apersona 25.04.13, 13:48 Witam i rewanżuję się za Compostelę Pisarka i fotografka Monika Bułaj opowiada o swojej fascynacji wschodem i komentuje zdjęcia z Afganistanu, przedstawiające Afgańczyków, ich kulturę i życie. (5 min) Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
hardy1 Re: W stronę Azji 25.04.13, 14:20 Cześć. Afganistan? Z chęcią obejrzę. Kiedyś musiałem o tym niby-państwie (tam dalej ważniejsze są więzi plemienne niż państwowe) pisać. Ale to lata temu. Nic się od tej pory nie zmieniło. Odpowiedz Link
k.karen Re: W stronę Azji 25.04.13, 14:31 Witaj, Apersono Dziękuję za krótki reportaż Moniki Bułaj. Pozwolę sobie dodać jeszcze wywiad z M.B w Polityce: (...)Pociąga mnie to, co zrodziło się w duchowości ludzi mieszkających od wieków w miejscu ścierania się trzech wielkich religii monoteistycznych: chrześcijaństwa, judaizmu i islamu. Ich wyznawcy dali sobie przez wieki nawzajem mocno w kość. Ja szukałam tego, co mają wspólne. Więcej pod adresem www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1516786,1,rozmowa-z-podrozniczka-i-pisarka-monika-bulaj.read#ixzz2RTfV756Z Domyślam się, że Twój rewanż dotyczy linków z "panoramio", które pokazał nam Agfa? Agfa napisał (chyba przedwczoraj), że go nie będzie przez parę dni. Pozdrawiam i zapraszam do naszych dyskusji Odpowiedz Link
1agfa Re: W stronę Azji 27.04.13, 22:01 W rozmowie z p. Monika Bułaj uderzył mnie ten fragment Jej opinii, jakże trafnej, prawdziwej! "(...)W reportażach pisze pani, że tropi ślady „Rzeczpospolitej obojga (a właściwie wielu) narodów”. I znajduje je pani? Myślę, że mieliśmy jako naród wielkie szczęście, mogąc przez wieki pokojowo spotykać się z Innym – inną kulturą, inną religią. To spotkanie, przenikanie nas wzbogacało. Jest dziedzictwem, które ukształtowało naszą wrażliwość i wyobraźnię, naszą literaturę. Teatr Kantora nie byłby taki, gdyby nie doświadczenie żydowskie. Gdyby nie narody Wschodu, Miłosz nie byłby taki, Mickiewicz nie byłby. To wielopokoleniowe mieszanie się w tyglu powoduje, że są takie wsie, gdzie ludzie zapytani, kim są, odpowiadają: jestem tutejszy. Specjalnie szukam takich miejsc, gdzie granice między kulturami czy religiami są zatarte, ale jednocześnie lokalna tożsamość jest silna. (...)" Kraje i narody, bogate w swoją rozmaitość, inność (taka była kiedyś Rzeczpospolita) stają sie bogatsze kulturowo. Kraj rozumiany jako całość, a wielonarodowy jest bardziej twórczy, bo każda narodowość co innego do państwa wnosi. We wspólnym tyglu jednego państwa zlewają się obyczaje, języki, twórczość własciwa dla poszczególnych narodów, grup etnicznych - stają się bogatsze i ciekawsze. Innymi przesiąkniete. Są/były - oczywiście również ostre (niestety za ostre często) tarcia i "dawanie w kość", jak to określa p. Monika Bułaj. Polska historia "Rzeczypospolitej Obojga Narodów" jeszcze jest, jeszcze żyje w zakątkach, gdzie mieszkają "tutejsi". Zubożała, kiedy zabrakło najliczniejszych "Innych", Zydów - twórców: pisarzy, poetów, artystów... Uważam, że nalezy dbać o śląskość, o Kaszubów, o wszystkie "Inności", tak cenne dla barwnej, żywej Polski i nie tylko. Cenne dla każdego kraju. Dla ogólnej wiedzy o ludzkości i zyciu. P. Monika to zrozumiała, ciągnęło Ją do opisywania i badania tych "Innych", chocby w najbardziej niezwykłe miejsca (dla kobiety szczególnie trudne) przyszło Jej wędrować. k.karen napisała: > Witaj, Apersono > > Dziękuję za krótki reportaż Moniki Bułaj. Pozwolę sobie dodać jeszcze wywiad z > M.B w Polityce: > > (...)Pociąga mnie to, co zrodziło się w duchowości ludzi mieszkających od wi > eków w miejscu ścierania się trzech wielkich religii monoteistycznych: chrześci > jaństwa, judaizmu i islamu. Ich wyznawcy dali sobie przez wieki nawzajem mocno > w kość. Ja szukałam tego, co mają wspólne. Odpowiedz Link
witekjs Re: W stronę Azji 28.04.13, 17:19 Myślę Agfo, że zainteresuje Cię wiele linków, które można znaleźć w wątku Linkownia, kiedyś bardzo aktywnego Forum DYSKRYMINACJA RASOWA,KULTUROWA - założyciel: ijaw www.pogranicze.sejny.pl/?s=flash www.philipponia.republika.pl/intro.htm forum.gazeta.pl/forum/w,21149,20054074,21089666,_Tatarzy_Polscy_Karaimi_Chazarzy.html forum.gazeta.pl/forum/w,21149,20054074,26018212,_CHAZAROWIE_Khazars_60_62_Hazarzy_HAZARA_Af.html Odpowiedz Link
1agfa Re: W stronę Azji 29.04.13, 02:24 Dziękuję, Witku Oczywiście, że zainteresują mnie te linki, ich zawartość; polscy Tatarzy, często arystokracja tatarska, obdarzana w Polsce herbami i ziemią, Tatarzy zrośnięci z losami Rzeczypospolitej od licznych wieków i jej wierni, zasłużeni... Także wkład wnieśli w kulturę i tradycję Polski. Znaczny wkład, równiez zbrojny, bo orężem w potrzebie służąc. Zapoznam sie z linkami, przeczytam, ze szczególnym zainteresowaniem Pozdrawiam, Witku. Odpowiedz Link
witekjs Re: W stronę Azji 29.04.13, 07:59 Dzień dobry Agfo Myślę, że z pewnością oprócz "naszych" Tatarów, zainteresują Cię mało u nas znane Chazaria Kaganat w Europie i Karaimi. Pozdrawiam. Witek www.khazaria.com/ old.karaimi.org/index.php?p=106&s=3 www.karaimi.org/ Odpowiedz Link
k.karen Re: W stronę Azji 29.04.13, 13:57 Witku, w jednym z wklejonych przez Ciebie linków znalazłam stronę polskich Karaimów, wybrałam koncert Maqam we Wrocławiu www.karaimi.org/media/wideo/item/195-maqam-we-wroclawiu Odpowiedz Link
witekjs Re: W stronę Azji 29.04.13, 18:59 Cieszę się Karen, że zainteresowali Cię Karaimi. Dawno już nie czytałem o nich, a teraz okazało się , że można znaleźć wiele portali, książek i prac naukowych poświęconych Karaimom. Ciągle toczyły się dyskusje na temat ich pochodzenia. Chyba jest to już bliskie rozwiązania, muszę poczytać więcej. Pozdrawiam serdecznie. Witek Tutaj fragment "Niepojęty świat Karaimów?" Napisał Mariusz Pawelec /.../ Pomieszanie pojęć, tradycji i epok dotyczy szerokiego zakresu tematów poruszanych w reportażu. Przykładowe zdanie – „Niezliczone są legendy wywodzące pochodzenie Karaimów z VIII wieku p.n.e., kiedy to w Mezopotamii wyłamali się ze wspólnoty plemion żydowskich, albo łączące je z obrosłymi w mity Chazarami, ludem koczowniczym, który w VIII wieku n.e. przeszedł w południowej Rosji na judaizm” – bije wszelkie rekordy nagromadzenia informacji nieścisłych lub zgoła fałszywych. Nie ma potrzeby powoływania się na legendy, gdy dysponujemy ugruntowaną wiedzą naukową. Etniczni Karaimi, choć zawierają w sobie także komponent semicki (o czym pisał m.in. Seraja Szapszał), są ludem pochodzenia turkijskiego, który pojawił się w Europie jeszcze przed Turkami. Choć wiele łączyło Karaimów z Chazarami, nie są ich potomkami, a raczej spadkobiercami. Swą religię przyjęli za pośrednictwem semickich karaimów Persji, czego śladem są liczne zapożyczenia językowe z języków arabskiego i perskiego, a stosunkowo niezbyt liczne z hebrajskiego. Nie można żadną miarą określać – jak czyni to autor – religii karaimskiej mianem „sekty judaistycznej”. Nie jest również prawdą, jakoby wyznawcy karaimizmu uznawali „wyłącznie Pięcioksiąg”. Za natchnione traktowane jest całe Pismo Święte Starego Testamentu. Odmienny kanon świętych ksiąg w karaimizmie i judaizmie (oprócz Starego Testamentu za źródło objawienia uznawany jest Talmud) stanowi o zasadniczej odrębności obu religii. Nieuznawanie komentarzy Talmudu przez karaimów nie oznacza jednakże – jak chce autor eseju – traktowania ich za „wręcz bluźniercze dodatki”. Traktaty talmudyczne nie zawierają bowiem nauk odbiegających od nauczania Pisma o istocie i naturze Boga, a więc nie mogą być bluźniercze. Kolejny błąd to stwierdzenie, że ananici (członkowie stronnictwa założonego przez Anana z Basry w VIII w.) byli poprzednikami karaimów. Było raczej odwrotnie, to karaimi posiadają starszą metrykę sięgającą czasów zburzenia Pierwszej Świątyni. Zweryfikować też należy sugestię, że ananici zarzucali odstępstwo od Pisma „panującej klasie kapłańskiej”. Oczywiście tak nie było, ponieważ w okresie po zniszczeniu Drugiej Świątyni w Jerozolimie, kapłani utracili swą pozycję. Eseista nie rozróżnia pomiędzy kapłanami a uczonymi w Piśmie, spośród których pochodzili autorzy nauk zawartych w Talmudzie. Opinia, że zwolennicy i następcy Anana byli „radykalnie ortodoksyjni” jest zarzutem przeciwnych im przywódców judaizmu rabinicznego. Chyba, że za „radykalną ortodoksję” uznane zostanie oparcie się na Słowie, a nie na Tradycji. Karaimizm cechował się bowiem swobodą w indywidualnej interpretacji Pisma oraz nie uznawaniem arbitralnego orzecznictwa autorytetów religijnych (gaonów). Uproszczony pogląd (zawarty także w książce Gaussa) utrzymuje, jakoby religia karaimska wywodziła się z tradycji saduceuszy, pozostających w opozycji do stronnictwa faryzeuszy. Przekonanie takie w stosunku do karaimów wyrażał w XVII w. holenderski orientalista Jacob Trigland. Odpowiedź udzielona mu przez Mordechaja syna Nisana z Kukizowa nie pozostawiała wątpliwości, że wschodnioeuropejscy Karaimi nie uznawali się za spadkobierców zasad saducejskich. Istotnie bowiem karaimskie zasady wiary różnią się w niektórych kwestiach od tych, które głosili saduceusze. Czy jednak oznacza to, że ich dorobek nie jest w ogóle obecny w tradycji karaimskiej? Oczywiście, że jest. Zwracali na to uwagę liczni badacze zagadnień karaimskich. A zatem powoływanie się rozmówców K.-M. Gaussa na tradycję sięgającą trzech tysięcy lat wstecz, nie powinno budzić jego niedowierzania. Czy to nie nadmierny sceptycyzm nie pozwala pojąć autorowi kwestii oczywistych? Na przykład, gdy pisze: „Jak jednak, zastanawiam się, religia powołująca się wyłącznie na pięć pierwszych ksiąg Starego Testamentu może uznawać za proroków równocześnie Jezusa i Mahometa, którzy urodzili się o wiele później? Karaimi wzruszali ramionami, ale nie tak, jakby nie znali właściwej odpowiedzi na moje pytanie, tylko jakby zdumiewali się, że nie jestem zdolny pojąć spraw tak oczywistych”. Szkoda, że austriacki podróżnik nie zadał sobie trudu, aby odkryć, że wspomniane postacie nie są prorokami religii karaimskiej, ale uznawane są przez Karaimów za proroków dla chrześcijan i muzułmanów./.../ www.awazymyz.karaimi.org/zeszyty/item/357-niepojety-swiat-karaimow Odpowiedz Link
witekjs Re: W stronę Azji 25.04.13, 19:40 Byłem na studenckiej wycieczce w Tadżykistanie i Uzbekistanie. Niezapomniane wrażenia i spotkania. W Samarkandzie poznałem piękną Tadżyko-Uzbeczkę - Gulczhrę, do której przez kilka miesięcy pisałem romantyczne listy. Mieliśmy nadzieję, że jeszcze się spotkamy, ale wówczas nie można było zorganizować, prywatnego wyjazdu... portalwiedzy.onet.pl/44714,,,,awicenna,haslo.html www.tezeusz.pl/cms/tz/index.php?id=4262 portalwiedzy.onet.pl/53525,,,,tadzykistan,haslo.html portalwiedzy.onet.pl/9084,,,,samarkanda,haslo.html Odpowiedz Link
k.karen Re: W stronę Azji 25.04.13, 20:59 Witku, bardzo mi się podoba ten czterowers Awicenny: Choć myśli me już wiele bezdroży przebyły, Nie pojęły ni włoska, chociaż włos dzieliły. Słońc tysięcy w mym sercu światła zaiskrzyły, Choć ni ziarnka dróg wiedzy myśli nie zgłębiły. Domyślam się, że w oryginale jest jeszcze piękniejszy Dzięki za linki Odpowiedz Link
witekjs Re: W stronę Azji 25.04.13, 22:27 W świecie zachodnim, Ibn-Sina - Avicenna znany jest głównie/przede wszystkim, jako autor "Kanonu medycyny". Obecnie onieśmiela czytanie o tym czym się zajmował i jakie księgi napisał. Myślę, że nikomu wśród uczonych europejskich, do czasów współczesnych, nie zależało chyba aby pisać o Nim, również jako wybitnym filozofie. Kiedy zaczytywałem się historią medycyny, nie pisano o nim zbyt wiele. Zdrowie fizyczne i stan psychiczny człowieka są ze sobą ściśle powiązane. Źródło: Kanon medycyny Kiedy zaczęto w ten sposób pisać u nas... /.../ Awicenna najbardziej rozbudował korpus medyczny, jako „Kanon medycyny” (Kanun fi-t-tibb), który pisał z przerwami prawie 20 lat. Podręcznik ten był niezwykle nowoczesny, wręcz rewolucyjny, przetłumaczony więc na łacinę służył na uniwersytetach europejskich jeszcze w XVII wieku./.../ Odpowiedz Link
sorel.lina Re: W stronę Azji 26.04.13, 00:15 Boże! Tak mało wiem, a tak wiele chciałabym wiedzieć! Witaj, Apersono! Odpowiedz Link
hardy1 Re: W stronę Azji 26.04.13, 07:32 Selekcjonuj jednak wiedzę, Sorellino. Nasze możliwości są ograniczone, więc trzeba zawsze wybierać, co wybrać Odpowiedz Link
apersona Re: W stronę Azji 26.04.13, 17:55 witekjs napisał: > Zdrowie fizyczne i stan psychiczny człowieka są ze sobą ściśle powiązane. > ] > Źródło: Kanon medycyny > Kiedy zaczęto w ten sposób pisać u nas... > Kiedy przestano też jest ciekawe. Gdzieś w XVII w. Kartezjusz zaczął się radykalny podział na ducha i ciało i nowożytne traktowanie ciała jako mechanizmu Odpowiedz Link
sorel.lina Re: W stronę Azji 26.04.13, 18:03 "Gdzieś w XVII w. Kartezjusz zaczął się radykalny podział na ducha i ciało i nowożytne traktowanie ciała jako mechanizmu" Tym bardziej to dziwne, że Kartezjusz był głęboko wierzącym czlowiekiem... Odpowiedz Link
witekjs Re: W stronę Azji 26.04.13, 22:04 Chodzi mi o to, że obecnie w medycynie, podobnie jak w Kanonie Ibn Siny patrzy się na człowieka/pacjenta w ten sposób. Nie chodzi tutaj o filozoficzne podejście, lecz o wzajemne oddziaływanie naszej psychiki i ciała. Również konieczność, niezapominania o tym w trakcie leczenia człowieka. Pozdrawiam. Witek Odpowiedz Link
hardy1 Re: W stronę Azji 26.04.13, 22:17 Bez zbytniego zagłębiania się w filozoficzne czy duchowe dywagacje - w wielu chorobach chęć życia i wyzdrowienia, optymizm, pogodne usposobienie - pomaga w leczeniu, czasem w uzdrowieniu. Oczywiście w połączeniu z leczeniem "mechanicznym" przez lekarzy. Odpowiedz Link
apersona Re: W stronę Azji 24.05.13, 12:31 witekjs napisał: > Chodzi mi o to, że obecnie w medycynie, podobnie jak w Kanonie Ibn Siny patrzy > się na człowieka/pacjenta w ten sposób. > Nie chodzi tutaj o filozoficzne podejście, lecz o wzajemne oddziaływanie naszej > psychiki i ciała. > Również konieczność, niezapominania o tym w trakcie leczenia człowieka. Gdzie tak się patrzy? przecież nie w gabinecie przeciętnego lekarza przy 10 min na pacjenta, gdzie należy pacjenta czym prędzej zbyć jakimiś prochami lub odesłać z każdą częścią ciała do innego specjalisty. Zresztą i pacjenci też chcą połknąć pigułkę i mieć z głowy Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: W stronę Azji 24.05.13, 18:10 "Holistyczne podejście do pacjenta" - idea równie szczytna, jak nierealna. Można wprawdzie pokusić się o powiązanie ducha z ciałem i traktowanie obu tych "zlepków" jako jedności, ale przecież specjalizacja poszła tak daleko, że np. pacjent agresywny jest traktowany jako kandydat do konsultacji psychiatrycznej a nie do poszukiwań pozaneurogennej przyczyny określonych zachowań. Dziś pojawił się w Gazecie Wyborczej bezczelny list celebryty Arłukowicza, w którym tenże (udając ??? głupa), stara się rozmyć problem mizerii polskiej Ochrony Zdrowia, apelując o traktowanie pacjenta z maksymalną atencją i weryfikację zasad etyki. Naturalnie list ten powstał w rezultacie kilku ostatnich zdarzeń, które obnażyły wyrwy w organizacji, opłacaniu i rozliczaniu systemu. Nie ma żadnej wątpliwości - o czym zresztą pisałem juz za "rządów" miłościwie niepanującej już minister Kopacz (ksywa Polski Pacjent) -iż wszelkie niedoskonałości w jedynym skansenie wyższego stadium komunizmu (każdemu wedle jego chętki) będą jedną z głównych przyczyn powrotu IV RP w wydaniu Jarosława (ksywa Polskę Zbaw). Źle opłacany personel nigdy nie wyjdzie naprzeciw oczekiwań decydentów. Pracownicy stołecznego MPK polegli (przynajmniej na dziś) w bojach o prawa do bezpłatności przejazdów dla siebie i rodzin do piątej wody po kisielu włącznie. Nie ma jednak pewności, iż nie zatarasują jakiegoś ronda, lub nie odmówią wyjazdu na miasto swymi pędzącymi Ikarusami. Pojawia się jednak pytanie: jeśli praktyka odbiega od szczytnego założenia, to który z elementów należy weryfikować? Jeśli brak czasu na zbadanie chorego zgodnie z regułami sztuki (bo na korytarzu piekli się kilkadziesiat skaczących sobie (a potem lekarzowi) do oczu ludzi, to czy należy zapomnieć o podejściu holistycznym i odwalać fuchę, czy też skoro praca na miarę oczekiwań jest w dzisiejszym systemie niemożliwa, to wypada np. ograniczyć ilość przyjęć i móc odesłać 40-go petenta na dzień kolejny bez ryzyka nagłośnienia tegoż w mediach lub wpłynięcia skargi do NFZ, który (wedle komunistycznej schedy) weźmie zawsze stronę "pokrzywdzonego niedomagacza"? Sądzę, iż świadomość tej rozbieżności jest źródłem sporego stresu zawodowego. Owszem - być może gros porad polega na odsyłaniu do specjalistów, ale cóż stoi na przeszkodzie, by powszerzyć kompetencje lekarza POZ i uniknąć konieczności kierowania do specjalisty wyłącznie po to, by ten zlecił badanie, które lekarz POZ może zlecić a priori? Niestety muszę zająć się sprawami zawodowymi. Wkleję więc jeszcze list celebryty - jeśli pojawi się dyskusja, chętnie ją podejmę w przyszłości. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: W stronę Azji 24.05.13, 18:12 Szanowne Koleżanki, Szanowni Koledzy, zwracam się dzisiaj do Was jako tych, od których zależy zdrowie i życie pacjentów. Wiele się mówi o błędach w systemie ochrony zdrowia, o zbyt niskich nakładach na leczenie i słabo wycenionych procedurach. Szukanie rozwiązań tych istotnych problemów to zadanie ministra zdrowia, rządu i parlamentu. Staramy się temu sprostać. Jednak dla zdrowia i życia pacjentów równie ważne są kwestie, których nie rozwiąże żadna administracyjna decyzja ani zmiany prawne. Wymagają one zmiany podejścia, a nawet więcej - zmiany mentalności lekarzy i urzędników. W ostatnich miesiącach media relacjonowały historie chorych, którzy nie otrzymali na czas potrzebnej im pomocy medycznej, co w niektórych przypadkach skończyło się tragicznie. Nie mogą się z tym pogodzić nie tylko najbliżsi tych pacjentów - reakcje opinii publicznej dobitnie świadczą, że te historie głęboko poruszyły całe społeczeństwo. Nie jestem wyjątkiem - ja też nie mogę się z tym pogodzić. Prawdziwego lekarza nic tak nie boli jak krzywda pacjenta, jak śmierć, której można było uniknąć. Oczywiście, najłatwiej i najwygodniej tłumaczyć te sytuacje "wadami systemu". Ale to nie system podejmuje decyzje o przyjęciu lub odesłaniu pacjenta. Ani o sposobie jego leczenia. Te decyzje podejmujemy my - lekarze, ordynatorzy i dyrektorzy szpitali, pielęgniarki i położne, dyspozytorzy pogotowia i ratownicy. Jesteśmy za nie odpowiedzialni. Żaden system i żadne regulacje nie zastąpią odpowiedzialnego człowieka. Więc jeśli ten człowiek - człowiek, który zdecydował się wykonywać zawód, którego sensem jest niesienie pomocy medycznej chorym - nie pojawi się na swoim dyżurze, zbagatelizuje problemy zdrowotne pacjenta, potraktuje go wyłącznie jak kolejny przypadek i odeśle, nie dołoży starań, by właściwie ocenić stan jego zdrowia... Jeśli będzie głuchy na jego potrzeby i prośby o pomoc - to nigdy nie będziemy mieli dobrego systemu ochrony zdrowia. Jeżeli takie sytuacje będą się zdarzać, a środowiska medyczne nie będą na nie właściwie i szybko reagować, rzetelnie je wyjaśniając i piętnując błędy i zaniedbania - pacjenci nie będą czuli się bezpiecznie. Społecznego zaufania do lekarzy nie niszczą pojedyncze przypadki tych, którzy popełnili tragiczne w skutkach błędy (choć niewątpliwie szkodzą one reputacji tych, którzy codziennie, z oddaniem, czasem wbrew przeciwnościom losu i lukom w systemie, walczą o zdrowie i życie pacjentów). Niszczy je zmowa milczenia, źle pojęta zawodowa solidarność. Sprawy medycyny to sprawy życia i śmierci. Wykonywanie zawodu lekarza wiąże się z ryzykiem etycznym i prawnym. Codziennie podejmujemy dziesiątki trudnych decyzji, za które musimy brać moralną i prawną odpowiedzialność. Nie zawsze udaje się uniknąć błędu. Nie zawsze dokonujemy najlepszego wyboru - bo też i nie zawsze wiadomo, jaki wybór będzie najlepszy i co w danej sytuacji jest przysłowiowym mniejszym złem, które powinno się wybrać. Czasami, by uratować pacjenta, by "zdążyć przed Panem Bogiem", trzeba podjąć ryzyko, wykroczyć poza ustalone schematy postępowania. Bycie lekarzem wymaga odwagi - nie tylko, aby bronić własnych decyzji, lecz także, by brać odpowiedzialność za popełnione błędy. W polskiej medycynie zbyt długo pokutuje przekonanie, że publiczne dyskusje o medycznych błędach i nieprawidłowościach podważają autorytet lekarzy i są w związku z tym wysoce niepożądane. Zbyt wielu z nas nadal sądzi, że kwestie te powinny być poruszane jedynie w dyskursie środowiskowym lub, ostatecznie, instytucjonalnym. Tymczasem brak otwartości, bagatelizowanie i ukrywanie problemów (nie mówiąc już o ich tuszowaniu) uniemożliwiają wykrycie i eliminację ich źródeł, znalezienie skutecznych rozwiązań. Nie sprzyjają też budowaniu dobrych relacji między lekarzami i pacjentami. Przeciwnie, rodzą podejrzliwość i nieufność. A przecież jako pacjenci chcemy ufać lekarzom. Wymagamy, aby byli godni tego zaufania. My, lekarze, też powinniśmy tego wymagać - od siebie samych i od siebie nawzajem. Dawać innym przykład dobrego postępowania, wspierać się zawodowo, także pokazując sobie błędy, ucząc się na nich i, gdy to możliwe, naprawiając i egzekwując ich naprawienie. Solidarność zawodowa, choć ważna, nigdy nie powinna wygrywać z naczelną wartością medycyny, którą jest dobro pacjenta. Nasza profesja stawia nas codziennie w trudnych sytuacjach. Niektóre z nich są prawdziwymi wyzwaniami medycznymi. Aby im sprostać, musimy się stale uczyć i rozwijać zawodowo, ale nie tylko w dziedzinach medycznych. Równie ważna, jeśli nie najważniejsza, jest etyka. Można oczywiście być wybitnym specjalistą w swoim fachu, nie poświęcając czasu i uwagi refleksji etycznej. Ale nie można być dobrym lekarzem. Współczesna medycyna stawia nam wyzwania natury moralnej. By im podołać, środowisko medyczne musi doskonalić się nie tylko w zakresie wiedzy i umiejętności profesjonalnych, lecz także etycznie. Musi również podjąć trud rewizji Kodeksu Etyki Lekarskiej, udoskonalenia go w taki sposób, by mógł być dla nas źródłem mądrości zawodowej i etycznej, a dla pacjentów - rękojmią. Etycy mówią, że słaby kodeks działa jak tarcza - można się nim zasłaniać, żeby "być w porządku". Natomiast dobry kodeks jest jak ostroga - pobudza do etycznej refleksji i etycznego działania. Liczę, że samorząd lekarski, który jest twórcą Kodeksu, podejmie to wyzwanie. Apeluję do Was, Koledzy Lekarze, o aktywną współpracę i zaangażowanie. Jestem przekonany, że potrzebujemy dzisiaj gruntownej refleksji i edukacji bioetycznej na wszystkich kierunkach medycznych. Potrzebujemy rekomendacji dobrych praktyk podejmowania decyzji medycznych i postępowania we wszystkich obszarach medycyny. To oczywiste, że mamy różne sumienia i wynikające z nich odmienne sposoby postępowania, zwłaszcza w moralnie trudnych sytuacjach. Jednak brak wskazówek, standardów i rekomendacji powoduje, że pacjenci są zdani na indywidualne i zróżnicowane style działania poszczególnych lekarzy i placówek medycznych. Taka sytuacja rodzi uzasadnione wątpliwości związane z równym dostępem do leczenia i budzi niepokój pacjentów. Zachowując prawo dokonywania autonomicznych wyborów moralnych w obszarach, w których nie jesteśmy w stanie wypracować jednolitego stanowiska, musimy jednak dokonać przeglądu prawa medycznego, uczynić je bardziej jasnym i spójnym oraz uzupełnić brakujące elementy związane z rozwojem nowych technologii medycznych. Musimy zacząć korzystać ze zdobyczy współczesnej bioetyki. W klinikach, na uczelniach medycznych, w urzędach i we wszystkich podmiotach odpowiedzialnych za kształt polityki zdrowotnej i tworzenie prawa mającego wpływ na funkcjonowanie ochrony zdrowia. Bioetycy mogą i powinni skutecznie wspierać lekarzy i urzędników w podejmowaniu trudnych decyzji, pomagając nam zrozumieć problemy moralne i społeczno-prawne, jakie rodzi współczesna medycyna i ochrona zdrowia. Potrzeba nam namysłu nad bioetycznymi standardami w praktyce klinicznej i badawczej. Dyskusji, której celem będzie współpraca na rzecz realizacji wartości, które podzielają wszyscy pacjenci i obywatele. Bez względu na poglądy, każdy z nas chce być bezpieczny, każdy pragnie, by szanowano jego godność osobistą i jego autonomię, każdy chciałby, by przynajmniej nie traktowano go gorzej niż innych pacjentów. Każdemu też, jak sądzę, zależy, żeby pieniądze na ochronę zdrowia nie były marnotrawione. Bioetyka służy temu, co jest ważne dla nas wszystkich: bezpieczeństwu, sprawiedliwości, godności, autonomii i równości. Dlatego zdecydowałem się zaprosić grupę wybitnych polskich bioetyków do stałej współpracy. Nikt i nic nie wróci życia poszkodowanym pacjentom, ale słuszne żądania ich rodzin, które domagają się, by takie sytuacje nigdy więcej się nie powtórzyły, są wyraźnym sygnałem, że trzeba wypracować standardy i rekomendacje dla pracowników ochrony zdrowia. Rekomendacje uwzględniające nie tylko rozwój nauk medycznych i biologicznych, ale przede wszystkim wartości etyczne. Musimy te rekomendacje wspólnie wypracować, a Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: W stronę Azji 24.05.13, 22:48 Pięknie ministrze! Niemal, jak Mickiewicz w swoim "Do przyjaciół Moskali". Prawie, że zapłakałem, ale nie żeby treść listu do mnie przemówiła, ale dlatego, że zagadałeś pan jak w Dziadach i do Dziadów (nas znaczy) faktycznie. Bo dziadowskim nasz uczyniłeś zawód. Bo diengów nam Namiestniku skąpicie. I na dianostykę co ją intensyfikować każecie i na leczenie, co je intensyfikować każecie i na procedury co je przestrzegać - choć oczywiście po przyjacielsku, sarmacko tak - każecie. Waść o etyce śmiesz prawić? Do naszych się odwoływać sumień? Ty, który w tyłku masz nieodmiennie wszelkie postulaty nasze? Ty, któryś ubliżał nam przy okazji ustawy refundacyjnej nasze obawy i lęki wyśmiewając? Ty, któryś kazał nam w porcięta ze strachu przed kontrolą NFZ popuszczać, a majątki na kochanki przepisywać, coby konfiskaty tychże uniknąć? Ty, co flaki radzisz wypruwać (ale nie po chamsku w ordynarnym i oku wstrętnym, ulicznym seppuku, ale w gabinetowych zaciszach, gdzie agresywny coraz to bardziej Polski Pacjent jako twa Znamienita Poprzedniczka go zwała do gardeł nam skacze? Wal się waść ze swoją przyjaźnią. Zacznij nas wreszcie szanować. Konsultuj decyzje. Uwzględniaj uwagi tych. co im buty na cokołach ku czci ich wzniesionych czyścić co najwyżej możesz. Cofnij idiotyczne restrykcje. Przestań stawiać po kątach. I daj wreszcie uczciwie w jednej zarobić pracy. A w zamian husarię wypoczętą, chętną i jak marzenie etyczną dostaniesz. Kokieterię zostaw waść sobie dla idiotów. Odpowiedz Link
witekjs Re: W stronę Azji ? 25.05.13, 09:43 Minister pisze o etyce i GODNOŚCI Pacjenta. Ciekaw jestem, czy jego mama, tata i żona oraz dzieci są przyjmowani przez 10 -15 minut, włączając w to rozebranie się, badanie i ubranie pacjenta. Wywiad oraz przejrzenie i wpisanie do historii choroby danych, z dokumentacji medycznej oraz wypisanie recept i skierowań na konsultacje oraz dodatkowe badania są mniej (?) ważne. Nawet zdrowemu poborowemu, zajmuje to trochę czasu... Odpowiedz Link
1agfa Re: W stronę Azji 27.04.13, 20:43 apersona napisała: > Witam i rewanżuję się za Compostelę Dobry wieczór, Apersono Szczodrze i z nawiązką oddajesz (jaki rewanż? to wzbogacenie wiedzy)... Za co serdeczne podziękowanie. Własnie zaczynam czytać zawartość linku od Ciebie, Apersono. Afganistan...surowa ziemia surowych i twardych ludzi. Jednak...najpierw, zanim przeczytam, napiszę jakie pierwsze mam skojarzenie: w pamięci tkwią mi niczym zadra obrazy rozstrzeliwanych ogniem artyleryjskim, za pomocą materiałow wybuchowych i na koniec z automatów (niczym ręczne "dzieło", osobisty podpis sprawców) posągów Buddy. Przeszło 15 wieków, przeszło tysiąc pięćset lat liczące, skarb i dziedzictwo świata... pl.wikipedia.org/wiki/Pos%C4%85gi_Buddy_w_Bamianie Dziękuję za link, idę czytać, Apersono Miło Cię widzieć. Odpowiedz Link
hardy1 Re: W stronę Azji 27.04.13, 20:48 Przypomniałeś Agfo, jedno z największych barbarzyństw kulturowych we współczesnych czasach. Podobnie było niedawno w Timbuktu. Na szczęście tam kustosze zdążyli większość ksiąg ukryć przed barbarzyństwem napędzanym prostacko rozumianym wyznaniem... Odpowiedz Link