Translator jest gupi

09.05.13, 13:37
Ułożyłem taka kołysankę dla krasnala na klombie na wieczór

Luli luli luli
Jest psie gówno u matuli
Już słonecznik zaczął kichać
Wokół tylko k..wa słychać

Teraz przetłumaczyłem translatorem na niemieckie i wyszło:

Luli Luli Luli
Jest Hund Scheiße u Matuli
Już Sonnenblume KichaćWokół
k. von allen Seiten begann.WA ist zu hören

no tak ale, przetłumaczyłem z powrotem z niemieckiego na polski
i powinno wyjść jak wierszyk na początku, a nie wyszło tylko wyszło:

Luli luli luli
Jest gówno psa u matuli
Już rozpoczął słonecznik k. kichać
Wokół ze wszystkich stron Wa jest słychać
    • ulisses-achaj Re: Translator jest gupi 09.05.13, 13:42
      smile A jak to wygląda po angielsku i francusku?? smile
      • sorel.lina Re: Translator jest gupi 09.05.13, 13:51
        No właśnie, właśnie! Jak? big_grin
        W końcu angielski to język w światowy, a francuski to... język salonowy... wink
        • k.karen Re: Translator jest gupi 09.05.13, 13:58
          Wersja polska oryginalna:

          Luli luli luli
          Jest psie gówno u matuli
          Już słonecznik zaczął kichać
          Wokół tylko k..wa słychać



          Po angielsku to jakoś tak:

          Luli luli luli
          It is dog shit in Matula
          Already sunflower began to sneeze
          Only around k. Valid hear

          ale odwrotnie z angielskiego, to już tak:

          Luli Luli Luli
          To gówno psa w Matula
          Już słonecznik zaczął kichać
          Tylko około k. ważne usłyszeć


          Ach...cóż za poezja...zapachów i...smaków, ha! Ale brakuje mi tu mgły...uncertain
          • kicho_nor Re: Translator jest gupi 09.05.13, 14:02
            Nie wiem Ulissesie jak by było po francusku i angielsku
            Ale dałem po niemiecku bo niemiecki jest taki rytmiczny

            Angielski Szekspira jest wewnątrz gardłowy i nie mają krasnali

            Francuzi zadzierają końcówki akcentami a translator nie jest fonetyczny
            A granica występowania krasnali kończy się na Renie
            • ulisses-achaj Re: Translator jest gupi 09.05.13, 14:11
              Dobrze zrobiłes Kichonorze, mea culpa smile
          • k.karen Do mgły porannej 09.05.13, 14:03
            Proszę o recenzje i ewentualne tłumaczenie big_grin

            Do mgły porannej

            tyś ją owiała i otuliła
            z loków skręconych
            koka zrobiła

            lepka i mokra
            prawie jak lakier
            całkiem jak ztamtąd
            niejeden klakier

            ale nie wszyscy
            bo jeden coś wrzasnął
            i w koka mgielnego
            piorun wziął trzasnął

            auuu...bum...auuuu
            • kicho_nor Re: Do mgły porannej 09.05.13, 14:11
              Idzie krasnal i mgłą się upaja
              Morda roześmiana od kraja do kraja
              Może trafił w totka
              Albo go trawa łaskocze po j….
            • ulisses-achaj Re: Do mgły porannej 09.05.13, 14:12
              Wstrząsające!
              • hardy1 Re: Do mgły porannej 09.05.13, 14:25
                Doznałem szoku mentalnego tongue_out
            • kkkkosmita Re: Do mgły porannej 09.05.13, 14:30
              Do mgły porannej
              Kareen...
              to ja powiem co myślę na temat Twojego utworu.
              najbardziej podoba mi się...
              auuu...bum...auuuu
              to takie egzystencjalne! big_grin

              http://wstaw.org/m/2012/03/26/k%C3%B3%C5%84_AWATAR.jpg
              • hardy1 Re: Do mgły porannej 09.05.13, 14:37
                ...a ile w tym wewnętrznej siły!
                • hardy1 Re: Do mgły porannej 09.05.13, 15:04
                  ...ileż czuć uduchowienia, przenikniętego wilgotną tajemnicą Natury...
                  • ulisses-achaj Re: Do mgły porannej 09.05.13, 15:26
                    plus ciekawe, by nie rzec nowatorskie ujęcie slowa "ztamtąd" . Mniej wyrobiony czytelnik pomyśli w pierwszej chwili: błąd ortograficzny, ale NIE, to celowy zabieg autorki, oddający egzystencjalny aspekt uwiłania a nawet zawikłania człowieka, który będąc "stamtąd" - alienacja, tęsknota, aspekt metafizyczny, vide "prawdziwe życie jest gdzie indziej";
                    tutaj, autorka literę "z" stawiając, używa SPÓJNIKA , łącznika (sic!), i tak, wyraz ten staje się mostem, przerzuconym nad pozornie niemożliwymi do pogodzenia antynomiamii ludzkiej kondycji i losu ...

                    Magnifique
                    • k.karen Re: Do mgły porannej 09.05.13, 15:35
                      Wiedziałam, wiedziałam że mogę liczyć na Waszą poetycką wrażliwość i trafną konstatację użytych paraleli w mojej, jakże natchnionej poezji.
                      Chylę czoła przed znawcami i widząc, że Wasza skromność nie pozwala krzyknąć:
                      jeszcze, jeszcze...zaszczycę Was następną zwrotką tego wiekopomnego dzieła:

                      Fruzia zawsze se myślała:
                      - jestem piękna, wielka lala
                      lecz gdy piorun w kok jej trzasnął
                      został z Fruzi tylko krasnol.
                      • wscieklyuklad Re: Do mgły porannej 09.05.13, 16:18
                        Otóż Karen: PIĘKNE!
                        A PIĘKNE dlatego, że wielce emocjonalne. Ileż w tym NATURY!
                        Ileż w tym ŻYWIOŁU!
                        Ileż w tym wreszcie całkowicie wyzbytego lęku, realizmu!
                        A jednocześnie jak wiele abstrakcyjnych skojarzeń.
                        Element wzrostu - jestem WIELKA.
                        I ten piewiastek muzyczny - zduplikowany, jako, że a prioryczne la,la - krańcowo spersonifikowane w owej wielkości, przechodzi łagodną nutką - niczym w muzycznej wprawce - w słyszalny niemal fizycznie, grzmot pioruna.
                        Lorelai, Walkiria - skojarzenia nasuwają się same!
                        Imię owej pornodramatis (bo obnażonej rzec by się zdało 'do szpiku koczka") persony - FRUZIA, mistrzowsko oddaje mentalność - to znana z lektur dzieciństwa Fizia Pończoszanka - w dodatku zatrzymana na poziomie rozdokazywanego, by nie rzec - infantylnego dziewczęcia.
                        Co tyczy krasnala, to już Kicho_nor celnie zanalizował motyw uśmiechu tej postaci - nic dodać, nic podzielić.
                        Twój utwór godzien jest literackiego Nobla.
                        A przynajmniej szybkiej edycji przez UCZCIWEGO WYDAWCĘ (jak ognia unikaj tych nieuczciwych cwaniaczków, którzy prawdziwe arcydzieła wydawaliby najchętniej bez niepotrzebnych tantiem autorskich).
                        O ileż milej byłoby, gdyby kawę serwowała tutaj Pisarka Drukowana!
                        Albo przynajmniej Literatka Drukowana!
                        Gdybys jednak nie znalazła w Polsce ani jednego uczciwego edytora, to podpowiem, jak się autodruknąć.
                        Idziesz do Redachcji (nie pytając o jej uczciwość). Wyciągasz z kieszeni nieco kaski, którą dzielisz się z - byc może średnio uczciwym wydawcą. Ten drukuje tomik podsuniętych prac, po czym wstawia do księgarni. teraz już pozostaje Ci tylko czekać, aż ktoś to (bez lęku) kupi.
                        W razie jakby co, możesz założyć jakiś portal literacki, tam organizować konkursy, a w nagrodę rozdawać te egzemplarze, które nie znalazły nabywcy w prawdziwej książnicy.
                        W ten sposób wzbudzasz podziw i szacunek wśród nagrodzonych, oraz zyskujesz należną Ci sławę Drukowanej Literatki.
                        Następnym etapem będzie z pewnością lizanie się po uduchowionych i egzaltowanych gluteusach maksimusach (bilateralnie)
                    • kkkkosmita Re: Do mgły porannej 09.05.13, 18:16
                      Ulissesie...
                      Zafascynowało mnie słowo antynomia....w znalezionym przeze mnie znaczeniu...( wypowiedź, która stwierdza określony stan rzeczy. Zdanie z języka J stwierdza (na mocy reguł semantycznych J) stan rzeczy s zawsze i tylko wtedy, gdy na mocy reguł semantycznych języka J: zdanie z jest prawdziwe zawsze i tylko wtedy, gdy s a z jest fałszywe zawsze i tylko wtedy, gdy nie jest tak, że s.)
                      jakże celnie podkreślające wszystkie walory utworu... i wspaniale z nim współbrzmiące....odkrywające kolejne, natchnione warstwy jego głębi i piękna.....



                      http://wstaw.org/m/2012/03/26/k%C3%B3%C5%84_AWATAR.jpg
                      • ulisses-achaj Re: Do mgły porannej 09.05.13, 19:17
                        Prawda? ... Po dojrzałym namyśle dopatrzyłem się we wspomnianym tekście jeszcze jednej wartości, a mianowicie "dziury metafizycznej" - wedle mojego przekonania, niezbędnego elementu każdego wartościowego utworu -, która odsyła nas z tu i teraz do tam i zawsze, a nawet z powrotem. Dzięki temu wytwarzają się napięcia w rozumieniu strukturalistycznego ujęcia literatury, fenomenologiczne miejsca niedookreślone, a także powstaje humboldtowska konstrukcja "drzewa". Oniryczne elementy wiersza odsyłają nas z kolei do psychologii głębi Bachelarda, a ostatnie fragmenty nawet do heideggerowskiego rozumienia veritas. Jeśli dodamy do tego dystans podmiotu lirycznego do samego siebie, umozliwiający spojrzenie w skali makro (ale i zarazem mikro), wypreparowane z egotycznego uwikłania, otrzymujemy cos bliskiego ideału auerbachowskiej "mimesis".
                        To dzieło z pogranicza jawy i snu, rzeczywistości odmiennych porządków, oniryczne, a jednocześnie realistyczne, formalnie nowatorskie. Jednym słowem, autorka powinna pisać, pisać i jeszcze raz pisać ... od dawna nie zetknąłem się z tak jednoznacznie nadprzecietnym dziełem.
                        • kicho_nor Re: Do mgły porannej 09.05.13, 19:27
                          Ulissesie
                          to co napisałeś wysłałem do znajomego gazdy na Podhalu
                          - odpisał: kruca fuks i zaniemówił
                          • ulisses-achaj Re: Do mgły porannej 09.05.13, 19:30
                            smile smile

                            To Dzieło, Dzieło, Kichonorze, tylko ono stymuluje i usprawiedliwia to co napisałem..
                            • k.karen Re: Do mgły porannej 09.05.13, 22:16
                              Och! Moi drodzy...nie trzeba, nie trzeba! Genialne Pisarstwo nie domaga się Drukowania,
                              ono samo w sobie jest tak wielką wartością, że powielanie w druku byłoby czymś bardzo pospolitym.

                              Jednak muszę tu szczególnie podziękować Kichonorowi za mistrzowską dialektyzację i elipsę w jego wstępnym wierszu, które umożliwiły mi kondensację treści i dynamizm wypowiedzi, były największą inspiracją. Trudno zatem się dziwić, że odbiór gdzieś tam na gór szczytach był tak sugestywny. Racja! Odniesienie do krucafuksu jest właściwe i nie ma w nim żadnego hiperbolicznego akcentu! Jest akcent taki, jak wyjściowy - dialektyczny.
                              W taki sposób rodzą się dzieła na miarę epoki, trzeba to sobie bez udawanej skromności powiedzieć!

                              Kawę wypiję jutro, dziękuję.


                              big_grin big_grin big_grin
                              • ulisses-achaj Re: Do mgły porannej 09.05.13, 22:19
                                Nie ma za co dziekować, Karen. jeśli będą Ci potrzebne kolejne recenzje, służe w miarę mych skromnych możliwości.
                            • hardy1 Re: Do mgły porannej 09.05.13, 22:27
                              ulisses-achaj napisał:
                              > vide "prawdziwe życie jest gdzie indziej";


                              Głębia. Głębia utworu mnie poraża. Jak czytam, Ulisses uwidocznił nam platonowskie widzenie świata, które Dzieło ukazuje nam w całej swej doskonałej prostocie, jedności świata idei i rzeczy przyziemnych. Ten, jakby geniusza ręką tknięty Utwór, nie jest autoteliczny. Jest teleologiczny. Ma jednak tyle pomniejszych celów, że cel ostateczny, główny, jest dla mnie nieodgadniony. Ginie w tej mgle; to ona spowija przyszłość. Tu trzeba równie doskonałego zrozumienia wiersza, jak doskonały on sam jest. To nie na moją głowę. Mogę tylko w podziwie skłonić głowę przed geniuszem...
            • ulisses-achaj Re: Do mgły porannej 09.05.13, 22:35
              tak znakomite dzieło prosi sie o przekład na lingua franca wspólczesności:

              you blew it and wrapped
              with curls twisted
              made a bun

              sticky and wet
              almost like paint
              just like from there
              many clappers are

              but not them all
              because the one screamed
              and the misty bun
              was slammed by the lightning

              Fruzia has always thought:
              - I am beautiful, great doll
              but when the lightning slammed into her bun
              it left Fruzia only being the dwarf

              Copyright for the Polish trasnlation restricted
              • k.karen Re: Do mgły porannej 09.05.13, 23:01
                Ach, Kochani, Kochani!
                Nie potrafię opisać wzruszenia, płaczę ze szczęścia, jestem oszołomiona tak wspaniałymi
                recenzjami! Jesteście wspaniali! Tylko wielcy ludzie potrfią być tak wrażliwi na piękno.
                Nie wiem co mam zrobić z nadmiarem szczęścia? Będę pisać, pisać i pisać bez wytchnienia.
                Będę pisać ztąd i ztamtąd, wte i wefte a nawet zpowrotem, wszystko dla Was i z Wami. Świat legł u naszych stóp więc i ja pójdę a legnę w łoże.

                Ps. właśnie dostałam z zagranicy telegram z następną recenzją -
                "rech...rech...auuu...bum..auuu...ihahahaaaaaaaaa"

                serdecznie dziękuję nadawcy!

                ale...translator naprawdę jest świetny! big_grin big_grin big_grin

                Ci wiał go i owinął
                Z loki skręcone
                Wykonane bułkę

                Lepki i mokry
                Prawie jak farby
                Tak jak stamtąd
                Wiele clappers są

                Ale nie ich wszystkich
                Bo jeden krzyczał
                I mglisty kok
                Zostało zatrzaśnięte przez piorun

                Fruzia zawsze myślał:
                - Jestem piękna, wielka lalka
                Ale gdy piorun uderzył w jej kok
                Opuścił Fruzia tylko jest karłem


                Dobrej nocy smile
                • ulisses-achaj Re: Do mgły porannej 09.05.13, 23:12
                  Zaiste !

                  Na dobranoc Karen przesyłam Ci frgment 49 sonetu Williama S.

                  Oryginał:
                  Against that time, if ever that time come,
                  When I shall see thee frown on my defects,
                  When as thy love hath cast his utmost sum,
                  Call'd to that audit by advised respects;
                  Against that time when thou shalt strangely pass
                  And scarcely greet me with that sun thine eye,
                  When love, converted from the thing it was,


                  Translator
                  Na tym czasie, jeśli w ogóle, że nadszedł czas,
                  Gdy ujrzę cię boczyć na moich wad,
                  Kiedy jak miłość twoja wrzuciła jego najwyższą sumę,
                  Call'd do tego audytu przez zalecanych względami;
                  W tych czasach, gdy będziesz dziwnie przechodzą
                  I mało mnie pozdrowić z tego słońca twoje oko,
                  Kiedy miłość, przekształcony z rzeczy to było,

                  Tłumaczenie:
                  Przeciw tej chwili, jeżeli nadejdzie,
                  Gdy ujrzę, że się martwisz na me wady,
                  Gdy miłość twoja jak rozrzutność przejdzie,
                  A pokierują nią względy i rady,
                  Przeciw tej chwili, gdy przyjdzie ta chwila,
                  Że ledwie dojrzysz mnie okiem słonecznym,
                  A miłość, nie chcąc już być tym, czym była

                  Tłumaczenie translatora na angielski do porównania z Williamem:

                  At this time, if at all, it's time
                  When will I see you frown on my defects,
                  When your love and threw his upper limit
                  Call'd to audit the recommended ways;
                  In these times, when you go through weird
                  And few greet me with that sun thine eye,
                  When love, converted from the thing it was,
                  • kkkkosmita Re: Do mgły porannej 09.05.13, 23:27
                    oooooouuuuuuuuuuuu uuuuuuuu
                    hahahahah iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii
                    uuuuch nie moogieeeeeee

                    A na poważnie
                    Karen jesteś wspaniała!big_grin
                    http://wstaw.org/m/2012/03/26/k%C3%B3%C5%84_AWATAR.jpg
                    • wscieklyuklad Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja życia 10.05.13, 16:44
                      Do mgły porannej

                      tyś ją owiała i otuliła
                      z loków skręconych
                      koka zrobiła

                      lepka i mokra
                      prawie jak lakier
                      całkiem jak ztamtąd
                      niejeden klakier

                      ale nie wszyscy
                      bo jeden coś wrzasnął
                      i w koka mgielnego
                      piorun wziął trzasnął

                      auuu...bum...auuuu

                      i dalej:

                      Fruzia zawsze se myślała:
                      - jestem piękna, wielka lala
                      lecz gdy piorun w kok jej trzasnął
                      został z Fruzi tylko krasnol.

                      Są wiersze, które - choć nieuważny albo złośliwy Czytelnik , zaliczy je zapewne do dalekiej od doskonałości wprawki - do których wraca się wielokrotnie, a każda kolejna analiza szarpie coraz to nowym nerwem doznania. Doznanie to - niczym rogałęziony akson, trawi psyche odbiorcy, który w podziwie zastygłszy, potrafi jeno cmokać, głębią przekazu zniewolony.
                      Takim właśnie utworem jest utwór "Do mgły porannej" - pełna melancholii i nostalgicznego uroku miniatura poetycka, uzupełniona kilkuwersem już zdecydowanie bardziej z gatunku eklogi.
                      "Proza poetycka" zdominowała współczesną literaturę. Im dziwniejsza, im bardziej patetyczna, by nie rzec - egzaltowana, tym dla jej recenzenta cenniejsza.
                      Lawinowo pojawiają się więc kolejne utwory, w których autor drze do głębi własną duszę, w zwięzłych słowach oddając cierpienie bytu, który bądź wdziera się do jego wspomnień drąc duszę na strzępy, bądź też stanowi próbę odreagowania drażącego uparcie nihilzmu.
                      "Spójrz, jak cierpię!" zdają się krzyczeć obrazy. "Zdajesz sobie sprawę jakie to dla mnie straszne, okrutne i nieprzezwyciężone"? i dalej: "Cierp wraz ze mną w podobnym mi rozrzewnieniu"! Wpędź się w podobny mentalny dołek, który i Ciebie pchnie wreszcie ku poezjotwórstwu", "Podziel się własnym bólem istnienia, gdyż świat jest przecież wyłącznie źródłem goryczy i rozczarowań tak dotkliwych, że nawet zapach czerstwego suchara mknie w ślad za Tobą przywarłszy do przetłuszczonych włosów, których nie myję nie przez zwykłą abnegację, ale dlatego, by mieć go zawsze przy sobie i by każdy woń nostalgii poczuć miał szansę a i zacmokać nad nim nie zapomniał".
                      "Malinowy chruśniak" na tle tej bezideowej i wpsółcześnie wyłącznie katastroficznej wizji istnienia, jawi się utworem iście bukolicznym, budzącym odruch wstrętu, gdyż wykluczonym jest, by istnienie mogło nieść w sobie bodaj atom, bodaj cień beztroskiego szczęścia, niepodobne wreszcie, by odnosząc się do otaczającej rzeczywistości doznać futurystycznych wizji.



                      • wscieklyuklad Re: Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja 10.05.13, 17:02
                        I oto na literackim rynku, pojawia się utwór "Do mgły porannej".
                        Już sam tytuł jest Czytelnikowi obietnicą ułudy. Bo któż z nas nie zna tego obrazka zza - jak to napisał gdzieś pewien klasyk literatury - "plastiku okna"? Wstajemy oto nogą dowolną, pierwsze spojrzenie - niewinne, gdyż nieskażone jeszcze okrucieństwem dopustu szarzyzny dnia kolejnego, kierując ku temu, co poza twierdzą czterech ścian, w sześcianie których wegetujemy "od-do". A tam - choćby i sporadycznie - mgła poranna, nieopadnięta jeszcze, gęstniejąca nam w oczach, niemal lepkością swą oślizgłą wyczuwalna. Czujemy się jak ów ślimaczek skąpany we własnym śluzie - lepcy, ubezwłasnowolnieni, ślepi prawie. Przestajemy dostrzegać zarysy innych "fortec", a ludzkie postacie są nam jeszcze bardziej obce i wrogie - jak zawsze, gdy tracimy nad nimi kontrolę i moc decyzyjną. Irytuje nas ta mgła od pierwszego spojrzenia. Niecierpliwie czekamy, aż opadnie łasząc się do naszych stóp, jak nawrócony z wiarołomstwa kochanek, który liże stopy Pani-Dominy. W swej łaskawości, gotowiśmy skąpić jej wtedy kopniaków - kary za lęki, jakimi nas obdarzyła, zemsty za chwile egzystencjalnej bezsiły, gdy to nie nasza psyche, lecz Natura jest -choćby ulotnym - wyznacznikiem impresji.
                        Po głębszym namyśle, czytelnik "Do mgły porannej" zadaje sobie jednak kolejne pytanie: czy oto motyw mgły nie jest genialnym w swej symbolice, przekazem? Bo jakże mścić się na impresji? Jak kopać, potwarzyć, coś, co tak zwiewne i ulotne? Widoczne, a jednak bezatomowe. Dolegliwe, acz bezcielesne całkiem? "Możesz kopać sobie do woli" zdaje się szydzić między wierszami autorka. "Możesz wściekać się bezsilnie do imentu!". Kopiąc mgłę pogłębisz jedynie frustrację i własną miałkość, bo przecież każdej akcji musi towarzyszyć reakcja, a mgła u stóp twoich jest czymś tak afizycznym, że aż irytującym.
                        • wscieklyuklad Re: Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja 10.05.13, 17:18
                          Czy zatem spod pióra autorki, poruszającego się po kartce papieru z iście "mglistą" łatwością, wydobywa się kolejny mroczny przekaz? Czy mamy oto przed sobą kolejny "literack gniot", jakich by liczyć w tysiącach, a nad którymi rzesza frustratów cmoka w zachwycie, z tego tylko powodu, że oddaje ich mroczny i równie dekadencki nastrój, w którym nie ma miejsca na uśmiech beztroski i radość tworzenia?
                          Spróbujmy zanalizować naszą miniaturkę.
                          Już pierwsze linijki poematu rodzą u odbiorcy emocjonalny szok. Obraz - niczym z palet Picassa - gdzie mgłą nie jest amorficznym elementem Natury, ale pierwiastkiem tworzenia. W poemacie mgła owa nie ścieli się biernie w przestrzeni, nie jest synonimem "mydlenia oczu", ale zjawiskiem o mocy twórczej!
                          Oto postać dziewczęca w ruchu - nie wiemy polną ci ścieżką krocząca, czy też po kupami psimi zasłanym, miejskim chodniku. Kroczy, więc żywą jest w pełni. Ma władzę nad krokami swymi, może iść w te i we wte! Może stąpać ostrożnie i bez lęku, może wreszcie baczyć by w jakie gówno nie wdepnąć! Jakże pięknie oddano dualizm istnienia - z jednej strony groza(mgła) i troska (co będzie, jak jednak wdepnę?) - słów kilka, a jakże smakowicie wypełniają połowę warunków niezbędnych do zakwalifikowania poezji do gatunku "egzystencjalnej".
                          Motyw istnienia (pierwiastek humanistyczny), splata się w całość niemal architektoniczną, z elementem tragizmu. Byt wypełnia się oto tragizmem i grozą - krocząca nie wie, co krok kolejny przyniesie - poślizg na psich odchodach, czy też kolejne zbliżenie do absolutu.
                          • wscieklyuklad Re: Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja 10.05.13, 17:41
                            Nie sposób jednak nie doszukać się już w pierwszych wersach, pozostałych - włąściwych egzystencjalizmowi - pierwiastków.
                            Powróćmy zatem do naszej kroczącej niewiasty. Skończona, gdyż w bryle cielesności zawarta, spowita jest zarazem nieskończoną mgłą, której przecie granic określić nie umie.
                            Gdzieś między skończonością i jej bezkresem jest jakaś granica - tej jednak ni znaleźć, ni zdefiniować nie sposób. Mgła - choć barwą mleczna czyli widzialna, doskonale odzwierciedla nicość jeno - ostatni niezbędny element egzystencjalizmu!
                            Pojawia się jednak pytanie: po której stronie przekazu mieści się pierwiastek humanistyczny?
                            Czy "ludzką" jest "na ślepo" krocząca kobieta? A może to właśnie mgła jest - jako element twórczy i determinujący przebieg zdarzeń - bardziej przez to ludzka?
                            Toż humanizm dla egzystencjalisty jest ściśle z jednostką związany. Toż humanizm dlań jest z ciągłym przez jednostkę projektowaniem siebie i swojej esencji tożsamy! Dla egzystencjalisty nie ma zatem z góry określonej ludzkiej natury! A z drugiej strony musimy przecież dokonać wyboru - dla mgły i postaci nie ma bowiem celu wspólnego i elementów stycznych ich natury -zatem obie nie mogą spełniać kryteriów "humanizmu"!
                            I oto autorka zdaje się z góry rozstrzygać albo przynajmniej kieruje nasze wrażenie ku wnioskom ostatecznym - w Jej poemacie mgła nie ścieli się u stóp kroczącej, nie oplata biernie stanowiąc wyłącznie nieprzejrzystą i bezpostaciową barierę, ale - dotknąwszy włosów, trąca je w kok splatając! Tym samym staje się stroną czynną, spychając kobietę do roli biblijnej wręcz pramatki - formuje jej fizyczność, zwisające po bokach głowy włosy fryzując w kok. Jakże ta scena bliska jest dziełu "formowania kobiety z żebra Adama"!
                            Ten poetycki wybieg zdumiewa głębią przekazu! Oto "akobieca" postać z jednej strony i tak pełna pierwiastka humanistycznego "amorficzna mgła"!
                            To mgła niemal rodem z "Hamleta". "Wić albo nie wić ?" - zdaje się mgła ta pytać, gdy splata warkocz.
                            • wscieklyuklad Re: Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja 10.05.13, 17:56
                              Myliłby się jednak ów, który uznałby, iż to koniec naszych rozważań nad egzystencjalną wymową "Do mgły porannej"
                              Autorka w znamienity sposób rozwija bowiem myśl Sartre'a, który w dziele "Egzystencjalizm jest humanizmem" negował nieuchronność pesymizmu. Nicość - jak stwierdził Sartre nie jest warunkiem koniecznym, by coś nazwać pesymizmem. Nie jest ona bowiem przeciwieństwem bytu. Byt jest dlań tożsamy z przedmiotami -to one są nieruchome, nie zmieniają się. Zatem to człowiek - wedle Sarter"a - jest nicością, gdyż jest ciągłym projektem siebie, jest ciągłym stawaniem się, a to wyklucza pesymizm jako determinantę istnienia!
                              Zatem nasza mgła - jest nowym elementem tej układanki! Nie jest przedmiotem, zatem nie jest bytem! Jest w ruchu (unosi się, ściele, opada, otacza i osacza) - w poemacie tarmosi włosy "kobiety-przedmiotu", które nie są już nieruchomymi i niezmiennymi przedmiotami-bytami Sartre'a, ale wprawione w ruch "naturą mgły" nabierają nowego wymiaru!
                              Poemat tym samym staje się już nie kontynuacją, ale twórczym rozwinięciem pojęcia egzystencjalizmu.
                              Włosy uplecione w kok (poprawione) - uzmysławiają niedoskonałość już nie tylko duchowości ale i phisis!
                              Idąca podkreśla tragiczną samotność człowieka wobec Boga (rozwinięcie tej myśli poniżej), ogromu czasu i przestrzeni.
                              Spowita we mgle, niczym w matczynych wodach płodowych, dąży (tu- na ślepo) do zbawienia (rozwinięcie myśli poniżej), lub osiągnięcia całkowitej wolności poprzez odzyskanie wewnętrznego spokoju.
                              • ulisses-achaj Re: Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja 10.05.13, 18:45
                                Pięknie , Wściekły. Z zawodowej ciekawośc zapytam: jak zinterpretujesz piorun i krasnale, ale głównie piorun?
                                • ulisses-achaj Re: Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja 10.05.13, 18:46
                                  PS Najmocniej przepraszam: KRASNALA . Liczba pojedyncza jest tu istotna.
                                  • kicho_nor Re: Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja 10.05.13, 20:06
                                    Ulissesie
                                    Nie wiem co odpowie WU

                                    Ale z mojego punktu widzenia piorun który trafił w ondulację
                                    mógł być przyczyną zamglenia. Idąc dalej tym tropem wydaje się że
                                    napotkany krasnal też mógł na ten widok zrobić sobie szeroki uśmiech który
                                    nie sczezł a utrwalił się. Wagnerowski Nibelung, który też był krasnalem za winę
                                    mglistości obwinia następców Romanowów ale tak obwiniał bo był napruty
                                    od koki, a o koku przecież jasno w wierszu było
                                    • ulisses-achaj Re: Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja 10.05.13, 20:12
                                      A, to jest bardzo ciekawy trop, Kichonorze. Coekawe co na to WU. Ja wychodzę udzielać siękulturalnie. Dzisiaj poczatek sestiwalu w moim mieście smile Do napisania
                                      • ulisses-achaj Re: Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja 10.05.13, 20:12
                                        festiwalu - wolę na wszelki wypadek wyprostować tę literówkę.. smile
                                        • k.karen Re: Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja 10.05.13, 21:32
                                          Kochani wybaczcie, że nie mogę aktywnie uczestniczyć w tej naukowej dyskusji
                                          ale sami rozumiecie, sława zobowiązuje. Jestem zajęta udzielaniem wywiadów.
                                          Dostałam również propozycję ( z jednej z amerykańskich wytwórni filmów fabularnych nie mogę zdradzić na razie której) napisania scenariusza do filmu na kanwie mojego dzieła.
                                          Będzie to biografia peelki z mojego wiersza - Fruzi, czyli niejakiej Fryzoldy Wiaderko. Wstępny tytuł to "Mglidło".

                                          Na razie i do napisania...big_grin
                                          • hardy1 Re: Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja 10.05.13, 21:47
                                            Nie zapomnisz o nas? O tych, którzy odkryli Twój geniusz? Mógłbym załapać się chociaż na rolę halabardzisty? Proszę...
                                            • k.karen Re: Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja 10.05.13, 22:18
                                              Jak mogłabym zapomnieć, ten sukces zawdzięczam Wam i na pewno pomożecie
                                              mi w pracy nad tym scenariuszem. Liczę na Was smile
                                              Zobaczę Hardy, co da się zrobić.

                                              Całuję kiss
                                              • wscieklyuklad Re: Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja 11.05.13, 00:21
                                                Jak już napisał Uli, festiwale są złodziejami czasu.
                                                Muszę zatem na spokojnie powrócić do analizy arcydzieła.
                                                Tedy do rana, moi Drodzy, do rana (oj dana dana)
                                              • hardy1 Re: Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja 11.05.13, 09:37
                                                Karen, "po czynach" Cię poznamy. Ale...niech tu obecni nie tracą nadziei...wink
                                                • wscieklyuklad Re: Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja 11.05.13, 10:58
                                                  Czy zatem faktycznie kobieta stąpająca po nieustalonym podłożu - potencjalnie pełnym pułapek (nie tylko psich odchodów i ślimaków do rozdeptania przecież) faktycznie istnieje - jak chce Sartre - dla "samej siebie"? Czy otulająca ją mgła - tak znamienicie wprowadzona w formie "rekwizytu beznadziei, ale i niezgłębionej tajemnicy" pozwoli idącej na autotworzenie - indywidualne i samodzielne, niepoddające się żadnej reakcji z zewnątrz? Czy brnąc przez biel mgły, która odtąd kojarzyć nam się musi z pierwiastkiem nasienia życia jest kreatorem, czy biernym konsumentem jeno? Czy coś ją przerażą, niesmaczy, boli? Czy stąpa ostrożniej, niż zwykle zdając sobie np. sprawę, że kiedy wdepnie w zwierzęce fekalia (pierwiastek prymitywizmu - jakże egzystencjalizmowi zbliżony) , dziurę w chodniku/ścieżce (świat bardziej od przypadkowej egzystencji, deterministyczny), wreszcie ślimaczą skorupkę, może - wywróciwszy się - doznać cielesnego urazu w następstwie którego umrze nie pozostawiwszy w swej ostatniej impresji Świata, niczego nad własny i nieokreślony (z mgły powodu) - lęk? Spełnia zatem kryteria sartrowej "trwogi istnienia"? Nie uchwyci się już skutecznie i nieodwracalnie, żadnej - ostatniej już - deski ratunku, bowiem mgły przecież dłonią uchwycić nie sposób! Stąpa więc przed siebie w poczuciu własnego wyobcowania? Czuje, iż życie pozbawione kolorytu straciło oto sens? Jeśli tak, to pozostanie jej wyłącznie absurd, rozpacz, nuda i obrzydzenie.
                                                  Tylko jednostka prawdziwie wolna jest zdolna dokonywać wyborów. Na tym polega sens egzystencji, a każda kolejna sekunda i wydarzenie stawiają nam nowe wyzwanie, wymagające gradacji ale i optymalnej ich konsumpcji.
                                                  Sartre tym samym czyni nas odpowiedzialnym za wszystko, czego dokonamy. Życie winno mieć sens, jednak to my sami musimy mu ów sens nadać. I ty my sami musimy decydować o tym, CO I JAK postrzegamy, z gamy alternatyw wybierając jedynie to, co dla nas istotne.

                                                  Czy kobieta otulona mgłą jest decydentem? Czy spowita nieprzejrzystym całunem ma prawo czuć coś ponad własną "niepewność kroku każdego"? Czy nie jest skazana na podejmowanie ślepych wyborów?
                                                  Czy zatem minipoemat nie staje się tym samym wybitnym krokiem naprzód, niesamowitym rozwinięciem poglądów Sartre'a, poprzez ich tak prostą warsztatowo i przez to genialniejszą tym bardziej negację?
                                                  • wscieklyuklad Re: Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja 11.05.13, 11:31
                                                    Z rozważań powyższych zdaje się płynąć przekaz jakże bliski Kierkegaardowi: "najgłębszej rzeczywistości nie da się zdefiniować "
                                                    Ale tu natychmiast pojawia się pytanie, zda się retoryczne: jak zdefiniować "najgłębszą rzeczywistość" gdy ta jest we mgle spowita, zatem już a priorycznie nieokreślona?
                                                    Kobieta krocząca we mgle w naszej miniaturce poetyckiej, nie jest przecież w stanie określić "głębi rzeczywistości"! Dla niej ową głębią jest granica ostrości postrzegania szczegółów! Oddalona od niej jednako o cal jak i metrów kilkaset - to całkiem bez znaczenia, gdyż i tak rozmyta, nieostra i pozbawiona wyrazu!
                                                    Zatem autorka w jakże subtelny sposób rozprawia się z definicją Kieerkegaarda! Daje oto jakże prosty i jakże spostrzegawczy przekaz: ŻADNEJ rzeczywistości nie da się zdefiniować! Szansa na taką definicję zależy - jak uczy treść miniatury - od rzeczywistości właśnie!
                                                    Wiersz krzyczy wręcz przesłaniem: to rzeczywistość nas określa i definiuje! Tym przekazem autorka "wynicowuje" poszwę filozofii egzystencjalnej - od teraz musimy sami mierzyć się z "ogladem z zewnątrz", bo to my jesteśmy owym "pierwotnym lepiwem", który kształtuje nic innego jak rzeczywistość, która nas otacza!

                                                    A czym jest w tym momencie Kierkegaardowski model osobowości?

                                                    1.Czy doszukamy się niezbędnego elementu estetyki? Toż idacą w spowijającej ją mgle postać, wyobrazić sobie może nie mickiewiczowskie "ostrowy burzanu", ale burzącą jej poczucie piękna psią kupę! Nie "dzięcielinę białą" lecz "krwistą cielęcinę" z pobliskiej jatki!
                                                    Nie "świerzop", ale "świerzb" który grozi jej w przypadku nieoczekiwanego i jakże od upragnienia odległego kontaktu z przypadkowym przechodniem - równie jak ona spowitym.
                                                    Więc może chociaż doszukamy się Kierkegaardowskiego egoizmu, jako dominanty działania?
                                                    Czy pragnie więc kontaktu z ślimaczym śluzem? NIE!
                                                    Czy miłym dla jej uszu będzie odgłos pękającej pod obcasikiem jej mokasynków skorupy? NIE! Zatem kierkegaardowskie uczucie egoizmu nie ma tu szansy istnienia, gdyż jego osobnicza realizacja jest z gróy skazana na klęskę! Egoizm bowiem w wydaniu czysto egzystencjalnym jest nie (jak w omawianym utworze) rozpaczliwym choć uporczywym równie pragnieniem uniknięcia zła, ale dążeniem ku świadomemu i kontrolowanemu w pełni celowi. Jedynymi punktami zbieżnymi z egzystencjalizmem w czystej postaci są zatem: całkowita zależność jednostki do warunków zewnętrznych w jakich przyszło mu się znaleźć oraz rozpacz jaką musi odczuwać krocząca po uświadomieniu sobie całkowitej utraty warunków tych kontoli!
                                                    Prędzej, czy później i tak wdepnie w gówno!
                                                    Prędzej, czy później i tak rozdepcze jakieś żyjątko - dżdżowniczkę, czy ślimaczka - znaczenia juz nie ma!
                                                    Prędzej, czy później minie/zderzy się z idącą z przeciwka rozmytą odrealnioną postacią, którą zidentyfikuje jedyni węchem, który musi zastąpić jej już na resztę brnięcia na ślepo, pozostałe receptory - z mózgiem włącznie - ten bowiem przechowuje już odtąd jedynie bezpowrotnie przepadły archetyp myślenia twórczego!
                                                    Świat staje się od tej chwili jedynie plamą obdarzoną dźwiękiem i zapachem - przez to trwale czymś obrzydliwym!
                                                  • wscieklyuklad Re: Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja 11.05.13, 11:55
                                                    Spróbujmy teraz zanalizować kolejny aspekt rozwoju osobowego wedle Kierkegaarda.

                                                    Aspekt etyczny w arcydziele "Do mgły porannej" - ewolucja poglądu egzystencjalnego.

                                                    Oto mamy jednostkę ludzką, która wybiera siebie jako byt indywidualny. Dzięki temu powstaje szansa zyskania pełnej samodzielności, uniezależnienia od - omówionych powyżej- warunków zewnętrznych. Spytana kim jest, odpowie: "Ja jestem po prostu sobą". Wedle Kierkegaarda niezbędnym warunkiem osiągnięcia tego etapu rozwoju osobowości, jest pozyskanie statusu przynależności do społeczności szerszej, co automatycznie rodzi kolejny problem: taka obligatoryjność wywołuje bowiem - choćby nie w pełni uświadomione - poczucie winy wynikające z już całkiem świadomej percepcji własnej skłonności do zła!
                                                    Na tym etapie rozwoju osobowości musi zatem wystąpić krytyka całej moralności społeczeństwa , opartej na obowiązku. To właśnie taka moralność wiedzie w ostateczności do hipokryzji, gdyż nikt nie jest w stanie samodzielnie wypełnić należycie i zgodnie z poczuciem społecznego "dobra" wszystkich obowiązków.

                                                    Spytać więc należy: czy postać krocząca we mgle, spełnia kryteria etyki w ujęciu Kierkegaarda? Czy spowita we mgle, jest "aż", czy "już tylko" sobą? I czy wybór jednej z tych alternatyw jest przejawem decyzji świadomej, czy od świadomości odległej? Jest odruchem kreacji, czy podległości? Konsekwencja bezsiły, czy mocy? Podległości, czy niezależności?
                                                    Mgłą przecież szczelnie odgradza ją od reszty Świata! Mgła staje się wręcz jej Światem wyłącznym"! I jako tak odgórnie osaczona, krocząca nie ma nawet promyka nadziei na "społeczną wtopę"!
                                                    Tym samym jej osobowość traci ewolucyjną szansę. Czy zatem z całości definicji egzystencjalnej Kierkegaarda, pozostaje jedynie jej fragment - nieodparte poczucie winy?
                                                    A może autorka otulając mgłą kroczącą postać, punktuje nieodłączną tęsknotę tejże za uzmysłowieniem sobie poczucia win własnych? Może - odgradzając szczelnie "nasieniem życia" daje szansę na przystęp refleksji? Może zdaje się mówić: zostań przez chwilę sam na sam ze swymi lękami i uświadom je sobie, gdyż - nawet jeśli sądzisz inaczej - nie jesteś ich wyzbyta, choć przecież, z drugiej strony, nie jesteś tym samym automatycznie bardziej ludzka"?
                                                  • wscieklyuklad Re: Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja 11.05.13, 13:28
                                                    I wreszcie ostatni etap rozwoju osobowości według Kierkegaarda: etap religijny.

                                                    Cóż kryje się za tym pojęciem? Człowiek świadomy swej grzeszności? Człowiek poszukujący Boga? Człowiek, który w wyniku tych poszukiwań odkrywa oto prawdę o sobie a tym samym odnajduje wreszcie miejsce mu przynależne? A jeśli tak, to czy faktycznie - jak tego chce Kierkegaard, jest to stadium, ku któremu każdy powinien dążyć? I dalej: czyim zadaniem jest wspomożenie tych, którzy osiągnąwszy stadia poprzednie, dążą ku najwyższemu z nich?
                                                    Czy rola ta przynależna jest filozofom? A jeśli tak, to jaki ma być tej pomocy model? Może dialog proponowany przez egzystencjalistę? "Oto osiągnąłeś już stadium estetyczne. Otoś zaliczył i etyczne" - mówi tenże łagodnie, w formie pełnej pochwał zachęty do dalszej ewolucji osobowości. "Religia jest o palca wyciągnięcie" - zdaje się mieć na końcu języka.
                                                    W swym dziele "Choroba na śmierć" ukazuje ewolucję świadomości własnej jaźni, która bądź porusza się wewnątrz niej jako takiej, lub też Ta świadomość własnej jaźni według naszych wcześniejszych rozważań poruszała się wewnątrz kategorii ludzkiej jaźni, lub takiej której miarą był człowiek. I - jak pisze Kierkegaard: ta jaźń osiąga nową jakość i nowe określenie, będąc właśnie jaźnią wobec Boga..."

                                                    I oto - przywoławszy tę kierkegaardowską "drabinę ewolucyjną" - odruchowo już powracamy do spowitej we mgle postaci żeńskiej.
                                                    I oto - przywoławszy tytuł minipoezji - jaką dziś poddajemy tak gruntownej semantycznej analizie - uzmysławiamy sobie - niemal na drodze olśnienia - jakże wspaniałą metodologię owej egzystencjalnej zachęty wybrała autorka
                                                    Jakże innego wymiaru nabiera w tym momencie sama mgła!
                                                    Nie jest już jedynie zjawiskiem natury - wtedy najczęściej nieprzyjaznym i niechcianym, ale Idolem!
                                                    "Do mgły porannej" - zawiera całe jestestwo przekazu! Oto mgła, do której niesie się modlitwę! Oto mgła, której poświęca się odę! Oto najbardziej egzystencjalny z poetyckich psalmów, urodą ale i wymową jakże do dawidowych zbliżony.
                                                    Oto spowitą mgłą nie zamyka się w świecie własnych wartości. Oto zapomina tak o maności bytu, jak i egoistycznym dążeniu do korzyści dowolnej. Muskana "tiulem mgły", "muślinem materii" składa należny hołd tejże! Może i a priori uznała swą dominację. Może - choć wielce zirytowana - wybaczała mgle tejże niestosowność osaczenia, matni w jaką ta ją wpędziła. Uzmysłowiwszy sobie potęgę natury, ugięła się przed nią potęgę jej i przewagę pojąwszy.
                                                    Na jakiej jednak drodze? Biernej rezygnacji, czy też czynnego pojmowania?
                                                    Autorka zdaje się podpowiadać: mgła - zapewne wbrew woli postaci - splata włosy niedbale obwisłe (może i sztucznie na wałkach kręcone) w kok! Ten kok jest jak mezopotamski zikkurat! Staje się współczesną Wieżą Babel na ludzkim ciemieniu - już nie zarozumiałym, już nie zadufanym w sobie, ale poszukujący w ten sposób bliskości Boga!
                                                    I nie ma w nim nic z ludzkiego zadufania w sobie, gdyż to mgła, a nie kobieta - kok ów upięła!
                                                    Ileż w tym przekazie geniuszu poetki! Ileż w tym metafory i alegorii! Słów ledwie kilka, oddaje ten - nieuchwytny dla klasycznego egzystencjalisty - moment ewolucji: zbliżenie do Boga!
                                                    Od tej chwili mgła przestaje być zatem losu dopustem - wyparta przez wyższe stadium świadomości, urasta niemal do miana Symbolu!
                                                  • wscieklyuklad Re: Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja 11.05.13, 13:58
                                                    Powoli zbliżamy się do końca naszych rozważań.
                                                    Byłoby czymś trywialnym, gdyby autorka - pomimo warsztatu tak doskonałego - pozostawiła Czytelnika wyłącznie z przeświadczeniem, iż droga ku Bogu bywa równie prosta, jak zaskakująca acz nieuchronna!

                                                    Czytamy dalej oczy przecierając ze zdumienia - toż dla klasycznego egzystencjalisty - niezależnie od "drogi ewolucji", już sama deifikacja czegoś, co zewnętrzne, równoznaczna z wkroczeniem na najwyższe stadium rozwoju egzystencjalnej osobowości - byłaby aspektem całkowicie wystarczającym. Po dwóch pierwszych zwrotkach utworu, każdy, komu idea ta jest bliska - mlasnąłby z uznaniem, klasyfikując utwór w kategorii nieomal "egzystencjalnej Biblii".
                                                    Tymczasem - na co zwraca uwagę autorka miniaturki - problem jest o wiele bardziej skomplikowany i - jak zaraz się przekonamy - ponadczasowy.
                                                    Jakiego Boga postać odkrywa? To pytanie musimy sobie zadać czytając ciąg dalszy poetyckiego majstersztyku.
                                                    Czy pojęcie Boga jest dla pstaci jednoznaczne? Czy Bóg teraz odkryty i - dzięki kokowi -teraz już bliższy, jest "Bogiem wyłącznym", "Bogiem jednostkowym"?
                                                    By to wyjaśnić - autorka wprowadza słowny neologizm! To Bóg "ZTAMTĄD"!
                                                    Ten to neologizm - z pozoru tylko ortograficzna omyłka - jest jawnym dowodem tworzenia celowego! W tym bowiem momencie Bóg przeniesiony zostaje w miejsce arealne, nieistniejące w pojęciu jakie znamy! Nie jest już Bogiem "stamtąd" ani "z tamtąd!.
                                                    A jednocześnie scala pozorny absurd w logiczną jednię - stąd właśnie "z" z "tamtąd" spojone literackim ogniwem świadomego,nie zaś przypadkowego zamiaru!
                                                    I wreszcie clou przekazu! Narracja wprowadza kolejną (boską?) postać! Jest równie jak mgła potężna! Jest równie od kobiecej postaci silniejsza! I wielce też rozgniewana!
                                                    Widok koka-zikkuratu, drażni owo "Nieznane" podobnie, jak wznoszona z mozołem tamta Wieża Babel - symbol ludzkiej pychy i zadufania!
                                                    I jak tamta - podobnie piorunem zniweczony zostaje. A, że postać kroczącej jest jednostkowa, więc języków mieszanie zbytecznym było!

                                                    "W świecie zwierząt, gatunek jest najwyższą rzeczą, jest ideałem, jednostka z kolei, jest rzeczywistością niepewną, przechodnią, która w sposób ciągły pojawia się i znika. Jedynie u ludzi, za sprawą chrześcijaństwa jest odwrotnie i jednostka jest czymś wyższym niż gatunek." -pisze Kierkegaard.

                                                    I ta właśnie krocząca jednostka z "Do mgły porannej" uzmysławia dosadnie nowatorstwo przekazu. To pierwsza na rynku edytorskim z miniaturek, która spełnia kryteria mglistego neoegzystencjalizmu.

                                                    A motyw "krasnola"? To jeno kolejny gramatyczny - i jakże arcypochwalny - wybieg.
                                                    Przedzielmy ten neologizm zgłoskowo.
                                                    Kras nol.
                                                    "Nic tu po pięknie" - z takim to ostatecznym przekazem zostawia nas autorka miniaturki...
                                                    Przeczytawszy ją, nie sposób nie spojrzeć w przyszłość w rozcudnieniu zupełnym.
                                                    Zatem bez lęku i wyrzutów sumienia. Zatem w nowym ze społeczeństwem zespoleniu.
                                                    Choćby nam psie gówna się pod butami pałętały.
                                                  • k.karen Re: Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja 11.05.13, 19:54
                                                    Kochany WU. Rozumiem że to dopiero jest wstęp do recenzji?
                                                    Wiem, że jesteś bardzo zapracowany ale liczę na rozwinięcie bo wiekopomne dzieło musi mieć bardzo obszerne opracowanie.

                                                    Kochany Hardy, mam nadzieję, że przywiozłeś z Pragi tę zbroję, jeśli tak to rolę halabardzisty masz już prawie załatwioną.

                                                    Kochany Ulissesie, bardzo spodobał się Twój przekład i zapytano mnie czy mógłbyś napisać recenzję w języku angielskim?
                                                  • hardy1 Re: Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja 11.05.13, 22:00
                                                    Od przewożenia zbroi a nawet wujków z Ohio czy skąd indziej, specem jest Ulisses uncertain Ale halabardę mogą mi na zajęciach praktycznych "ze ślusarstwa" zrobić big_grin
                                                  • ulisses-achaj Re: Fruzia: egzystencjalny dopust, czy afirmacja 12.05.13, 01:05
                                                    Kochana Karen. Oczywiście. Postanowiłem jednak dać szansę technice. Oto rezultat:

                                                    After mature reflection I found in said text certain uncommon value, namely a "metaphysical hole" - which according to my conviction is an essential element of any valuable work - it takes us back to the here and now to there and always, even back. As a result it disclosures and generates tensions within the meaning of structuralist understanding of literature, phenomenological vague space and also generates the structure of Humboldt "tree". Oneiric line items refer us turn to depth psychology of Bachelard, and the last fragments of up to Heideggerian understanding veritas. If we add the distance of the speaking for himself, allowing a look at the macro (but also micro) perspective, dissected from selfish entanglement, we get something close to the ideal "mimesis" of Auerbach. This is the work of the borderline between reality and dream, it is a consciousness of different agendas, dreamlike, yet realistic, technically innovative. In a word, the author should write, write and write again ... very long since I came across so clearly outstanding work
          • hardy1 Re: Translator jest gupi 09.05.13, 14:05
            Może trzeba zagrać w salonowca,
            Pani hrabina z panem hrabią,
            wpierw popiją, potem nagrabią...
            Jak to będzie po francusku?
            Merdę? Że tę czy też...
            po francusku panią chcę? wink
Pełna wersja