Dodaj do ulubionych

Augustiańskie peregrynacje moje do Minszen grodu.

02.09.12, 14:26
Augusta miesiąc nastał oto, kiedy Słońca promienie kopułę Namiotu mego pieścić uparcie poczęły, pocałunki wrzące na Wierzchołku jegoż łożąc. August przez Knieję Wiatrem się toczył, pędem swym Namiotu olinowanie szarpiąc, a w Drżenie je Harmoniczne wprawiwszy, Uszy me Muzyką pieściły leśną, tak, że Sny słodszymi były, a Odpoczynku wrażenie pełniejszem odczuwał.
Tedy Dzwonów porannych kołysanie milszym się zdało. Tedy w Tarabany tarabanienie juże tak Wnętrzem nie targało mojem. W od Miesięcy poprzednich zatem odróżnieniu, w Piernatach żem spoczywania nie przedłużał, a i Krokim Kompanyonów rankiem po Polanie jako zwykle łażących ignorował całkiem, by na Równe się Nogi zerwawszy, a Namiotu odgarnąwszy Połę, ku Nim się udać, a Powitania Słowa mieniwszy, do Marszu się tego przyłączyć - w Milczeniu choćby.
Lat tyle już na z Bisurmanem boje czekamy. Wiosen tyle a i Pór Roku dalszych balasty za naszemi się Plecami ostało, że gdybyś Okiem Sięgnąć zapragnął, a przypomnieniem ich się rozkoszować zechciał, rady nie dasz. Tak to jest bowiem, że Czasu upływ - choć Duszę każdą żłobi skutecznie - Nieuniknioność rodzi, Jawę ze Snem mieszając, Marzenie z Realiami miksując, Nadzieje z Rozczarowaniami wiążąc, tak, że choćbyś Pamięcią się doskonałą mienił, nie wystawisz sobie, co Fałszem, a co Prawdą było.
Tanki nasze, w Chaszczach stojące, Rdza porywać poczęła, my zaś Gońca z Wieściami spragnieni, a pode Masztem Obozowym w Ciżbę zbici, Karabele u pasa zwieszone chwytalim, Zbroję w Chwili dowolnej przywdziać gotowi, by Wroga gromić.
Każdy z Dala dobiegający odgłos - Kopyt końskich tętnieniem się zdawał. Każdy Dębowego Konaru zaskrzyp, przez Las między Listowiem niesiony nam działania Zwiastunem się jawił.
Lecz potem - gdy wszystko przebrzmiało, Cisza niezmącona nastawała, że Serca własnegoś posłyszeć Bicie potrafił - Życia trwania przejaw wyłączny.
Monotonia jest Wiary zabójcą. Bezruch jest Działania przeczeniem. Tedy z Tygodnia upływem każdym, Rozpacz dosadniej coraz w Umysły się wdzierać poczęła. Porażki uczucie - Hart gasi. Zawodu świadomość - Morale - niczym Cyklonu Oko - wysysa.
Dzień każdy poprzedniemu jest Identyczny. Noc -każdej innej dowolnej Podobna.
Tedy Smutek w Obozowisku nastał. Ciżmy bojowe w Szwach pękać poczęły, nie od Marszu Bojowego tyleż, ile od Porannej Wilgoci Rosy. Widmo na Bosaka walki, w Ślepia okrutnie zajrzało. A przecie, jeśli jeno kto się na Sztuce zna Wojennej, ten rychło uzna, że nikt tego, któremu Paluch przez Obuwia wystaje Nosek, z Powagą nie potraktuje należną - jako Ciurę Obozowego zaś chętnie. Jak tu do Boju z Paznokciem sterczącym łazić ? Jak z Podeszwą Dziurawą Ostów przemierzać Pole ? Jak w Bisurmanie Dziadostwem własnym Trwogę budzić ?
Marazm tedy w Poły Namiotów naszych zapukał. Dezercji Groza coraz bliższą była.
Kiedym Wieczoru pewnego z Kolacji lichej ku Obozowisku wracał, zza Krzaków poza, "Psst" mnie jakoweś dobiegło. W tamtym się tedy Kierunku udaję, na Nogach tyleż z Emocji sztywnych co i z Walki konkretnej Żądzy plastycznych. Karabeli Głownię mocniej ściskam przy tem , do Bisurmana na Strzępy sieczenia gotów.
Już - tuż Czapę mocno Burą widzę. Już - tuż Sylwetki zarys dostrzegam. Karabelę tedy do Ciosu zadania gotowię z Pochwy ją do Połowy ciągnąc, gdy : Sza, Wasze - Małżowin mych sięga, a w szepcie onym Obozu Dowódcy Głos rozpoznaję.
Karabelę zaczem -z Rozczarowaniem w Pochwie skrywszy, ku Dowódcy zwolna i z na Ramieniu Duszą podchodzę, jako, że najścia owego Cel - od lat mi znany - wystawiam sobie.
A On w te Zdania oto Myśli ubiera własne, którymi to - wraz ze Słowem każdem w Ziemię mnie pode Stopą Półgołą wraża.
- W Wasze Nadzieja ostatnia - słyszę z Ust jego oto.
- Waść jeno Obozowisku Zbawienie przynieść możesz. Skoro Hetman Tusk Polny Chemiczny na Boje nam Wici nie śle, skoro Ruszenia Pospolitego Morale na Strzępy podarte, Sojuszu nam teraz trzeba. Jedź tedy Ku Minszen czem prędzej, a Traktat Sojuszniczy proponuj Bisurmanom przeciwko, a Wrogom naszym wspólnym !
"Minszen" - wyrzekł - przez Mózgownicę Miejsca przemyka nazwa. A gdzież niby Miejsca onego szukać ? Czy na Bagnach o Dni Dwoje marszu ? Przecie nigdy na Bagnach Gródów nie stawia !
A może za Pagórkiem, co na Wschodzie w Niebo bije ? Tyle, że przecie raczej to na nim Zamczyska by wznieśli, niźli w Cieniu tegoż.
Wątpia mnie tedy - Raz Kolejny - opadły. Beznadziei uczucie zabiło że prawie.
- Minszen co Koń wyskoczy nie sięgniesz. Minszen nie o Staj parę stądże postawiono. U Niemca sojuszu szukanie danym ci będzie !
Na Słowa te omal mnie Apopleksja nie wali. Jakże tedy do Warowni onej mam zmierzyć ?
- Ptak Stalowy, Podniebny - ot Karoca najlepsza, ot Koń z przednich ci najprzedniejszy.
Tedy ku Ptakowi onemu się udaj - Rozkazu treść się dopełnia.
To rzekłszy Grodu nazwę na Papirze zmiętym trwaloną w Dłoń mi wciska, a Krzyża Znaki skreśliwszy na mym Czole, ku Kwaterze się swej oddala.
Zatem Peregrynacja kolejna ? Tedy nowe od Losu wyzwania ?
Stoję tedy w Samotni pełnej Lęku pełen.
Co teraz ze mną będzie, cóż będzie ?
Obserwuj wątek
    • wscieklyuklad Re: Augustiańskie peregrynacje moje do Minszen gr 03.09.12, 19:32
      Sam na Polanie, nocy pośród, stoję. Pode Chorągwią do Masztu połowy opuszczoną, co ją Wiatr za Frędzle tarmosząc w poziomie trzyma, gdy ona na Boki pląsając, łopocze-trzepocze, Powietrze tnąc - Piskorz wodę niczym. U Masztu tegoż Podnóża, Orzeł z Piargu Białego ułożon , w Koronie ze Złota Samorodków, co je w Strumieniu pobliskim Rzeszotami cedzono, by Godło Państwowe zdobnikiem należnym honorować.
      Dziób rozwarty nieco, z Jęzora różem...
      Skrzydła na Boki rozpostarte ze Stosiną sztywną, z Piórem szczelnym do Lotu się Podniebnego rwącym.
      Wszystko to jakże Realne. Wszystko to Godne jakoż.
      Polskość, co ponad Głową w każdym Powietrza Bąblu wiruje.
      Polskość, co u Nóg twych - choć Królewska- przecie się ściele.
      Polskość, co byś Jej nigdy nie splamił.
      Polskość, co byś nie zdradził Jej nigdy. Polskość - co Splugawieniu oporna. Polskość - co kiedy Ją w sobie nosisz Dumą cię napawa.
      Polskość, której nikt, nigdy cię nie wyzbędzie.
      Polskość, co ci Jej nikt z Duszy nie wyrwie, z Umysłu - póki Żwawy - nie wypleni.
      Przecie Polskość ona zaprzepaszczeniu ulec nie może.
      Przecież Polskość ową dla Pokoleń Przyszłych zachować trzeba.
      Przecie dla Polskości takiej, Życie oddać warto....
      Gdzieś tam , z oddali , Dumki Kozackie płyną i Czastuszki. Gdzieś tam Krzaków śródy - "Kukułeczką " wtórują. Kiedy Strofy tejże Uchem łowię - wątpia gdzieś hen uchodzą. Gdy Melodia tejże się niesie, Odwaga pęcznieje. Ognisk Światło migotliwe z Babim się gania Latem. Skry ku Niebu lecą, niczym Myśl Chmurna-Górna. A z Nieba Wyżyny Księżyc rumiany ku Obozowisku pogląda. Uśmiechnięty - choć Niemy.Ciemną swą stronę kryjący, jak Duszy Zakamarki z nas każden. Krateram,i co je Meteory żłobiły - pokryty.
      Jak wszystkie te Rany Niewidoczne, które z Ojczyzny powodu poniosłeś. Zabliźnione po wieki. Zeszramione na zawsze. A nimi między - na kolejne, Miejsca do woli.
      Jak skrewić gdy Oni tam Kiełbaski na Ruszt nabite w Ogniu pieką, a w Gęby łożą Beztrosko ?
      Jak stchórzyć, gdy Oni przez Ogień skaczą, o Bożym zapomniawszy Świecie ?
      Jak - gdy Oni tak w Peregrynacji powodzenie ufni - rejterować ?
      Bywa, ze Entuzjazm ogólny Strach przegania. I - choćby nikt Ramię z Tobą w Ramię nie stanął, wzbudzić w sobie Werwę potrafisz, a - choćby Rozsądkowi na przekór, w Wir Zamętu wskoczysz, w Toń się Chaosu zapuścisz.
      Już nie Ślepy przecie...
      Już na wszysto nie Głuchy...
      Już bez Członków Drętwotą Niepojętą znieruchomiałych....
      Bo gdy Klęska ci pisana nawet - Ich Wiara zachętą jest dostateczną.
      Bo, gdy Skórę drą z Ciebie, Krzyk Bólu Twojego, Ich pieśnią z Usty uleci - tym Żarliwszą, im Cierpienie dotkliwsze.
      Bo, gdy Tchnienie ostatnie wydać Ci przyjdzie, Dusza Iskrą z Ogniska podjętą ku Bogom wzleci. A mknąc ku Niebu, Pocałunek jeszcze Ojczystej Ziemi Ostatni pośle.
      Polskość..... W każdym Źdźble Trawy Ukryta, w drobnej Chlorofilu Cząstce zawarta....
      Polskość.... w Listowia Ogonkach drgająca....
      Polskość.... w Gałęziach rozpaczliwe ku Chmurom zadartych ujęta...
      Polskość.... w Matki trosce uwita....
      Polskość.... w Ojców poświęceniu spęczniała....

      Tedy już Obaw całkiem wyzbyty, ku Namiotowi bieżę.
      Na Śledzie -Rdzą już pokryte poglądam. A przecie Polska to Rdza, Polską Wilgocią poczęta.
      Na Sznurki - Stelaże w Ryzach trzymające- od Kurzu zszarzałe, pozieram. A przecie Naszych to Stóp łażeniem Codziennym z Polskiej uniesion Drożyny, na Postronkach schronienie naszedł.
      Brezent jeszcze, Okiem Bielmem pokrytym, omiatam. Materia już Mocno spłowiała . Tu i tam przetarta już mocno. Tu i ówdzie Łatą pokryta.
      A przecie moja.
      A Ojczysta - choć tak Uboga przecie.
      Tedy Poły na Boki odgarniam, by Progi Namiotu przestąpić.
      Moją Polskę.....
      • wscieklyuklad Re: Augustiańskie peregrynacje moje do Minszen gr 04.09.12, 21:11
        Próg Namiotu przestąpiwszy , Poły opuszczam. Mrok wnętrze ogarnia, a przeciem bez Strachu. Ciemność, że Oko wykol, a Raźnym wszakże. Bo tu, w Kątach Czterech całe me Jestestwo się kryje. Bo tu wokół, całe Życie moje. Bo tych Metrów parę we Strony wszystkie - mi przynależne.
        Gdzieś tam- u Namiotu Szczytu, Pająk-Krzyżak Sieć swą cierpliwie przędzie.
        I jeno Owad w nią wpadnie. I tylko Muszka w niej roztrzepotana z Lepkością Losu walczy, z Góry na Porażkę skazana.
        Czy - jeśli Śmierć Jej pisana, znieruchomieć winna ? A jeśli Wieczerzą dla Pająka stać się ma, czy Skrzydełek swych trzepotem nie korci Go aby, nie przyzywa,a tak wymiernie Sprzeczność istnienia chęci, na Boje przeciwko Wyzwaniu stawiwszy, Kresu swego nie przyspiesza ?
        Rozsądek istnienia Sens swój oto w mroku zatraca. Lecz gdy Jasność spojrzenia stradasz, Łupem łatwiejszym się przez to nie stajesz wszako..
        Gdy Perspektywy Ostrość się maże, Porażki to Nieuniknionej nie zwiastuje . Bo przecież Natury Logika nieubłaganą się jawi. A Ty wiesz, że chwila, gdy Przejrzysz- nadejdzie Rychło. Przyzwyczajenia Siła, Słońca promieni nadejście zwiastuje. I - choćby Dzień kolejny Niespodziankę niemiłą szykował, jeśli Baczenia nie stępisz - wygrasz....
        To myśląc ku Piernatowi podchodzę, a Ciżmy Paradne zzuwszy, na Materacu przysiadam.
        Ot, Los mój, jak Onuce Białe się wije, Ciała czepia, jakby Ogrzać je pragnąc. Ot Dopust jego, jak Onuce zszarzałe się plecie, Duszy tyka, jakby ode Zranienia ją Uchronić chcący.
        Może to Noc już tutaj ostatnia ? Może - gdy na Peregrynację się udam, nigdy już Tu nie powrócę ?
        Może, gdy kto- Nadejścia mego stęskniony, Tu zajrzy, Łzę Wspomnienia uroni ? Może i Tęsknoty Szlochem wybuchnie ? Może Ciżmą swą Okruch jaki Poczerstwiałego Suchara trąci ? Może Ogórek Kiszony - mocno już Przejrzały- z Beczki dobędzie, a swój Zakąsi posiłek ?
        Może okowity łyk z Butelczyny napoczętej niegdyś pociągnie ?
        A może tylko - jako ja teraz - na Brzegu Łoża Przysiędzie "Twarde cosik" pode Wąsami szepcząc.
        Cóż piękniejszego pozostawić można po sobie, jak Wspomnienie miłe ?
        Jak wspanialej się w Pamięci czyjejś zapisać, Tęskonotę nade ?
        Cóż, ponad Miejsca Ukochanego Pamięć, wartościowszego jest do -w Podróży- uniesienia ?
        Gdy Troską sterany , wiesz, że ono istnieje.
        Gdy nawet Chorobą złożon, Sił wszelkich i Starań , by doń powrócić dołożysz ?
        Gdy Szansę powrotu tracąc, na Myśl jeno o nim, Ciepło na Sercu poczuwasz ?
        Leżę tedy Drętwy i Znieruchomiały nad wyraz. Oddech spłycam, by Ciszy nie mącić Nastroju. Dłońmi nie ruszam, by Pustki czasem w nie nie pochwycić.
        A w Ciemność oną Słuch wlepiam. By każdy dźwięk w Pamięci wyryć.
        A w Mroczność oną, całą swą do Oyczyzny Miłość sączę.
        By Krople Jej na Krzesła siedzisku zastygły.
        By Żar jej Matrycą się na Polepie odcisnął.
        By Siła Jej Namiotu tego po Wsze broniła Czasy. By każdy, kto kiedy Tu wejdzie, na Lep Jej natychmiast się złapał.
        Jak Owad w Pająka - Krzyżaka sieci.
        Jak Muszka, co już o Wolność nie walczy.
        Jak ów, kto choć Pokonany, Zwycięstwo wieści....
        Sen Powieki w Niewolę bierze. Sen je Kamieniami obkłada. Tedy - niczym Macica Ciężarna, opadają zwolna.
        I Śnię, to co Znane.
        I co Ukochane - dostrzegam.
        I co Nieznane - poznaję.
        A w Dłoni Karabelę dzierżę.
        A Karabelą ponad Bisurmana Głowami wywijam.
        A ten Pokotem się ścieli.
        Śpię Dzwonów Porannych czekając.
        Śpię na w tarabany tarabanienie licząc.
        Bo teraz wiem już snadnie, że dla tego, co umiłujesz Peregrynować warto.
        Bo teraz już Przyszłości Niepewność, znaczenia nie ma.
        Trawa Oyczysta w piernacie przy każdym skrzypi Poruszeniu.
        Piernat z Lnu na Łąkach zerwanego naszych , o Brodę trze.
        I jeno Niepewność jedyna, ta jest, jak ową Rozłąkę przetrwać......
        • wscieklyuklad Re: Augustiańskie peregrynacje moje do Minszen gr 10.09.12, 19:51
          W Dzwony dzwonienie Poranne, a Tarabany grzmocenie Uparte Nastroju mego nie mącą. Słońce przez Brezent przygrzewa - późnoletnie, więc Ciepła wyzbyte o tej Dnia porze jeszcze.
          Gwar cichy za Poły Kwadratem słyszę. Zatem już z Piernatów swoich wyleźli. Tedy w Ciżbę zbici, Wydarzeniem Niepospolitym przejęci, Głos ciszą, by mnie przedwcześnie na Równe nie poderwać Nogi. Bym Sił należnych do Wyprawy nabrał. Bym Sny wszetkie do końca wyśnił.
          Bym może który z nich na Dobre zapamiętawszy , w Zwątpienia przypomniał Chwilach. Bym Jaśka miękkość w Policzku utrwalił. Bym Piernata ciepłem Przesiąkł do Kości Szpiku. Bym Materac skrzypienie w Gnatach hen Uniósł. Bym w Nastroju się na Peregrynacje optymalnym udał.
          W Chwili onej zwlekać niepodobna. Mitręga Pomyślunku nie wróży. Sztuczność Zapał gasi. Udawanie, ku Rozwiązaniu nie bliży. Tedy na Zydlu tuż obok Kontusz leżący przywdziewam, Onuckami Stopy do Marszu się rwące obwijam, Ciżmy z Pomponem wkładam, a Pasem się Szerokim obwiązawszy, Karabelę do Boku przytraczam. I tak Odziany przede Namiot wychylam - wprost w Ramiona ichże. A Kompanyoni na Szyi się mej wieszają. A w Ramionach topiąc, Policzki Buziakami Pożegnalnymi zdobią. A po Barach klepiąc Misji powodzenia życzą. Ten i Drugi jakieś Zawiniątko potajemnie w Kieszeń Kontusza ciśnie - ni chybi na Drogę Strawy zapasik, jako, że ni masz nad w Peregrynacji Brzucho syte.
          A Oni ku Ławie Pysznościami mnie zastawionej prowadzają. A Oni Kawę z Lebiody suszonej w Garniec leją. A oni Sucharek Miodem smarują.
          Przede Wyprawą jeść nadto nie warto. Nie wiesz przecie, co ci pisane. A nuże w Bebeszek czymś cię Bisurman zdzieli ? A nuże Flaczki ci Narzędziem Ostrym przeczesze ?
          Brzucho pełne Podróżnika - Woja zwłaszcza - Wrogiem najtęższym. Post - ot Peregrynatora wyzwanie. Tedy Dwa Kęsy suchara przełknąwszy, a Łyków parą Kawy zrosiwszy, ku Szkapie Żelaznej zmierzam, co mnie ku Stalowemu Ptakowi powiezie. Jeszcze Uścisk ostatni, jeszcze Słowo Ciepłe, jeszcze Łez ostatnich chusteczką otarcie, po czym w Żelaznej się Szkapie sadowiąc, przez Dukt Leśny jadę. Jeno w Kurz z Polnej Dróżyny poderwany poglądam. Jeno w Paproci Listowie pierzaste się gapię. Jeno tu i tam Poziomeczkę sterczącą żegnam. Bo kto wiedzieć może, co też mnie w Drodze czeka ? Kto wiedzieć moze, czy do Obozowiska wrócić mi danym będzie ? Kto wie, czy jeszcze się Polskości nawdycham ? Kto wie, czy za Biedą ową zatęsknić mi danym nie będzie ?
          Jadę tedy po Szarej Asfaltu wstędze. Jadę na Zboża kopy poglądając. Jadę, przed Rolników Naszych się Trudem chyląc. Pędzę, Maków Czerwienią się sycąc.
          Byle powrócić tu kiedyś. Byle Pięknem owym kiedyś się ponapawać jeszcze.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka