wscieklyuklad
20.05.12, 08:37
W Bandażach caleńki, ode Stóp Renesansowych, po drugi Renesansowego Ciała koniuszek owinion, siedzę, a cierpliwie Mroku nastania czekam, a tęsknie Bandziora wyglądam, Dłoń na Karabeli głowni dzierżąc wytrwale, jakby co. Powieki się Snu pomną, Usta ziewające Bandaż pode Nosem ku górze niesą, a przeciągłe "Uhhhh" gdzieś sie aże spode Żołądka samego dobywa. Sześćdziesiąta już z Hakiem godzina mija, gdym Oczu ni na Chwilkę nie zmrużył. A - choć Żwaw ciągle, a - choć w Zapale swem nieustający, jednako Ustałość niemałą czuję, a w Diabły bym wszystko to rzuciwszy, w Piernatach zległ, by Mózgownicy Lękiem a i na "Złe" Oczekiwaniem, wytchnienie dać.
Alem postanowił przecie.
Alem się przecie w Postanowieniu owym zaparł.
Alem Śluby Nowe - do Ślubów z Sorelliną dołożył, Monogamii Prawa nie łamiąc przy tem - bowiem Śluby Woli insze od tych przy Stułach. A skoro Śluby zawarte, to po Skon przy nich Trwanie należne. A Śluby pełnione skoro, złamać tychże nie wolno, aby się na Pośmiewisko Ludzkie nie wystawić, karę Bożą tudzież - nie narazić, a w Ogień Piekielny rzuconym ongiś nie zostać.
Czymże bowiem Dopust Doczesny, wobec Męk Wieczystych ? Czymże Chwała kromie Stydu i Hańby ? Czymże jestestwu swemu Wierność - nawet na Zdrowiu okupiona Uszczerbkiem, wobec Rejterady li tylko Woli tejże słabością zgotowanej ?
Tedy na Zydlu z Dębu Konaru siedzę, a - by w Morfeusza Krainę nie zbłądzić, kiwam się jeno we Strony wszystkie, zaczem kołek z Zydla owego wystający w Półdupek mnie Renesansowy dziabie, Drzazgi szczędząc, jeno Czujność trwaląc.
Tedy w Myślach Niewesołych pogrążon, odgłosów z Polany biegnących doszukać się staram. Może Znak jaki powezmę ? Może Przeczucie - Szmerem jakimś, Szelestem libo, Bandziora mi rozpoznać przyda ? Czy Znak ów z należnym Wyprzedzeniem spostrzegę ? Czy Znak ów nie Zmyłką tam żadną się ujawi, ale Znaków Znakiem ? Takim, co t - gdy Uwidzisz -Źrenic nie porazi ? Takim, co - gdy go posłyszysz - Bębenków nie zerwie ? Takim, co- gdy przybędzie - w Członki twe Paraliżu nie tchnie,a do Zydla nie przygwoździ, nie zniewoli, nie obezwładni, ni nie zagarnie ? Taki, co jeno Ostrzeżeniem, nie Dopustem będzie ?
Promienie Słońca wieczornego za ostatnim się skryły Namiotem. Ptactwo spać się pokładło. Jemu dobrze, nikt Poczty Mejlowej nie zwędzi bowiem - no chyba, żeby Gołębia jakiego kto tam celowo zdybał, co mu akuratnie pode Skrzydło lotne, Wieść jaką uwiązano, by komu tam Przestrogi, Miłości wyrazy libo słać. Albo też przede Bandziora Grasanctwem ostrzeżenie.
Tak, Ptactwo ma dobrze. Zmartwień tam żadnych - no chyba, że o Gąsieniczki Tłustej - a najlepiej kilkorga - nalezienie. Przyroda ziste insze Poblemy miewa, a i zdrowsze znacznie. Pszczółki pracowitej, jako i ja teraz - Bzyku nasłuchiwałem tęskno, a, że pora to Późnowiosenna na Towarzystwo jejże ( zwłaszcza, żem obandażowan szczelnie ) liczyłem.
Ale Wieść Obozowa się niesła, że oto Bandzior ów podstępny Dzieło swe Wszeteczne ode Pszczółek naszych kniejańskich zwędzenia rozpoczął, a to byśmy nie tylko Poczty Meylowej w przyszłości postradanemi byli, ale też do Trójniaków, Dwójniaków, że i Czwórniakach nie wspomnę dostępu nie mieli takoż.
Tedym jeno Komarka - a Komarzyc zwłaszcza - żmudnej to Pracy Powietrza Skrzydełkami cięcia był Świadkiem - bezpieczny jednak a to z powodów - jak wyżej. Pająk Krzyżak w Namiotu kąciku, Sieć swą dyskretnie plótł Muszce na pohybel. Ale on przecie mi niegroźny całkiem.
Ckni się, gdy sam na sam ze sobą pozostaniesz. Ni masz do kogo Gęby otworzyć. Zagadać do kogo ni masz. Libo w Milczeniu zupełnem trwać, patrząc nań albo i nie. "Jest" - myślisz - i to wystarczy. To sobie uświadomiwszy, jeszcze większym Zapał odczuł. Bo przecie, gdy Sorellina Rankiem Wczesnym Obozowisko opuści, by w Grodzie stróżować Oyczystym , jako Palec w Namiocie ostanę, z Komputyjerem jeno, tymże Pająkiem Krzyżakiem a i Okowity Butelczyną.
Zatem motywacji do Poczty Moyey Mejlowej przed Bandziorem nabrawszy, prawiem żwawość poczuł, a Snu potrzeba z Obawy nastaniem uszła.
Ale Noc owa - Straszna - niczym ode porzednich się nie różniła Dwojga. Jużem niczego nie szeptał. A i Komputyjer niczym Zaklęty milczał. Tedym go Resetował, w ożywienia Nadziei. Tedym - gdy jeno Winieta się odsłaniała, Pocztę Mejlową ładował - niczem Głowacki Bartosz bisurmańską armatę Kosą swoją, Czapką własną. Tamten to Bohatyr, Wzorcem mego czuwania ostał. W zgiełku Bitewnym odwagi dochować musisz, a Czyn - im mniej pojęty, tym i Sławienia Godniejszy. Snułem tedy Pomysły, jako też- gdy jeno się Bandzior ukaże - postąpić.
Huknąć nań ? Karabelą naprędce z Pochwy dobytą przez Łeb siekać ? Bandażami libo - z Ciała własnego go owinąć, a Lęk współczesny oto w ten Starożytny, bo Zmumifikowany zamienić ?
Lecz czy Lęk co poprzednich Pokoleń Dopustem, nas oszczędzić potrafi, nam Odpust przyniesie, nasze ominie Drogi ? A co - jeśli Bandzior - Oporu mego, Podstępu i Przebiegłości całej mimo, Pocztę Mejlową poniesie, a śród Kniei zniknie ? By Pocztę oną stosując, Złu Panoszeniu się sprzyjać ? Zło ono krzepić i trwalić ?
Rozterka jest Duszy trucizną. Niepewność jest Duszy zabójcą. Oczekiwanie Próżne - acz Napięte jest jako Pijawek stawianie. Bledniesz - Krwi niesąc w sobie dostatek. Krwawisz, a Życia ci nie przybywa. Ciepisz w Zdrowia nadziei odzysku, widząc jeno, jak Zło ode Soków Ciała twego pęcznieje pod Skórą oślizgłą. Jedną oderwą, by kolejną przywrzeć, by ta też Bólem się twoim syciła...
Dzwonów Poranne dzwonienie, w Tarabany walenie świtne już nie "Bandzior" do wnętrza Namiotu słało, ale Przebudzenie Niedzielne, ale Ozdrowienie Majowe .
Pijawki nocne uzmysłowiły mi oto, że Ran swych Paznokciami własnymi rozdrapywać nie trzeba, że Lęku przed Bandziorem, co go nigdy nie było, po próżnicy mnożyć nie warto.
Cóż mi tam zatem Bandziory jakie.
Cóże na Poczty Mejlowej rapty ?
Tam w Namiotu narożu Sorellina pode Pierzyną Śni.
A na Polanie pierwsze już Głosy słyszę. Łażą Polany wokół, co to Podwórzem jest naszym.
Siedzą na Kamieniu-Loży w środek Polany wrażonym, mnie tęskni.
Zatem Bandaże odwijam.
Zatem Karabelę cicheńko - by Sorelliny nie zbudzić czasem - obok Zydla składam.
A Poły Namiotu rozchyliwszy ku Kniei dążę.
Tam Dębów pomiędzy Śmichem się do Rzopuku zanoszę.
Serdecznym.
Nie Bandyckim.