga! Tam siedzi, ma 87 lat i pracuje każdego dnia! Dla Hiszpanii!”
            Za panowania Franco, Fraga był ministrem informacji. Po śmierci dyktatora założył „Partido Popular”, PP, prawicowo-konserwatywną partię ludową. Podczas rządów PP w latach 1996-2004 setki tysięcy euro płynęło jako dotacje na kulturę na Fundacje Francisco Franco. Robi wszystko dla upamiętnienia dyktatora.
            Partido Popular próbowała uniemożliwić uchwalenie „Prawa do historycznej pamięci”. Senator Pérez uważa, że sędzia Garzón złamał prawo.
            Rzeczywiście, wiosną 2010 na żądanie sukcesorów partii falangistów, Garzón został zawieszony pod zarzutem naruszenia prawa amnestii. UN - Komisja Praw Człowieka protestuje przeciw temu zakazowi wykonywania zawodu, bezskutecznie. „U nas jest takie przysłowie: tam gdzie był ogień, pozostaje żar”, wyjaśnia Pérez i wskazuje na wyimaginowaną kupkę na swoim stole, „i jeśli dmuchniesz w ten żar” – dmucha – „wtedy wznoszą się płomienie”. Machając rękami, gasi swój wyimaginowany ogień. „Lepiej jest żar zadeptać, zdusić, definitywnie”. Uderza ręką w stół. „Musimy zapomnieć przeszłość!”
            A co będzie z Lorcą?
            „Federico żyje!” Sebastián Pérez wzdycha.
            Federico Garcia Lorca jest tym zaginionym, który po prostu nie chce zaginąć.
            Pérez mówi czule o poecie, jak o przyjacielu. „Federico żyje w naszej pamięci. Po co nam jego szkielet? Żeby potrzymać jego kość udową w rękach?” Pérez z obrzydzeniem odsuwa od siebie lewą dłoń, jakby potrząsał w niej jakąś kość. „Wiemy, że padł ofiarą tchórzliwego mordu. Zemsty! To było...” Poseł szuka odpowiedniego słowa. „Wczoraj w Granadzie, podczas oglądania telewizji zginęło małżeństwo, zabił ich spadający dach domu. Nieszczęśliwy wypadek! Tak samo było z Federico! Łańcuch nieszczęśliwych zbiegów okoliczności!”

            18 sierpnia 1936, rano, księżyca nie widać. Tylko kilka godzin spędził Federico Garcia Lorca w swojej celi śmierci w La Colonia. Przed wschodem słońca, on i współwięźniowie, obaj anarchiści i wiejski nauczyciel, zostali wepchnięci na ciężarówkę, która zatrzymała się potem na pełnej zakrętów drodze. Egzekucja wszystkich czterech odbyła się na skraju drogi.
            Kim był strzelający, nigdy nie zostało wyjaśnione, mimo, że pewien falangista przechwalał się: „wypaliłem dwa strzały Lorce w tyłek, bo był homoseksualistą”. Drugim samochodem przyjeżdżają grabarze. Wykopują dół do którego wrzucają jeszcze ciepłe ciała.

            Kiedy przezroczystość/
            zanikła pośród poszumu stokrotek/
            zrozumiałem, że zostałem zamordowany.
            • n.nutella Re: Przemilczana, wstydliwa historia Hiszpanii 08.01.11, 15:39
              Lorca napisał „Bajkę o trzech przyjaciołach” („Poema Fábula Y Rueda De Los Tres Amigos”) w 1930 roku, także ten wiersz brzmi jak przepowiednia.

              Przeczesywali kawiarnie i cmentarze i kościoły/
              Otwierali niezliczone kryjówki/
              Zniszczyli trzy szkielety, aby wyrwać złoto z ich zębów/
              Nie odnaleźli mnie już/
              Nie odnaleźli mnie?/
              Nie, nie odnaleźli...

              „Kiedyś przychodziliśmy tutaj, czytaliśmy jego wiersze i płakaliśmy” mówi Juan Antonio Díaz, profesor Literatury na Uniwersytecie Granady. Jesteśmy w parku im.Lorci znajdującym się przy drodze pomiędzy Viznar i Alfacar, deszcz spływa z jego siwych włosów na kark.
              „Ale dzisiaj nie czuję już nic. A właściwie czuję: czuję się oszukany.”

              Ziemia jest jeszcze grząska, tutaj rząd prowincji kazał kopać w poszukiwaniu szkieletu Lorci i niczego nie znalazł. To miejsce wskazał Ian Gibson, biograf Lorci, uzyskawszy takie informacje od jednego z grabarzy. Po nieudanych wykopaliskach dziennik El País napisał głęboko ubolewając: „A teraz Federico? Gdzie się ukryłeś?”

              Gdzie teraz szukać dalej? A czy poszukiwania muszą trwać? Profesor literatury Juan Antonio Díaz, kochający poezję ale potrafiący też kląć jak szewc, nie widzi innego wyjścia: „Gówno zbyt długo leżało pod dywanem. Ale gówno trzeba wyciągnąć na światło dzienne, w przeciwnym wypadku nigdy nie przestanie cuchnąć.”

              Od czasu nieudanych wykopalisk, nikt już nie wie, gdzie mogłyby znajdować się resztki Lorci. Tylko wzdłuż drogi z Viznar do Alfacar znajdują się cztery prawdopodobne miejsca, wśród nich jedna zbiorowa mogiła w której zostało zagrzebanych do 3 000 zamordowanych. Pewien dziennikarz domniemywa, że rodzina natychmiast po egzekucji wygrzebała zwłoki i pogrzebała na hacjendzie, w podłodze pod pianinem. Díaz zna te wszystkie opowieści, wg których Lorca przeżył egzekucję. Franco jakoby rozzłościła wiadomość o egzekucji Lorci, ponieważ dyskredytowała jego pucz na arenie międzynarodowej. Plotka niesie, że Franco sam rozkazał ekshumację poety a następnie jego pochowanie go w Monumencie, który wybudował z myślą o swoim pochowku w „Valle de los Caídos”, Dolinie Poleglych.

              Przedsionek piekła, nie jest ani gorący ani duszny, jest zimny, zatęchły, mroczny. Dębowe drzwi, mające wysokość sześciu metrów zatrzaskują się tak jakby ktoś podnosił wieko trumny i z obrzydzeniem znowu zatrzaskiwał. Dwieście kroków do Bazyliki, każdy krok odbija się echem jak obryw skalny, terkot, trzaski. Figury Maryi po obu stronach są zbyt masywne by mogły pocieszać; w półmroku rzucają na ściany karykaturalne cienie.
              W 1940 Franco zadecydował o budowie „Valle de los Caídos”. 20 000 przymusowych robotników w ciągu 18 lat buduje w pobliżu Madrytu sztolnie i umieszcza na szczycie kamienny krzyż wysokości 150m. Pochowanych jest tam 30 000 poległych. Kiedy Franco zorientował się, że nie będzie miał dostatecznie dużo ofiar wśród falangistów, każe uzupełnić mauzoleum ciałami zmarłych republikanów. Franco także został tam pochowany i jest strzeżony przez mnichów.
              20 listopada w dzień śmierci Franco wciąż maszerowało kilku niedobitków nowych-falangistów, wyrzucało w górę prawe ramie i krzyczało „¡Viva España!”. 23 listopada 2009 roku Bazylika została zamknięta; jakoby z powodu prac renowacyjnych. Jednak w środku nikt nie pracuje.
              „Valle de los Caídos” to dowód na arogancję i twierdzenia: książka historii została zamknięta, w czasie minionym wszyscy są równi, sprawcy i ofiary. I tylko pewien anachronizm: monument, nie zmieniony od czasów Franco, hołd dla zbratania faszyzmu z katolicyzmem. W środku demokratycznej Hiszpanii, w środku Europy.
              Tylko ten kto chce wziąć udział w mszy świętej, zostaje wpuszczony, przez gabinet utworzony z cieni figur Maryi. Światło świeci się tylko w zakrystii; przybyło siedem osób. Kiedy szczupły mnich podnosi głos, klaustrofobicznie ciemna kopuła odbija jego mamrotanie.
              Msza trwa zaledwie pół godziny. 200 kroków z powrotem ku światłu, słońce zaszło, plac przed monumentem jest pusty. Dzikie gołębie trzepoczą wśród sosen. Ciężkie dębowe drzwi zatrzaskują się. Teraz jest Franco, morderca na krótkich nogach sam w swojej ciemnej, wilgotnej, zimnej Bazylice, sam z 30 000 cierpiącymi katusze duszami.
              Przynajmniej jeden leży tam, gdzie powinien.

              Autor:Jürgen Schaefer

              (przekład własny z jęz.niemieckiego)
    • m.maska Re: Przemilczana, wstydliwa historia Hiszpanii 08.01.11, 19:29
      Czy nie jest to przypadkiem tak, ze wiele Nacji ma swoja wlasna martyrologie? i w sumie trudno sie dziwic. Polacy mieli pretensje do calego świata, ze nie interesowal sie Katyniem, bo pomordowani w bestialski sposob, bo zagrzebani bez pochowku, bo Rosjanie...ale caly świat przygladal sie temu co dzialo sie w Hiszpanii i milczaco przyzwalal na to - tylko czy Polske to w sposob szczegolny obeszlo? a Świat milczał i milczy do dziś.
    • al-szamanka Re: Przemilczana, wstydliwa historia Hiszpanii 08.01.11, 19:47
      Nutello, gratulacje za świetnie przetłumaczony artykuł!!!
      Przeczytałam go jednym tchem i ciarki dotąd latają mi po plecach.
      • waszabasiakochana Re: Przemilczana, wstydliwa historia Hiszpanii 08.01.11, 19:53
        Ciekawy artykul, warto bylo przeczytac.
    • al-szamanka Re: Przemilczana, wstydliwa historia Hiszpanii 08.01.11, 22:38
      A najbardziej, Nutello dogodziłaś zapewne naszemu Hardemu, bo historia to jego specjalny konik.
      • zuza_anna Re: Przemilczana, wstydliwa historia Hiszpanii 09.01.11, 07:33
        Bardzo ciekawe, Nutello, bardzo!
        Nasza tłumaczko!
        • 1zorro-bis o kurcze...... 09.01.11, 09:21
          a ja - sadzac po wielu wpisach na roznych forach - zawsze myslalem , ze to tylko Polacy sa Narodem Wybranym...:big_grinbig_grin
          No, bo kto by sie u nas jakas glupia Hiszpania, Argentyna, Armenia czy Ukraina przejmowal...A paszol w.....cool
          • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 11:57
            Zorro, dlaczego mam wrażenie, że ustawicznie prowokujesz? Toż wszyscy wiemy, jaka nacja jest Narodem Wybranym.....
            • m.maska Re: o kurcze...... 09.01.11, 12:14
              Taaaak? a jaka? shock ja chyba nie wiem
              • 1zorro-bis Re: o kurcze...... 09.01.11, 12:28
                no wlasnie, to samo pytanie zadalem....cool
                • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 13:50
                  mam takie wrażenie zorro że bywasz niczym Katon / a Kartagina musi... / smile co zaś do prowokacji, jeżeli dotyczy tego samego i nazbyt często jest stosowana, przestaje spełniać swoją funkcję i zamiast wyzwalać spór, dyskurs i energię, zaczyna wywoływać li tylko ziewanie.. smile a chyba nie o to Ci chodzi, prawda ?
                  • al-szamanka Re: o kurcze...... 09.01.11, 13:53
                    hihihi, ja nie ziewam wink) wink)
                  • m.maska Re: o kurcze...... 09.01.11, 13:53
                    no a gdzie odpowiedz na pytanie? shock
                    • 1zorro-bis Re: o kurcze...... 09.01.11, 13:57
                      wlasnie, Ulissesie, co z odpowiedzia? Brak odpowiedzi to jak ...prowokacja?! big_grin
                      • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 14:08
                        Zorro zrobiłeś proste odniesienie, czytelne dla każdego z IQ powyżęj 100. Zauważyłem to i skomentowałem. W jednym z odcinków serialu "dr House" główny bohater mówi: " Żydzi potrafia mówic tylko o .../tu pada nazwisko gracza bodajże w baseball/ i Holokauście. Ja bym dodal jeszcze ogólne dywagacje na temat Narodu Wybranego w odniesieniu do .................... /wpisać dowolny temat/ . Uznasz mój post za twórczą prowokację? wink A serio, jakoś mnie ten temat nie pociąga. Czytam właśnie książkę Głowackiego o Kosińskim. Ale dla pióra Głowackiego, nie JK , którego zawsze uważałem za kiepskiego pisarza i ewidentnego hucpiarza ... smile smile , ale w USA dzięki temu własnie odniósł sukces ... I tak to sie kręci... Przewidywalnie, prawda ? smile
                        • 1zorro-bis Re: o kurcze...... 09.01.11, 14:15
                          Ulissesie...trafiony...(niecelnie!) i niezatopiony! To nie o ten "wabrany" mi akurat chodzilo, he, he, he....big_grinbig_grinbig_grin
                          • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 14:21
                            doskonale wiem, co napisałeś, ale konotacja jest konotacją, desygnat desygnatem.. czy odezwała sie podświadomość, czy też nie , w to nie wnikam, ale kontekst próbowałeś stworzyć podobny jak na innych watkach.. smile

                            Masko, przepraszam, wiem że chodzi o Hiszpanie, ale jakoś nie mogłem sie powstrzymać przed prowokacją.. smile smile
                            • m.maska Re: o kurcze...... 09.01.11, 14:27
                              A bo ja zadalam powyzej konkretne pytanie, czy MY Polacy mamy prawo do pretensji do swiata o brak zainteresowania Katyniem, jesli Nas Polakow tez nie interesuje NIC poza wlasnymi krzywdami.
                              • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 14:28
                                Ja nie mam pretensji. Czy ta odpowiedź wystarczy?
                                • m.maska Re: o kurcze...... 09.01.11, 14:33
                                  big_grinbig_grinbig_grin
                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 14:36
                                    smile smile smile
                                    • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 14:39
                                      sorry,nie uciekam - muszę wyjść.. ale wrócę.. smile
                                      • 1zorro-bis Re: o kurcze...... 09.01.11, 14:41
                                        Narod to ja...Ja to Narod..Ale to chyba nie to, Ulissesie, co? big_grinbig_grinbig_grin
                                        • 1zorro-bis Tutaj o Kosinskim.... 09.01.11, 14:45
                                          w Zakopanem byl znany w latach 50-tych...
                                          W "Kmicicu"...glownie...big_grinbig_grinbig_grin
                                          Bo chyba o nim mowa?
                                          de.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Kosi%C5%84skibig_grin
                                          • m.maska Re: Tutaj o Kosinskim.... 09.01.11, 14:57
                                            Zorro, rob pauze po linku, zanim wstawisz emotka... smile
                                          • m.maska Re: Tutaj o Kosinskim.... 09.01.11, 15:02
                                            dzieki, sobie przypomnialam - troche wink
                                        • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 14:49
                                          Jakoś nie kojarzysz mi sie z "królem Słońce", ale czy o to, czy nie , to nie ja, ale ty powinieneś wiedzieć smile
                                          • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 14:50
                                            Ps Przyznaję, nieco naciągnąłem cytat, ale idea jest słuszna.. smile
                                            • 1zorro-bis Re: o kurcze...... 09.01.11, 15:12
                                              cytat to nie guma...cool
                                          • 1zorro-bis Re: o kurcze...... 09.01.11, 15:12
                                            a z "krolem ciemnosci"....? devil
                                            big_grinbig_grinbig_grin
                                            • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 16:21
                                              Tym bardziej nie ... przepraszam jeśli Cię tym brakiem skojarzenia uraziłem ... smile
                                              • 1zorro-bis Re: o kurcze...... 09.01.11, 16:33
                                                ale "o tego" Kosinskiego Ci chodzilo, prawda? cool
                                                • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 16:47
                                                  autora "Malowanego ptaka", człowieka obsypywanego nagrodami w USA, o którym dziś sie już w USA nie słyszy a w dużej księgarni na Manhattanie nie ma ani jednej jego książki. O tego.
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 16:55
                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Kosi%C5%84ski
                                                    To chyba lepszy artykuł
                                                  • m.maska Re: o kurcze...... 09.01.11, 17:07
                                                    Wiesz Ulissesie, mysle, ze dla niego wazne bylo, ze bylo o nim glosno za zycia - mogl wtedy z tego czerpac...no coz, taki jest smak slawy, nie on jeden wraz z odejsciem "poza horyzont" przestal brylowac. Tylko gdzieniegdzie czyta sie dzisiaj o Beksinskim czy o Dalim - za zycia, zwlaszcza ten drugi, nieustannie byl na pierwszych stronach gazet.
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 17:13
                                                    Nie wiem, co było dla niego ważne. Ja tylko wspomniałem że czytam książkę Głowackiego a JK nigdy nie ceniłem jako pisarza. Warto jednak wiedziec, że gdyby Wiesenthal nie napisał pozytywnej recenzji "ptaka" - zresztą po interwencji Kosińskiego, bo pierwsza opinia SW była miażdżąca, JK nigdy by nie zaistniał jako znany pisarz. Moim zdaniem , bez szkody dla czytelników.. smile
                                                  • m.maska Re: o kurcze...... 09.01.11, 17:21
                                                    Ulissesie, czy Ty jestes jeszcze bardziej leniwy ode mnie? co to jest JK? co to jest SW? - moze umieszczaj na dole przyp. autora - albo umiesc to w naszych podworkowych skrotach wink ja jestem troche nierozgranieta crying i naprawde nie chce sobie lamac glowy nad tym, "co Autor mial na mysli" wink
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 17:22
                                                    JK - Jerzy Kosinski, SW Szymon Wiesenthal
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 17:18
                                                    Obrazy Beksińskiego bronią się same, proza JK -moim zdaniem -, zupełnie nie
                                                  • 1zorro-bis Re: o kurcze...... 09.01.11, 17:24
                                                    no wlasnie, no wlasnie...W sztuce, filmie i teatrze nazwiska tych co odeszli trzeba niestety ciagle "podgrzewac" - Inaczej odchodza w totalne zapomnienie i zostaja tylko w pamieci koneserow...cool
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 17:44
                                                    "Podgrzewać"??? Myślę, że jeśli są żywe, czyli jakby powiedział Heidegger, "prawdziwe" , są po prostu obecne i żadne podgrzewane im niepotrzebne, bo są częścią nas samych, jak choćby malarstwo Breughla, Boscha, Kandinsky'ego, Van Gogha, Lescaux, posągi w Chartres, filmy np.Felliniego i mnóstwo innych kamyczków w naszej wewnętrznej układance ...
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 17:49
                                                    Malraux pisał o "muzeum wyobraźni" ale nie zbiorze martwych zakurzonych artefaktów.. to samo chyba miał na myśli Jung i Eliade.. i mnie to jest bliskie.
                                                  • 1zorro-bis Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:12
                                                    no, niestety nie masz w tym wypadku racji Ulissesie. Wielu trzeba "podgrzewac"...big_grin
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:17
                                                    Kiedy autorytatywnie stwierdzasz, że nie mam racji, jestem Ci wdzięczny, bo od razu wiem, jakie jest moje miejsce w szyku i lepiej orientuję się w rzeczywistości... smile A w jakim celu odgrzewać, zorro???
                                                  • 1zorro-bis Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:30
                                                    przepraszam Ulissesie...jestes historykiem sztuki? Jestes Galerzysta? Jestes Marszandem? Jesli tak - to sie skromnie wycofuje - na " z gory upatrzone pozycje"....cool
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:31
                                                    ośmieliłem sie tylko zadać Ci proste pytanie, zorro, "po co podgrzewać"... smile
                                                  • 1zorro-bis Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:33
                                                    a po co sie "zupe" podgrzewa, Ulissesie?
                                                    Zimna, nie smakuje...big_grin
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:37
                                                    zorro, zaiste porównanie konsumpcji "zupy naszej codziennej przez siebie lub kogoś dla lepszego smaku podgrzanej" /zapomniałeś o chłodniku smile/ ma bezpośredni związek z handlem sztuką - tu sie zgodzę- ale nie z tym, o czym pisałem...
                                                  • 1zorro-bis Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:50
                                                    dalem ci tylko taki obrazowy, malowniczy przyklad....cool
                                                    Chlodnika nie trzeba "podgrzewac? No tak, Leonardo da Vinci tez nie. ale sprobuj zjesc rosol na zimno. A goracy jest taki pyszny...big_grin
                                                  • 1zorro-bis Re: o kurcze...... 09.01.11, 17:06
                                                    strzelil sobie w glowe?
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 17:11
                                                    A co to ma znaczenie, zorro?
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 17:16
                                                    choclik zjadł "za" - co to a za znaczenie, zorro? smile
                                                  • m.maska Re: o kurcze...... 09.01.11, 17:24
                                                    Jesli oceniasz Ulissesie, ze jego proza nie jest niczym ekstra, to oznacza dla mnie jedno, nic nie stracilam nie interesujac sie specjalnie - gdzies mi sie cos kiedys o uszy obilo i wystarczy wink
                                                  • 1zorro-bis Re: o kurcze...... 09.01.11, 17:28
                                                    zadne. Stwierdzam fakt. Strzelil, nie strzelil..nie potrafil sie widocznie z pewnymi rzeczami pogodzic. Nie on pierwszy i nie ostatni.
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 17:31
                                                    nie strzelił.
                                                  • al-szamanka Re: o kurcze...... 09.01.11, 17:50
                                                    Kosińskiego czytam bardzo dawno i już tutaj, po tym jak obejrzałam w telewizji wywiad z Warrenem Beatty, byli przyjaciółmi i Beatty rozpływał się w zachwytach nad "tym niesamowitym człowiekiem", twierdził, że to najprawdziwszy enfant terrible i kreator samego siebie jakiego zna, był ponoć urzekający, kobiety za nim szalały. Chciałam zobaczyć jaki ma styl i wypożyczyłam sobie "Der bemalte Vogel"...lektura ciężka, ale wiem, że do dzisiaj Kosiński ma wielu fanów, gdy o Głowackim nic się tu nie wie, też do dzisiaj nic o nim nie słyszałam.
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 17:57
                                                    A to już nie moja wina AL .... Uczono mnie aby wartości literatury nie mierzyć huczkiem wokół niej. Gdyby przyjąć Twój tok rozumowania, najlepsza literaturę piszą autorzy harlequinów.. smile
                                                    Zresztą ja nie o JK...
                                                  • al-szamanka Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:15
                                                    Gdyby przyjąć Twój tok rozumowania....
                                                    Ależ, Uli, gdzie Ty to widzisz? Powtórzyłam to, co słyszałam nie ustosunkowując się do tego w ogóle. Chociaż dodam, że wokół pewnych pozycji literatury huk trwa ciągły...i mimo to są wybitne wink
                                                    PS. Co do harlequinów, nie zabiorę w tym temacie zdania, bo nie wiem co to.
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:20
                                                    OK AL. Nie mam pojęcia co mówił Beatty, wiem że czytałem książki JK i zdanie mam jakie mam. Jego kariera w USA została sztucznie nadmuchana, a najbardziej niesmaczne jest to, na czym ją zbudował. Ale jak mówię, JK pojawił sie tylko jako dygresja. Nic więcej.
                                                  • al-szamanka Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:30
                                                    I dobrze, że zdanie masz jakie masz, Uli, należy mieć zdanie takie jakie się ma wink
                                                  • z-malej-litery Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:23
                                                    Dokonano dokładnego rozeznania w tym, co pisał Kosiński jako swoje doświadczenia wojenne. Wyszło na to, że mijał się z prawdą.

                                                    Ale i o Głowackim mówi się, że sięgnął po biografię Kosińskiego, by nieco podnieść samego siebie smile
                                                    To wszystko jest dość podobne.
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:30
                                                    Nie wie, z małej litery, co wydaje ci sie dość podobne... Czy to że pisarz chce żeby go czytano? Jeżeli tak, to masz całkowitą rację.... smile Nigdzie indziej zbieżności nie widzę.. smile
                                                  • z-malej-litery Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:38
                                                    Wykorzystanie "tematu" chodliwego. Tyle.
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:44
                                                    Biedny Dostojewski. On też brał się za "chodliwe" tematy, biedny Tołstoj, Faulkner, Sienkiewicz, etc etc etc.. Można się wziąć za dowolny temat, chodliwy oczywiściej również, bo skoro jest chodliwy, jest żywy. Rzecz tylko w tym co się z niego zrobi: "Zbrodnię i karę", czy "Malowanego Ptaka"... smile
                                                  • z-malej-litery Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:50
                                                    OK smile)
                                                    Nie lubię Głowy i Kosińskiego smile Więc zmilknę smile
                                                  • z-malej-litery Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:53
                                                    a co do Dostojewskiego, to owszem, Biesy. Ale jednak nie tak nachalnie, by posiłkować się czyimś życiem. I babraniem np. w skandalach Puszkina.
                                                    To miałam na myśli.
                                                    smile
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:57
                                                    Nachalne babranie się???? Wybacz ale teraz to już zupeełnie nie rozumiem. Bez owego "babrania sie" mnóstwo pomnikowych dzieł nigdy nie zostałoby napisane. Nawet biednemu Wyspiańskiemu chcieli wytoczyć proces za afisze do "Wesela", a Dante, a Mann, a Miller a ... etc etc etc...
                                                    Sztuka to transgresja. Ta prawdziwa , rzecz jasna.. smile
                                                  • z-malej-litery Re: o kurcze...... 09.01.11, 19:09
                                                    Tak i nie. Kiedy pisał Antygonę ... (tylko to znam, przyznaję, no i filmy, Polowanie na muchy i Rejs - ale tamten świat to nie moja rzeczywistość), był dla mnie człowiekiem, który pisał o sobie, o otoczeniu, problemach i dał temu jakiś zamknięty opis.

                                                    Ksiażka o Kosińskim opiera się na wykorzystaniu czyjegoś doświadczenia,a wypadku Kosińskiego jest to nie tylko doświadczenie, ale sensacja. nic dziwnego, ze sensacyjność musi niejako przejść na pisanie Głowackiego. I tu dla mnie jest bezpośredni hoop do tego, co napisałam w pierwszym poście. Zresztą, jakoś dziwnie lubi wracać do zwłok...

                                                    celowe babranie to moim zdaniem dopiero u Boya Żeleńskiego. Bo coś konkretnego dało.

                                                    Ale nie wiem, nie mogę przecież powiedzieć, czy Dżerdżi nie przyniesie również czegoś odkrywczego na temat Kosińskiego?

                                                    MIller - ale który? Zresztą, faktycznie, obaj wykorzystywali swoje kobiety uncertain
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 19:13
                                                    Czujnie smile Otóż ten lepszy Miller, czyli Henry... smile
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 19:14
                                                    Dorzucę jeszcze /całkiem gratis smile/ Malcolma Lowry'ego ... a co mi tam smile
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 19:16
                                                    I nie byłbym sobą, gdybym Ci jeszcze Bukowskiego nie podrzucił.. smile
                                                  • z-malej-litery Re: o kurcze...... 09.01.11, 19:17
                                                    Bukowskiego nie znam?
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 19:19
                                                    Nie obwiniaj mnie za to!!! smile smile
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 19:20
                                                    dla litery: pl.wikipedia.org/wiki/Charles_Bukowski
                                                  • z-malej-litery Re: o kurcze...... 09.01.11, 19:23
                                                    czyż znajdziesz choć jedną skargę moją? ... o literaturę!?

                                                    : ))))
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 19:37
                                                    żartuję, literko ... smile wybacz... smile
                                                  • z-malej-litery Re: o kurcze...... 09.01.11, 19:20
                                                    Lowry'ego to uwielbia Józef Hen, ja zaś uwielbiam Józefa Hena smile))
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 19:20
                                                    Ja zaś odwrotnie, ale Hena doceniam.. wink
                                                  • 1zorro-bis Re: o kurcze...... 09.01.11, 19:16
                                                    a coz to znaczy - "wykorzystac swoja kobiete"??
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 19:22
                                                    HMMM zorro mnie się kojarzy, i to mile... ale życie bywa takie okrutne!!! Eheu , eheu! wink
                                                  • z-malej-litery Re: o kurcze...... 09.01.11, 19:16
                                                    Lepszy?
                                                    hmmm no tak, kobiety są, bywają czasem tak naiwne, ze dalej wspominają pięknie smile

                                                    (na pewno według mnie przystojniejszy i urodziwszy big_grin)
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 19:18
                                                    Kobiecy punkt widzenia na mężczyzn jest mi zupełnie obcy za co, najpokorniej Cię przepraszam... smile Lepszym pisarzem był Henry, ot wszystko. smile

                                                    -
                                                    Ulisses
                                                  • z-malej-litery Re: o kurcze...... 09.01.11, 19:27
                                                    hm, Bo pan H. był powieściopisarzem, zaś pan A. był dramaturgiem : )
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 19:36
                                                    Nie zgodzę się tylko na jedno słowo w Twoim poście: "BO", poza tym Artur napisał wiele opowiadań, więc chyba można go uznać także za prozaika..smile
                                                  • z-malej-litery Re: o kurcze...... 09.01.11, 19:42
                                                    być może? Henry pokonywał głębsze bariery. jak na swój czas, oczywiście.
                                                    A może miał bardziej udane życie hmm... osobiste i to zaprocentowało według Ciebie?

                                                    ja teraz bąłdzę pamięcią wokół jednego z pisarzy amerykańskich, którego książkę czytałam w dzieciństwie z TAKIMI wypiekami, że chowałam się z jej czytaniem przed rodzicami. za psa nie pamiętam, ani tytułu, ani nazwiska. Kojarzę tylko, ze to jeden z tych najwybitniejszych. Ale kto?
                                                  • 1zorro-bis Przepraszam ze sie wtrace.... 09.01.11, 19:48
                                                    a co to ma do cholery do Hiszpanii???big_grin
                                                  • ulisses-achaj Re: Przepraszam ze sie wtrace.... 09.01.11, 19:50
                                                    Zorro. A nie wiem, szczerze wyznam.... smile smile smile Ale jeśli chcesz mogę wymyślić odpowiednio "kontrowersyjne ogniwo", tylko jakoś mi niesporo po temu... smile
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 19:49
                                                    Tego ja, zanim boską omnipotencję osiągnę, wiedzieć nie mogę, Literko... smile Przewiduję, że zanim to sie stanie, zejdzie nam nieco czasu, więc tymczasem w pojedynkę z pamięcią swoja walczyć musisz... Salinger, Faulkner, Steinbeck, Caldwell... Warren, ??? smile
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 19:51
                                                    Może Vonnegut? smile - nie, chyba nie.
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 19:57
                                                    Też zjem kolację, ale w przeciwieństwie do zorro, nie będę jej sobie konotował politycznie .... smile smile
                                                  • z-malej-litery Re: o kurcze...... 09.01.11, 20:40
                                                    zaczęłam metodycznie szukać samej książki, ale po niewczasie przypomniałam sobie, że przecież czytałam ją jeszcze w podstawówce, więc ja jej nie mam, tylko mama smile to i książki nie zjadę smile gruba była. bardzo nawet. smile

                                                    nie wiem? kojarzę tylko coś, co mną wówczas wstrząsnęło, bo ...........było ostre. scena miłości fizycznej między (chyba) bohaterką, zdaje mi się, że jakąś młodą blondynką a starym Murzynem? i hmm... opis fragmentu jego ciała, TEGO (!) fragmentu..... w każdym razie uszy miałam ostro czerwone i jakiś taki niebezpieczny, bo nerwowy chichot smile)) ... dobywał się ze mnie? i chyba jakiś detektyw się przewijał? ale już nic nie wiem na pewno?

                                                    Czyżby Żegnaj laleczko? - ale pamiętam to swoje zaskoczenie, gdy po czasie uzmysłowiłam sobie że autor to ważny, amerykański pisarz?

                                                  • 1zorro-bis Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:55
                                                    a ja lubie....Prusa.big_grin
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:58
                                                    Ja też.
                                                  • 1zorro-bis Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:54
                                                    Ulisses.....?big_grin
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:58
                                                    Tak.... ??? smile
                                                  • 1zorro-bis Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:52
                                                    "chodliwego"? A jakiz to temat jet "chodliwy"?big_grin
                                                  • 1zorro-bis Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:31
                                                    a na czym ta kariere Kosinski Ulissesie zbudowal?cool
                                                    Bo tak - jako laik chcialbym wiedziec...
                                                  • ulisses-achaj Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:38
                                                    To proste zorro i wiesz o tym tak samo jak ja.. wybacz ale wałkować tematu Zagłady po raz kolejny nie jestem gotowy.. smile
                                                  • 1zorro-bis Re: o kurcze...... 09.01.11, 18:51
                                                    Zaglady? to on na "zagladzie" kariere zrobil? O cholera....cool
                        • m.maska Re: o kurcze...... 09.01.11, 14:15
                          Ale my tutaj o Hiszpanii i hiszpanskiej tragedii - a kto to jest Kosinski? czy ja to musze wiedziec?
                  • 1zorro-bis Re: o kurcze...... 09.01.11, 13:56
                    caly postep cywilizacyjny...muzyka, sztuka, film, teatr ...oparte sa na prowokacji. Bez tego zycie staje sie potwornie nudne i uplywa niezauwazalnie, Ulissesie....cool
                    • al-szamanka Re: o kurcze...... 09.01.11, 14:03
                      dodam, że samo otoczenie człowieka, warunki, zmienne relacje prowokują niejako do odpowiedzi, do znalezienia nowej formuły, czasowego dostosowania się, aby optymalnie wykorzystać sygnały. Praktycznie życie całe jest odpowiedzią na prowokacje
            • 1zorro-bis Re: o kurcze...... 09.01.11, 12:27
              Ulissesie? Naprawde? Jaka? Jaka? Powiedz mi zeby sie nie mylil!
              Prowokacja - to sposob na zycie, nie wiedziales o tym? Chyba ze lubisz "klaszczace przedszkole"....big_grinbig_grin
      • n.nutella Re: Przemilczana, wstydliwa historia Hiszpanii 09.01.11, 15:04
        al-szamanka napisała:

        > A najbardziej, Nutello dogodziłaś zapewne naszemu Hardemu, bo hi
        > storia to jego specjalny konik.

        Ale chyba tylko historia Polski smile
        • 1zorro-bis Re: Przemilczana, wstydliwa historia Hiszpanii 09.01.11, 15:14
          historia Polski? A ktorej przepraszam? Chodzi oczywiscie o historie....big_grin
Inne wątki na temat:
Pełna wersja