wscieklyuklad
12.06.13, 20:48
Takim mianem określano kiedyś pierwsze kawiarnie angielskie. Grupki skupione przy stolikach, popijając kawę stawiały sobie prowokacyjne pytania zmuszające do intelektualnego wysiłku oraz oratorskich popisów. W sporach rodziły się nowe koncepcje, pojawiały kolejne i wcale nieretoryczne wątpliwości.
Postęp rodził się więc we wzburzonych umysłach "czarnowidzących", gdyż kawa-szatan taką właśnie barwę przybiera.
Techniczny postęp rozczłonkował continuum myślowe. Nie ma więc dawnych medyków, którzy "znali się na wszystkim" i z wręcz organoleptycznej oceny wnioskowali o stanie zdrowia i potrzebnej kuracji. Nie inaczej jest z dowolym specjalistą. Sięgnięcie do poziomu kwantu, czy fraktali oddaliło przecietnego człowieka od umiejętności bezpośredniego i prostego pojmowania.
Newton podobno wcale nie odkrył prawa grawitacji walnięty jabłkiem w "poszukujący" umysł - ta anegdota pojawiła się dopiero w jego wynurzeniach po latach od odkrycia i pewnie ostała ukuta na potrzeby chwili.
Jednak kiedy uwzględnimy fakt, że umiejętna obserwacja - nieistotne niema, czy pełna wrzasku - prowadzi ku novum, zdamy sobie sprawę, iżbyć może Newton uzmysłowił nam bezsens trwonienia czasu proponując - jako antidotum - wieczną czujność.
Piszę o tym na osobnym wątku, zachęcony wrażeniami Ulissesa z niezbyt pewnie udałego spotkania z A.Michnikiem. W łysych czachach mącicieli lęgnie się dziś wyłącznie wpojone im przez pokolenie starszych od nich hasło, jakie wykrzykiwali do prelegenta i widowni - hasło, którego sensu pewnie nie pojmują, bo skądże mieliby znać dawno już zmurszały symbol komunistycznego CCCP? Pewnie żaden z nich nie byłby w stanie skreślić sztandaru Kraju Rad Robotniczych i Żołnierskich i - tym bardziej - już nie narysować, ale choćby opisać w jakim wzajemnym układzie ów sierp i młot flagę narodową zdobiły.
Kawiarni dzisiaj jak mrówków. Za pensa nie wypijesz już dziś bodaj łyczka.
Dyskusje dawno straciły swój prorozwojowy charakter.
Michnik nie jest pewnie wolny od następującej refleksji: kiedy - jak słusznie pisze Uli - wpadała milicja, by wylegitymować uczestników konspiracyjnych spotkań, kierowała się oczywistym poczuciem obowiązku strzeżenia praworządności. Legitymowanie "wrogów Ludowej Oyczyzny" było gestem tyleż patriotycznym, co i naturalnym, ideowym zatem.
Dziś już nie milicja, ale policja strzeże, by niewielka grupa "ciekawskich" nie została spacyfikowana przez kilku łysych matołów.
Zatem demokracja doprowadziła do nieoczekiwanej ewolucji poczucia praworządności.
Dziś nie zapisuje się w notesie personaliów, ani niczyich adresów. Rolę wiecznego pióra wyparła wieczna technika cyfrowa kamery video.
Tyle, że pojęcie Państwa skarlało przy tym do grona ciekawych, którzy nie licząc na łyk kawy za pens tracą dziś bezpowrotnie - i to w imię demokracji właśnie - szansę na twórczą dyskusję - choćby, jak w omawianym tu przypadku - mającą jedynie wydźwięk czysto historyczny.
Przy okazji jednak w sposób niezmiernie perspektywiczny zmodyfikowano r-ewolucyjną teorię Karolka D. W czasach demokracji nie potrzeba już milionów lat na dostoswanie organizmów żywych do warunków środowiska naturalnego. Zatem nie trzeba będzie być może faktycznie czekać, nim na drzewach miast spodziewanej ewolucyjnie progresji listowia pojawi sie inny żywy organizm - powieszony człowiek.
Kto wie, może byłby z tego i lepszy cień?
Pytanie tylko: na co rzucony?