Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale...

18.12.11, 15:25
... nagutka smile czy ktoś pomoże ją świątecznie "przyodziać"?

https://t3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRPFykQJjOM1jj9vyU8gRzO-oQA3wykre18ZTHUpuU6v-m8X_mO

Czaro. smile
    • czaro.01 Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 15:40
      https://t3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRhx9BvO4SRbWL_BO3pIM6fHGPOXhZtxd0rjVxYImnHpUjk5yLI7g


      Czaro.
      • hardy1 Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 16:01
        ...ja mogę choinkę przygotować - zamocować w stojaku, złożyć, sprawdzić czy lampki działają...wink Resztę "kolorowanek" niech inni robią. Nie mogę zabrać sam całej przyjemności wink
        • kicho_nor Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 17:20
          Ta choinka przypomina zupełnie moją znajomą
          też jak jest nie ubrana
          • czaro.01 Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 17:34
            Swojsko się poczułeś pod choinką, czy przy tej choince wink i o to się głównie
            rozchodzi smile))

            Czaro.
            • kicho_nor Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 17:46
              Kształty.
              Kształty, mam na myśli
              • czaro.01 Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 17:58
                Nie pytałam o detale, gdzież bym śmiała, a co autor miał na myśli... czasami
                sam nie pamięta big_grin Ale jeśli już odpowiedziałeś, to o Twoje uczucia więcej pytać
                nie mam odwagi i nie będę wink)

                Czaro.
                • dunajec1 Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 18:18
                  A wiecie co to jest jezulanko?
                  • cieplanata Jak to choinka bez czuba? 18.12.11, 18:32
                    Czub zawsze musi być wink więc przyszłam

                    https://bombki.pl/126-212-thickbox/bombki-czub-zloty-28cm-lakier.jpg
                    • czaro.01 Re: Jak to choinka bez czuba? 18.12.11, 18:57
                      Natko, świetny CZUB ! może masz jakieś łańcuchy? np złote lub srebrne, tylko aby
                      nie za ciężkie wink) Choineczka delikatna, jak widzisz smile) troszkę anemiczna wink

                      Czaro.
                      • cieplanata Re: Jak to choinka bez czuba? 18.12.11, 19:08
                        łańcuchy źle mi się kojarzą, nie lubię, a może delikatny aniołek sie przyda?

                        https://t0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSktKesokTxFPHQySnYngqPCqN7UtyUu9vMQEIEhMxGRov8UIBr8U24njKi-g
                        • czaro.01 Re: Jak to choinka bez czuba? 18.12.11, 20:12
                          Piękny, przynieś więcej! smile

                          Czaro.
                  • czaro.01 Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 18:38
                    Już przyniosłam, a bombkę masz? albo jaką inszą ozdobę? wink
                    Dunajec, dla Ciebie, abyś się swojsko poczuł smile,
                    i dla tych, którzy przyjdą z ozdobami, mam piękną kolędę.

                    Tekst linka

                    P.S. Jezulanko w gwarze jurgowskiej znaczy choinka
                    Czaro. smile
                    • czaro.01 Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 18:45
                      Wigilia na Spiszu.

                      Od zawsze Boże Narodzenie kojarzy się ze świąteczną krzątaniną, przyjemnymi zapachami i choinką. Wszyscy wracamy chętnie do Wigilii z czasów naszego dzieciństwa - do atmosfery miłości, radości i rodzinnej więzi. Powróćmy dzisiaj wspomnieniami do świąt przeżywanych w dzieciństwie przez najstarszych Spiszaków.
                      Typowa śpiska chałupa składała się z dwóch izb i wielkiej sieni. Jeszcze przed świętami chałupa myta była prawie do białości. Święte obrazki na ścianach ozdabiano świeżymi gałązkami jodełki i kolorowymi kwiatkami z bibuły.

                      Dla wszystkich święta rozpoczynały się od wiliji. W tym dniu kobiety od rana warzyły i piekły z tego co się uchowało na gazdówce. Po domu roznosił się zapach drożdżowych bab z serem, zawijanych z makiem czy marmoladą. Słodycz tych wypieków pozostawała w pamięci dzieci na długo, gdyż rzadko kiedy jadano słodycze. Mięsa nikt nie kupował, bo każdy gospodarz chował prosiaka specjalnie na święta. Komu się to nie udało, to skrzętnie przechowywał krzept otrzymany od sąsiadów, tak by na święta nikt nie pozostał bez mięsa.

                      W wigilię obowiązywał ścisły post. Na cały dzień jeden posiłek: w południe jałowo kwaśnica z grulami. O mleku, maśle czy jajkach w tym dniu nikt nawet nie pomyślał.
                      Żeby kupić sól albo cukier trzeba było wpierw sprzedać jajka, ser lub swojskie masło.
                      W wiliom chłopi od rania rombali drzewo. W piecach palono drewnem, więc mężczyźni musieli zrobić zapas na całe święta. Po południu zaś szli do lasa po choinkę, potem doglądali gazdówki.
                      W tym dniu większość zajęć wykonywali na zewnątrz coby się nie plątali po izbie i nie zawodzali babom przi robocie.

                      Choinkę wieszano w koncie izby u powały, bo i tak wsyndy było ciasno.
                      I tutaj przychodziła najprzyjemniejsza chwila dla dzieci - ubieranie choinki. Przygotowane w adwencie ozdoby: łańcuchy ze słomy, aniołki, zwierzątka z kolorowych papierków, gwiazdki z opłatków, jabłka, kruche ciastka i anielskie włosy z celofanu pokrywały gałązka po gałązce choinkę. Od tego momentu drzewko przybierało nazwę jezulanko

                      Pod wieczór dzieci wypatrywały pierwszej gwiazdki, która była znakiem do rozpoczęcia wieczerzy. Wszyscy się myli, przewlykali w kościelne groty. Kiedy się pokazała pierwsza gwiazdka mama nakrywała stół białym, wykrochmalonym obrusem, pod obrus tata wkładał garść sianka na pamiontke ze Jezus urodził się na sianku w złobie. W kącie izby ojciec stawiał snopek owsa, by w chałupie nigdy chleba nie zabrakło.
                      W tym dniu pilnowano, by nikomu nic nie pożyczać. Z trwogą spoglądano w drzwi, bo jak odwiedziła dóm pjyrso baba to kłopoty gotowe. Wszyscy starali się być dla siebie mili bo jako wilijo taki cały rok. A i dzieci musiały uważać by nie oberwać po skórze, bo cały rok będą bite - Wilija rada dzieci bije.

                      I tak w ciepłej, pachnącej izbie klękano do wspólnej modlitwy, po której ojciec wyciągał opłatek i zaczynał składanie życzeń.

                      A po życzeniach rozpoczynała się tradycyjna, długo wyczekiwana wieczerza…


                      Autorka: Anna Stronczek - potrawy regionalne


                      Czaro.
                    • hardy1 Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 18:55
                      Gwara jurgowska? Nie słyszałem. Kto mówi taka gwarą?
                      • czaro.01 Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 19:01
                        Hardy, poczytaj wyżej, a światełka masz? wink)

                        Czaro.
                        • hardy1 Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 19:21
                          Poczytałem smile Światełka są - na choince w pokoju i na balkonie. Na balkonie dwa sznury - jedne oplatają poręcz, drugie oplatają niewielką choinkę z listewek, która wisi na zewnętrznej ścianie. Z daleka na balkonie świeci choinka w kształcie choinki wink
                          • sza.aliczek Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 19:45
                            Choineczka.... choineczka przede wszystkim musi sięgać sufitu smile I wypełniać sobą spory kawałek pokojusmile Na gałązkach mają dyndać bombeczki nawet i sprzed 45 lat smile Żadnych tam złotych czy srebrnych puchatych łańcuchów, a tylko anielskie włosy smile Sople, dzwonki, muchomorki, aniołki, baletniczki, ludziki, drewniane domki, koniki na huśtawce, zabawki, pajacyki, żołnierzyki, krągłe kule smile
                            Ma być kolorowa, wesoła i taka, by ją obchodzić dookoła i co chwilę wzdychać: ach, jaka ładna! ach jaka bombeczka! o jej, a co to takiego? smile)))

                            https://img707.imageshack.us/img707/5925/choineczka.jpg




                            • cieplanata Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 19:59
                              na swojej choince wiszą bombki z mojego dzieciństwa, nawet jeden domek z opalonym kominem, ponieważ kiedyś nie było elektrycznych lampek, pamietam, ze pierwsze choinki w moim domu były ze świeczkami, no i włosy anielskie, które od tych świeczek albo od zimnych ogni niekiedy się zapalały smile
                            • czaro.01 Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 20:20
                              Szaliczku, jaka pięęękna choinka! Ja też kiedyś miałam podobną smile ale zdjęcia nie mam...
                              Dzięki za przywołanie tych wspomnień smile

                              Czaro.
                          • czaro.01 Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 20:50
                            To bardzo ładnie, ale tutaj nie ma światełek suspicious wink)) więc sama przyniosłam...

                            Tekst linka



                            Czaro.smile)
                      • dunajec1 Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 20:14
                        Jurgow to miescowosc na Spiszu, a wiec to spiska gwara.
                        • czaro.01 Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 20:26
                          Prawda smile tylko słownik dla tej gwary istnieje jako słownik gwary jurgowskiej.
                          Nie znam się specjalnie na tym, więc rację Tobie przyznaje smile A jak będzie z ozdobami?
                          przyniesiesz? a może jakąś choinkową powiastkę smile

                          Czaro.
                        • czaro.01 Choinkowe ozdoby... 18.12.11, 21:13
                          https://t1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTN2nQJBjeg16ILnZIEmrOSlIdR_5kHl-MM27xh4Xb241lN1VIp8w
                          • czaro.01 Re: Choinkowe ozdoby... 18.12.11, 21:24
                            Takie leciuteńkie... smile

                            https://t2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTkV9-7lsPDPhgniFEQq3IpPdSlDD-LJRAm4dm51ucd7vdEZwq7tQ


                            Czaro.
          • hardy1 Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 18:56
            icho_nor napisał:
            > Ta choinka przypomina zupełnie moją znajomą
            > też jak jest nie ubrana


            ...wtedy obrysowujesz ją? Na podłodze?
    • czaro.01 Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 20:59
      https://t3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRwaaHO3OBt60ysu-hUrL-RO_y0P2LZwxBzxg41c2-zw6KF85Z5

      Czaro.
    • czaro.01 Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 21:04
      smile

      https://t3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTuMUpatAx3s3KDEueg_YehABszdTxXxsaKyO96dL63LaJ-wOBt

      Czaro.
    • czaro.01 Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 22:20
      O GWIAZDECZKO....

      Tekst linka

      Dobranoc, Czaro.smile)
      • hardy1 Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 18.12.11, 22:34
        Wreszcie mogę usiąść...ale świecidełek przyniesiono na choinkę big_grin
        Dobranoc Czaro smile
        • czaro.01 Re: Przyniosłam CHOINKĘ :-), ale... 19.12.11, 10:47
          https://stronka-agusi.pl/obrazki/ryba_18.gif



          Czaro.
    • k.karen Opowiadanie biskupa Reinholda Stechera 19.12.11, 10:57
      ""Szopka nie jest dla kocura"

      (...) " Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia i w największej izbie obok choinki stała pięknie wykonana szopka. Wszystko tchnęło świątecznym nastrojem.
      Jednym z mieszkańców tego domu był też wygodnicki kocur, który lubił ciepło i stale szukał zacisznych kątów, jak to u kotów jest w zwyczaju.

      Wieczorem udało mu się zakraść do izby, która w rzeczy samej nie była przeznaczona na nocną kwaterę dla niego. W poszukiwaniu wygodnego miejsca natrafił na stajenkę betlejemską. Nie namyślając się długo wypchnął z szopki świętą rodzinę, stojącego obok anioła oraz kilka zwierząt i sam zajął ich miejsce.

      Rankiem, gdy rodzina zgromadziła się w izbie, przestępstwo wyszło na jaw. W szopce leżało rozespane kocisko, a nad nim zachwyceni aniołowie trzymali napis Gloria in excelsis Deo. Chyba nie dostrzegli jeszcze, że u ich stóp zaszła istotna zmiana.

      Oczywiście, kocur został wypędzony z izby i na resztę świąt zabroniono mu przestępować próg domu. Samo zaś wydarzenie pobudziło wszystkich do przemyślenia kilku spraw.
      Gdy głębiej zastanowić się nad tą historią, jest ona warta dłuższego przemyślenia, zwłaszcza z okazji świąt. Podziwiamy przecież szopki, a szczególnie wewnętrzne wartości i piękno tego zwyczaju...
      W tym miejscu powstaje pytanie, czy przypadkiem również do naszych szopek nie zakradł się potajemnie jakiś kocur i czy nie zajął on w nich najważniejszego miejsca, wyrzuciwszy przedtem to, co święte...

      Mam jeszcze inne pytanie. czy przypadkiem nasze szopki, które tak wiele dla nas znaczą, nie są wręcz idealnym miejscem dla kocura? (...)

      Szczególnie ufnie mruczącym egzemplarzem, który często znajduje wejście do niektórych naszych domów jest powierzchowna religijność. Zadowala się ona kilkoma wyblakłymi tradycjami, których znaczenia nikt już nie rozumie, jednym czy drugim zachowywanym świętem - ale niczego nie traktuje poważnie. W ten sposób właściwych treści wiary nie pozostaje zbyt wiele. Buduje się wprawdzie szopkę, gdyż należy do świątecznej tradycji, tak jak i dodatkowe nakrycie na stole, albo wiszące na choince szklane ozdoby. Ale to tylko pojawiająca się w określonej porze roku dekoracja. Na jej widok nikomu nie przychodzi na myśl, aby z głębi serca podziękować Bogu za to, że jest tak dobry dla nas. I tym samym szopka staje się tylko mieszkaniem dla kota....

      Innym rodzajem kocura bywa wiecznie nastroszony i parskający typ. Strach go głaskać, bo może podrapać. Myślę tutaj o długotrwałych kłótniach i sporach w rodzinach, o rosnącym wyobcowaniu, braku zrozumienia, o niezgodzie. Jeśli w domu rządzą nienawiść i gniew, to aniołowie trzymający nad szopką wstęgę z napisem Pokój ludziom dobrej woli, muszą się czuć sfrustrowani, gdyż przypominają przez nikogo nie chcianą publiczną demonstrację. W tym przypadku do domu zakradł się kocur-reumatyk, który drapie pazurami na prawo i na lewo.
      Najpiękniejszym wystrojem dla szopki są goszczące na stałe w domu pokój, zgoda i dbałość o wzajemne dobro...(...)"


      .
      • hardy1 Re: Opowiadanie biskupa Reinholda Stechera 19.12.11, 11:26
        ...i tym ostatnim akapitem podsumowałaś to, czego nie zastąpi nawet najpiękniejszy wystrój, błyskotki i ozdóbki, nie zastąpią słowa powtarzane po wielekroć jeżeli nie są poparte czynami...
        Oby ten "najpiękniejszy wystrój" gościł jak najczęściej smile
    • czaro.01 Opowieść wigilijna - Jan Brzechwa 19.12.11, 11:30
      Co roku na początku grudnia najbardziej nawet ospałe redakcje zrywają się do czynu. Kierownicy Działu Kulturalnego otrzepują z kurzu alfabetyczne spisy literatów, po czym w setkach spokojnych mieszkań rozlegają się dzwonki telefonów:

      - Halo! Pan Augustowski?

      - Halo! Czy zastałem towarzysza Białowieckiego?

      - Halo! Poproszę mistrza Ciechocińskiego.

      - Halo! Chciałbym mówić z panem Działdowdem.

      - Halo! Kolega Ełkind?

      ... chcielibyśmy zamówić felieton świąteczny... Coś wesołego... Może być opowieść wigilijna... Termin?... Niestety krótki... Cykl produkcyjny... Za tydzień numer idzie na maszyny... Koniecznie... W piątek przysyłamy gońca...

      Tak oto dla ludzi pióra zaczyna się okres "wielkich żniw".

      Nie ma na świecie pisarza ani publicysty, któremu udałoby się uniknąć tego tematu.

      W naszym kraju znam nawet takich tytanów pracy, którzy swoje felietony czy opowieści, stosownie do rozmaitych profilów czasopism, opracowują od razu w kilkunastu wariantach, a więc: dla wierzących, dla wolnomyślicieli, dla wojskowych, dla przedszkoli, dla Polonii zagranicznej, dla ruchu amatorskiego, dla wędkarzy, dla organizacji kobiecych, dla rolników, dla organów rad narodowych, dla filatelistów, dla cyklistów i dla służby zdrowia.

      Wszystkie te warianty opierają się na ogół na tych samych elementach podstawowych, jak stajenka, gwiazda betlejemska, pokój ludziom dobrej woli, święty Mikołaj vel Dziadek Mróz, choinka, uwagi na temat tradycji kulinarnych i wreszcie dowcipna aluzja do izby wytrzeźwień. Oczywiście w każdym wariancie powyższe elementy są inaczej spreparowane. Dla wierzących występuje stajenka z Dzieciątkiem, ale dla rolników jest ona powiązana z zagadnieniem pasz treściwych. Dla tygodnika katolickiego mamy gwiazdę betlejemską, natomiast dla organów rad narodowych gwiazda ta odgrywa rolę zapasowego punktu oświetleniowego na wypadek tradycyjnej awarii elektrowni. W wariancie dla wędkarzy główny nacisk położony jest na potrawy z ryb, a w wariancie dla ruchu amatorskiego przytacza się nuty i tekst kolędy na chór a capella.

      Tak, proszę państwa, grudzień to okres wielkich żniw dla ludzi pióra.

      Nie jestem pod tym względem lepszy od innych. Gdy zadzwonił telefon i usłyszałem, że "Dookoła" zamawia u mnie felieton świąteczny ("...może być opowieść wigilijna") od razu zobaczyłem oczami duszy zł 470 (po potrąceniu podatku). Oczywiście - zgodziłem się.

      Usiadłem przy biurku i zacząłem obmyślać temat.

      Jak wyobrażam sobie noc wigilijną?

      Oto jeden z dyrektorów MHD odziany w wykwintne kalesony z Galluksu, w portki i szamerowaną czamarę z Centralnego Domu Odzieżowego, przystrojony w długą brodę ze Spółdzielni Fryzjerów "Pierwszy Siwy Włos", objeżdża służbową "Warszawą" polskie domy i składa pod choinką upominki gwiazdkowe.

      Nie! Odpada. Nikt w taką brednię nie uwierzy. Budżet podobnych wydatków nie przewiduje.

      A więc może coś na temat: "Wpływ Dziadka Mroza na przyrost ludności w Polsce"? Raczej nie. Kołtuneria zadziobie. Już mam! "Wyrąb choinek a gospodarka leśna". Niestety. Ten pomysł również musi odpaść. Zapomniałem kupić Rocznik Statystyczny, a bez dokładnych liczb można mówić tylko o miłości albo o budżecie rodzinnym. No tak! O miłości! Świetny pomysł! Dwa serca w rytmie raz-dwa-trzy! Temat wiecznie nowy! Ale czy nie za mało postny jak na opowieść wigilijną? Powiedzą, że jestem erotoman i że odstawiam łamańce z makiem. Jeszcze pozostają sprawy kulinarne. Ach, racja! Zupełnie zapomniałem, że umówiłem się na rybkę z dwoma staruszkami z awangardy literackiej. Muszę już iść. I tak nic sensownego nie wymyślę. W tym stanie rzeczy nie napiszę ani felietonu świątecznego, ani opowieści wigilijnej!

      Mógłbym wyciągnąć tę zeszłoroczną, ale etyka pisarska mi nie pozwala. Drukowałem ją przez piętnaście lat z rzędu w piętnastu rozmaitych wariantach. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak życzyć wszystkim Wesołych Świąt i Zdrowego Światopoglądu. I niech się dzieje wola nieba, jak mawiał pewien stary hrabia.

      Jan Brzechwa



      Czaro. smile)
      • czaro.01 Gwiazda Trzech Króli 19.12.11, 16:18
        Z dalekiego wschodu
        piaskami pustyni,
        jadą trzej królowie
        bardzo już znużeni.

        Od miasta do miasta
        w słonecznej spiekocie,
        rozpytują wszędzie
        o królewskie Dziecię.

        Nikt jednak im wskazać
        nie potrafi drogi:
        w pałacach Go nie ma,
        bo to król ubogi.

        Zawierzyli przeto
        gwieździe nad Betlejem,
        ona im stajenkę
        wskazała promieniem.

        Emilia Berndsen

        Czaro.
        • llmirka Re: Gwiazda Trzech Króli 19.12.11, 17:39
          Kolęda

          Nasza mama kocha muzykę
          i my także muzykę kochamy,
          więc na gwiazdkę myśmy kupili
          płytę dla naszej mamy.

          Potem była wigilia, choinka,
          pierwsza gwiazdka błysnęła z nieba,
          myśmy wszyscy siedzieli przy stole
          i ta płyta zaczęła śpiewać.

          Złotą świeczką mrugnęło drzewko,
          zatańczyły na ścianie cienie,
          - Dobry wieczór... - szepnęła mama
          - dobry wieczór, panie Chopinie.

          Płyta grała scherzo z kolędą,
          rozśpiewały się pięknie klawisze
          i tak było, jakby naprawdę
          Chopin do nas, do domu, przyszedł.

          Wanda Chotomska
    • czaro.01 Przed zapaleniem choinki - K.I. Gałczyński 19.12.11, 12:04
      Wstęp
      Już się dzień jak tragarz pochyla.
      Trzeba wyjść na miasto. Wigilia.
      Trzeba się trochę powłóczyć
      zamglonymi ulicami Krakowa.
      A Kraków jest dama fędesjeklowa
      w biżuterii świateł sztucznych.
      II
      Przemówienie do ulic
      (w mimowolnej formie piosenki)

      Siostry moje, ulice,
      chcę wam dziś miłość wyznać:
      wy jesteście moja ojczyzna,
      mój deszcz i wiatr, i śnieg.
      śnieg tak pachnie jak lilia,
      deszcz jak wino upija,
      idąc wami słyszę, jak mija
      szalony XX wiek.
      W dali, na wzgórzu przystanę,
      gdzie miasto zaczarowane,
      wy płyniecie tam ze mną, piękniejsze
      od najpiękniejszych rzek.
      Siostry sny zsyłające,
      Siostry moje, ulice,
      w dzień na szybach ze słońcem,
      w noc z wiszącym księżycem.
      W was puszczałem w rynsztokach
      małe łódki z papieru,
      o, złote dźwięków szuflady,
      o, filharmonie szmeru.
      Któż tak potrafi rzewnie
      mgłami zasnuć i osnuć?
      Któż tak do ucha szepnie:
      "Nie smuć się, bracie, nie smuć".
      Wiosną ptaszki i listki,
      latem jest kurz złocisty,
      jesienią koncert dżdżysty,
      a zimą wiatr i śnieg
      i śnieg tak pachnie jak lilia,
      wiatr jak wino upija,
      idąc wami słyszę, jak mija
      szalony XX wiek.

      (W ten sposób, pojmujecie,
      mam milion sióstr na świecie,
      bo w każdym mieście
      jest moje szczęście:
      ulice, ulice, ulice.)
      III
      Anormalny chiromanta
      Gdzie wzejdzie Gwiazdka? w niebie.
      Gdzie są dziewczyny? w sklepie.
      Dziewczyny ciastka sprzedają.
      W sklepie jest lepiej niż w niebie.
      Właśnie do sklepu wszedł chiromanta
      oraz chiromanty cień -
      i rzecze chiromanta: "Niech da mi panna
      dwa miliony rurek z kremem".

      "Przepraszam pana. Bez głupich żartów.
      Ile żąda dobrodziej?",
      "Cztery miliony, a zresztą - nie warto".
      I tak jak wszedł, Wychodzi.
      IV
      Straszne skutki pijaństwa
      Ulicą jedzie dorożka,
      dorożkarz jest wlany troszkę,
      i w dodatku śpiewa ten nicpoń:
      "Nie przesadzajmy z prohibicją...
      Nie przesadzajmy... tararara..."
      Więc wnet spotyka go kara:
      nagłą śmiercią umiera na koźle.
      Dobrze ci tak, stary ośle.
      Koń łeb odwraca. Przez smutne oko
      patrzy - o, dolo gorzka.
      i mówi: "Jeszcze jeden dorożkarz
      odszedł nie wiadomo dokąd".
      A lekarz stwierdza. I dzwonią z dziennika.
      A śnieg tańczy walczyka.
      V
      80 strażaków i 1 (jedno) bluźnierstwo
      Inną ulicą z wielkim wysiłkiem
      tirli-bum-tiritomba
      idą strażacy i tak przez pomyłkę
      grają na pożyczonych trąbach:
      JESTEM DZIŚ TAKI SENTYMENTALNY,
      ŻE MÓGŁBYM SPRZEDAWAĆ ŁZY.
      ADRESIK: HOTEL "FENOMENALNY"
      POKÓJ NR 303.

      I śnieg pada przez pomyłkę.
      I topnieje na jezdni.
      I wiatr wieje przez pomyłkę.
      A inaczej było w przepowiedni.
      Bo miało być słońce we dnie
      i lekkie mgiełki z rana.
      Oto są przepowiednie
      świętego Korbiniana.
      A tutaj śnieg monstrualny
      i pada, i pada, i...
      JESTEM DZIŚ TAKI SENTYMENTALNY,
      ŻE MÓGŁBYM SPRZEDAWAĆ ŁZY.
      VI
      Zamieć
      Zamieć, zamieć na bożym świecie,
      na całym świecie zamieć.
      Śnieg, powiadacie? A cóż wy wiecie,
      co to jest zamieć?
      Strach? A cóż wy możecie poradzić
      na taki strach?
      Na śnieżnej chmurze jak na białym byku sadzi
      tłusty Sebastian Bach.
      Liryka, muzyka coraz to wyższa,
      do nieba by się szło,
      właśnie tak, gdym Bacha w zamieć słyszał
      w Paryżu, w PALAIS CHAILLOT:
      Organy w chmury, w chmurach cherubin
      chmurom krzyczący. "Grajcie".
      . . . . . . . . . . . . . . . . .
      Wszystko, coś stracił, wszystko, coś zgubił,
      w Bachu, bracie, odnajdziesz.
      VII
      Powrót
      A podobno jest gdzieś ulica
      (lecz jak tam dojść? którędy?)
      ulica zdradzonego dzieciństwa,
      ulica Wielkiej Kolędy.
      Na ulicy tej taki znajomy,
      w kurzu z węgla, nie w rajskim ogrodzie,
      stoi dom jak inne domy,
      dom, w którym żeś się urodził.
      Ten sam stróż stoi przy bramie.
      Przed bramą ten sam kamień.
      Pyta stróż: "Gdzieś pan był tyle lat?"
      "Wędrowałem przez głupi świat."
      Więc na górę szybko po schodach.
      Wchodzisz. Matka wciąż taka młoda.
      Przy niej ojciec z czarnymi wąsami.
      I dziadkowie. Wszyscy ci sami.
      I brat, co miał okarynę.
      Potem umarł na szkarlatynę.
      Właśnie ojciec kiwa na matkę,
      że już wzeszła Gwiazdka na niebie,
      że czas się dzielić opłatkiem,
      więc wszyscy podchodzą do siebie
      i serca drżą uroczyście,
      jak na drzewie przy liściach liście.
      Jest cicho. Choinka płonie.
      Na szczycie cherubin fruwa.
      Na oknach pelargonie
      blask świeczek złotem zasnuwa,
      a z kąta, z ust brata płynnie
      kolęda na okarynie:
      LULAJŻE, JEZUNIU
      MOJA PEREŁKO,
      LULAJŻE, JEZUNIU,
      ME PIEŚCIDEŁKO.


      Konstanty Ildefons Gałczyński
      1947

      Czaro.smile
    • k.karen "Do Ludwika Norwida" - J. Słowacki 19.12.11, 13:09

      Wracają dla nas piękne Chrystusowe
      Gwiazdy, a razem korony cierniowe;
      Więcże to ciebie, Ludwiku, zasmuca,
      Że tam ktoś czapki przed tobą nie zrzuca.

      A jać powiadam: niechaj cię to cieszy,
      Żeś wyszedł z ludzi pospolitych rzeszy,
      Gdzie dobry złego rad nazywa panem
      I czci ukłonów fałszywym liczmanem.

      Źli ludzie, pełni zabójczego szału,
      Złości i żółci, uznali konieczność
      Postawić zimną między sobą sprzeczność,
      Jakoby ścianę z grubego kryształu:

      A tak się widzą i czczą dla zabawki,
      Jak napełnione woniami karafki,
      Które na drogę kupcy zaszpuntują:
      Bo tylko widzą, ale się nie czują.

      Gdzie ręka ukłon przez wiatry posyła,
      Jeszcze tam z dłoni w dłoń nie przejdzie siła.
      Lepiejże, bracie, żeś uderzył śmiało,
      A w gwiazdę się szkło rozbiło, spękało,

      Bo teraz zawsze powie ci sumienie,
      Które miłością będzie pozdrowienie,
      A złe zobaczysz twarze nie zakryte
      Tych, którzy cię klną za zwierciadło zbite,

      Które je dzieli, ale nie zasłania —
      Stąd idą zimne bez łez pożegnania,
      Śluby bez ducha — bez serca przyjaźnie,
      Odwaga na świat wyjść poważny — w błaźnie,

      Ta sama w podłym i w szpiegu odwaga;
      Bo kto nie daje nic — mało wymaga.


      .
Pełna wersja