1agfa
09.01.12, 04:41
Dzień dobry

Na poranne obudzenie napiszę, że... chcę zachęcić Wszystkich do obejrzenia dzisiejszego (poniedziałkowego) Teatru TV. Księżyc i magnolie. Warto. Świetny spektakl, lekki ale z zacięciem, można się - dosłownie! - popłakać ze śmiechu. Widziałem ten spektakl w Teatrze Współczesnym; ze zwiastunów widzę, że będzie w innej obsadzie w tivi. Byc może nie będzie to transmisja z Teatru W., tylko własna telewizyjna produkcja - i tak warto obejrzeć, ręczę!
Wyobraźcie sobie trzech jegomościów (producent, scenarzysta, reżyser) zamkniętych przez pięć dób w jednym pokoju z używalnością łazienki. Bez mozliwości wyjścia. Bez innego jedzenia poza bananami i orzeszkami (sic! one dobrze robią na umysł ). Twardy (i cyniczny) gracz - Selznick zmusza reżysera Victora Fleminga do porzucenia dotychczas reżyserowanego filmu (czarnoksiężnik z Krainy Oz), zmusza scenarzystę Bena Hechta (który nawiasem mówiąc nie przeczytał ksiązki Margaret Mitchel , do napisania w pięć dni (dób raczej) scenariusza epopei, która porwie Amerykę.
Jako że scenarzysta książki nie czytał, Selznick odgrywa przed nim tę książkę, wcielając się we wszystkie postaci, przy pomocy - zresztą - reżysera.
To zamknięcie...konieczność wykonania intensywnej, artystycznej pracy, uruchomienie wyobraźni, napisanie scenariusza w takich warunkach, przymus i napięcie...Nacisk na umysł, nacisk psychiczny trudny do wyobrażenia...
Ostro się dzieje, panowie biją się i szlochają, załamują się i powracają do pracy, bez wyjścia!
Trzech facetów, jeden pokój, dwie misy orzeszków, banany - i dzieło, które faktycznie porwało Amerykę (i nie tylko).
Bo jeden z nich chciał zrobić wielki film!
No przecież nie opowiem treści - i tak już powiedziałem sporo za dużo.
Tylko dodam, że niezwykle (pozytywnie!) zaskoczył mnie aktor grający Selnicka - Sławomir Orzechowski - on po prostu zdominował scenę swoją pasją, energią, zapałem; można było uwierzyć, ze własnie ktoś taki może zmusić innych do wykonania tak niezwykłej pracy.
Zresztą pozostałych dwóch aktorów (Andrzej Zieliński - Ben Hecht i Leon Charewicz - Victor Fleming) równiez byli swietni. Że juz nie wspomnę o słodkim głosie Miss Poppenghul (Marta Lipińska): tak, panie Selznick, juz, panie Selznick
(orzeszki az chrupały pod butami "bijących się" aktorów)
"Idźcie" na ten spektakl w tivi, koniecznie.