hardy1
14.04.12, 13:08
Przypadkiem trafiłem na artykuł:
media.wp.pl/kat,1022943,wid,14405745,wiadomosc.html
i...pierwsza część to jakbym czytał wspomnienia o moim dzieciństwie i młodości, czytał o moich rodzicach...
Tak, nie miałbym szansy ani ja, ani mój brat i siostra, skończyć studiów, jako tako urządzić się. Po prostu moich rodziców nie byłoby stać na to, abyśmy awansowali społecznie.
Mówię oczywiście o sobie i sytuacji mojej rodziny. Ci, których rodziny były przed wojną usadowione na "wyżynach społecznych", na pewno mają inne zdanie - oni stracili.
"Za komuny" wiele było negatywnych rzeczy - brak wolności, autorytaryzm w polityce, tłumienie wolności gospodarczej, "czy się stoi czy się leży", często urawniłowka...
Nie wszystko było jednak złe, nie wszystko można potępiać w czambuł. Wielu ludzi dzisiaj pewnie z chęcią by zamieniło (myślę że zwłaszcza bezrobotni, wielodzietni i młodzi) dzisiejsze czasy na ówczesne.
Ot, takie myśli nasunęły mi się po przeczytaniu artykułu...nie powinno wszystkiego potępiać się w czambuł. "Plan Balcerowicza" przyniósł później rozwój, ale był stosowany dogmatycznie, zgodnie z zasadą "gdzie drwa rąbią...". Nie patrzono - dobry czy zły zakład. Liczył się dogmat - wszystko było "be", teraz wszystko będzie "cacy". A rzeczywistość skrzeczała...
Przykład pierwszy z brzegu - rozwiązano wszystkie PGR, nie oglądając się - czy źle pracowały, czy też były gospodarne i przynosiły zyski. Podobnie z wieloma fabrykami. Wielu cwaniaków się obłowiło, kupując za bezcen firmy...znam to z własnego doświadczenia.
Nie chcę w ocenie uogólniać, tak ówczesnych jak i dzisiejszych czasów. Po prostu nie uznaję wyłącznie stosowania dwóch kolorów - białe-czarne.