wscieklyuklad
09.12.12, 10:36
Pora na odwrócenie kolejności w pytaniu postawionym na innym wątku.
Powodem jest prowokacja (?) dziennikarska dokonana przez parę australijskich żartownisiów, którzy wykorzystując naiwność hinduskiej, uznawanej za solidną pielęgniarki, by wyłudzić informacje odnośnie Kachny Ciężarnej.
Nabrana - jak wiemy - zdradziła drogą telefoniczną szczegóły związane z hospitalizacją, co clowni uznali za "jaja roku" - w dodatku przy nikłym nakładzie środków a - co za tym idzie - także kosztów. Gdyby nie późniejszy dramat i samobójstwo dręczonej poczuciem winy i Bogu ducha winnej dziewczyny - nasi kabaracierze zostaliby pewnie okrzyknięci Dziennikarzami Roku i to niekoniecznie wyłącznie we własnym kraju. Można nawet wysunąć hipotezę, iż gdyby za tym wszystkim nie krylo się targnięcie na zycie, dostaliby w nagrodę jakiś "tłokszoł", w trakcie którego bawiliby się "rozentuzjazmowanym tłumem" (cudzysłów wynika ze związku tego słownego zbitka z karkołomnym dla cudzoziemca niemniej niż "szczebrzeszyński chrząszcz": "wyalienowałem się z rozentuzjazmowanego tłumu".
Naturalnie prawo do wygłupów jest immanentną (choć przecie nie kantowską) składową demokracji. Nabieranie zaś drugich potrafi sprawić niemałą radoche - zwlaszcza, gdy trąbią o tym poczesne i światowe media.
Oczywiście można wszystko zrzucić na słabą odporność psychiczną pielęgniarki. Gdyby rzecz działa sie Polsce, Wielki Jarosław ni chybi zwołałby konferencję praśną (można dodać "z" po "r"), w której rozentuzjazmowanemu tłumowi afirmatorów i admiratorów Geniuszu Jego Polityki, uzmysłowiłby, iż pielęgniarka nie mogła się pogodzić dłużej z polityka antypaństwową i skrajnie postkomunistyczną, pod której brutalnym butem, jednostka ludzka jest jedynie nic nie znaczącą zabawką. Specjalista od trotylu natomiast, zażądałby powołania komisji śledczej o zasięgu międzynarodowym, by ustalić z czyjej ręki zginęła pielęgniarka znająca tak wiele niewygodnych dla wladzy faktów.
Nie pisałbym o tym wszystkim, gdyby nie komentarze naszych - już apolitycznych - mędrców i zarazem speców od demokracji, prawa prasowego i wolności słowa.
Ci ostatni utyskują nad "represjami", jakie spadły na wspomnianą parkę papużek.
Piętnowanie tego, czego się dopuścili, nazywają wręcz gwałtem na demokracji, usprawiedliwiając ich i rozgrzeszając z późniejszych konsekwencji głupoty.
Podsumowując - według mnie, demokracja zamazała bariery między tym co wypada, a tym czego nie wolno. Takich paradoksów zachowań doświadczamy na codzień i coraz powszechniej.
Jak zatem ustanowić niezbędne granice przyzwoitości?