1agfa
07.06.13, 02:20
Odziały się w szorstkie suknie, grubym splotem i grubą nicią utkane, wystrzępione na brzegach. Jak piaskowaty pył bezbarwne. Zarzuciły na ramiona ciemniejsze nieco i jeszcze bardziej ziemię kolorem przypominające płachty, niczym rozpruty worek.
Na stopy - prymitywne i płaskie człapaki: ni to ze szmaty, ni to ze słomy.
Ranek był wczesny, ale dla nich juz zaczynała sie praca.
Początek, to zmielenie na prostych kamiennych żarnach zboża na mąkę - każda garstka ziarna, to niemal pół godziny męczacego dla niewprawionych rąk kręcenia wokoło, wokoło, wokoło...cięzkim, płaskim kamieniem. Zmielenie za pomocą żaren zboża w ilości wystarczającej dla rodziny na jeden tylko dzień, zajmowało kilka godzin.
Placki upieczone z ościstej, pełnej łusek mąki były suche i twarde, ale spożywano je skrzętnie co do okruszka: to było podstawowe - niemal wyłącznie - jedzenie.