kicho_nor
03.02.13, 11:47
Wstałem później bo niedziela.
Jabłko na czczo i biegać do parku
W parku trochę ludzi, rodzice dzieci i wiewiórki karmią.
Zrobił się grupka ludzi wiewiórki ładne, zatrzymałem się.
W poprzek parku jakaś pani z dużym psem widzi że coś się dzieje
to doszła i psa puściła. Pies wtargnął i pognał wiewiórki po drzewach.
Jesu, zagotowało we mnie.
Przypomniałem sobie pewne wyrazy jakie tu na jednym forum
używał pewien syn taksówkarza z warszawskiej Woli, Czarek.
Dorzuciłem trochę swoich, kierując wszystkie do posiadaczki psa.
Zawstydziłem się trochę, bo przecież były dzieci, ale coś mi się wydaje
że rodzice tych dzieci wybaczyły mi.
Przypomnę co już pisałem, że pewna znajoma mówiła mi:
Jak zobaczysz panią, taką pod pięćdziesiątkę z dużym psem to unikaj
- nie psa.