wscieklyuklad
01.05.13, 13:05
Wszyscy pamiętamy szybką decyzję o interwencji w Iraku opartą na tezie, iż ten dysponuje bronią masowej zagłady - w tym chemiczną Dablju B oraz premier WB na wyścigi organizowali konferencje prasowe a sekretarz obrony Hameryki prezentował nawet stosowne autka przystosowane do grzmocenia oponentów nafaszerowanym śmiercią żelastwem.
Świat - choć nie bez uśmieszków politowania - kupił ten kit i przyklasnął interwencji, tym bardziej, iż ta unaoczniła ludom wschodu jak dalece cywilizacyjnie (zbrojnie także) od światowej czołówki w tym względzie odstają.
Dla przeciętnego telewidza miłym dla oka zdawały się rozbłyski i detonacje pojawiające się gdzieś za plecami przygarbiających się na tę okoliczność bohaterskich respondentów wojennych. Byli nawet i tacy, ktrych zmartwiło wielce obrabowanie zbiorów Muzeum Archeologicznego w Bagdadzie przez nigdy naturalnie nie wykrytych islamskich barbarzyńców.
Z lubością wpatrywaliśmy się w nieogoloną i przerażoną twarz Saddama wywleczonego z "irackich kanałów" (jak widać wojny kierują się swymi historycznymi uwarunkowaniami), którego następnie posłano wprost do haremu hurys - Urbi et Orbi pacem.
Minęło lat parę i dziarscy Republikanie stracili na dłużej władzę. I oto nad Hameryką zawisła perspektywa zagłady.
Dopiero co dwóch młodzianków udając uporczywych turystów zaszczyciło (mimo ostrzeżeń wiecznie czujnych służb byłego CCCP) maraton w Bostonie, przenosząc część obrazków z ulic irackich na w/w. Nieszczęśliwie dla przekaziorów, hamerykańska społeczność jest zdecydowanie bogatsza, zatem prawdopodobnie nie doszło do obrabowania okolicznych sklepów z ich kuszącej zawartości regałowej - zresztą kto wie, może by nie rozmywać tragedii narodowej ewentualność rabunków po prostu zatajono.
Ledwie otrząsnęliśmy się z jednej hamerykańskiej tragedii a tu już epatują wieścią, iż szczęśliwie po blisko 12-latach od tragedii, w szczelinie pomiędzy budynkami manhatańskimi odnaleziono skrzydło prawdopodobnie Tego Samolotu. Wieść ta wstrząsnęła mną tym bardziej, iż nawet rosyjskie służby specjalne dogłębnie przekopały teren smoleńskiego zamachu (wedle ukochanej przeze mnie Pani Marszałek Ewy Kopacz - metr w głąb jądra) by odnaleźć i zabezpieczyć (choć już niekoniecznie na polskie potrzeby) każdy centymetr kwadratowy strąconego dwukrotnym i w dodatku powietrznym wybuchem prezydenckiego samolotu. Aby pocieszyć wzburzone społeczeństwo, lokalne władze uspokoiły, iż przestrzeń między budynkami z fragmentem Boeinga została odgrodzona żółtymi wstęgami z napisem Dont cross, jak to ma zwykle miejsce w przypadku przestępstwa - zwłaszcza wobec ludzkości hamerykańskiej. Niecierpliwie czekam na dalsze w tej sprawie (choć mocno spóźnione i będące dowodem opieszałości poszukiwaczy szczątków maszyny).
Jakby tego nie dość, włączam se wieczorem tv, a tam mocno już posiwiały z powodu bagażu dzierżonej władzy Pan Prezydent Hameryki B. Obama zza tradycyjnej już mównicy w Łajthauzie oznajmia Urbi et Orbi, że prawdopodobnie w Syrii użyto broni chemicznej - nie tej z potencjalnie istniejących, lecz realnie użytych samochodów transportowych.
Zawiesiwszy głos stwierdza: musimy ustalić kto, kiedy i jakich użył środków.
Rozumiem, iż zasady działania Partii Demokratycznej nakazują rozwagę przy podejmowaniu decyzji oraz wygłaszaniu określonych teorii, jednak czy wobec faktu, iż potężny rosyjski brat zakazał właśnie lotów samolotów pasażerskich nad Syrią Pan Prezydent B.Obama nie powinien połączyć się gorącą linią z Panem Prezydentem W.Putinem, by u niego zasięgnać "języka"?
Bo czwartego przykładu dramatycznych wydarzeń powiązanych z Hameryką moje serce może już nie wytrzymać.