sorel.lina
16.06.13, 12:43
Pewnego razu, dawno, dawno temu dostałam amerykańską lalkę. Wtedy to bylo "coooś"!

Darczyńca i darczyńczyni powiedzieli, że ma na imię Mariolka. Nie wiem, dlaczego akurat Mariolka, skoro Amerykanką była. I piękna była, "prawdziwe" złote włosy miała, niby późniejsza Barbie, i krucze, dłuuugie rzęsy, co mrugały zalotnie nad błękitnymi niczym morze egejskie, oczami. I miała nogi do samej ziemi i namiastkę dziewczęcych piersi i suknię księżniczki... No, cuuudo po prostu!
Ale cóż, nie potrafiłam docenić piękna, nie potrafiłam pokochać Mariolki. Kochałam bowiem miłością bezwarunkową moją brzydką, szmacianą "bołdę" - nie Mariolkę, a zwykłą Marysię.
Mariolka zaś wylądowała w końcu w pudełku na strychu. Na zawsze.

Niezbadane są ścieżki uczuć...