Wielkie NIE...

06.04.13, 22:38
Bezsilność... Czy przypisana do konkretnego zawodu, sytuacji, człowieka?
Czy jest synoninem pustki w głowie? Symbolem próżności działania? Atrybutem klęski?
Codzienne obcowanie ze śmiercią czy choćby jej zwiastunami musi uczyć pokory. Bo przecież te miliardy powiązanych w jedną doskonałą maszynerię zwaną "człowiekiem" komórek, to mechanizm o takim stopniu złożoności, iż nawet holistyczne podejście musi potłuc się o mur nie do przebycia - ostateczną przegraną.
Pamiętam mechanika kilka godzin poszukującego "zimnych lutów" w zgrzewach telewizora - to one przerywały zasilanie gasząc ekran. Gąszcz srebrnych wypustek na zakończeniach diod, lampek, przewodów, który jedynie jako całość zapewniał sprawność działania.

Jeśli zatem oderwać się od pojęcia "bezsilność", czy "pustka w głowie", to przecież nie musimy od razu popadać w biegunowo odmienną skrajność zwaną "rutyną" lub "wypaleniem". Bo przecież na ileś tam porażek przypada sporo zwycięstw, które przecież i tak w dowolnym przypadku są w gruncie rzeczy tymczasowe.
Każdy z nas - w ujęciu pozazawodowym, lecz czysto filozoficznym stanie oko w oko z pęczniejącym uczuciem wielkiego NIE w głowie, gdy czas będzie zeń wypełzał niczym zegary z obrazu S.Dali.
Pamięć jest zawsze pełna wspomnień budujących doświadczenie. Zatem kreacja pozytywnego myślenia jest wypadkową wyzwań i możliwości. Optymizm jest wyzwolicielem energii działania. Nie ma to nic wspólnego z megalomanią, buńczucznością czy zwykłym zarozumialstwem.
Umieranie dzieci ma w sobie specyficzny pierwiastek tragedii.
Dziecko bowiem nieodmiennie kojarzy nam się z bezradnością wyzwalającą w nas uczucia opiekuńcze. Te ostatnie uzmysławiają nam głębie wrażliwości i wartość człowieczeństwa jako takiego. Pozwalają na chwilę refleksji, z której wniosek może być tylko jeden: poczucie bycia potrzebnym drugiemu człowiekowi to najważniejsze z doznań.
Zatem towarzyszenie umierającemu dziecku jest obopólnie ważne - dla nas stających przed nie lada wyzwaniem pociechy do chwil ostatnich gdy serce pęka z bólu... bezsilności i dla konającego, który żegna świat widząc naszą troskę.
Poczucie samotności jest najgorszym z doznań odchodzącego.
Dla "towarzysza przejścia na tamten świat" jest jednak równie ważne, od jego bowiem to zachowania zależy gradacja samooceny - każde, nawet najbardziej beznadziejne efektem działanie można wypełnić godnie i na miarę szans - niekoniecznie sukcesu.
Wiele z tego o czym tu teraz piszę, pojąłem w chwili gdy czytałem ogólnikowe posty Soni...
Być może liczy się głównie sam akt umierania, ale równie ważna jest towarzysząca temu "otoczka". Dziecko/dorosły umierający w szpitalu cywilizowanego świata mają do dyspozycji o niebo lepsze środki zaradcze, niż poszkodowane w wojnie domowej, osierocone i konające dziecko.
Podobnie- praca lekarza w takim cywilizowanym szpitalu jest czymś zupełnie odmiennym niż świadome podjęcie decyzji o uczestnictwie w akcji humanitarnej.
Taki wybór jest tak trudnym do naśladowania aktem "humanizmu o wyższym poziomie wartości" - świadomie ująłem to wymyślone na poczekaniu i jakże dalekie od doskonałości pojęcie.
Taki wybór jest bowiem dowodem, iż potęga humanizmu polega właśnie na odrzucaniu świata bez wartości, zatem skutecznego wypierania pustki w głowie o jakiej wspomniał Ulisses.
Idea wyznawana do końca i bez względu na szanse realizacji (tu walka o życie rannych dzieci) jest wystarczającym antidotum skutecznie stawiającym barierę przed rezygnacją.
W takim przypadku niepowodzenie daje asumpt do stawiania czoła kolejnym wyzwaniom - być może nie jest się wówczas wolnym także od gniewu, żalu, czy buntu.
Ale też nigdy nie opuszcza się rąk...
    • llmirka Re: Wielkie NIE... 07.04.13, 02:20
      Rozpoczynając koncert galowy ,Anna Dymna wspomniała o rozmowie w radio. Przeglądając wiadomości, w kilku gazetach czytałam wzmiankę o konkursie. Przypomniałam sobie słowa Anny Dymnej o wywiadzie i zajrzałam na stronę radia, gdzie wysłuchałam wywiadu.
      http://www.polskieradio.pl/Player
      A na stronie Fundacji Mimo Wszystko, po czwartkowym sympozjum i gali, ukazał się artykuł-
      http://www.mimowszystko.org/portal/pl/20/2662/Najwazniejszy_wymiar_wspierania_pacjenta.html

      W ubiegłym roku były wzmianki o konkursie, w tym roku jest ich dużo więcej. Na stronie e-Gospodarka.pl i Gazeta.pl i też czytałam...
      • witekjs Re: Wielkie NIE... 07.04.13, 12:24
        Z zainteresowaniem czyta się Twój, publicystyczny tekst o pracy i przemyśleniach lekarza.
        Wiem, że nie jest łatwo pisać o tych przeżyciach, bez zbędnego epatowania czytelnika, niezwykłością swojego zawodu.
        Tyle w nim wzlotów, upadków i walki ze zwątpieniem i poczuciem osamotnienia...
        Myślę, że dla Ciebie również, wspaniałym wzorcem lekarza piszącego o medycynie jest Andrzej Szczeklik.

        Pozdrawiam serdecznie. Witek }:-})=
Pełna wersja