wscieklyuklad
06.08.12, 16:30
Każdy winien mieć jakąś "bolesną kartę rodzinnej historii" Jak se pomyślisz, że ktoś, gdzieś, kiedyś z Twych bliskich się "martyrologizował", to lżej Ci od razu na sercu ( i na duszy takoż ). Ktoś tam kulką w bebeszek zerwał. Komuś szynelek się w okopkach zabłocił, komuś znowu onucki ( niechlujnie założone) piętki odparzyły i w polowym się szpitalu dwa tygodnie leczyć musiał, balsamami skórę smarując, tudzież kąpiele zdrowotne pobierając, a nawet dwa tygodnie urlopu uszczknąć ( choć temu akurat bliżej do dekownictwa, niż martyrologii !). Naturalnie - o łupach wojennych - lepiej sza ! Stojący na kominku zegar z pozytywką, to efekt krwawicy przodka ! Pierwszy w dziejach rodziny rower - jeśli najoczywiściej zdobyczny - to wyłącznie na Rusku ! Wszelkie pozostałe dobro - znalezione na rumowisku popowstańczym ( dowolnym - począwszy od Listopadowego zrywu wieku XIX Podchorążych Bohatyrskich naszych ) .
No to CZEMU JA NIE MAM NAPISAĆ SŁÓW PARU O HISTORYCZNEJ MARTYROLOGII MOJEJ RODZINY ?
1. Zacznijmy zatem od Dziadka ze strony Ojca w linii prostej.
Rocznik 1909 ! Gdyby żył, miałby dziś 103 lata ! Naprawdę ! Bo 2012 - 1909 = 103 właśnie !
Potomek krakowskiego Rajcy w latach 1920-24 ! Spyta ktoś ( niegrzecznie naturalnie ) - a gdzież tu martyrologia ? Odpowiem pytaniem na tak nierozsądne i bezczelne pytanie - Jak to gdzież ? A to WY wiecie, czym było rajcowanie w tamtych czasach ? Kraków - miasto strzech !
Przedmieścia pełne cuchnących czworaków i czworaczków w czworakach tychże. Ulice pełne kolein po wozach drabiniastych, z okien wprost na ulicę kubły resztek - kuchennych i ludzkich ! No troszczyć się o taki syf - to była doprawdy prawdziwa martyrologia.
I jeszcze w Sukiennicach jakiś tam Matejko ! Czeski pacykarz ! Jakieś Hołdy Pruskie, jakieś "Grunwaldy" ! "Stańczyk" zatroskany, a nie jakieś tam "trefnisie" cud-urody.
Nic dziwnego, że sterany tyloma zmartwieniami - nie dożył wojny.
A może zresztą na szczęście ? Nie był bankowcem, więc nie czekało go dymanie przez rumuńską granicę z sejfem na plechach ! W dodatku pełnym szmalu wartości makulatury, i pewnie kilku cacuszek ( zdobycznych jak najbardziej na wrogu - bo - jak uczyła propaganda powojenna- a zarazem socjalistyczna - jeno kułak i krwiopijca pasożytujący na zdrowym ciele Narodu - mógł się czegoś wtedy dochrapać ). Jak dłużej pomyśleć, to trochę szkoda, że Pradziadek talent zmarnował. Bo gdyby jednak był powiązany z "byznesem", to może słałby w czasach tuż powojennych banany marki "Ciquita" do głodującego i słynnego z chałupich strzech miasta Syna swego darem owym wspomagając, by na widok lezącego ulicą SB-ka Wzrok swój Dumny, w perspektywy dali utkwić się zdobył ?
I na ten przykład mój Dziadek ze strony Ojca, jak też i Ojciec - mieliby czym gęby do wyżywienia napełnić, a ja sam - za sprawą tradycji - wyrósłbym na Jeszcze Wspanialszego Człowieka jako, że w bananach pierwiastki unikalne się kryją, jako i chemiczne związki co geny aktywnią, Białka Unikalne do produkcji chęcąc ?
Tylko zatwardziali egoiści nie myślą o Rodzinie. Tylko ortodoksyjny sobek przekręci się, nie dodając szczytnych konkretów do rodowych annałów. Dlatego, by wkład w Rodu Historię rozliczyć -w trakcie renowacji grobu Pradziadka - zrezygnowałem z przyczepienia tabliczki uwieczniającej lata "rajcowania" w pokrytym strzechą krakowskim Ratuszu. Niech sobie rajcuje na drugim świecie bez tejże - egotyk jeden !
Zdecydowanie konformistyczny stosunek do świata i historii, przejął po Pradziadku mój Dziadek ( ze strony Ojca - to jeno dla przypomnienia, gdyż nieco zboczyłem z myślowego toku )
Zatem - mimo, iż był 30 -letnim młodzianem - o wyglądzie Sitting Bulla , urodzie Brada Pitta ( to u nas rodzinne ) i spojrzeniu Wyatta Earpa - nie tylko nie zwiał przez Berdyczów , ale też nie dał zrobić z siebie armatniego mięsa, natomiast w latach "Wtaroj Otieczestwiennoj " zaciągnął się do pracy w "Solvayu" ( w TYM "Solvayu" )
Wedle rodzinnej Sagi,Dziadek przemycał jadło wykonującym pracę niewolniczą "płaszowianom" Jak już jednak wspomniałem uprzednio - było tego niewiele, gdyż miał trójkę "darmozjadów" do wykarmienia, a Jego Ojciec ( a mój Pradziadek ) nie zamierzał z "tamtego świata" przesłać nawet skórki banana, że o pożywnym jakże miąższu - nie wspomnę !
Tedy Gendrzewo ze strony Ojca uznaję za nieco przypróchniałe - bowiem jedynie zbliżenie się do drutów kolczastych pod napięciem oraz przerzucenie przezeń marnej - niewątpliwie bezmaślannej i aszynecznej kanapczyny - choć nad podziw wegańskie - nic w sobie przecież nie kryje !
cdn.