Dodaj do ulubionych

Z Ziemi Obiecanej do Ziemi Obiecanej

17.05.18, 17:34
"To wy z Ziemi Obiecanej do Ziemi Obiecanej przyjechaliście!" - powiedział nam David, Izraelczyk, gdy usłyszał, że jesteśmy z Łodzi. No cóż, nie da się zaprzeczyć! smile

Przymierzaliśmy się do tej podróży kilka razy, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. Przede wszystkim lęk, bo tam niespokojnie, bo tam palestyńscy samobójcy wysadzają się na ulicach, bo tam ciągle jakaś wojna itp., itd.
Tym razem postanowiliśmy jednak zaryzykować i nie żałujemy. Ani trochę. Mieliśmy okazję, by skonfrontować wyobrażenia o tym kraju - te nasze, osobiste i te ogólnie panujące - z rzeczywistością i... pozbyliśmy się wielu stereotypów!
Obserwuj wątek
    • sorel.lina Re: Z Ziemi Obiecanej do Ziemi Obiecanej 17.05.18, 18:05
      Kanaan, Judea, Palestyna, Ziemia Izraela - Erec Jisrael, Madinat Jisra'el, Ziemia Obiecana, Ziemia Święta... Wiele nazw nosił ten skrawek ziemi położony na styku trzech kontynentów, mały, ale z przebogatą historią, sięgającą 10 tysięcy lat. Kraina, w której mieszkało i do dziś mieszka wiele ludów; o którą przez wieki walczyły i wciąż walczą królestwa, cesarstwa, imperia, mocarstwa...
      Kraina od zawsze tlącej się lub otwartej wojny, o ironio! nazywana Ziemią Pokoju!
      Bo ziemia ta jest święta dla trzech wielkich religii - judaizmu, chrześcijaństwa i islamu... bo to ojczyzna proroków, męczenników, idei... ojczyzna duchowa śródziemnomorskiego kręgu kulturowego, w nie mniejszym stopniu co Hellada.
      • sorel.lina Re: Z Ziemi Obiecanej do Ziemi Obiecanej 17.05.18, 18:21
        Podróż zaczęliśmy tutaj, u stóp Góry Tabor, w Galilei ( widok z hotelowego okna)

        http://i65.tinypic.com/2460vw9.jpg

        http://i66.tinypic.com/2ew0301.jpg

        Pamiętacie z Norwida: "Emmanuel już mieszka na Taborze" ?

        Góra Tabor... Góra Przemienienia. Tam trzej apostołowie ujrzeli Jezusa rozmawiającego w nadprzyrodzony sposób z prorokami Mojżeszem i Eliaszem. Tam Stary i Nowy Testament, Stare i Nowe Prawo spotkały się i dopełniły.
        Dziś na szczycie Taboru stoją dwa kościoły upamiętniające tę chwilę: Bazylika Przemienienia Pańskiego i prawosławna cerkiew św. Eliasza.

        • sorel.lina Re: Z Ziemi Obiecanej do Ziemi Obiecanej 17.05.18, 18:51
          Galilea - ha Galil - po hebrajsku znaczy "pofałdowana, falista". I rzeczywiście taka jest. Pełna łagodnych wzgórz, majaczących na horyzoncie gór, słoneczna, zielona, pokryta bujną roślinnością, kwitnąca, zapraszająca, można by rzec - uśmiechnięta... wywołuje poczucie dziwnego spokoju, radości

          http://i66.tinypic.com/33v2ryg.jpg

          http://i64.tinypic.com/5xs5si.jpg

          http://i63.tinypic.com/123pftw.jpg

          http://i66.tinypic.com/vnc7tg.jpg

          http://i66.tinypic.com/2mc651y.jpg

          • sorel.lina Re: Z Ziemi Obiecanej do Ziemi Obiecanej 17.05.18, 19:13
            Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami:

            Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
            Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
            Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
            Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
            Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
            Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
            Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
            Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami.

            (Ewangelia wg św. Mateusza)

            Góra Błogosławieństw w okolicach Kafarnaum. To tutaj Jezus wygłosił swoje słynne Kazanie na Górze, osiem błogosławieństw, bez których trudno wyobrazić sobie chrześcijaństwo. Na szczycie tej góry w latach 30-tych XX wieku wybudowano klasztor Franciszkanek, dzieło włoskiego architekta, Antonio Barluzziego. Jest bardzo charakterystyczny, ośmioboczny, jako że błogosławieństw było osiem.

            Fronton Kościoła Błogosławieństw

            http://i65.tinypic.com/6t21j6.jpg

            Widok od tyłu...

            http://i66.tinypic.com/246tlqb.jpg

            ... i z boku

            http://i68.tinypic.com/wbxf9x.jpg

            A w środku miły, polski akcent smile

            http://i66.tinypic.com/2gspc9j.jpg
              • sorel.lina Re: Z Ziemi Obiecanej do Ziemi Obiecanej 17.05.18, 19:42
                Ustawione wśród alejek kamienne tablice z wyrytymi po angielsku napisami przypominają o błogosławieństwach wypowiedzianych na tym miejscu dwa tysiące lat temu i zachęcają do rozmyślań, modlitwy, medytacji na łonie natury

                http://i68.tinypic.com/34oed8y.jpg http://i67.tinypic.com/1z2f8tt.jpg

                http://i64.tinypic.com/2r6f7g9.jpg http://i63.tinypic.com/5da539.jpg

                http://i68.tinypic.com/104lxdj.jpg

                Kamienne tablice z ogrodu powtarzają łacińskie błogosławieństwa z witraży wewnątrz kościoła

                http://i65.tinypic.com/r9pm3q.jpg

                jak też i te zapisane pod nutami starego, franciszkańskiego śpiewnika

                http://i68.tinypic.com/2uxvb6v.jpg
                • sorel.lina Re: Z Ziemi Obiecanej do Ziemi Obiecanej 17.05.18, 19:53
                  I jeszcze jeden polski akcent:

                  http://i64.tinypic.com/2qcl934.jpg

                  "W roku 2000, dnia 24 marca, z okazji Wielkiego Jubileuszu 2000 rocznicy narodzin Naszego Pana, Jezusa Chrystusa, Jego Świątobliwość Papież Jan Paweł II przebywał w tym hospicjum, gdzie spotkał się z Premierem Izraela Ehudem Barakiem i Ministrem Spraw Zagranicznych Shimonem Peresem, następnie łącząc się z nimi w modlitwie w Sanktuarium."
                        • sorel.lina Re: Z Ziemi Obiecanej do Ziemi Obiecanej 17.05.18, 22:35
                          Tak, Dunajcu, byliśmy nad Jordanem i rzeczywiście słowo "rzeka" z naszego, nadwiślańskiego punktu widzenia wydaje się w tym przypadku określeniem na wyrost. smile
                          Niemniej, Jordan, ma dla Izraela ogromne znaczenie - to ich być albo nie być! Dosłownie. Będziemy o Jordanie pisać i wkleimy zdjęcia.
                              • wscieklyuklad Jordanie mój Jordanie, zaiste 18.05.18, 21:52
                                nie jesteś ty z rzek najpodlejszą...

                                Obiecana Ziemia Święta. Zdać by się mogło kraina pustynno-kamienista (zapomnijmy na moment o zielonej Galilei). Zdziwić się by wypadło, cóż tułająca się po pustyni olbrzymia rzesza dostrzegła w tej właśnie okolicy... Może byli na tyle już zmęczeni/zniechęceni, że postanowili zostać na dłuższy "popas"?
                                Może tu właśnie miała spaść im z nieba kolejna porcja manny?
                                A może ktoś się zbuntował i bosą stopą/zdartym sandałem z łyka tupnął w skałę oznajmiając: dalej nie idę! Co tchórzliwsi acz równie zniechęceni do dalszej tułaczki podnieśli wrzawę/owację i rozbili obóz porzucając żywot Nomadów?

                                Rzeka Jordan. Rzeka czterech krajów. Mknąca z Jordanii.
                                Kojarzy nam się odruchowo z Janem Chrzcicielem - scena "jordańskiego" chrztu z tym głównym, gdy Jan polewał głowę temu, któremu "niegodzien był rozwiązać rzemyka u sandałów" jest znana zz dowolnego filmu biograficznego o Chrystusie.
                                I Ty Dunajcu widziałeś zapewne bardziej rzeczułkę, niźli rzekę (słusznie Sorell napisała, że nasz "górski" Dunajec to przy Jordanie rozlewisko z potopu rodem).
                                Jordan jest maleńki i płytki. Jordan jest wąziutki i zamulony - niesie w sobie pustynny piach.
                                A przecież bez niego nie byłoby życia. A przecież bez niego nie byłoby... historii.
                                Eksploatowany rabunkowo (rosnąca liczba ludności oraz rozwijający się przemysł - Izrael to wschodnia "Dolina Krzemowa" co w jakimś momencie udokumentujemy) niesie coraz mniej wody.
                                Jezioro (morze) Galilejskie wciąż obniża swój poziom.
                                Morza Martwego ubywa rokrocznie... 11cm. Niby to niewiele, ale już dziś trwają poszukiwania rozwiązań, jak zabezpieczyć dopływ wody do obu tych zbiorników nie naruszając przy okazji ich przyrodniczych walorów (jedna z koncepcji "melioracyjnych" to wykopanie kanału toczącego wodę z Morza Czerwonego do Martwego - tyle, że to ostatnie ma zasolenie na poziomie...34% więc realizacja wspomnianego planu "rozcieńczyłaby" solankę - leżakowanie na powierzchni Morza Martwego przeszłoby do przeszłości, a wartość jako nieocenionego źródła prozdrowotnych minerałów spadła do zera - Kanadyjczycy, którzy wykupili prawo do eksploatacji "martwego" błotka ni chybi pocięliby się na śmierć)

                                cdn.
                                  • wscieklyuklad Re: Jordanie mój Jordanie, zaiste 18.05.18, 23:05
                                    Nie zapomniano o Jordanie w Starym Testamencie uznając rzekę za główną w obrębie Ziemi Obiecanej.

                                    Uświęcona chrztami Jana. Uświęcona chrztem Jezusa gdy głos z Niebios nakazał posłuszeństwo bożemu synowi... Ale to przecież jedynie historyczny przekaz.
                                    Równie dobrze chrzest mógł się dokonać w rytualnym basenie/chrzcielnicy. Bóg mógł wychynąć zza chmur nad byle jaką podeszczową kałużą.

                                    Czemu zatem nazwano Jordan "świętą rzeką"?...

                                    Jozue...
                                    Jeden z najsłynniejszych sędziów starożytnego Izraela. Wzorzec wiary...
                                    Wzorzec nieugiętości...
                                    Uznany za świętego nie tylko przez katolików lecz także Koptów, Ormian i kościół prawosławny.
                                    Urodzony w egipskiej niewoli. Przywódca Izraelitów po śmierci Mojżesza.
                                    To on wprowadził swój lud do Kanaan - Ziemi Obiecanej...
                                    Jak?

                                    Suchą stopą przeszli przez... Jordan.
                                    Zatem historia lubi się powtarzać?
                                    Sceptyk obejrzawszy film z YouTube w poprzednim poście powie pewnie: też mi sztuka! Rzeka nie dość, że płytka, to miejscami przybiera charakter wykrotu - widać koryto, lecz wyschnięte, nie może być więc mowy o "cudzie suchej stopy"... A nawet jeśli Jordan toczył wodę, to fale co najwyżej omywały kostki, a stąd już tylko krok do "eskalacji" legendy.
                                    Tak czy inaczej nie poginęli.
                                    A od przeprawy równie suchą stopą przez Morze Czerwone, wydarzenie różniło się jedynie brakiem pościgu i śmierci Egipcjan. I oczywiście Jozue nie walił laską w fale Jordanu...

                                    Jozue był zaiste kimś ważnym, skoro sam Józef Flawiusz wspomina go w wymienionej już przeze mnie Historii.
                                    Miał powód.
                                    Bo to nie kto inny, jak Jozue z pomocą 50.000 zbrojnych zdobywa... Jerycho (przybliżymy w naszej opowieści dzisiejszy wygląd "miasta"). Budują obóz 4 km. od murów. Odprawiają Paschę. Na zbudowanym w tym celu ołtarzu składają ofiary Bogu. Przez dni siedem kapłani obchodzą miasto dźwigając Arkę Przymierza, a wojsko dmie w rogi (Flawiusz pisał o nich a nie o trąbach) sobie dla dodaniu animuszu, wrogom ku trwodze. Siódmego dnia mury miasta runęły, nie naruszone bodaj jednym pociskiem.
                                    Jozue - pogromca Nabatejczyków.
                                    Jozue - pogromca Gibeonitów.
                                    Jozue - pogromca Adonisedeka - króla Jebuzytów, władców Jerozolimy i jego czterech sojuszników. Nie było lekko w tym ostatnim przypadku. Szala zwycięstwa chyliła się to na jedną, to na drugą stronę.
                                    Bóg przyszedł z kolejną odsieczą.
                                    Zachód Słońca przesunął na tyle, że wrogich królów zdołano pojmać a wojska ich rozbić.
                                    Nie dały mu też rady połączone siły Libanu, Filistynów i Kananejczyków. Zdobyte miasta równał z ziemią, mieszkańców mordował. Spełniał tym wolę Mojżesza, który nakazał doszczętne unicestwienie kultury kananejskiej, by już nigdy nie zagroziła trwałości Izraela.
                                    Nie był jednak wyzbytym rozsądku barbarzyńcą. Miasta i twierdze zdolne do stawienia skutecznego oporu - omijał.
                                    Trzeba uczciwie przyznać, iż nie żyłował przy podziale łupów. Zdobyte tereny kazał pomierzyć i podzielić między poszczególne plemiona.
                                    Tak, czy inaczej był bożym wybrańcem.
                                    Pozostanę przy swoim przekonaniu: przejście suchą nogą przez "święty Jordan" przydało mu nimbu wielkości.

                                    Myślicie, że to jedyny dowód świętości rzeki?
                                    Przekonajcie się o tym w kolejnym poście!
                                    • wscieklyuklad Re: Jordanie mój Jordanie, zaiste 18.05.18, 23:18
                                      Armagedon...
                                      Mamy nocne fotografie miejsca, gdzie świat ulegnie apokaliptycznej zagładzie.
                                      Ponure wzgórza wyzbyte roślin...
                                      To tu Henoch i Eliasz stoczą ostateczny bój z Antychrystem.
                                      Zginą, by... po trzech dniach zmartwychwstać i zadać ostateczny cios siłom Zła...

                                      Eliasz, który... wskrzeszał.
                                      U schyłku swego życia zmierza do Gilgal zamieszkałego przez uczniów proroków.
                                      Tam dzieli się wiedzą ze swym następcą - Elizeuszem. Elizeusz podąża za mistrzem do betel i Jerycho.
                                      Co było potem?

                                      Ciepło, ciepło, gorąco!
                                      Przechodzą między... rozstąpionymi uderzeniem płaszcza Eliasza wodami Jordanu, gdy nagle "wóz ognisty i konie ogniste rozłączyły obu i przez wicher ów wstąpił Eliasz do nieba".
                                      Elizeusz na ten widok ponownie płaszczem swym w wody Jordanu uderza, a rzeka rozstępuje się posłusznie dno suche ukazawszy. I przeszedł Elizeusz nogą suchą na brzeg drugi...
                                      Pięćdziesięciu proroków na widok ów rzekło: „Spoczął duch Eliaszów na Elizeuszu".

                                      Fakt?
                                      Legenda?
                                      Mrzonka?
                                      Historycy w tej opowieści widzą coś jeszcze...
                                      Oto przypowiastka, która jakże celnie oddaje pojęcie... schedy.

                                      Tradycja.
                                      Oglądając ponownie "Skrzypka na dachu" wspomnijcie Eliasza i Elizeusza fale Jordanu płaszczami muskające.
                                      Zachowawszy tradycję suchą nogą pokonasz wszelkie przeciwieństwa.

                                      Czy zatem przygasł w tym miejscu nimb świętości Jordanu?

                                      "Ale przecież z drugiej strony" jakby powiedział Tewje Mleczarz pełen wątpliwości i wahań...

                                      Zatem szukajmy dalej!
                                      • wscieklyuklad Re: Jordanie mój Jordanie, zaiste 18.05.18, 23:43
                                        Oto Naaman - wódz wojsk aramejskich w służbie króla Aramu.

                                        Tknięty trądem dowiaduje się od pewnej Izraelitki pełniącej służbę u jego żony, iż w Samarii żyje prorok o zdolnościach uzdrowicielskich. Król wręcza dowódcy list z prośbą, by prorok uleczył chorobę poddanego. Na dworze izraelskim przyjmują ów list jako prowokację, jednak prorok... Elizeusz (tak, tak, tenże sam od Eliasza i płaszcza!) poleca choremu udanie się nad Jordan i poddanie się siedmiokrotnej kąpieli w rzece. Naaman uznał to za szyderstwo, jednak namówiony przez służbę wypełnia polecenie. Po siódmej kąpieli po trądzie pozostało wspomnienie.
                                        Uzdrowiony Aramejczyk uznaje wiarę w Boga za swoją. Unosi z Izraela ziemię, by w swej ojczyźnie wznieść ołtarz ku czci Boga.
                                        Przed odejściem udaje się do Elizeusza z darami dziękczynnymi. Prorok nie przyjmuje podarunków.
                                        W drodze powrotnej dogania go Gechazi - sługa Elizeusza twierdząc, iż prorok zmienił zdanie i - za pośrednictwem posłańca przyjmie jednak dary.
                                        Z dzisiejszego punktu widzenia wyłudzenie to moglibyśmy określić mianem "metoda na proroka".
                                        Elizeusz jednak szybko ustalił pochodzenie srebra i bogatych szat Gechaziego.
                                        Nie ma winy bez kary.
                                        Teraz to Gechazi musiał zmagać się z trądem.

                                        Historia...

                                        Łatwo krzewić wiarę mając moc uzdrawiania.
                                        Może gdyby konkwistadorzy miast ospy i innych śmiertelnych chorób przywieźli mieszkańcom po drugiej stronie Oceanu leki czy inne dobra, hekatomba byłaby do uniknięcia?
                                        Zdegenerowana wiara daje zgniłe owoce.

                                        Jezus znał opisaną powyżej historię. W jednej z przypowieści przywołał Naamana jako przykład Bożej łaski udzielonej poganom.
                                        Znajdziemy ją w Ewangelii wg św. Łukasza (4,27).

                                        Biblia milczy, czy po wysłuchaniu przypowieści Jezusa, wody Jordanu zapełniły się ludem spragnionym zdrowia.

                                        Święte fale Jordanu najwidoczniej mają w sobie boskie moce.
                                        Pewnie i z tego względu są tak pieczołowicie chronione.
                                        I my zamoczyliśmy dłonie w "strumyku".
                                        Nie mieliśmy szansy dokonania przejścia przez Jordan suchą stopą.
                                        Z tej tylko przyczyny, że nikt z nas nie zabrał ze sobą... płaszcza.
                                          • 1agfa Re: Jordanie mój Jordanie, zaiste 19.05.18, 13:58
                                            Sorellino kwiat, WU, Czytam i oglądam z największym zajęciem Wasze fotografie z ziemi przesiąkłej krwią i historią, z ziemi rozdzieranej niepewnością i tragedią. Taki niewielki skrawek - a tak ważny po dzisiaj dla całego świata; miejsce skupienia i powstania wielu religii przeszłych i obecnych czasów. Kocioł w którym ustawicznie wrze, właśnie dlatego.
                                            Bo kiedy racje polityczne, racje państwowości mieszają się z religią, religiami, to zawsze przynosi opłakane skutki dla milionów istnień. Kiedy nareszcie Historia zostanie nauczycielką ludzkości?!
                                            Krótki pobyt kogoś kto mi opowiadał, pokazywał zdjęcia z wyprawy, wetknął karteczkę w Ścianę (robią to wszyscy), okazał się migawką wobec Waszej opowieści...Dziękuję, z apetytem na więcej, kochani : )
                                            (Uwaga: nie wstydzę się pochwał wobec talentów zasługujących na nie! To nie jest wazelina : ) Serdeczne podziękowanie).

                                            wscieklyuklad napisał:

                                            >
                                            >
                                            > Spójrzmy uważnie na drogę, którą kroczy Tewje przez Anatewkę w końcowym fragmen
                                            > cie sceny...
                                            > Czy jej kolor i szerokość coś Wam przypomina?
                                            >
                                            > Święta rzeka Jordan...
                                            > Tewje stąpa jej wysuszonym korytem nie w poprzek, lecz wzdłuż biegu niegdysiejs
                                            > zego
                                            > nurtu...
                                            > Niesiony nie przez wodę, ale przez tradycję...
                                            >
                                            > Zatem czas na kolejne opowieści!
                                              • wscieklyuklad Re: Jordanie mój Jordanie, zaiste 19.05.18, 15:42
                                                https://i65.tinypic.com/2460vw9.jpg

                                                Patrzyłem na nią przez 3 dni, o każdym wschodzie słońca, zbudzony nawoływaniem muezina do porannej modlitwy...
                                                Promienie ślizgały się po szczycie by - niczym narciarz - muskać kolejne drzewa sięgające podnóża.
                                                Żegnałem ją ostatnim spojrzeniem przed nocnym snem...
                                                Czego szukałem?
                                                W jakich się pogrążałem myślach?

                                                Jak każda inna góra - także i ta (wedle powszechnie przyjętej tradycji historycznej) musi przecież kryć w sobie jakieś źródło siły.
                                                Każdy z kolejnych 588 metrów zakodował w sobie tajemnicę. Każdy z wykutych w skale 4340 stopni jest niczym hologram.
                                                Tysiące stóp pielgrzymów...
                                                Tysiące modlitw...
                                                Tysiące próśb i nadziei na zrozumienie...
                                                Tysiące pewności, że oto po chwili wspinaczki staniesz tam, gdzie tysiące lat wstecz obłok skrył jedną z największych tajemnic chrześcijaństwa...

                                                Gdzieś z hotelowego ogródka dobiega śpiew uczestniczek rumuńskiej pielgrzymki.
                                                Żydowskie turystki przemierzające Ziemię Świętą...
                                                Prawosławne pieśni niosą się "wśród nocnej ciszy". Po każdej burza oklasków - nigdy wcześniej nie słyszałem nic równie wspaniałego...
                                                Przymknąwszy oczy zdać by się mogło, iż gdzieś na wyciągnięcie ręki stoi Jezus pogrążony w rozmowie z Mojżeszem i Eliaszem. Chmura skrywa ich na moment, a po chwili Piotr, Jakub i brat jego Jan - trzej Apostołowie, których nauczyciel wybrał na świadków wydarzenia - padają na kolana z postanowieniem wzniesienia trzech namiotów - po jednym dla każdego z Wielkich...

                                                "Hic est filius meus, ipsum audite" - - po raz drugi głos Boga oznajmia kto z trzech rozmówców jest najważniejszy. Zrównuje tym samym wydarzenie znad rzeki Jordan z tym na Taborze. Uświęca górę po wieki wieków. Twarz Chrystusa jaśnieje. Szaty przybierają nieziemski blask.
                                                Przemiana, która dała początek nazwie góry.
                                                Apostołowie nie postawili namiotów. Ale budowniczowie bazyliki wzniesionej na szczycie Góry Tabor nie zapomnieli ani o Eliaszu, ani o Mojżeszu - każdy z nich ma swoją kaplicę.

                                                Przeplatanie się kultur... Bazylikę wzniesiono wzorując się na tej, wzniesionej w... Aleppo - dziś już mieście - widmie.

                                                Chrystus zakazał wspomnienia o tym co się wydarzyło - do chwili gdy zmartwychwstanie.
                                                Tabor stało się tym samym klamrą pomiędzy chrztem w Jordanie (symbol odrodzenia/życia) a przyszłą męką (oznajmioną przez Jezusa tej trójce)

                                                Wszystko co wydarzyło się pomiędzy było konsekwencją tej właśnie przemiany...

                                                Góra gór/święta góra - zwana tak tez i przez muzułmanów.
                                                Obok Horebu na Synaju i Góry Garizzim w Samarii jedna ze świętych gór także i Starego Testamentu...

                                                To tu - w czasach przedchrystusowych - wzniesiono pierwsze umocnienia. To tu wojska faraona stawiły odpór syryjskiemu władcy Antiochowi III.
                                                To tu (uwaga Dunajcu!) powstańcy żydowscy walczyli z armią rzymską pod dowództwem Placyda (66-67 r. n.e.)

                                                Po śmierci Jezusa apostołowie opowiedzieli o wydarzeniu - ustne przekazy skutkują podjęciem pielgrzymek już w IV wieku. W kolejnych dwóch wzniesiono trzy kościoły (sponsorem była Helena - matka cesarza Konstantyna). To tu znajdowała się siedziba biskupstwa (ustanowiona na soborze w Konstantynopolu w 533 r.) Między VIII a XI wiekiem władzę nad Tabor przejmują Arabowie.
                                                Odbita przez krzyżowców w 1099r zostaje włączona w skład Królestwa Jerozolimy - w rok później pobudowano (w stylu obronnym) klasztor zamieszkały przez księcia Tankreda i Benedyktynów. Ci wznoszą tu nie tylko budynki kościelne, ale i hospicjum dla pielgrzymów.
                                                W 1113r klasztor najeżdżają bandy saraceńskie Malduka. Budowle zrównano z ziemią, 72 zakonników zamordowano.
                                                W dwa lata potem Benedyktyni powracają, by pobudować umocnienia na tyle potężne, iż połąmał sobie na nich zęby sam Saladyn. Po klęsce pod Hittin (1187 r) klasztor ponownie najeżdża Saladyn.
                                                W uznaniu odwagi zakonników w poprzedniej przeciw niemu batalii, pozwala ujść im cało. Burzy jednak wszystko, co może służyć celom obronnym (przezorny zawsze ubezpieczony!) Góra pustoszeje na trzy dekady, aby potem dostać się pod zwierzchnictwo sułtana Al-Adila.
                                                Ten, doceniwszy nie tylko religijną ale i strategiczną z punktu widzenia biegnących tędy dróg handlowych rolę góry, stawia 1750 metrowy mur z dziesięcioma basztami. Twierdza skutecznie broni się przed uczestnikami V krucjaty, jednak w obliczu odbicia jej przez Templariuszy, sułtan niszczy fortyfikację i opuszcza ją.
                                                Klasztor zostaje przyznany Joannitom. Decyzja papieska nie jest bezprzyczynowa.
                                                Ten właśnie zakon specjalizował się we wznoszeniu fortyfikacji w trudno dostępnych miejscach.
                                                Tym razem zakonnicy zawiedli...

                                                Na kilka wieków górą władali muzułmanie.
                                                Jak ją odzyskano?
                                                W roku 1631 konsul Toskanii Franciszek z Verrano prosi o zwrot góry emira Fakhr El-Dina.
                                                Ten ulega sugestiom.
                                                Ma powód.
                                                Franciszek udzielił mu kiedyś schronienia ratując życie.
                                                Karma powraca...

                                                Emir jednak w czwartym roku prac budowlanych na Górze Tabor zostaje jednak dopadnięty przez zamachowców.
                                                Prace budowlane zamierają na kolejne 250 lat...
                                                Dzisiejsze świątynie wzniesiono niespełna przed wiekiem...

                                                W pierwszych promieniach wschodzącego słońca niósł się szczęk oręża zmieszany z modłami muezina.
                                                W resztkach promieni zachodzącego słońca niosły się modły pielgrzymów zmieszane z cerkiewnym chórem...
                                                Patrzyłem na obłok spowijający wierzchołek Taboru...
                                                Ukryty w "namiocie" hotelu uśmiechałem się do własnych myśli...
                                                Do kamiennej tablicy Mojżesza.
                                                Do zwojów Pisma Eliasza.

                                                Hic est filius meus...
                                                Gdzieś w dali migały światła autobusu.
                                                Piął się pięciokilometrową serpentyną szosy na szczyt Taboru.
                                                W nocy ponoć widać najlepiej.
                                                Wtedy trzeba patrzyć oczami duszy...
                                              • 1agfa Re: Jordanie mój Jordanie, zaiste 19.05.18, 17:46
                                                Dunajcu pilnuj (dla mnie) ; ) wątku, aby nie umknął. O to również proszę - i przede wszystkim - Autorów. Będę mieć mniejsze możliwości zaglądania przez jakiś czas.

                                                dunajec1 napisał:

                                                > Otoz to agfo, i ja czekam na wiecej.
                                                  • wscieklyuklad Jak to z przykazaniami było... 19.05.18, 19:44
                                                    Z Przykazaniami Dunajcu podobno wcale nie było tak, jak podaje Biblia.
                                                    Bóg nie podyktował ich treści Mojżeszowi na Górze Horeb (Synaj).
                                                    A ten nie zszedł z kamiennymi tablicami w dolinę, by łajać swój lud i przetapiać złotego cielca na Arkę.
                                                    A jak było naprawdę?

                                                    Bóg zwrócił się do Rzymian z propozycją:
                                                    - Mam dla was prawo i chcę, żebyście żyli w zgodzie z nim.
                                                    - A jakie to prawo? - zapytali Rzymianie
                                                    - Ano na przykład prawo Nie cudzołóż! - odpowiedział Bóg.
                                                    - Nie, nie, nie! Za nic! - zaczęli krzyczeć Rzymianie.

                                                    Bóg wielce się zafrasował.
                                                    Udał się tedy do Persów i w te słowa się do nich zwraca:
                                                    - Mam dla was prawo i chcę, żebyście żyli w zgodzie z nim.
                                                    - A jakież to prawo? - zaciekawili się Persowie.
                                                    - Ano na przykład prawo Nie zabijaj! - odpowiedział Bóg.
                                                    - Za nic! Idź precz ze swoimi prawami - odrzekli Persowie.

                                                    Podrapał się Bóg w białą brodę.
                                                    Postanowił udać się z prawem do Żydów.
                                                    - Mam dla was prawo i chcę, abyście żyli w zgodzie z nim - powiedział.
                                                    - A ile to będzie kosztowało? - zapytali Żydzi.
                                                    - Za darmo! - odrzekł Bóg
                                                    - To dawaj od razu dziesięć! - odkrzyknęli.

                                                    To Dunajcu oczywiście dowcip opowiedziany nam przez jednego z Izraelczyków (jak widać potrafią śmiać się także i z własnych słabości).

                                                    "Nie zabijaj"...piszesz.
                                                    A przecież jest ich dziesięć.
                                                    A przecież wśród nich nie ma żadnego, które ograniczałoby osobistą wolność uczciwego człowieka.

                                                    Od wczoraj Ameryka żyje kolejnym dramatem.
                                                    Kolejny młodociany świr wtargnął na teren szkoły i zamordował rówieśników - zapewne żaden z nich nie wyrządził mu krzywdy. Wedle przekazu naszych mediów to już czwartyy taki "szkolny" akt przemocy w ostatnim miesiącu...
                                                    Wczoraj na Ukrainie zamordowano w wyniku wojny kilkunastoletniego chłopca - liczba ofiar tamtejszej wojny sięga 10-ciu tysięcy...
                                                    W naszych wątkach wielokrotnie opisywaliśmy tereny wojennych działań.
                                                    Przywołane nawet i dziś a będące dla starożytnych wzorcem choćby architektonicznym syryjskie Aleppo (jak i wiele innych miast tego kraju) jest teraz cmentarzyskiem.
                                                    Świat jakby przymyka oko na te akty ludobójstwa.
                                                    Dziś dowiadujemy się, iż W.Putin ma otrzymać... wysokie odznaczenie papieskie za... umacnianie światowego pokoju.
                                                    A przecież te 10 tys. Ukraińców to nie efekt nienawiści wewnątrzpaństwowej, lecz wynik rosyjskiej inwazji.
                                                    Facebook obiegają fotografie z pisonich miesięcznic. Kilka dni temu w wyniku wyjątkowo brutalnych działań wolskiego ZOMO złamano rękę w łokciu jednej z manifestantek.
                                                    Czy bandzior, który tego dokonał złamał zasady Dekalogu? Nie okradł jej (wyłączywszy zdrowie) z niczego, nie zgwałcił (pożądał jedynie gdy chodzi o zadanie bólu i upokorzenie),
                                                    nie zabił...

                                                    A może cały problem w ocenie Izraelczyków polega na tym, iż to właśnie od Żydów oczekujemy "nienaganności zachowań" a każde - nawet najdrobniejsze odstępstwo od reguł uznajemy za NIEDOPUSZCZALNĄ słabość i przejaw grzechu?

                                                    Nocny spacer po Jerozolimie.
                                                    NA schodach wiodących ku jerozolimskiej Starówce swoje "stoiska" rozkładają co kilkanaście metrów swoiści sprzedawcy.
                                                    Handlują... nadzieją.
                                                    W pudełkach wystawiają splecione rzemyki z nici.
                                                    Możesz wziąć jedną z nich ofiarując jakiś datek. Cel? Jest wypisany na stojącej obok stoiska tabliczce. Ma mieć charytatywny charakter. Nitkę możesz traktować na równi z karteczką wtykana w szparę Ściany Płaczu. ofiarujesz datek, pomyślisz o spełnieniu życzenia - będzie tak, jak marzysz.
                                                    Sceptycy spytali oprowadzającego nas Izraelczyka: a co, jeśli te pieniądze nie trafią na cel charytatywny, tylko do kiesy sprzedawcy-cwaniaczka i naciągacza?
                                                    - To jego zmartwienie - odpowiedział zapytany. - Ty ofiarując pieniądze spełniłeś dobry uczynek. Tamten będzie musiał żyć ze świadomością popełnionego grzechu.

                                                    Nasza grupka kupiła połowę pudła...
                                                  • wscieklyuklad Re: Jak to z przykazaniami było... 19.05.18, 19:53
                                                    Żeby była jasność - nie popieram, ani nie usprawiedliwiam ŻADNEGO aktu barbarzyństwa. Nie uznaję za dopuszczalne zabijania w reakcji na obrzucanie kogoś przez linię graniczną kamieniami ciskanymi z procy/ koktajlami Mołotowa. Na Wzgórzach Golan nie czułem się komfortowo w obliczu nieuchronnej (w wyniku decyzji debila rządzącego Twoim krajem) - wojny.
                                                    Nie czułem się dobrze widząc na ulicach wzmożone patrole wojskowe - młodych chłopców i dziewczęta uzbrojonych w przestarzałą broń długą o plastikowych (sic!) kolbach .
                                                    Ale kiedy widzę, gdy satyryka w moim kraju aresztuje się za to, iż nazwał ojczyznę "krajem kołtunów", gdy widzę bitych (acz jeszcze nie mordowanych) antyfaszystów blokujących marsze popieranych przez paranoików identycznych jak oni świrów, to jest mi wcale nie lepiej, niż wtedy, gdy wizytując izraelskie karetki pogotowia wyobrażałem sobie potencjalne ofiary wojny/dowolnej przemocy.

                                                    Izrael wcale nie musi świecić moralnym przykładem.
                                                    Albo inaczej.
                                                    Izrael nie jest jedynym miejscem gdzie łamie się prawo.
                                                    Żydzi nie są jedynymi sprawcami mordów.
                                                    Żydzi nie są wyłącznym narodem grzeszników.
                                                  • dunajec1 Re: Jak to z przykazaniami było... 19.05.18, 22:22
                                                    Co do zartu,mialem kiedys znajomego, dobry czlowiek byl, ale jak cos sie chcialo z nim zrobic, albo co innego to jego pytanie bylo, "..a co ja z tego bede mial..?" ha.
                                                    A wracajac do pisania, mozna przywolac slowa Jezusa, "...kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem..."
                                                    Samo zycie.
                                                    Ale jak cos masz jeszcze , jakies zdjecia czy przemyslenia, chetnie poczytam czy ogladne, dzieki.
                                                  • wscieklyuklad Re: Jak to z przykazaniami było... 20.05.18, 10:22
                                                    Zatem idźmy dalej Dunajcu.

                                                    Sorell w poście wstępnym wkleiła fotografię kościoła na Górze Kazania.
                                                    Wielu neguje historyczny charakter tego miejsca - jedynym argumentem za tym wydarzeniem są słowa Ewangelii wg. św. Mateusza.
                                                    Innym mają być odkryte na Górze szczątki kaplicy z czasów bizantyjskich z piękną mozaiką - datuje się je na IV-V wiek n.e. zatem musi upamiętniać jakieś istotne dla chrześcijaństwa wydarzenie..

                                                    Historycy Kościoła koncentrują komentarz wokół tłumów, które zaległy zbocze Góry Kazania.
                                                    Spekulują nad liczbą zgromadzonych, analizują "akustyczne" walory terenu - nie było przecież stosownego nagłośnienia.
                                                    "Heureka" - wznoszą okrzyk doliczywszy się 100.000 wiernych na zboczach Góry, gdy nawiedził to miejsce Jan Paweł II.
                                                    "Heureka" - wtórują specjaliści od nagłośnienia - zbocze ma dość ostre nachylenie, zatem głos stojącego powyżej niósł się całkiem doniośle ku słuchaczom - każdy zatem mógł wyłowić sens przekazu.
                                                    Nie spotkałem się z próbą forsowania teorii cudu - jakże prostsze byłoby stwierdzenie, iż głos Jezusa był doniosły za przyczyną "nadludzkiej" zdolności. Skoro za prawdziwe przyjęto już tak wiele dowodów cudu, ten byłby jedynie kolejnym - i bez wątpienia wiarygodnym - wyjaśnieniem.

                                                    Odbiorca "Kazania" pamięta jednak dwa punkty:

                                                    1. Jezus przemawiał do tłumów.
                                                    2. Jezus wyjawił tłumowi osiem błogosławieństw.

                                                    A jak podobno było? (jeśli oczywiście zgodzimy się z koncepcją o autentyczności zdarzenia)

                                                    Góra Kazania leży opodal Kafarnaum (będzie i o nim opowieść).
                                                    Wedle niektórych przekazów Jezus miał już dość wiecznego towarzystwa złaknionych jego obecności słuchaczy.
                                                    Na Górę Kazania miał... uciec przed tłumem tymże!
                                                    Tam w jednej z grot chciał poświęcić się samotnej modlitwie.
                                                    Podążyli za nim Apostołowie.
                                                    A za uczniami podążyły tłumy...

                                                    Co było potem - wiemy!
                                                    W kolejnym poście nieco fotografii i przemyśleń.

                                                    cdn.
                                                  • wscieklyuklad Re: Jak to z przykazaniami było... 20.05.18, 11:00
                                                    http://i68.tinypic.com/2iszdar.jpg

                                                    Powyższy napis - misterny efekt pracy miejscowych ogrodników, wita i żegna pielgrzymujących na Górę Kazania.

                                                    Tablice nie są już tak zadbane:

                                                    http://i64.tinypic.com/xbmno9.jpg

                                                    Za to - jak w większości miejsc ważnych dla katolików - jest tu i akcent polski (przypominam, bo już był wcześniej).

                                                    http://i66.tinypic.com/2gspc9j.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Jak to z przykazaniami było... 20.05.18, 11:18
                                                    Pora powrócić do istoty problemu.
                                                    Pora przypomnieć w tym miejscu dyskusję z Dunajcem...

                                                    Dekalog. Nie zabijaj. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu. Itd. itd.

                                                    Kazania na górze musiały zdołować słuchaczy jeszcze bardziej.
                                                    Błogosławieństwa wymienione przez Jezusa zostały przezeń omówione ściślej.
                                                    I stanowiąc uzupełnienie (rozwinięcie) praw ustalonych przez Dekalog, uczyniło żywot zgromadzonych... dramatem.
                                                    Bo przecież nie tylko zabójstwo, ale każda myśl gniewna skierowana przeciw bliźniemu jest grzechem. Bo przecież nie tylko cudzołóstwo w sensie dosłownym, ale już samo pożądliwe spojrzenie na kobietę inną, niż żona jest grzechem. Itd. itd. itd.
                                                    Nadstaw drugi policzek na razy ze strony wroga - to pamiętamy aż nadto.
                                                    Zatem natura ludzka - zbliżona przecież swym podobieństwem do natury boskiej - praktycznie z góry była skazana na grzeszny żywot.
                                                    Nakreślona na Górze Kazania wizja "chrześcijanina doskonałego" była mrzonką.
                                                    Bóg obdarzył cię wolną wolą, ale i słabościami.
                                                    Twoja codzienność ma być nie radością doznawania i przeżywania, ale bólem wiecznej rezygnacji i nieustannym lękiem przed zbłądzeniem?
                                                    Ma być ciągłą analizą dokonań i wiecznym poczuciem winy?

                                                    Kto - poza Bogiem, Jezusem - był w stanie żyć w zgodzie z tak ortodoksyjnym wzorcem prawości?

                                                    Czy słuchacze rozeszli się do domów z uczuciem ulgi?
                                                    Czy odeszli rozczarowani surowością przekazu?
                                                    Czy odechciało im się nachodzić nauczyciela w Kafarnaum, by uniknąć kolejnych "lekcji"?

                                                    Załóżmy, że tam wcale nie było tłumów.
                                                    Załóżmy, iż Jezus dał ów przekaz wyłącznie garstce Apostołów - jego następców na Ziemi i przyszłych krzewicieli wiary...

                                                    Uff...
                                                    Odetchnęliśmy z ulgą.

                                                    Niedługo będziemy spacerować po Ogrodzie Oliwnym.
                                                    Tam, gdzie strach przed męka wyciskał z Jezusa krwawy pot.
                                                    Tam, gdzie pocałunkiem W NADSTAWIONY POLICZEK zdradził go Judasz.
                                                    Nie potępił ani jego, ani swych oprawców.
                                                    Czy tylko dlatego, by wypełniły się słowa Pisma?

                                                    Zaiste - tylko Chrystus mógł dochować wierności treściom wyciętym nożem ogrodnika.

                                                    Pokój i dobro...
                                                  • wscieklyuklad Kafarnaum czyli, punkt widzenia zależy... 22.05.18, 17:38
                                                    Pamiętacie opowieść o Górze Błogosławieństw? O tym, jak Jezus chcąc pobyć w samotności oddalił się od Kafarnaum - wedle niektórych przekazów w toczeniu jedynie Apostołów, wedle innych (za chwilę spekulacje na ten temat) - "prześladowany" przez mieszkańców pragnących boskiej nauki.

                                                    Spekulacja: wspominałem już, iż rozmiar stoku Góry Błogosławieństw, gdzie homilii Jana Pawła II wysłuchało blisko 100 tys. wiernych, upoważnił historyków do uznania prawdziwości wydarzenia opisanego przez Biblię.
                                                    Prawda jest następująca: w czasach Jezusa Kafarnaum leżąca wprawdzie na ważnym szlaku Via Maris wiodącym z Damaszku przez Izrael nie było metropolią (o archeologicznych ustaleniach jeszcze będzie). Ocenia się, iż miasteczko zajmowało ledwie 500 metrów wzdłuż jeziora Genezaret ( mniej więcej 5 km. na północ od Kafarnaum Jordan wpada do jeziora) i było zamieszkiwane przez nie więcej, niż... 500 OSÓB!
                                                    Znaczy to, iż "rzesza" ludzi podążających za "nauczycielem" była dość skromniutka zatem wysiłki historiografów usiłujących zmieścić tłumy na stoku są bezcelowe - w porywach mogło być tych osób kilkaset - taka grupka bez trudu byłaby w stanie usłyszeć każde z wygłaszanych przez Jezusa błogosławieństw.
                                                    Nie dość tego - są i tacy, którzy podkreślają, iż Jezus nie pałał nadmierną miłością do mieszkańców Kafarnaum - skrajni sceptycy twierdzą nawet, iż Jezus... przeklął społeczność, gdyż nie chciała za nic przestrzegać jego wskazówek!
                                                    Innymi słowy - ucieczka na Górę Błogosławieństw wcale ne musiała wynikać z chęci wytchnienia i odcięcia się od nagabywania ze strony entuzjastycznych wyznawców, lecz mogła być formą "kary" czy też próbą dojścia do siebie.
                                                    A jeśli tak - to idąc za tokiem domniemywań, można przypuścić, iż to jakaś grupka mieszkańców Kafarnaum udała się śladem mistrza - być może po to by go przebłagać i zachęcić do powrotu do miasta! Jeśli tak, to potencjalnych słuchaczy było na tyle mało, iż rola tak rozmiarów, jak i nachylenia stoku traci jakiekolwiek znaczenie!

                                                    cdn.
                                                  • wscieklyuklad Re: Kafarnaum czyli, punkt widzenia zależy... 22.05.18, 18:12
                                                    Stary Testament w ogóle nie wymienia Kafarnaum.
                                                    Biblia naturalnie tak.
                                                    To to Jezus chodził po powierzchni Jeziora Galilejskiego!
                                                    To tu odkryto rybacką przystań - rybołówstwo, obok rolnictwa (głównie uprawa oliwek), stanowiło podstawę utrzymania i wyżywienia miejscowych. Ta niewielka przystań przywołuje na myśl "rekrutację" części Apostołów.
                                                    To tu Jezus "zwerbował" kilku z nich - m.innymi Piotra (będzie jeszcze o nim przy okazji Kafarnaum!)
                                                    To tu zachęcił do porzucenia pracy... celnika! Szlak Via Maris wymagał bowiem regulacji opłat handlowych - Mateusz był jak wiemy jednym z nich - miał być mieszkańcem Kafarnaum!

                                                    Geneza Kafarnaum jest niejasna, jednak dziwić musi brak wzmianki o nim w Starym testamencie, gdyż archeolodzy odkryli tu resztki osady sprzed kilku tysięcy lat! Najwidoczniej dopiero czasy bliższe współczesności miały rozsławić miasteczko.
                                                    Opierając się na tłumaczeniu nazwy nadanej Kafarnaum przez Arabów pozwolę sobie na kolejną spekulację:
                                                    Góra... POCIESZYCIELA - tak należy tłumaczyć nazwę miasta.
                                                    Najczęściej historycy skłaniają się do tezy, iż Kafarnaum to Wzgórze Nahuma - jednego z 12 pomniejszych biblijnych proroków!
                                                    Ale czyż nie smakowiciej brzmi Góra Pocieszyciela (Nahum=pocieszyciel!)
                                                    jeśli przywołamy kazanie na górze z ustaleniem ośmiu błogosławieństw, jeśli zważymy na aureolę tego wydarzenia (przygnębienie mieszkańców- wyznawców Jezusa a jednocześnie społeczności przeklętego przez Chrystusa miasta, to Góra Pocieszyciela jest tłumaczeniem w dechę!

                                                    Ciekawostki związane z Kafarnaum:

                                                    1. To pierwsze z odwiedzanych przez nas miejsc położone w depresji (ok. 207 m. poniżej p.m)
                                                    2. Ślady osadnictwa sięgają trzeciego tysiąclecia p.n.e.
                                                    3. Już w XII wieku p.n.e. stawiano tu budowle z kamienia.
                                                    4. Kolejne wieki toną w mrokach niejasnej historii - coś wygnało mieszkańców na kilkaset lat
                                                    Dopiero w II wieku p.n.e pojawiają się wzmianki o istnieniu to (UWAGA DUNAJCU!) WIOSKI
                                                    ŻYDOWSKIEJ! Tereny podlegały Herodom (Wielkiemu i Antypasowi).
                                                    Dowody na żydowskie "korzenie" miasteczka w tym okresie? 200 metrów od północnych
                                                    obrzeży miasta odkryto cmentarz (tradycja żydowska nakazywała lokalizację cmentarza poza
                                                    murami miasta)
                                                    5. Odkopano ruiny koszar rzymskiego garnizonu. Za czasów rzymskich miasto powiększyło swój
                                                    obszar SZEŚCIOKROTNIE!
                                                    6. Było jednym z niewielu wtedy miasteczek, w którym można było... zasięgnąć porady
                                                    lekarskiej! To tu właśnie leczył ranę powstałą w wyniku upadku z konia sam Józef Flawiusz -
                                                    kilkukrotnie już wspominany w postach! Nic dziwnego - karawany zmierzające przez Galileę
                                                    szlakiem Via Maris aż do północnej Afryki zapewne niejednokrotnie wymagały fachowej
                                                    konsultacji medyka.

                                                    Do czego się dokopano?
                                                    Prace możliwe były dopiero od schyłku XIX wieku, gdy Franciszkanie wykupili teren Kafarnaum.
                                                    Znaleziono żarna do mielenia ziaren, przyrządy do tłoczenia oliwy i wyrobu WINA! (cierpliwości - do Kany też dotrzemy!) oraz kamienie szlifierskie!
                                                    Odkopano kamienie milowe potwierdzające bezpośrednio rolę miasteczka na szlaku handlowym oraz - pośrednio - zamieszkiwanie miejsca przez setnika - ten urząd wiązał się z pobieraniem ceł!
                                                    Przypuszcza się, iż Kafarnaum odcięło się od wojny żydowsko-rzymskiej w latach 66-73 r n.e. jak i powstania Bar-Kochby w latach 132-35 - dzięki temu nie tylko zostało oszczędzone przez legionistów, ale stało się (UWAGA DUNAJCU!) miejscem "imigracji" Żydów wypędzanych z Judei!

                                                    Dalszy rozwój miasta przypada już na czasy bizantyjskie - według zapisków liczba mieszkańców wciąż nie przekraczała ok. 1500 mimo sporej powierzchni zabudowań (ok. 12 ha).

                                                    cdn.


                                                  • wscieklyuklad Re: Kafarnaum czyli, punkt widzenia zależy... 22.05.18, 18:19
                                                    Nim powrócimy do czasów Jezusa i jego dokonań w tym mieście, słów kilka o życiu mieszkańców Kafarnaum w czasach późniejszych.

                                                    Tolerancja, ach ta tolerancja.

                                                    W swej historii spisanej w roku 374 Epifaniusz z Salaminy opisuje Kafarnaum jako jedno z miast, w którym Żydzi... ZABRONILI MIESZKAĆ POGANOM, za których uznawali chrześcijan i Samarytan.
                                                    Wniosek ów był błędny - autor nie znał genezy zakazu - pochodził on z czasów poprzedzających i nie wiadomo, kto był jego autorem. Źródła potwierdzają, iż tak naprawdę Kafarnaum zamieszkiwali wtedy tak Żydzi, jak i chrześcijanie!

                                                    Pora na fotograficzną dokumentację.

                                                    cdn.
                                                  • wscieklyuklad Re: Kafarnaum czyli, punkt widzenia zależy... 22.05.18, 18:43
                                                    Wejście na teren ruin Kafarnaum odkrytych przypadkowo w 1838 r przez amerykańskiego podróżnika Edwarda Robinsona. Dopiero w 1866 r Anglik Wilson powiązał ten obszar z biblijnym Kafarnaum. Tereny te należały wtedy do... Beduinów, od których w 2/3 odkupił je Franciszkanin Giuseppe Baldi z Neapolu - reprezentant Kustodii Ziemi Świętej do której należą obecnie te ruiny.
                                                    Teren ogrodzono ratując przed ostateczną dewastacją.
                                                    Palmy i drzewa eukaliptusowe... nie pochodzą z tamtejszych terenów. Aby umilić miejsce zwiedzania (żar nie do opisania!) sprowadzono je tu z... Australii (to nie jedyne przesadzanie drzew na obszarze Ziemi Świętej - ale o tym potem).
                                                    Zapewne zauważyliście, że jedynie 2/3 terenu odkupili Franciszkanie.
                                                    Pozostałą 1/3 wyrwał dla siebie Prawosławny Patriarchat Jezrozolimy. Część terenu odstąpiono greckiemu prawosławiu.
                                                    Taka mieszanka właścicielska nie wpływa negatywnie na swobodę zwiedzania.
                                                    Grecy wyszli na tym w miarę nieźle, gdyż to w ich władaniu znajduje się "molo" wchodzące 25 metrów do Jeziora Genezaret i otaczające placyk - prawdopodobnie niegdysiejszy targ rybny, a także jedyne tynkowane budynki Kafarnaum!

                                                    http://i68.tinypic.com/n48qh3.jpg

                                                    Zbliżenie herbu Kafarnaum - ze względu na "religijnych" gospodarzy terenu - ma tez "Krzyż Jerozolimski" - o nim opowie potem Sorell.

                                                    http://i64.tinypic.com/34sjoy1.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Kafarnaum czyli, punkt widzenia zależy... 22.05.18, 18:53
                                                    Rdzennie... australijska przyroda!

                                                    http://i68.tinypic.com/wsahvn.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/oum535.jpg

                                                    Zwróćcie uwagę na mury po prawej. Dolna warstwa bazaltowa - zbudowana na strukturach wulkanicznych - biały kamień pochodzi z czasów późniejszych. Kolejne pokolenia (i kolejne społeczności - często odmienne religijnie) - wykorzystywały dokonania poprzedników wznosząc kolejne budynki. Były to budynki wielorodzinne. Centrum zajmowały dziedzińce brukowane bazaltem. Brak zgody co do liczby wejść na ów dziedziniec - jedni archeologowie stawiają na jedno, inni upierają się, przy... pięciu! (gdzie archeologów sześć tam różna liczba wejść - można sparafrazować popularne powiedzonko). Budynki miały charakter nie tyko mieszkalny - to właśnie na dziedzińcach odkryto resztki pieców oraz młyńskie kamienie z bazaltu. Niektóre z budynków miały dwa piętra. Odrębne schody wiodły na dach (ale część budynków dachu nie miała - w tym klimacie był zbędny.
                                                    Niektórzy badacze analizując układ budynków wysunęli tezę, iż miejsce to zamieszkiwały... rodzinne klany izolujące się od sąsiadów!

                                                    http://i67.tinypic.com/2dhwx6u.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/nfqqs9.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/2h2qu6u.jpg
                                                  • wscieklyuklad Kafarnaum - Miasto Jezusa 22.05.18, 19:26
                                                    http://i66.tinypic.com/rvlgtw.jpg

                                                    To tablica u wejścia.
                                                    Pora zatem powrócić do czasów Jezusa.
                                                    Co z nim archeologicznie związane?

                                                    http://i67.tinypic.com/einy1s.jpg

                                                    To wnętrze budowli niezwykle ważnej.

                                                    http://i66.tinypic.com/16k28t1.jpg

                                                    Jedna z trzech najstarszych synagog na świecie, zwana "białą"
                                                    Jej mury widzieliśmy już w poprzednim poście - dwie warstwy bazaltowa i biała - to mur zewnętrzny tejże budowli.

                                                    http://i66.tinypic.com/11kxogg.jpg

                                                    Jej bazaltowa poprzedniczka była dwukrotnie większa. Była położona jeszcze niżej. Białą Synagogę wspomina w swych dziennikach podróżnych pątniczka Egeria. W swych wspomnieniach z lat 381-4, pisze: "Dom księcia apostołów w Kafarnaum(będzie o tym za chwilę) przekształcono w kościół (sic!), którego oryginalne mury wciąż stoją.
                                                    JEST TU TAKŻE SYNAGOGA, W KTÓREJ PAN UZDROWIŁ MĘŻCZYZNĘ OPĘTANEGO PRZEZ SZATANA".
                                                    Część archeologów uznaje, iż "biała" jest czwartą z kolei synagogą w tym miejscu.

                                                    Zatem "Biała" Synagoga jest budowlą jak najbardziej historycznie związaną z Jezusem...

                                                    Ale to nie jedyne dokonania Jezusa w Kafarnaum.
                                                    Nie zajmował się tu tylko nauczaniem (w synagodze białej!).
                                                    Nie tylko wypędzał w niej Szatana.
                                                    To tu - przeniósłszy się z Nazaretu - dokonał "naboru" Apostołów Mateusza (celnik) , Szymona, Andrzeja, Jakuba i jego brata Jana (rybacy).

                                                    To tu uleczył teściową Szymona.
                                                    To tu uleczył trędowatego.
                                                    To tu uleczył sługę setnika.
                                                    To tu przywrócił władzę w członkach paralityka.
                                                    To tu wskrzesił córkę Jaira!

                                                    nad tym ostatnim faktem musimy się nieco zatrzymać, by powrócić do tytułu wyjściowego wątku poświęconego Kafarnaum.
                                                    Wiemy z Biblii, iż celnicy nie cieszyli się zbytnią miłością podatników. Włączenie Mateusza do grona Apostołów nie spotkało się zatem z aplauzem miejscowych faryzeuszy.
                                                    Jezus stał się rodzajem "persona non grata", gdyż nie tylko nie odciął się od "prześladowcy" ale go nobilitował - kto wie, być może to spowodowało niechęć do stosowania się do jezusowych nauk.
                                                    Jair był przełożonym jednej z lokalnych synagog - potępiał Jezusa za "bratanie się" z Mateuszem. Po śmierci córki posyła po Jezusa w nadziei cudu. Chrystus zwraca się do zmarłej w języku aramejskim. Dziecko wstaje z martwych...

                                                    Punkt widzenia...

                                                    cdn.
                                                  • wscieklyuklad Re: Kafarnaum - Miasto Jezusa 22.05.18, 19:34
                                                    Tutejszy kościół i synagoga zostały zniszczone w trakcie arabskich podbojów w VII wieku.
                                                    Przypuszcza się, że kościół - w odwecie za doznane krzywdy - zniszczyli właśnie Żydzi (rok 614r)
                                                    Z kolei chrześcijanie po odbiciu terenu przez cesarza Herakliusza w rewanżu zdewastowali synagogę...
                                                    Wiadomo także, iż trzęsienia ziemi (lata 746 i 794) ostatecznie zdewastowały miasto.
                                                    Chrześcijanie zwrócili na miasto uwagę w wieku XI - wyprawy krzyżowe dawały szansę przejęcia miasta. Lęk przed bezpośrednim sąsiedztwem z "muzułmańskimi poganami" ostudził nastroje. Dominikanin Burchard w swych pamiętnikach zw XIII wiek pisze, iż "słynne Kafarnaum jest obecnie całkowicie wzgardzone i liczy sobie ledwie siedem domów ubogich rybaków".

                                                    Jednak jest w Kafarnaum jeszcze jedna niezwykle istotna dla chrześcijan budowla.

                                                    cdn.
                                                  • wscieklyuklad Re: Kafarnaum - Miasto Jezusa 22.05.18, 20:20
                                                    Oczywiście pojawiają się głosy negujące, by była to siedziba Piotra/jego rodziny.
                                                    Jednak historycy podkreślają, iż miejsce to było otocznone wyjątkową czcią ze strony współczesnych Piotrowi, jak i przyszłych pokoleń (w tym licznych pielgrzymów do tego miejsca)
                                                    Dom to niewielki (8x8.35m). Sa t ślady paleniska. Są resztki schodów wiodących niegdyś na wyższą kondygnację.
                                                    A - i to najważniejsze - jest też posadzka UNIKALNA W SKALI MIASTA 9nigdzie podobnej nie znaleziono) Składa się ona z sześciu warstw białego tynku. Otynkowano też ściany.
                                                    Budowla musiała zatem zmienić swe przeznaczenie z mieszkalnego na inne.
                                                    Sceptycy spytają: a cóż to za dowód?

                                                    Na tynku odkryto setki.. graffiti! Odczytano następujące inskrypcje: "Panie Jezu Chryste pomóż słudze swemu", " Chryste, zmiłuj się" oraz kierowane do Piotra inwokacje. Są tu teksty greckie, syryjskie i hebrajskie. Ozdobione maleńkimi krzyżykami czy łodzią. Ściany miejscami są okopcone od oliwnych lampek. Nie znaleziono tu żadnych narzędzi ni naczyń.
                                                    Dziś to miejsce uznaje się za najstarszy kościół chrześcijański na terenie Palestyny!
                                                    Dom wielokrotnie przebudowywano. Jednym z głównych budowniczych był - upoważniony do działań przez samego cesarza Konstantyna - Józef z Tyberiady.
                                                    Pobudowaną w V wieku bazylikę zniszczyło trzęsienie ziemi.
                                                    Dziś nad domem Piotra wznosi się kościół pobudowany w XX wieku -ośmiokątny, rozpięty na betonowych palach kształtem swym przypomina łódź.

                                                    http://i65.tinypic.com/2ive4gp.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/91mn7q.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/6ydrhl.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/2gv3dpk.jpg

                                                    To widok domu Piotra z wnętrza Kościoła przez przeszkloną podłogę.

                                                    Historia...

                                                    W Kafarnaum obok lokalnej społeczności żydowskiej, zamieszkała jedna z pierwszych gmin judeochrześcijańskich. Dom Apostoła Piotra (teściowej!) był miejscem ich spotkań...

                                                    Nazwa dom św. Piotra jest... nazewniczym skrótem, który w jakiś sposób potwierdza, iż tak faktycznie był to dom jego teściowej.
                                                    Dowód?
                                                    Piotr miał przecież brata Andrzeja - też Apostoła!
                                                    Zatem ten ostatni musiał mieszkać w innym domu niż Piotr.
                                                    Czy Piotr mieszkać musiał w domu teściowej!

                                                    cdn.
                                                  • wscieklyuklad Re: Kafarnaum - Miasto Jezusa 22.05.18, 20:27
                                                    Pora żegnać Kafarnaum.
                                                    Jeszcze kilka rzutów oka na Jezioro Genezaret.
                                                    Może gdzieś tutaj łowili ryby Apostołowie?
                                                    Może gdzieś na horyzoncie Jezus stąpał po wzburzonych falach akwenu?

                                                    Czekała nas jeszcze jedna biblijna niespodzianka.
                                                    Liczę na opis Sorell.

                                                    http://i67.tinypic.com/w9d5qc.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/wa1q2h.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/34tdgcw.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/a0bers.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Kafarnaum - Miasto Jezusa 23.05.18, 20:55
                                                    W latach największej świetności Kafarnaum sięgało swymi granicami miejsca nie mniej ważnego dla chrześcijaństwa.
                                                    Zaledwie 3 km stąd znajduje się Tabga - istniała już w czasach, gdy Józef Flawiusz leczył rany w Kafarnaum - nie omieszkał wspomnieć o miasteczku w swym dziele.
                                                    To także kolejne miejsce pielgrzymki pątniczki Egerii.
                                                    Co ją skłoniło do odwiedzenia Tabgi?
                                                    To tu wedle przekazów doszło do rozmnożenia chleba i ryb!
                                                    To tu także przybywa Jezus po zmartwychwstaniu by na surowej skale przygotować i spożyć posiłek. Tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie stała się źródłem nazwy tej miejscowości - w średniowieczu okolicy tej nadano miano Tabula Domini czyli Stół Pański.

                                                    Archeolodzy odkopali tu ruiny trzech sanktuariów z czasów bizantyjskich - datuje się je na wiek IV a nazwano je bazylikami rozmnożenia chleba, prymatu oraz kaplica błogosławieństw (część historyków uznaje bowiem, iż to właśnie w tej kaplicy, a nie na Górze Błogosławieństw Jezus wygłosił słynne kazanie wymieniając kolejne z ośmiu (tym samym rozważenia z poprzednich postów odnośnie możliwości zgromadzenia tłumów na Górze Błogosławieństw straciłyby sens). Ciekawostką jest, iż o ile dwoma ostatnimi opiekują się obecnie Franciszkanie z Kustodii Ziemi Świętej, o tyle bazyliką rozmnożenia chleba zarządzają Benedyktyni... niemieccy!
                                                    W niej to znajdują się wspaniałe mozaiki podłogowe uwieczniające florę i faunę z okolic delty.... Nilu!
                                                    Cztery chleby i dwie ryby rozmnożone dla zgromadzonych tłumów. Przypomnę, iż Kafarnaum liczyło nie więcej niż tysiąc z ułamkiem mieszkańców -tak czy inaczej i tak nie najedliby się tym, co zabrano w drogę. Ten szczegół zmienia jednak nasz odbiór wydarzenia. Pierwszą refleksją jakiej doświadczamy słuchając słów Ewangelii jest zdziwienie, iż podążający za Jezusem nie zabrali ze sobą żywności! Jeśli uwzględnić niewielka odległość Kafarnaum od Tabgi (ok. 3km) to wówczas pojmujemy, iż nie był to wyraz lekkomyślności (wśród zgromadzonych były przecież i dzieci), lecz coś do przyjęcia.
                                                    Kto wie, może Jezus zatroszczył się o swych odbiorców? Może poprzez rozmnożenie chciał im wynagrodzić trudy przebywania w promieniach naprawdę palącego tu słońca?
                                                    Sceptycy powiedzą pewnie - tak Kafarnaum, jak i Tabga położone są poniżej poziomu morza.
                                                    Analizowano jakość promieniowania słonecznego na tak położonym obszarze - podobno te dwieście metrów stanowi doskonały filtr ochronny.
                                                    Potwierdzamy jednak, iż temperatura - mimo pory wieczornej była mordercza.
                                                    Jezus nie rozmnożył napojów. Najwidoczniej te akurat zabrano w drogę.

                                                    cdn

                                                  • wscieklyuklad Re: Kafarnaum - Miasto Jezusa 23.05.18, 21:05
                                                    W porze przeznaczonej na zwiedzanie Tabgi akurat musiałem wykazać się zawodową wiedzą (omdlenie "termiczne") stąd część fotografii z netu.


                                                    Kościół Prymatu
                                                    http://i65.tinypic.com/bhj5ok.jpg

                                                    I "Mensa Christi" - stół pańskiego posiłku.

                                                    http://i66.tinypic.com/8zhhmr.jpg

                                                    Mozaiki - chleby i ryby przed rozmnożeniem

                                                    http://i63.tinypic.com/2d94f80.jpg

                                                    Fauna znad Delty Nilu. Powodu takiego właśnie motywu nie ustalono.

                                                    http://i63.tinypic.com/s18ca0.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/2rzwj14.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Kafarnaum - Miasto Jezusa 23.05.18, 23:32
                                                    dunajec1 napisał:

                                                    > Napoje rozmnazal tam gdzie pili i spiewali, moze to na swoim weselu to robil?


                                                    A jakże, Dunajcu, rozmnażał napoje. I to te z procentami, bo jako Syn Człowieczy, nie tylko Boży, nie unikał ziemskich radości towarzyszących życiu Jego rodaków. smile

                                                    Pierwszy raz dokonał tego podczas wesela w Kanie Galilejskiej ( Kefar Kanna hebr. "Osada Trzciny"), małym miasteczku niedaleko Nazaretu, przy drodze do Tyberiady.

                                                    http://i64.tinypic.com/ndpzjr.jpg

                                                    Mówi się, że TEN ślub i TO wesele odbyły się w miejscowej synagodze.

                                                    http://i68.tinypic.com/ae15at.jpg

                                                    "Napełnijcie stągwie wodą...", powiedział

                                                    http://i66.tinypic.com/28jypw.jpg

                                                    Oto jedna z tych zachowanych do dziś, kamiennych stągwi.

                                                    http://i66.tinypic.com/29nj6n6.jpg

                                                    Nie mogłam się oprzeć pokusie, by zrobić sobie przy niej fotkę. smile

                                                    http://i67.tinypic.com/2hhn0x5.jpg

                                                    Trzeba wiedzieć, że synagogi (bejt kneset - po hebrajsku: dom zgromadzenia) nie były świątyniami, bo świątynia mogła być tylko jedna, ta w Jerozolimie. Synagogi były miejscami zebrań o różnym, nie tylko religijno-modlitewnym charakterze. Były po prostu centrum życia religijnego, kulturalnego i towarzyskiego lokalnej społeczności żydowskiej.

                                                    Dziś na miejscu TEJ synagogi w Kanie, a właściwie nad TĄ synagogą, stoi franciszkański kościół, zbudowany pod koniec XIX wieku.

                                                    http://i68.tinypic.com/21264vm.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/2vsetyq.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/317jtzk.jpg

                                                    Pod posadzką, w podziemiach kościoła można zobaczyć pozostałości dawnej synagogi

                                                    http://i66.tinypic.com/33e52m0.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/1zfn2ol.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/m7w9pd.jpg

                                                    Przechodząc nad odkrytymi przez archeologów resztkami TEJ synagogi, nowożeńcy wrzucają na nie przez siatkę monety i karteczki z życzeniami, żeby "zaklepać" sobie szczęśliwe życie małżeńskie. smile

                                                    http://i64.tinypic.com/2lnh5qo.jpg http://i64.tinypic.com/34fcfba.jpg



                                                  • sorel.lina Re: Kafarnaum - Miasto Jezusa 24.05.18, 00:08
                                                    Podobno to wino uczynione z wody było dobre, bardzo dobre.
                                                    To, które dziś oferuje Kana, hmmm... jak dla mnie jest za ciężkie i za słodkie. I chyba nie najlepszego gatunku. Naprawdę dobrego wina można natomiast posmakować w niedalekim Katzrin, stolicy krainy Golan, bo to tam znajdują się najlepsze winnice Izraela.

                                                    http://i66.tinypic.com/vh9lb4.jpg

                                                    Przyjeżdżają tam smakosze z całego Izraela, także z zagranicy, by degustować i zaopatrywać się w przednie wina

                                                    http://i66.tinypic.com/fbc6zp.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/28gv3bk.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/z06wx.jpg

                                                    My też win golańskich posmakowaliśmy...

                                                    http://i68.tinypic.com/sg1fsw.jpg http://i63.tinypic.com/2vl8oqx.jpg

                                                    i... do domu kupiliśmy smile

                                                    Białe "YARDEN", czyli "Jordan" i czerwone "GOLAN"

                                                    http://i68.tinypic.com/2it3fis.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Kafarnaum - Miasto Jezusa 24.05.18, 00:28
                                                    http://i67.tinypic.com/w9d5qc.jpg

                                                    Być nad Jeziorem Galilejskim i nie skosztować ryby świętego Piotra? To dopiero byłby grzech!

                                                    Dziś, tak jak niegdyś, rybacy galilejscy wyruszają codziennie na jezioro, na połów.
                                                    Dziś, tak jak wtedy, częstują przybyszów świeżą rybą... taką samą, jaką dwa tysiące lat temu łapał w swe sieci Szymon, rybak z Kafarnaum, którego Jezus uczynił rybakiem ludzi i nadał mu nowe imię: Kefas - "Skała", "Opoka". Piotr Apostoł.

                                                    Ryba św. Piotra - ślicznie zwana piotroszem paszczakiem - jedzona w rybackiej wiosce nad samym jeziorem, przy wspólnym stole, smakuje naprawdę wyśmienicie!

                                                    http://i67.tinypic.com/2nv9z5t.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/2i087wx.jpg http://i68.tinypic.com/rk9f8l.jpg

                                                  • dunajec1 Re: Kafarnaum - Miasto Jezusa 24.05.18, 01:38
                                                    Fajnie, co do wina mialbym pytanie, skoro maja winnice to wino powinno byc tanie, jak sie przedstawiaja ceny np. w stosunku do zarobkow tamtejszych czy tez dla turystow.Wiem, wino to roznego rodzaju i cena rozna ale ot tak pytam, zeby wiedziec.
                                                    A ta ryba, nie wyglada na duza, mozna to tak w miare zjesc, mam na mysli osci bo male to zeby zjesc to trzeba duza manipulowac palcami aby to nie poszlo w gardlo.
                                                  • wscieklyuklad Re: Kafarnaum - Miasto Jezusa 24.05.18, 06:28
                                                    Co do cen win to naturalnie zależy to od marki. Izraelska szekla jest warta mniej więcej tyle, ile złoty polski. Średnie zarobki w Izraelu są dwukrotnie większe niż u nas. Wina w winnicy w Katzrin na Wzgórzach Golan są sprzedawane w formie "małego hurtu" - trzy butelki takiego jak na fotografii to ok. 100 złotych łącznie. Do tego "dorzucono" w gratisie degustację oraz po otwieraczu do butelki na osobę. Otwieracz z pewnością wielorazowego użytku, tak, że chyba nie byliśmy w plecy.
                                                    Ciekawostką jest, iż w tejże winiarni znajduje się część rzeźb Joopa do Jonga, które prezentowałem już poprzednio. Te jednak stanowią wyłącznie dekorację więc nie są na sprzedaż.
                                                  • wscieklyuklad Re: Kafarnaum - Miasto Jezusa 24.05.18, 06:46
                                                    Powrócę jeszcze do stągwi winnej w Kanie. Jej pojemność to ok. 80 litrów więc trochę do wypitki po cudzie było. Stągiew jest niczego sobie i zapewne trudno było czerpać z jej dna zwłaszcza, gdy już mocno miało się w czubie. Czy było to jedynie gest w stronę gospodarzy, czy też niezbędny element ceremonii - wciąż jestem w rozterce. Przewodnik twierdził, iż para nowożeńców otrzymywała siedem błogosławieństw, a po każdym z nich goście weselni wychylali kielicha. Dużym obciachem byłby więc brak napitku prowadzący do naruszenia tradycji.
                                                    Jednak biblijna opowieść wyraźnie mówi o przemianie wody w wino gdy wesele już dawno trwało - jeden z gości zdziwił się, iż gospodarz najpierw podał sikacza, a potem dopiero coś gatunkowo lepszego. Nie dociekałem jednak istoty problemu założywszy, iż błogosławieństw udzielano na końcu uroczystości.

                                                    Zakonnica na fotografii wklejonej przez Sorell to pracownica przykościelnej kancelarii w Kanie. Wystawia certyfikaty pątnikom. By je otrzymać trzeba jednak dochować całej religijnej procedury. I wysupłać kilka szekli. My nie uczestniczyliśmy we mszy więc mogliśmy jedynie obejrzeć jak te certyfikaty wyglądają.

                                                    Potwierdzam, iż wino w tamtejszych sklepach sygnowane nalepką o pochodzeniu nie budzi szału. Jest to słodki ulepek, po którym jeszcze wiele minut trzeba zaspokajać nieznośne pragnienie. Jeśli tak smakowało tamto weselne, to nie dziwię się, że to z cudu musiało być super. Odwiedzającym Kanę odradzamy zakup. Trzeba jednak uczciwie przyznać, iż sprzedawcy arabscy uwielbiają targi o cenę, więc jeśli ktoś lubi powalczyć to trzeba grać ostro.
                                                    Upust sięga... jednej trzeciej ceny!
                                                    W ten sposób np. udało nam się kupić dwulitrową butelkę wody mineralnej z lodówki za jedynego dolara, co zmartwiło naturalnie kierowcę, który w tej cenie oferował półlitrówkę.
                                                  • wscieklyuklad Re: Kafarnaum - Miasto Jezusa 24.05.18, 06:59
                                                    Co do tych pieniążków wrzucanych w kościele, to Sorell popsuła mi pytanie o to miejsce.
                                                    Odpowiedz na pytanie Co to za zbiorowisko monet? miało brzmieć To forma izraelskiego banku.

                                                    Dlaczego akurat tutaj wrzuca się monety? Bo tradycja każe uznać to miejsce za AUTENTYCZNE do opisanego w Ewangelii! To tu właśnie para młoda miała swe gody!
                                                  • dunajec1 Re: Kafarnaum - Miasto Jezusa 24.05.18, 11:15
                                                    No niestety, Jezus i jego pomagierzy tez zyli z tego "zbiorowiska monet"tak ze wrzucac trzeba do tego banku.
                                                    Pare dni nie bede mial dostepu do netu, wyjezdzam z domu.
                                                    Dzieki raz jeszcze za lekcje histori i zdjecia.
                                                  • wscieklyuklad Re: Kafarnaum - Miasto Jezusa 26.05.18, 09:32
                                                    Nazaret. Największe... ARABSKIE miasto w Izraelu. Polityczna, gospodarcza, ale i kulturalno-medialna stolica mieszkających w tym kraju :ciapatych" jak ich określa tak przecież związany emocjonalnie z tym miejscem wolski katochrześcijanin.
                                                    Miasto bacznie obserwowane przez izraelskich polityków - panujące w nim nastroje przekładają się na postawy Arabów rozsianych po kraju.

                                                    Kiedy słuchamy Ewangelii związanych z tym miastem, staje nam przed oczami co najwyżej kilka domostw i to najważniejsze dla słuchacza miejsce - punkt, w którym "Archanioł Boży Gabriel posłan do Panny Maryjej" zwiastował jej pierwsze odnotowane w dziejach ludzkości zajście w ciążę metodą in vitro - przez współczesnego wolskiego (i nie tylko, bo skala potępiania tej metody rozmnażania wykracza daleko poza granice naszego kraju) uznane za ludobójstwo.
                                                    Obrońca prawości zwiastowania i jego następstw, a jednocześnie antyaborcjonista, stwierdzi niewątpliwie, iż Bóg nie mordował dzieci nienarodzonych a tu mamy do czynienia z jednorazowym "zabiegiem".
                                                    Zapytany a co z dziećmi narodzonymi z pewnością pominie niewygodny przypadek śmierci synów pierworodnych w Egipcie - w tym dziecka faraona.

                                                    Wsłuchując się w treść Ewangelii w głębi duszy staramy się sobie wyobrazić dom zbudowany z kamieni, jakąś jaskinię czy strumień (bibliści spierają się o miejsce spotkania) - przywołujemy w pamięci religijne obrazy, na których klęcząca i odziana w niebieskie lub białe szaty Maryja składając modlitewnie dłonie (gest jakże "przedreligijny") z nieodłącznym nimbem nad głową, pokornie chyli głowę przed gołąbkiem/Aniołem spoglądającym z góry przez pozbawiony szyb otwór okienny i ślącym ku niej - jako wybrance Boga - promienie błogosławieństwa.

                                                    Na coś trzeba było postawić we współczesnym Nazarecie. Opowieści/fakty nie znoszą bowiem próżni. Jeśli coś się wydarzyło, to winno być zlokalizowane w czasie i w przestrzeni.

                                                    Powróćmy zatem do dzisiejszego Nazaretu.

                                                    cdn.
                                                  • wscieklyuklad Re: Kafarnaum - Miasto Jezusa 26.05.18, 09:34
                                                    Malutkie w naszym "biblijnym" wyobrażeniu Nazaret ma dziś 74 tys. mieszkańców, a ciąg zabudowań sięga wymiarami 12x5 km. Pobudowane na pięciu wzgórzach pewnie iw czasach biblijnych pozbawionych szaty roślinnej i o wyglądzie pustynnym. Nic dziwnego, iż Józef nie był rolnikiem, lecz cieślą - szlaki handlowe biegły i wtedy przez Nazaret, więc drewno pozyskiwał ni chybi od "karawaniarzy". Dopiero w pobliskiej dolinie Jezreele - gdzie toczą swe wody strumienie Tavor i Mizra a okresowo zalewanej przez "potop" płynącego tu okresowo strumienia Cipori osiedlili się rolnicy.

                                                    Mimo niesprzyjającego klimatu człowiek nie unikał tych ziem. Ledwie 3 km od dzisiejszego Nazaretu odkryto ślady już z epoki neolitu (9000 lat p.n.e) To tu - pod ważącymi 3 tony blokami gipsowymi odkryto miejsce pochówku 65 osób. Dekoracja ich czaszek przemawia za kultowym znaczeniem tego miejsca.
                                                    Odkryto tu wytwory garncarskie z epoki brązu (3500 lat p.n.e) i żelaza.
                                                    Potem w historii miejsca powstaje dziejowa luka - brak jakichkolwiek dowodów osiedlenia z czasów asyryjsko-babilońsko-perskich. Ale też i rzymsko-greckich, co przecież nie przeczy prawdziwości słów Biblii!
                                                    To, co udało się odszukać datuje się na DRUGI wiek...
                                                    Odkryte tu groby przemawiają za tezą, iż w czasach rzymskich Nazaret było jednak osadą żydowską. Kamień spadł z serca archeologom poszukujących śladów z czasów Jezusa, gdy w jednym z grobów - stosunkowo niedawno - odnaleziono lampy oliwne datowane na I-III wiek n.e.
                                                    Stary Testament nie poświęca wiosce nawet słowa. Również źródła żydowskie (w tym znany nam już Józef Flawiusz ale i Talmud) nie wspominają o Nazarecie.
                                                    Historycy oceniają, iż w I wieku p.n.e. żyło tu nie więcej niż 500 osób.

                                                    Nazaret - miasto Marii i Józefa...
                                                    Po narodzeniu Jezusa uciekają do Egiptu (nie wygonili ich stamtąd!), by po śmierci Herod powrócić do miasta rodzinnego.
                                                    Jezus dorastał tu do dnia chrztu w rzece Jordan, gdy przeniósł się do znanego nam już z opisu Kafarnaum (historia życia Chrystusa zawiera jednak wiele "białych plam", ale tu nie miejsce na dywagacje - pozostańmy zatem przy takim jak powyżej skrótowym opisie).
                                                    Tak czy inaczej - już po śmierci Jezusa, powstaje w Nazarecie silna grupa judeochrześcijańska spotykająca się w domu gdzie dorastał.

                                                    cdn.
                                                  • wscieklyuklad Takie były początki (Nazaret cd) 26.05.18, 13:24
                                                    Po ukrzyżowaniu nie było lekko. Rzymskie represje dotknęły zarówno chrześcijan jak i Żydów.
                                                    W Cezarei Nadmorskiej (będzie później o niej dość sporo) odnaleziono listę rodzin kapłańskich skazanych na "banicję" po upadku Jerozolimy w 70 r.n.e i zburzeniu świątyni - jedna z nich emigrowała do Nazaretu. W II wieku historyk Euzebiusz w Historii Kościoła wspomina prześladowania KREWNYCH JEZUSA przez cesarza Dioklecjana. Odnaleziono miejsce, w którym odprawiano msze - tam znajduje się mozaika przypominająca postać Conona - męczennika powołującego się na przynależność do rodziny Jezusa (brak ustaleń w tej kwestii - trzeba byłoby bowiem przyznać, iż albo Jezus miał krewnych, albo... własne dzieci! Tak, czy inaczej, pierwszy drewniany kościół pobudowano w Nazarecie już w IV wieku - zlokalizowany przy jaskini miał świadczyć, iż to właśnie w jej wnętrzu doszło do zwiastowania.
                                                    Bazylikę Zwiastowania wzniesiono dwa wieki później.
                                                    I tu uwaga historyczna - szczególnie skierowana do Dunajca. W roku 614 Persowie walczący z wojskami Bizancjum najeżdżają Palestynę. Żydzi pod przywództwem Beniamina wzniecają wówczas powstanie przeciwko chrześcijanom burząc liczne kościoły - w tym bazylikę. Persowie nagradzają to przyznając Żydom władzę nad Palestyną. Szala zwycięstwa przechyla się jednak ku Bizancjum - Żydzi zawierają wówczas pakt z cesarzem Herakliuszem. Nie wychodzi im to na zdrowie. Cesarz zdobywszy Palestynę nakazuje mordowanie każdego pojmanego Żyda.
                                                    NAzaret było miejscem, w którym liczba egzekucji była największa!

                                                    W czasach wojen krzyżowych Nazaret przechodziło z rąk do rąk.
                                                    Tu wreszcie w 1099 roku Tankred uznany księciem Galilei lokuje swą stolicę.
                                                    Niespełna dwieście lat potem sułtan Bajbars zdobywa Nazaret i niszczy wszelkie budynki związane z chrześcijanami, których wygania z miasta. Nazaret odzyskano dla chrześcijan dopiero w 1620 roku. Na ruinach katedry krzyżowców powstaje nowa świątynia. Tą zastąpiono istniejącą do dziś bazyliką.
                                                    Nazaret odwiedził Napoleon Bonaparte.
                                                    Władający miastem Ibrahim Pasza zezwalał pielgrzymom na przybywanie do Nazaretu. To Turkom zawdzięcza miasto rozwój gospodarczy (wymiana handlowa).
                                                    To tu Ormianin Varstan zakłada pierwszy misyjny szpital zwany "szpitalem na górce".
                                                    Sułtan wyraża też zgodę na otwarcie sierocińca dla chrześcijańskich dzieci.
                                                    Jak widać "ciapaci" nie zawsze kojarzyli się negatywnie.

                                                    Nie wolno nie wspomnieć o polskim akcencie w Nazarecie (przybliżymy tu słitfocię, gdy tylko odblokują dostęp do Tiny).
                                                    Oto w trakcie II WŚ. mieściła się tu szkoła ochotniczej Pomocniczej Służby Kobiet - blisko związana z Armią Gen. Andersa!

                                                    Po wojnie w roku 1948 Nazaret stanowiło siedzibę sztabu Arabskiej Armii Wyzwoleńczej. Po trzech miesiącach Izraelczycy odbili miasto bez jednego wystrzału. Nie wysiedlili Arabów - stąd spotkać ich można na każdym kroku - o roli Nazaretu dla Arabów izraelskich już wspominałem poprzednio. 'Jednak tuż obok Nazaretu wybudowano Nazaret Górne tam przenosząc większość instytucji. Budowa nowego miasta nie mogła się obyć bez przymusowych wysiedleń. Staje się to źródłem zbrojnego konfliktu w roku 1958. W ich wyniku siedzibę władz administracyjnych pozostawiono w głównym Nazarecie. Jednak odpływ kapitału wraz z ludnością żydowską zachwiał gospodarką Nazaretu.
                                                    Początki ruchu turystycznego na większą skalę sięgają zaledwie 2000 roku!

                                                    Warto pokusić się o ustalenie genezy nazwy miasta.
                                                    Wedle chrześcijan wywodzi się ona z hebrajskiego "necer" = zielona gałązka (czyli Jezus-zielona gałązka wyrosła z rodu Dawida).
                                                    Mnie jednak bardziej pasuje pierwowzór arabski!
                                                    Ci w Koranie określają chrześcijan nazwą "nasara".
                                                    W tłumaczeniu znaczy to "ci, którzy poszli za Jezusem"!
                                                    Gdyby uznać słuszność arabskiej nazwy miasta, to łatwo już przyjąć, iż właśnie w Nazarecie musiała żyć silna chrześcijańska społeczność. To interpretacja znacznie bliższa realiów, niż abstrakcyjna "zielona gałązka".

                                                    cdn.
                                                  • sorel.lina Bądź pozdrowiona 26.05.18, 20:25
                                                    ...łaski pełna... oto poczniesz i porodzisz syna...

                                                    Dziewczyna rzuciła dzbanek, którym właśnie czerpała wodę ze źródła. Uciekła przestraszona do domu.

                                                    Znów ten głos... już nie szeptem lecz donośnie wypowiada te przedziwne słowa.

                                                    - Bądź pozdrowiona łaski pełna... oto poczniesz i porodzisz syna... będzie on wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego...

                                                    Pochyliła głowę.

                                                    - Niech mi się stanie według słowa twego - wyszeptała.

                                                    ----------------------------------------------------------------------------------------------------------

                                                    Miriam ha Nocri'a i archanioł Gabriel - tak widzi moment Zwiastowania współczesny artysta

                                                    http://i67.tinypic.com/2i9ts2v.jpg

                                                    -----------------------------------------------------------------------------------------------------

                                                    Dom rodzinny Marii, miejsce poczęcia Jezusa Chrystusa. Próżno go dziś szukać w Nazarecie.
                                                    Legenda mówi, że gdy w 1291 roku Mamelucy zdobyli Akkę i zniszczyli Królestwo Jerozolimskie, rodzina De Angelis przeniosła budynek z Nazaretu do Rijeki w Chorwacji, skąd po trzech latach został przewieziony do Loreto – jest to tzw. Domek loretański w Sanktuarium Santa Casa w Loreto.
                                                    W Nazarecie natomiast pozostały tylko jego niewielkie resztki, nad którymi wznosi się dzisiaj katolicka Bazylika Zwiastowania, zbudowana w latach 1955-68 na miejscu czterech wcześniejszych budowli: kościoła wczesnochrześcijańskiego, bazyliki bizantyjskiej, katedry krzyżowców i kościoła franciszkanów.

                                                    Na frontonie napis: Hic verbum caro factum est...

                                                    http://i68.tinypic.com/154945x.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/2nkn89.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Bądź pozdrowiona 26.05.18, 20:46
                                                    Trzeba sporego wysiłku wyobraźni, by zrozumieć, jak to miejsce wyglądało dwa tysiące lat temu... kamienny sześcienny domek z płaskim dachem, być może jakaś palma przed wejściem, na dziedzińcu piec do pieczenia chleba dla rodziny,
                                                    w środku jakiś stół, ze dwa stołki, mata udająca łóżko, kilka glinianych garnków, misek, dzbanków na wodę, parę niezbędnych sprzętów...

                                                    A oto, co dziś z owego domu można jeszcze zobaczyć pod posadzką, w miejscu oznaczonym widoczną na zdjęciu "baldachimową" konstrukcją.
                                                    Nie wiadomo dlaczego te pozostałości domu rodziców Marii podświetlane są na zielono...

                                                    http://i65.tinypic.com/dxebzm.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/j653md.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/sgkh04.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/5x0pkk.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/23wwmzs.jpg


                                                  • sorel.lina Re: Bądź pozdrowiona 26.05.18, 20:57
                                                    O wiele więcej można obejrzeć naprzeciw Bazyliki w odkopanych i udostępnionych do zwiedzania fragmentach domu Józefa, w którym wraz z Matką i Ojcem mieszkał Jezus przez lata swojego dzieciństwa i młodości.
                                                    Komuś, kto został wychowany w tradycji chrześcijańskiej, obojętnie czy jest wierzący czy nie, trudno oprzeć się ogarniającemu w tym miejscu wzruszeniu...

                                                    http://i65.tinypic.com/2yyrymu.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/29qgtig.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/15d0zde.jpg

                                                  • sorel.lina Re: Bądź pozdrowiona 26.05.18, 21:42
                                                    Coś dla Zorro wink
                                                    Madonny z różnych krajów zebrały się w Bazylice w Nazarecie smile
                                                    Oto niektóre z nich:

                                                    Madonna japońska
                                                    http://i68.tinypic.com/2lsgv2q.jpg

                                                    Madonna australijska
                                                    http://i63.tinypic.com/2sb8k0k.jpg

                                                    Madonna chińska
                                                    http://i64.tinypic.com/rucw1h.jpg

                                                    Madonna brazylijska
                                                    http://i68.tinypic.com/2125sw2.jpg

                                                    Madonna ukraińska i Madonna z Goa
                                                    http://i65.tinypic.com/juk39z.jpg

                                                    Madonna litewska
                                                    http://i64.tinypic.com/29foylc.jpg

                                                    Madonna polska
                                                    http://i68.tinypic.com/30bjp1e.jpg

                                                    Madonna francuska
                                                    http://i63.tinypic.com/9asubq.jpg

                                                    Madonna włoska
                                                    http://i64.tinypic.com/2e1t549.jpg

                                                    Madonna portugalska
                                                    http://i64.tinypic.com/166hraq.jpg

                                                    Madonna hiszpańska
                                                    http://i67.tinypic.com/mm8qon.jpg

                                                    Madonna andorańska
                                                    http://i63.tinypic.com/ns61h.jpg
                                                  • 1agfa Re: Jordanie mój Jordanie, zaiste 26.05.18, 14:08
                                                    Od czasu do czasu udaje mi się zajrzeć, teraz nawet kilka dni "wolnego", potem znowu nie będę mógł zaglądać. Dla tego wątku! Czytam, po prostu chłonę (nie sam) : ) opowieść Waszą, Sorellino i WU, opowieść godną największej uwagi, wspaniałą. Pełne, plastyczne zanurzenie w historii niepospolitego miejsca, duchowość spleciona z fizycznością i czynami ludzi. Mogę patrzeć oczami Państwa. Dziękuję.

                                                    wscieklyuklad napisał:

                                                    > Nie inaczej, Agfo. Udanego wypoczynku - może uda Ci się zajrzeć na wątek z inte
                                                    > rnetu telefonicznego?
                                                  • wscieklyuklad Re: Jordanie mój Jordanie, zaiste 26.05.18, 15:26
                                                    Postaramy się nie zawieść Agfo Twoich oczekiwań.
                                                    Powiem krótko: jechaliśmy z zupełnie innym nastawieniem. W jakimś stopniu zindoktrynowani przez obecną juntę nie liczyliśmy na doznania inne niż religijne.
                                                    Dzień po dniu odkrywaliśmy inny świat.
                                                    Dzień po dniu - już wolni od obowiązków wyzwalaliśmy się z myślowych schematów.
                                                    Nur fur...

                                                    Złamałem dotychczasowe założenia - tym razem postanowiłem sięgnąć do państwowych i społecznych korzeni państwa, w którym przyszło mi pobyć...
                                                    Telewizyjne przekazy koncentrują się wokół ulicznych zamieszek na granicy z Palestyną.
                                                    Sugerują żydowskie okrucieństwo.
                                                    Podkreślają militarną przewagę, którą kieruje się przeciw niewinnym Arabom mordując ich bez mrugnięcia okiem i bez najmniejszych wyrzutów sumienia.
                                                    Za kilka dni opowiemy o pobycie w Betlejem.
                                                    Palestyńskim mieście o rzut kamieniem (Dawida?) od Jerozolimy.
                                                    Nigdzie nie czuliśmy się tak bezpiecznie jak w Betlejem właśnie.
                                                    Bywały tam akty nieprzyjazne wobec turystów.
                                                    Tutejsi szybko je ukrócili (wciry spuszczone idiotom skutecznie ostudziły nacjonalizm).
                                                    Dziś idziesz wieczorem ulicą bez lęku, a co kilkanaście metrów słyszysz klakson taksówki, której kierowca z szerokim uśmiechem oferuje podwiezienie.
                                                    Nie ukrywam,, iż do powyższej formuły zmobilizowały mnie Twoja zachęta i aktywność Dunajca.

                                                    Droga do Betlejem.
                                                    Pielgrzymka do miejsca narodzin Jezusa.
                                                    Tego, który nie otrzymawszy w zamian nic ponad dzisiejszą ludzką nienawiść i całe pokłady zła dał swoje życie...
                                                    Przecież wiedział jakie będą losy naszego świata.
                                                    Skoro przewidział zdradę Judasza i zaprzaństwo Piotra nie mógł nie wiedzieć ku czemu zmierzamy.
                                                    A jednak oddał swe życie w niewyobrażalnych męczarniach...

                                                    Droga do Betlejem.
                                                    Przed palestyńską granicą, tuż za rogatkami Jerozolimy stoi znak z tym właśnie napisem.
                                                    Dwie niewielkie budki strażnicze obsadzone przez młodzież.
                                                    Palestyńczycy sprawdzają głównie "swoich".
                                                    Kilkanaście metrów dalej - już po arabskiej stronie - stoi mur "upstrzony" muralami...
                                                    Oto jeden z nich

                                                    http://i68.tinypic.com/mt9kq1.jpg

                                                    To palestyńska bohaterka narodowa.
                                                    I napis w prawym dolnym rogu.
                                                    I kałasznikow uniesiony lufą do góry.
                                                    Wojna...
                                                    Pamiętaj o walce...
                                                    Bądź gotów do poświęceń - jakże od betlejemskich innych...

                                                    Sama porwała dwa samoloty - wedle przekazu po to, by móc przefrunąć nad Hajfą, do której wzbroniono jej wstęp po palestyńskim "exodusie" w 1948r.
                                                    Palestyna szuka swej Ziemi Obiecanej.
                                                    Leila była organizatorką łącznie 41 porwań samolotów.
                                                    Uśmiecha się do przechodniów/pasażerów aut...

                                                    Po drugiej stronie ulicy inny mural:

                                                    http://i63.tinypic.com/5wcnyd.jpg

                                                    Banksy zostawił tu swój ślad.
                                                    Gołąbek pokoju w kuloodpornej kamizelce niesie "zieloną gałązkę"
                                                    Odrośl dawidowego rodu.
                                                    Nazaret splótł się oto z Betlejem w tym jakże wymownym obrazie...

                                                    Do napisania Agfo!
                                                  • wscieklyuklad Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 26.05.18, 23:20
                                                    Pamiętacie gliniasty trakt w Anatewce?
                                                    Pamiętacie pieśń mówiącą czy jest tradycja?
                                                    Pamiętacie kto i gdzie wyrył na murach domostw prośby o łaskę?

                                                    "Grota zwiastowania" - maleńka łupinka obudowana bazylika. Fotografia robiona aparatem fotograficznym wsuniętym poza kratę ograniczającą dostęp do wnętrza tego świętego dla chrześcijan miejsca.

                                                    http://i64.tinypic.com/j653md.jpg

                                                    To tu Maria miała przyjść na świat. To tu Maria miała napotkać Gabriela...
                                                    Jak tenże miał tam się znaleźć by przekazać wieść tak istotną?
                                                    Jak Joachim i Anna - rodzice Marii - mieli pomieścić się z dziewczynką w miejscu tak ciasnym?

                                                    Legenda...
                                                    Sorell już w wielkim skrócie przywołała historię domu rodzinnego Marii.
                                                    Warto zatrzymać się dłużej nad legendą "świętego domu".

                                                    Dwa tysiące lat temu powszechnym miejscem zamieszkania były wykute w skale groty - takie, jak widoczna na zdjęciu. Kiedy ta okazywała się zbyt mała, dobudowywano do niej trzy ściany z kamienia powiększając w ten sposób domostwo. Tak było także w przypadku rodziców Marii.

                                                    Już pierwsi chrześcijanie otaczali ten dom kultem. Przybyła tu w IV wieku wielce zasłużona dla chrześcijaństwa a już wspomniana przeze mnie wcześniej cesarzowa Hellena. To ona poleciła wznieść w tym miejscu pierwszą w historii Nazaret, skromny jeszcze kościół. Ten wielokrotnie burzono i odbudowywano, jednak bez uszczerbku dla "świętego domku". Przez kolejne tysiąclecie pątnicy nawiedzali nazarejską bazylikę i ukrytą w niej "świętą łupinkę".
                                                    Potem nastąpiła muzułmańska nawała. Bazylikę zburzono, lecz pielgrzymi twierdzili, że mury domu pozostały nietknięte. Po roku 1291 brak wspominają już jednak jedynie obecność samej groty.
                                                    Pojawiły się spekulacje odnośnie losów "świętego domu". Z ust do ust przekazywano opowieść sugerującą, iż dom Marii został cudownie przeniesiony przez Anioły.

                                                    Nie tak dawno w watykańskich archiwach odnaleziono notkę z tego wydarzenia. Oto rodzina włoskich kupców o nazwisku Angeli (Aniołowie!) miała - z pomocą Templariuszy rozebrać mury "świętego domku" i droga morską przewieźć je do Tyrsu, a stamtąd po blisko trzech latach latach - do włoskiego Loreto gdzie stoi do dziś... obudowany potężną bazyliką (i nie tylko o czym poniżej)

                                                    Jak w przypadku każdego obiektu o znaczeniu historycznym poszukiwano dowodów, iż loretański domek jest tym "świętym".
                                                    Stwierdzono, iż budowla odbiega charakterem od wszystkich okolicznych.
                                                    Stwierdzono, iż użyty do jego budowy kamień jest typowy dla nazarejskich kamieniołomów.
                                                    Stwierdzono, iż domek posiada trzy ściany - czwartą stanowiła ściana groty do której domek dostawiono. Wymiary domku (8,5x4,1x3 m) idealnie pasowały do wymiaru groty. Położenie drzwi było zgodne z konstrukcja całości. Domek posiadał też okno - idealne dla Anielskiego Zwiastowania! I wreszcie "złoty dowód" : w ścianach budynku odkryto pięć krzyży z czerwonej tkaniny używanej powszechnie w czasach wojen krzyżowych. Cennym uzupełnieniem tezy były odnalezione monety z czasów gdy domek "przepłynął" Morze Śródziemne.

                                                    Tu dowód na idealne dopasowanie wymiarów domku i groty.

                                                    https://www.nasza-arka.pl/2003/numer_3/ilustracje/2_1.jpg

                                                    A tu dzisiejszy wygląd wnętrza domku w Loreto.

                                                    https://www.nasza-arka.pl/2003/numer_3/ilustracje/2_2.jpg

                                                    To naturalnie zdjęcia z netu na potrzeby rozważań.

                                                    cdn.
                                                  • wscieklyuklad Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 27.05.18, 00:18
                                                    Dokumenty z 1315 r. potwierdzają lokalizację Świętego Domku obok wiejskiego kościółka
                                                    W XV wieku papież Juliusz II rozpoczął budowę bazyliki. Domek obudowano marmurowymi płytami ze scenami biblijnymi - dziś mury mają grubość blisko... 3 metrów! O wadze przedsięwzięcia a zatem i o wartości samego Domku świadczyć może fakt, iż do prac artystycznych zaangażowano najznamienitszych artystów Renesansu (Bramante).
                                                    Od tej pory Domek uznano za miejsce historyczne.
                                                    Jak każda "relikwia" także i Domek poświęcono określonej intencji. Skoro zamieszkiwał w nim wcześniej zmarły, zatem z pewnością dotknięty nieuleczalnym cierpieniem Józef, uznano, iż przybywający tu pielgrzymi będą modlić się do Matki Bożej prosząc o pociechę i pomoc w cierpieniu. "Uzdrowienie chorych", czy "Pocieszycielko strapionych" - wygłaszane w Litanii Loretańskiej z sentencją "Módl się za nami" to takie właśnie intencje.
                                                    Podobno kolejne prośby - składniki tejże litanii - dodawali kolejni pątnicy.
                                                    Jakież wspaniałe nawiązanie do tradycji domu teściowej Piotra w Kafarnaum gdzie znaleziono graffiti na ścianach.

                                                    Święty Domek staje się oto dopełnieniem przymierza z Bogiem.
                                                    Unosząc się w obłoku nad Arką Przymierza "Starotestamentowy" Bóg jest obecny wśród ludu.
                                                    Święty Domek to miejsce dorastania Jezusa - syna bożego. Oto jak słowo Boga dobiegające z obłoku ciałem się stało...

                                                    A gdzie dowody cudów związanych z domkiem?

                                                    Oto św. Józef z Copertino ma wizję zastępów Aniołów wchodzących do Świętego Domku. Niosą dary niebieskie.
                                                    Domek to miejsce cudownych uzdrowień. Ich dowody zebrano w bulli Leona X.
                                                    A najsłynniejsze z uzdrowień?
                                                    Młody hrabia Giovanni Maria Mastai-Ferretti pochodził z religijnej rodziny. Rodzice rokrocznie pielgrzymowali do Świętego Domku. Poświęcili syna Matce Jezusa. Pragnęli, by w przyszłości syn wstąpił do gwardii chroniącej Watykan. Dziecko jednak zapadło na epilepsję. Stan zdrowia pogarszał się błyskawicznie - lekarze wróżyli rychły zgon. Za namową Piusa VIII chłopiec złożył śluby poświęcenia się służbie Bogu. W trakcie kolejnej pielgrzymki do Loreto obiecał, iż jeśli wyzdrowieje przyjmie święcenia kapłańskie.
                                                    Wyzdrowiał (odzyskawszy także wzrok utracony w wyniku choroby).
                                                    Wstąpił do zakonu.
                                                    W roku 1848 został... papieżem. Przyjął imię Piusa IX. Jest uznawany za jednego z najważniejszych papieży ery nowożytnej. Zasiadał na tronie 32 lata! Historycy papiestwa nazywają go "Gorbaczowem Watykanu". Poza uznaniem niepokalanego poczęcia Maryi, ogłosił powszechną amnestię. Uwolnił wtedy TYSIĄCE więźniów politycznych i religijnych. Wspierał włoskie aspiracje narodowościowe. Demokratyzacja Kościoła miała być drogą do jego przetrwania. Wyszedł na tych przemianach jak Gorbaczow na mydle. Gdy przez Europę w latach 1848-49 przetacza się fala rewolucji a w Rzymie wybuchają zamieszki, papież w przebraniu ucieka do Neapolu. Francuzi przywracają mu władzę. Wówczas łagodny baranek zmienia się w jednego z najbardziej reakcyjnych papieży XIX wieku. Te czasy czynią zen tyrana a historyków zachęcają do porównania Piusa IX do... przywódców Korei Płn. To teraz pobożny tyran wspierany francuskimi bagnetami.
                                                    Uwolnionych w początku wieku z gett Żydów i równoprawnych wobec innych obywateli, ponownie zamyka w odizolowanych dzielnicach. Żyd mógł wylądować w więzieniu choćby za to, iż... zatrudniał chrześcijanina, by ten prał jego bieliznę. Stworzył tajną policję. Tortury i stracenia za błahostki były na porządku dziennym. Inkwizycja szalała do roku 1870. Wówczas Wiktor Emanuel podbija państwo kościelne. W swoich wspomnieniach opisuje więźniów oswobodzonych z kościelnych lochów. Wyglądali identycznie do tych dręczonych w hitlerowskich obozach śmierci...
                                                    Pius miał też swojego Berię! Sekretarz stanu Giacomo Antonelli a zarazem potomek neaoplitańskiego bandziora, dopuszczał się gwałtów i morderstw okradając przy okazji papieski skarbiec.
                                                    Wiktor Emanuel oszczędził Piusa. Pozostawił mu władzę religijną i oddał Watykan w posiadanie. Pius podziękował mu za to "miłosierdzie"... ekskomuniką.
                                                    Zagroził nią także wszystkim włoskim zwolennikom Wiktora.
                                                    Do końca nie pogodził się z utratą władzy świeckiej. By wzbudzić współczucie katolików sypiał na zgniłej słomie. A katolicy supłali z kieszeni coraz większe datki. Skarbiec ponownie nappełnił się złotem.
                                                    Papież zaś zmarł wreszcie jako "więzień samego siebie".

                                                    Przygnębiająca opowieść?
                                                    W jakże dwuznacznym świetle stawiająca "moc uzdrowienia świętego domku"...
                                                    Cudowne uzdrowienie konającego, niewidomego 21 latka.
                                                    Po to by okrył papiestwo hańbą?

                                                    cdn.
                                                  • wscieklyuklad Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 27.05.18, 00:33
                                                    Jak w każdym miejscu o religijnym charakterze, tak w Nazaret i Loreto nie brak akcentów polskich.

                                                    tablica upamiętniająca poprzednio już wspomniane "wojowniczki"

                                                    http://i63.tinypic.com/25isxw5.jpg

                                                    Wśród 12 kaplic loretańskich jest też i polska. Na ścianach freski uwieczniające wiktorię wiedeńską oraz... cud nad Wisłą. To ostatnie zwycięstwo uchroniło chrześcijaństwo przed komunistyczną demolką.

                                                    Tuż obok loretańskiej bazyliki jest cmentarz wojskowy.
                                                    Spoczywa tu 1080 "naszych", którzy polegli w walkach II WŚ w obronie... bazyliki!

                                                  • wscieklyuklad Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 27.05.18, 09:43
                                                    Na zakończenie zwiedzania Bazyliki dwie ciekawostki zasługujące na wpis do księgi rekordów.
                                                    To największa chrześcijańska świątynia na Bliskim Wschdzie.
                                                    W roku 1320 franciszkanie, którzy przejęli opiekę nad zdewastowaną śiwątynią, zwracają się do kalofa z prośbą o możliwość jej odbudowy.
                                                    Kalif wyraża zgodę pod warunkiem, iź prace zostaną ukończone przed upływem półrocza.
                                                    To czas, jaki muzułmanin poświęcał na dotarcie do Mekki w rytualnej pielgrzymce.
                                                    Lekko nie było, ale mnisi dali radę...
                                                  • wscieklyuklad Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 27.05.18, 12:07
                                                    Jeszcze ostatni rzut oka na Kościół św. Józefa, w którego podziemiach znajduje się grota uważana za warsztat ciesielski - udowodniono, że w I wieku n.e. przechowywano tu zboże. Jeśli to prawda, iż to miejsce w którym Jezus mieszkał z rodzicami, to Maria miała do groty ledwie kilkadziesiąt metrów. Z dzbanem pełnym wody było już niestety pod górkę. Obok groty odkryto pojemnik na... deszczówkę, zawsze była to jakaś wyręka dla grzbietu.
                                                    Pierwszy kościół postawili nad grotą-warsztatem/domem Krzyżowcy. Późniejsi kalifowie/emir także zezwalali na odbudowę zdewastowanych miejsc kultu. Jak widać "ciapaci" nie zawsze biegali po ulicach wyłącznie z nożami w zębach, by ścigać i sekować chrześcijan.
                                                    Nie byli i nie są także brudasami. Miasto wręcz świeci czystością. Z chwilą rozwoju turystyki z początkiem tysiąclecia, mieszkańcy zrozumieli, iż odwiedzinom sprzyjają nie tylko obiekty kultu, ale i miłe dla oka otoczenie. Nie znajdziesz na chodnikach bodaj papierka, a przed każdym sklepikiem na wąskich uliczkach stoją przyjaźnie uśmiechający się sprzedawcy zachęcający do zakupu. Kto chce, może nawet pogadać z papugą!

                                                    http://i64.tinypic.com/2vc6qsg.jpg

                                                    W Nazarecie swoje produkty oferuje uznawana za najlepszą w całym Izraelu cukiernia - niestety nie mieliśmy okazji sprawdzić zasadności tej opinii - było na tyle późno, iż cukiernik poszedł już wypiekać kolejne smakołyki na następną dobę.

                                                    http://i66.tinypic.com/34qvecz.jpg

                                                    Arabscy sprzedawcy osaczają pielgrzymów już przed bazyliką. Nie są nachalni, a oferują głównie dewocjonalia. Takie, jak choćby różaniec-pamiątkę z pielgrzymki (koszt 1 dolar - to uniwersalna cena dla zdecydowanej większości drobnych towarów)

                                                    http://i66.tinypic.com/2udxilt.jpg

                                                    Tuż poza murem okalającym bazylikę można też kupić ozdobne chusty.
                                                    "Kaszmir, kaszmir" - okrzykiem zachęca sprzedawca. Trzeba uważać przed podjęciem decyzji - kaszmir łatwo może przeobrazić się bowiem w koszmar rozczarowania.
                                                    Jak nie dać się nabrać? Trudno nabyć oryginalny wyrób z kaszmiru za kilka dolarów!
                                                    Podobny dylemat staje przed nami, gdy uliczny sprzedawca arabski w dowolnym miejscu zachęca natarczywie do nabytku. Co warto kupić? Torby na zakupy z doczepioną portmonetką - obie z wielbłądziej wełny. W przeliczeniu na złotówki to wydatek rzędu 15 złotych. U nas takie "chodzą" od 50 złotych wzwyż.

                                                    http://i67.tinypic.com/20j5sn7.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/s4bckl.jpg

                                                    Na szczęście droga na parking ze świątynnego wzgórza prowadziła zdecydowanie w dół.

                                                    http://i64.tinypic.com/10e0upl.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/33m5w6o.jpg

                                                    Unosimy ze sobą wspomnienie o Nazarecie. Przez ten "nowy" przejechaliśmy szybko.
                                                    Naturalnie ku nowym miejscom i ku kolejnym opowieściom!

                                                  • sorel.lina Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 28.05.18, 21:06
                                                    To, co sobie wyobrażałam i to, co zobaczyłam nie są tym samym. Les illusions perdues...
                                                    Dzisiejsze Betlejem to arabska ( palestyńska) osada nastawiona na turystów, bo właściwie tylko z turystów żyje.

                                                    Mur wokół Betlejem? Wokół Jerozolimy? Punkt widzenia zależy od... itd.

                                                    Miasteczko jak wiele innych tutaj. Żeby się tu dostać trzeba przekroczyć mur.
                                                    Mur - oddzielający Żydów od Arabów. Mur - symbol. Mur pożądany, bo chronić ma Europę przed palestyńskimi fanatykami. Mur znienawidzony, bo dzieli państwo na pół. Mur nadziei, po ma eliminować fanatyków.

                                                    Mur, jak każdy inny, budzi mój sprzeciw, Ale przyznać muszę, że mieszkańcy zarówno Izraela jak i Autonomii Palestyńskiej, czują się dzięki niemu bezpieczniej

                                                    Na granicy ( przekraczaliśmy ją wielokrotnie)

                                                    http://i67.tinypic.com/1jwa4l.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/16hten8.jpg
                                                  • 1agfa Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 28.05.18, 21:29
                                                    Sorellino : ) Mnie także nasuwa się podobny wniosek (jak napisałaś), że obie strony, po każdej ze stron muru, uważają że należy strzec się fanatyków. Widzą ich wśród siebie, nigdzie nie ma monolitu i wszędzie fanatyzm jest źle widziany. A jak wygląda praktycznie przechodzenie przez mur? Podobno mnóstwo Palestyńczyków pracuje w izraelskich firmach. Przechodzą co dnia w obie strony.
                                                    (...)
                                                    > Mur, jak każdy inny, budzi mój sprzeciw, Ale przyznać muszę, że mieszkańcy zaró
                                                    > wno Izraela jak i Autonomii Palestyńskiej, czują się dzięki niemu bezpieczniej
                                                    >
                                                    > Na granicy ( przekraczaliśmy ją wielokrotnie)
                                                    >
                                                    > http://i67.tinypic.com/1jwa4l.jpg
                                                    >
                                                    > http://i66.tinypic.com/16hten8.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 28.05.18, 21:55
                                                    1agfa napisał:

                                                    > A jak wygląda praktycznie przechodzenie przez mur? Podobno mnóstwo Palestyńczyków
                                                    > pracuje w izraelskich firmach. Przechodzą co dnia w obie strony.


                                                    To prawda, Agfo. Patriotyzm patriotyzmem, a życie życiem.
                                                    Izrael - o niebo bardziej rozwinięty gospodarczo - przyciąga rzesze Palestyńczyków. Przekraczają granice dziś niby pokojowo, ale ... na dnie czai się walka, wojna - to ich politycy.

                                                    Palestyńczycy, których spotkaliśmy, nie pragnęli wojny, przeciwnie chcieli pokojowych stosunków z Izraelem, który dla nich jest "Ameryką" ziemią dóbr wszelkich.

                                                    Jeszcze raz, Agfo: punkt widzenia zależy od...

                                                    Nasz kierowca, Palestyńczyk, rozpływał się z wdzięczności, gdy mu po arabsku powiedziałam:
                                                    sabah al- hir, czyli dzień dobry...

                                                  • sorel.lina Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 28.05.18, 22:08

                                                    > 1agfa napisał:
                                                    >
                                                    > > A jak wygląda praktycznie przechodzenie przez mur?


                                                    Praktycznie? Podjeżdża się pod mur i albo żołnierze-strażnicy wejdą (raczej symbolicznie), żeby sprawdzić, czy nikogo się nie przewozi, albo nie wejdą. Turystów raczej się nie czepiają.
                                                    Tubylców sprawdzają skrupulatniej.

                                                    Na izraelsko palestyńskiej granicy

                                                    http://i65.tinypic.com/ipt5rm.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/2r4s9wy.jpg

                                                    Wygląd groźnie, ale... tylko wygląda smile

                                                    http://i67.tinypic.com/1jwa4l.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 28.05.18, 22:43
                                                    Betlejem...
                                                    Konfrontacja wyobrażeń z rzeczywistością bywa bolesna.
                                                    Moje obrazy z dzieciństwa... szopka, stajenka, śnieg, trzej królowie... to wszystko nie tak.

                                                    Może jedynie pole pasterzy, którzy gwiazdę ujrzeli, ratuje dziecięcą wiarę...


                                                    "Przybieżeli do Betlejem pasterze..."

                                                    http://i65.tinypic.com/5ewbi1.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/xaneiw.jpg

                                                    Pola pasterzy... wykopaliska

                                                    http://i65.tinypic.com/34zdg7p.jpg

                                                    Krajobraz jaki widzieli pastuszkowie 2000 lat temu, bez oczywiście "klocków" współczesnego osiedla

                                                    http://i66.tinypic.com/30ifd6f.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/11hdjdy.jpg

                                                  • sorel.lina Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana s 28.05.18, 21:43
                                                    Wychowana byłam w rodzinie katolickiej. Niemniej zawsze były we mnie wątpliwości. Szukałam odpowiedzi. Czy znalazłam? I tak i nie.
                                                    Moja podróż do Ziemi Świętej... od lat upragniona... Od lat wymarzona i wreszcie zrealizowana.

                                                    Ktoś, kto oczekuje przeżyć artystycznych, może czuć się rozczarowany. Nie zachowały się tutaj wspaniałe dzieła architektoniczne, malarskie... a może w ogóle ich nie było? Wszak Palestyna, Judea, to prowincja zaledwie, wspaniałej egipskiej, mezopotamskiej, grecko-rzymskiej cywilizacji.
                                                    Jak to się stało, że małe, azjatyckie koczownicze plemię tak bardzo zdefiniowało europejską kulturę?

                                                    Genius loci. To właśnie fenomen, który ma miejsce tylko tu.

                                                    Miejsca. Miejsca. Zmienione przez czas, ale jednak te same. To tu. Tutaj możemy, my, Europejczycy odnaleźć swoją tożsamość. Wespół z tą, którą znaleźliśmy w Helladzie. Tą, którą z helleńską kulturą i rzymskim prawem, porządkiem, wcieliliśmy do naszych praw.

                                                  • sorel.lina Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 29.05.18, 20:18
                                                    dunajec1 napisał:

                                                    > WOW! SERDECZNE DZIEKI,tez inaczej to sobie wyobrazalem


                                                    Tak wygląda dziś miejsce (zaznaczone gwiazdą), w którym - według tradycji - Jezus przyszedł na świat. smile

                                                    http://i66.tinypic.com/21j9402.jpg http://i65.tinypic.com/2crlh1d.jpg

                                                    Można tego miejsca narodzin dotknąć, ale tylko przez chwilę, bo tłum chętnych już czeka na swoją kolej, a grota narodzenia jest mała i ciasna

                                                    http://i67.tinypic.com/nqus8j.jpg

                                                    Po przeciwnej stronie groty "żłobek", czyli coś w rodzaju korytka wykutego w skale w którym trzymano siano dla zwierząt, otoczony jest kratką z metaloplastyki i podświetlone lampkami

                                                    "bo ubogą była, rąbek z głowy zdjęła,
                                                    w który dziecię owinąwszy siankiem je okryła"


                                                    http://i67.tinypic.com/2u787xu.jpg

                                                    Przepraszam za jakość zdjęć, ale nie dało się inaczej. A może to ja nie potrafiłam lepiej w tych warunkach...?



                                                  • sorel.lina Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 29.05.18, 21:13
                                                    Żeby dostać się do groty trzeba swoje odstać w długiej kolejce...

                                                    http://i63.tinypic.com/2i9qihz.jpg

                                                    Część Bazyliki Narodzenia była w remoncie

                                                    http://i63.tinypic.com/sw5j6r.jpg

                                                    Na ścianach zakrytych płótnem, stojący w kolejce "uwieczniali" swoją wizytę, z napisów, imion, nazwisk, dat, tworząc barwną mozaikę - konkurencyjną dla tej bizantyjskiej smile

                                                    http://i66.tinypic.com/27ysf3q.jpg http://i68.tinypic.com/31640ls.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/s27eph.jpg

                                                    Uwiecznili też Karen wink

                                                    http://i64.tinypic.com/s3dfu1.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 30.05.18, 21:35
                                                    Bazylika Narodzenia położona jest na dość wysokim wzgórzu, na placu, do którego prowadzą takie wąziutkie, strome, schodkowe uliczki

                                                    https://i68.tinypic.com/1sglt5.jpg

                                                    Jasne, kamienne ściany bazyliki, wolne od ozdób, proste, wręcz surowe, tworzą atmosferę spokoju, skupienia, wyciszenia. Pasują tu - moim zdaniem - o wiele lepiej niż "bogate", błyszczące dekoracje wnętrza, kryjącego Grotę Narodzenia.

                                                    https://i66.tinypic.com/2m42j4x.jpg

                                                    Wejście do Bazyliki - celowo niskie - zmusza do pochylenia głowy przy wchodzeniu do świętego miejsca

                                                    https://i64.tinypic.com/30bmgjq.jpg



                                                    Plac bazyliki jest dość obszerny, musi pomieścić wciąż napływające tu fale turystów i pielgrzymów

                                                    https://i63.tinypic.com/1624187.jpg

                                                    A naprzeciw bazyliki - meczet! smile
                                                    Przypomina, że znajdujemy się w muzułmańskiej Autonomii Palestyńskiej

                                                    https://i66.tinypic.com/14ak86p.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 31.05.18, 09:32
                                                    Nim przejdę do własnych refleksji - drobne uzupełnienie do fotografii w wejściem do bazyliki.
                                                    Jedna z teorii powodów obniżenia belki górnej to zmuszenie wchodzacych do pochylanie głowy w miejscu świętym.
                                                    Ale jest też równie ciekawa zupełnie inna teza.
                                                    Wydaje się, iż pierwotnie wejście było wyższe (dokładny ogląd ułożenia kamienia nad górną belką wskazuje, iż kiedyś brama sięgała wyżej) co uzasadniano względami obronnymi.
                                                    Wśród walczących było wielu konnych rycerzy - większa brama umożliwiała konny wjazd do wnętrza - walka prowadzona z wysokości siodła dawała atakującemu zdecydowaną przewagę. Obniżając wysokość wejścia uniemożliwiono dostanie się do wnętrza konnemu - musiał zejść i prowadzić walkę pieszą co zwiększało szansę na skuteczną obronę.
                                                    Tak czy inaczej, nam pozostało pochylenie głowy przekraczając próg świątyni.
                                                    Swoją drogą przypomina się polska chata (tak dobrze ukazana w "Chłopach" wg Reymonta.
                                                    W niej także górna belka kładziona była na wysokości wymagającej schylenia głowy przy wejściu - gość już na wstępie (choć niekoniecznie z własnej woli) okazywał gospodarzom szacunek.
                                                  • wscieklyuklad Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 31.05.18, 09:44
                                                    Pole pasterzy... U wejścia przez ozdobną bramę stoi arabski sprzedawca. Gra na fujarce zachęcając do kupna (zgadnijcie jaka cena? Bingo - one dolar!).
                                                    Może w tamtą "świętą noc" któryś z pastuszków też grał na takiej? Ne miała zdobień i doskonałego kształtu - wydrążona pewnie w jakiejś gałęzi umilała im wieczór.
                                                    Człowiek od zawsze przecież kochał muzykę, wielbił piękno.

                                                    Dzisiejsza okolica wygląda oczywiście inaczej niż wtedy. Sorell przybliżała kilka widoczków - wieżowców nie było, a widoczna w dali Jerozolima, ku której Józef z Marią zdążali była bez porównania mniejsza.
                                                    Nie było kamiennych budowli - dziś już jedynie ruin.
                                                    Była odpychająca pustka kamienistej Pustyni Judzkiej. Nieprzyjazny teren, na którym mimo to wypasali swe stada.
                                                    Wykute w tym celu schody prowadzą na punkt widokowy.

                                                    http://i64.tinypic.com/29m8uol.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 31.05.18, 10:24
                                                    Rozkład współczesnych punktów do zwiedzania.

                                                    http://i66.tinypic.com/2lm9keo.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/2vd1hsl.jpg

                                                    I wreszcie...

                                                    Kiedy słuchamy Ewangelii w Boże Narodzenie, staramy się wyobrazić sobie tamtą noc.
                                                    Widzimy porośnięte trawą łąki skąpane w mroku lub blasku księżyca.
                                                    Widzimy stada owiec lub bydlątek zalegające równinę. Widzimy Chóry Niebieskie wieszczące radosną nowinę - idźcie i przywitajcie nowo narodzonego.
                                                    A przecież poprzednie fotografie dowodzą, iż to nie równina, ale pagórkowata, najeżona kamieniami pustynia.
                                                    Spanie w takiej dolinie nie było bezpieczne. Deszcze tu rzadkie, ale jeśli już, to ulewne.
                                                    Spływające ku niecce wody (wadi - będzie o nich jeszcze potem) zbierałby się w dole grożąc utonięciem ludzi i zwierząt.
                                                    Gdzie zatem nocowali?

                                                    cdn
                                                  • wscieklyuklad Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 31.05.18, 10:38
                                                    http://i68.tinypic.com/30az5lv.jpg

                                                    Podobno to ta właśnie grota, w której spali.
                                                    Jaskinia o wymiarach mniej więcej 10x15 metrów. Na tyle duża i na tyle wysoka,
                                                    iż bez trudu pomieścić mogła tak zwierzęta, jak i pasterzy. Położona na wzgórzu
                                                    była doskonałą ochroną przed deszczem. Stada nie musiały być liczne - pastuszkowie nie byli przecież "farmerami" a liczba ludności jak wiemy sięgała setek. Jaskinia zatem jak ulał pasująca do Biblijnej.
                                                    Być może "anielskie pienia" dobiegały z zewnątrz.
                                                    Być może wysłannicy boscy przeniknęli do wnętrza z nowiną.
                                                    Artyści przedstawili to tak: (film w obróbce)

                                                    Osmolony sufit - pali się tu wprawdzie nieco świec, ale ta "czerń" pochodzi od
                                                    palących się przez wiele wieków łuczyw.

                                                    http://i64.tinypic.com/eth75f.jpg

                                                    Dziś wnętrze oświetlają takie lampy.

                                                    http://i66.tinypic.com/29pvjb7.jpg

                                                    I wspierają kolumny

                                                    http://i66.tinypic.com/2m9s9h.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 31.05.18, 10:48
                                                    Ale to nie jedyna grota na Polach Pasterzy
                                                    Oto wnętrze kolejnej

                                                    http://i66.tinypic.com/4ierrc.jpg

                                                    Ale najciekawsza moim zdaniem jest ta położona w połowie wzgórza. W stanie zupełnie naturalnym, nie tknięta dłonią "scenografa".
                                                    Zauważcie jakie schody prowadzą w dół - mieści się tu i to z trudem - jedna osoba!

                                                    http://i68.tinypic.com/i20sci.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/aaf3v6.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/mmzo6w.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/11shxdw.jpg

                                                    Nie wiem czemu, ale ta właśnie zdała mi się TĄ GROTĄ...
                                                    Kto wie - może w tej większej spały zwierzęta, a "dzikiej" pasterze?

                                                    cdn.

                                                  • wscieklyuklad Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 31.05.18, 10:54
                                                    Oczywiście jak każdy teren "biblijny", tak i ten stosownie upamiętniono.
                                                    Jest więc i sadzawka z figurką pasterza i zwierzątkami u "wodopoju".

                                                    http://i65.tinypic.com/2lj0uwz.jpg

                                                    I jest kościół:

                                                    http://i66.tinypic.com/15n38m9.jpg

                                                    Pomimo sporej rzeszy turystów autobusowych, zajrzeliśmy do wnętrza

                                                    http://i68.tinypic.com/nz2etl.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/hwlvmo.jpg

                                                    Pora w dalszą drogę...

                                                    Pewnie jesteście ciekawi czy mieli daleko do miejsca narodzin Chrystusa...
                                                    Najpierw z górki, potem trochę pod. Łącznie jakieś pół kilometra...
                                                  • wscieklyuklad Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 31.05.18, 12:05
                                                    Legendy...
                                                    Boże Narodzenie...
                                                    Jakże niecierpliwie na nie czekamy.
                                                    W domach wielu z nas stoi kwiat zwany betlejemską gwiazdą?

                                                    Wie ktoś z Was, skąd się wziął ten kwiat?

                                                    Dawno temu w stolicy Meksyku żyła indiańska dziewczynka imieniem Ines. Pochodziła z ubogiej rodziny, ale pięknym uśmiechem zjednywała przechodniów, którzy obdarowywali ją datkami. Na śmietnisku potrafiła wypatrzyć resztki jedzenia, które chowała w głębokiej kieszeni przyszytej przez jej matkę do sukienki. W Wigilię przechodnie byli szczególnie hojni.
                                                    W Meksyku istniała tradycja, iż w dzień Bożego Narodzenia dzieci zanosiły Dzieciątku Jezus kwiatuszek, który składały w stajence. Dziewczynka nie miała pieniędzy by kupić kwiatek.
                                                    Przechodząc obok ruin dostrzegła maleńką roślinkę o błyszczących listkach rozłożonych w formie kwiatka. Zerwawszy parę gałązek, przewiązała je czerwoną wstążką i zaniosła do kościółka.
                                                    Na następny dzień znów tam poszła. Spostrzegła grupkę ludzi żywo reagujących i wskazujących na żłóbek. Tam gdzie Inez ułożyła "bukiecik" był teraz nowy kwiat. Żywoczerwone listki ze złocistą koroną w środku - betlejemska gwiazda...
                                                    Wspomnijcie na tę legendę kupując kolejną doniczkę.
                                                    Mówią, że kwiat więdnie szybko i odradza się w porze kolejnego Adwentu.
                                                    A nasza dzisiaj wygląda właśnie tak

                                                    http://i68.tinypic.com/esssxw.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 31.05.18, 12:32
                                                    Nie jesteś ty z miast najpodlejszym...
                                                    A przecież nie tylko miasto narodzin Jezusa.
                                                    A przecież i miasto Dawida.
                                                    A przecież to Efrata z Księgi Rodzaju - jakże zatem inna od tylu miejsc, o których źródła - w tym Stary i Nowy Testament - milczą. Miasto Elimeleka i Noemi. Miasto Boaza wreszcie.
                                                    Miasto rzezi dzieci w wieku lat poniżej dwojga (będzie jeszcze o tym) - o czym wspomniał już w II wieku Justyn męczennik.
                                                    W sto lat po ukrzyżowaniu Jezusa Grotę Narodzenia Rzymianie obudowali świątynią Adonisa. Konstantyn Wielki po upływie kolejnych dwustu wzniósł tu Bazylikę Narodzenia Pańskiego (dzięki funduszom wszechobecnej w naszym opowiadaniu św. Heleny) zniszczoną w VI wieku przez... Samarytan (jak widać nie zawsze kojarzą się tak dobrze, jak miłosierna Samarytanka dzieląca się wodą z Jezusem, czy takiż Samarytanin ratujący obrabowanego kupca) Meczet przywołany przez Sorell to dzieło kalifa Omara (wiek VII).
                                                    Betlejem w 1099 roku odbili krzyżowcy - otoczyli miasto murem i rozbudowali bazylikę. Murów dziś juz nie ma - zniszczyli je muzułmanie. Ale bazylika wciąż stoi.
                                                    Ciekawa jest geneza nazw dzielnic. Harat Nadżar upamiętnia wczesnych chrześcijan, którzy przybyli tu z Nadżar. Harat Tardżuma czyli dzielnica tłumaczy pochodzić od Włocha, który ożeniwszy się z chrześcijanką arabskiego pochodzenia pracował tu jako tłumacz służąc pomocą pielgrzymom i księżą. Harat al-'Ajn (źródło) to miejsce skąd czerpano wodę.
                                                    Najważniejszą z ulic jest oczywiście Ulica Żłóbka. Naturalnie daleka swym wyglądem i funkcją gdy wrócić do naszych pastuszków. Pielgrzymi mogą tu kupić szereg pamiątek lub się posilić.

                                                    cdn.
                                                  • wscieklyuklad Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 31.05.18, 12:38
                                                    Dziedziniec z figurą św. Hieronima - tłumacza Wulgaty.
                                                    Za nią znajduje się otwierane o 5.50 wejście do wnętrza Bazyliki. Katoliccy ksieża prowadzą do ołtarza, przy którym odprawiane są msze w językach poszczególnych narodów (także i polskim - my jednak natrafiliśmy na księży... koreańskich!)

                                                    http://i68.tinypic.com/33vcml5.jpg

                                                    Napis przy wejściu uzmysławia pielgrzymom wagę nawiedzanego miejsca

                                                    http://i65.tinypic.com/9azom1.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 31.05.18, 12:54
                                                    Jeśli masz szczęście możesz dać odpoczynek nogom, gdy ktoś rezerwuje kolejkę.
                                                    Wejście do Groty Narodzenia jest wąskie, a pielgrzymi święcą w niej różne przedmioty - niekoniecznie dewocjonalia. Tłumek posuwa się wolno - my odstaliśmy blisko dwie godziny. Nic dziwnego, że dłużący się czas pielgrzymi skracają wpisywaniem się na specjalnie tu powieszonych płótnach - fakturą przypominają worki na ziemniaki i są - po zapełnieniu przesuwane ku górze, a czyste zajmujące ich miejsce szybko się zapełniają. Nie tylko piszącym skraca się dzięki temu oczekiwanie. My pogrążyliśmy się w poszukiwaniu polskich autorów z radością stwierdzając, iż wielu "naszych" było tu ledwie kilka dni wstecz.

                                                    http://i66.tinypic.com/19nhuh.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/2i9qihz.jpg

                                                    Przy wyjściu mijamy jeszcze figurę krzyżowca
                                                  • 1agfa Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 31.05.18, 13:39
                                                    Czytam, oglądam, dziękuję po trzykroć drodzy Państwo, za umożliwienie zwiedzania, oglądania, przeżywania wraz z Wami. Za sposób "zwiedzania" bogatszy od jakichkolwiek innych opisów i opowiadań...
                                                    DZIĘKUJĘ!!
                                                    (tylko na chwilę, mam kłopoty z łącznością, wpisy uciekają).

                                                    wscieklyuklad napisał:

                                                    > http://i65.tinypic.com/24zbrix.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Tradycja, czyli łupinka monumentem obudowana 31.05.18, 13:58
                                                    Poświęciliśmy w "gwieździe" różaniec z drzewa różanego (pięknie pachnie).
                                                    A w drodze do hotelu przywoływaliśmy w pamięci legendy...

                                                    Oto ostrzeżeni przez Anioła uchodzą z Betlejem.
                                                    Kto ich ochraniał?

                                                    Ludowe klechdy wspominają o grocie, w której się schronili. Opleciona pajęczą siecią ukryła uciekinierów przed pościgiem.
                                                    Inna uzasadnia drżenie osiki. To ta, która odmówiła schronienia świętej rodzinie - do dziś trzęsie się ze strachu. Nie ocaleliby, gdyby nie rosnąca tuż obok leszczyna.
                                                    Ta ukryła ich w gęstym listowiu i wstrzymała szelest. Tyle, że między gałązkami skrywała się kukułka, ktra - by przypodobać się Herodowi, zaczęła kukać. Za karę do dziś nie buduje gniazda i podrzuca swe jaja na wychowanie innym ptakom. A leszczyna? Za dobro otrzymała swoja nagrodę. Od tamtej pory nie imają się jej pioruny. Podczas burzy leszczyna jest jedynym drzewem, które zapewnia bezpieczne schronienie przed gromem.
                                                    I wreszcie ostatnia z legend dotyczących ucieczki.
                                                    W trakcie niej natrafiają na pole uprawianie przez siewcę. Maryja widząc pogoń, narzuca płachtę i też zaczyna siać. Padające w ziemię ziarno od razu przyjmuje postać dojrzałych kłosów. Zapytany o to czy uciekinierzy przechodzili tędy, siewca potwierdził słowami: tak, kiedy siałem ziarno. Zrezygnowani odstąpili od dalszej pogoni.
                                                    I wreszcie legenda ostatnia.
                                                    Osaczeni przez zbója w ciemnym lesie. Na niebie pojawia się dziwne światło, które paraliżuje złoczyńcę. Ten zabiera ich do swej chaty, w której jest niemowlę dotknięte trądem.
                                                    Maryja kąpie je w tej samej wodzie, w której przed chwilą kąpała syna. Dziecko zdrowieje. Rodzina zbója nawraca się. Ale uzdrowione dziecię nie wstępuje na ścieżkę wiary. Kontynuuje zbójeckie życie ojca.
                                                    Wedle legendy został ujęty. To ten, który konał na krzyżu po prawicy Chrystusa.
                                                    Ten, który w ostatniej chwili życia pojął swój błąd...

                                                  • wscieklyuklad K.M.B czyli siła tradycji 01.06.18, 18:50
                                                    Na wielu drzwiach 06. stycznia pojawia się ten napis. Kupujemy w kościele malutkie paczuszki z kadzidłem i kredą Mirry i złota nie oferują - nabywamy to bowiem drogą datków, a sprzedawcy nie grzeszą hojnością.

                                                    Pojawiają się jedynie w Ewangelii św. Mateusza! Gdyby nie jego relacja, zapewne nie wiedzielibyśmy o odwiedzinach tak czcigodnych pielgrzymów.
                                                    A skoro notka, to warto się nad nią pochylić.
                                                    Czym się kierowali? Czy rzeczywiście tajemniczą gwiazdą? Czy szczególną koniunkcją planet (Jowisz i Saturn)rozświetlającą nocny firmament? Trzykrotna koniunkcja w ciągu jednego roku i to w Gwiazdozbiorze Ryb występuje raz na 800 lat i faktycznie miała miejsce w okresie narodzin Jezusa! Saturn to planeta królewska. Jowisz jest planetą związaną z narodem żydowskim, Gwiazdozbiór Ryb od zawsze kojarzono z nadejściem Nowej Ery.
                                                    Narodził się król - władca świata!
                                                    Ale skoro tak, to czemu zjawisko to zgasło tak nagle, jak się pojawiło i to akurat nad stajenką? Skoro tak, to czemu WYŁĄCZNIE ONI je widzieli - przecież było wystarczająco jasne! Nie mogła być to kometa Halleya i to nie tylko ze względu na fakt, iż przemierzała niebo 12 lat p.n.e., ale też wobec przesądu, iż kometa jest zwiastunem zła!
                                                    A może to nie astronomiczne zjawisko, ale proroctwo Micheasza kazało im jechać do Betlejem?
                                                    Tak naprawdę nie znamy nawet ich imion.
                                                    Kacper wywodzi się od łacińskiego caesar czyli władca, Melchior od hebrajskiego melech, zaś Baltazar od greckiego basileus - zatem władca, władca, po trzykroć władca!
                                                    Symbolizować mają Afrykę, Azję i Europę.
                                                    Symbolizować mają młodość, wiek średni i wiek dojrzały.
                                                    Mają mieć odpowiednio 20, 40 i 60 lat!
                                                    Uosabiali zoroastryjską wersję Mesjasza. Szli z Persji, gdzie żyła DUŻA DIASPORA ŻYDOWSKA!
                                                    Tak naprawdę nie wiemy ilu ich było!

                                                    Skąd zatem czerpiemy przekonanie o K.M.B.?
                                                    Z liczby darów? (trzy - jako pierwszy taką tezę postawił Orygenes)
                                                    Z malowideł napotykanych w katakumbach?
                                                    Z tych ostatnich z pewnością nie! Są bowiem takie, które dokumentują dwóch mędrców. Są i takie, które są wielokrotnością "dwójki" (czterech, sześcioro a nawet dwunastu - skrajne malowidło zdaje się wskazywać, iż przybyszów było... sześćdziesięciu!)

                                                    Ledwie pojawił się jeden problem, a tu w kolejce stoi kolejny!
                                                    Chętnie widzimy mędrców przy żłóbku. Tymczasem Ewangelista wspomina, iż do "spotkania" doszło w... domu Józefa i Marii!
                                                    Zatem nie w stajence przecież! Tam dotarła tylko grupka pastuszków!
                                                    Być może wyjaśnienie znajdziemy w rzezi niewiniątek. Herod kazał przecież wymordować nie noworodki, ale wszystkich chłopców poniżej DRUGIEGO ROKU ŻYCIA!
                                                    Jeśli uwzględnimy ten rozkaz, to okaże się, iż odwiedziny "magów" miały miejsce gdy Jezus nie leżał już w stajence, ale był biegającym po mieszkaniu rodziców chłopczykiem!
                                                    Mateusz mówi, iż napotkali chłopczyka (paidon!). Gdyby było to niemowlę/noworodek, ewangelista użyłby innego określenia!

                                                    Czymże byłyby nasze opowieści bez odrobiny legend?

                                                    Jedna z nich głosi, iż magów było CZTERECH!
                                                    Oto Artaban - mag z miasta Ektebana sprzedaje swój majątek by kupić TRZY klejnoty: perłę, rubin i szmaragd, po czym ruszył śladem "gwiazdy". Do Jezuska jednak nie dotarł.
                                                    Po drodze pieniędzmi uzyskanymi ze sprzedaży kamieni szlachetnych wspierał biedaków.
                                                    Niedługo przed ukrzyżowaniem Jezusa spotkał go w Jeruzalem.
                                                    To do niego Jezus miał skierować znane nam dobrze słowa: "Zaprawdę powiadam ci, cokolwiek uczyniłeś jednemu z najmniejszych tych braci - mnie uczyniłeś"...

                                                    Są oczywiście inne interpretacje tych słów (np. "najmniejszy" ma odnosić się do dzieci - jakże to prorocze słowa gdy wspomnieć pedofilię).

                                                    Tak, czy inaczej pozostanę przy swojej legendzie. Czymże bowiem byłby świat - choćby oparty na faktach, gdyby nie nutka fantazji?
                                                  • wscieklyuklad Galilea - czy aby żydowska? 01.06.18, 19:16
                                                    Kilka słów specjalnie dla Dunajca.

                                                    Galilea. Przybliżyliśmy fotografie z Galilei dzisiejszej. To żyzna, pełna egzotycznych drzew (i oliwek!) kraina. Mniej tu dzisiaj powszechnych przed wiekami pistacji, wiecznie zielonych dębów szarańczyny, czy mastykowców. Na stokach Meronu nie ma takiej gęstwy jałowców, a libańskie cedry wytrzebiono do reszty.
                                                    Otoczona - jak i dziś terytoriami "obcymi". Oto od północnego zachodu rozpościera się fenicki Sydon i Tyr (w czasach bliższych Jezusowi zdominowane przez wpływy greckie) Na północy Aram (z syryjskim Damaszkiem). Na wschodzie Amman i Moab (późniejsza Nabatea a dzisiejsza Jordania) Pośrodku Galilea z dostępem do jeziora Genezaret.
                                                    Galilea... Ha-galil... HEBRAJSKIE galil ha-goyim.
                                                    W tłumaczeniu tyle co... "krąg ludów"!

                                                    Historycy do dziś spierają się, czy Galilea w czasach Jezusa była żydowska, czy pogańska.
                                                    Zvi Gal i Eric Meyers znaleźli tu monety i resztki ceramiki greckiej i z czasów hellenistycznych. Znaleziska te dominują w regionach miejskich, acz wioski nie są od nich wolne. Żydowski charakter Galilei to głównie regiony wiejskie. Znalazło to odzwierciedlenie w nazewnictwie.
                                                    Literatura talmudyczna wprowadza więc pojęcie osada (kfr) i wioska (kefar), miasteczko ('yr) i miasto (kerakh=polis).
                                                    Znany nam już historyk żydowski Józef Flawiusz wspomina, iż w Galilei istniało ok. 200 miasteczek wiosek - takie miasta jak Seforis czy Kafarnaum wymienia z nazwy (w tym ostatni nie dziwimy się pamiętając, iż tam leczył ranę po upadku z konia) czy wsie Simonias, Besara, czy Japha. Miasta zakładano w części południowej i wschodniej (tworzono tzw Decapolis złożone z 10 miast) zamieszkałe przez ludność helleńską (np. Scythopolis na zachodnim brzegu Jordanu czy Gadara, Pella i Hippos po jego stronie wschodniej.
                                                    Wzmianka Flawiusza pozwoliła na spekulacje odnośnie łącznej liczby ludności w tamtym okresie. Ocenia się, iż Galilee zamieszkiwało 150-250.ooo osób.
                                                    Badacze idą dalej, sugerując, iż takie wioski jak Nzaret były zdecydowanie żydowskie i nawet sam król Herod uszanował ten fakt.
                                                    Dowód?
                                                    Chętnie wznosił gigantyczne budowle w stylu rzymsko-greckim. Tyle, że w Judei i Samarii!
                                                    Od Galilei trzymał się z daleka.
                                                    Badacze religii znaleźli i inny dowód.
                                                    Jezus omijał większe miasteczka Galilei. Mateusz w swej Ewangelii przytacza jego słowa.
                                                    "Nie idźcie do pogan" poucza Apostołów.
                                                    Czemu?
                                                    Bo mieli skupiać się wyłącznie na społeczności żydowskiej. Szukać "zagubionych w domu Izraela owiec"...
                                                  • k.karen Re: Galilea - czy aby żydowska? 04.06.18, 15:02
                                                    Sorellino i WU
                                                    Z przyjemnością obejrzałam, z ciekawością przeczytałam smile Mogę podpisać się pod komentarzem Agfy:

                                                    "Czytam, oglądam, dziękuję po trzykroć drodzy Państwo, za umożliwienie zwiedzania, oglądania, przeżywania wraz z Wami. Za sposób "zwiedzania" bogatszy od jakichkolwiek innych opisów i opowiadań...
                                                    DZIĘKUJĘ!!"


                                                    I czekam na ciąg dalszy smile
                                                  • sorel.lina Re: Galilea - czy aby żydowska? 04.06.18, 18:34
                                                    Gdzie kończy się Betlejem, a zaczyna Jerozolima trudno by było zauważyć, gdyby nie... no właśnie! Gdyby nie mur! Mur zwany przez jednych "murem apartheidu", przez innych "murem bezpieczeństwa", od 2002 roku oddziela terytorium Autonomii Palestyńskiej od terytorium Izraela.
                                                    Palestyńczycy potępiają wzniesienie muru jako narzędzia szykan i upokarzania Palestyńczyków, zaś Izraelczycy twierdzą, że mur jest niezbędnym środkiem ochrony ludności cywilnej przed atakami palestyńskich terrorystów. Ukryć się nie da, że liczba zamachów terrorystycznych w Jerozolimie, po zbudowaniu muru bardzo spadła. Z kolei swoboda wymiany handlowej i tej codziennej ( wielu Palestyńczyków pracowało i pracuje w Izraelu), została drastycznie ograniczona, co boleśnie uderza w sytuację ekonomiczną przede wszystkim Palestyńczyków.

                                                    Tak więc każdy medal ma dwie strony. Co najmniej dwie.
                                                  • sorel.lina Re: Galilea - czy aby żydowska? 04.06.18, 18:48
                                                    Trochę fotek, które chyba dobrze ilustrują dzisiejszą,"nieturystyczną" i dość przygnębiającą rzeczywistość miasta narodzin tego, na którego ponowne przyjście wciąż tu czekają, tego który zaprowadzi pokój na ziemi, tej ziemi...

                                                    Po palestyńskiej stronie muru - zagrzewanie do walki i marzenia o pokoju. Nie do pogodzenia?

                                                    http://i67.tinypic.com/2v8gyh0.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/2qk4f21.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/1554fex.jpg http://i66.tinypic.com/2rpqubn.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/290y06x.jpg http://i68.tinypic.com/52m0cn.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/2qlcyza.jpg http://i65.tinypic.com/nz3pdi.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/w84zh3.jpg http://i67.tinypic.com/avgap1.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/2wpi2ys.jpg




                                                  • sorel.lina Re: Galilea - czy aby żydowska? 04.06.18, 19:22
                                                    ... i po izraelskiej stronie muru, to już Jerozolima. O walce nikt nie pamięta, nie chce pamiętać. Złudzenie pokoju...

                                                    http://i63.tinypic.com/2cna0dl.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/2wovh2f.jpg


                                                    Most w kształcie harfy Dawida, na której ten największy izraelski władca wygrywał psalmy na cześć Królestwa Pokoju.

                                                    http://i68.tinypic.com/34t4vgl.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/2vjerzl.jpg

                                                    Jerozolima - Jerushalaim ha-kdesha, Świete Miasto Pokoju... Marzenie wciąż niespełnione

                                                    http://i65.tinypic.com/21owm0p.jpg



                                                  • sorel.lina Re: Galilea - czy aby żydowska? 04.06.18, 20:14
                                                    W tym betlejemskim "Raju" spędziliśmy cztery doby smile

                                                    http://i67.tinypic.com/2e4c1s9.jpg

                                                    "Raj" miał naturalnie własny parking big_grin

                                                    http://i65.tinypic.com/m80jsw.jpg http://i67.tinypic.com/nwzc7r.jpg

                                                    Raj całkiem duży, ale aniołów w nim nie widzieliśmy smile

                                                    http://i63.tinypic.com/2liwq3k.jpg

                                                    "Raj" niczego sobie, taki arabsko - europejski w wyrazie, bo prowadzony przez palestyńską rodzinę... chrześcijańską!

                                                    http://i64.tinypic.com/29popog.jpg http://i66.tinypic.com/2qvwn68.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/2d1k753.jpg http://i64.tinypic.com/swvdw7.jpg

                                                    Z okien "Raju" mieliśmy takie widoki na Betlejem. Na kolana - nomen omen - nie powalały. smile

                                                    http://i68.tinypic.com/5ofhuh.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/dz9xmu.jpg

                                                    W "Raju" nie mogło oczywiście zabraknąć Polaków pod przewodem księdza. I to jakiego księdza!. big_grin

                                                    http://i63.tinypic.com/qx2p35.jpg

                                                  • wscieklyuklad Re: Galilea - czy aby żydowska? 04.06.18, 20:46
                                                    "Rajski" hotel miał dwie zalety - po pierwsze posiadał całkowicie bezpłatny i stale dostępny dla każdego z gości parking! Miał siedem pięter, dwie czteroosobowe windy oraz sale restauracyjną ze szwedzkim barkiem. Wybór dość duży, choć nie oferowano zbyt wiele potraw lokalnych, które zawsze są atrakcją pobytu.
                                                    Po drugie, okna pokoju wychodziły na Jerozolimę - te domy w tle to zabudowania Jerozolimy.
                                                    Aby sfotografować ten widoczek trzeba było otworzyć okno, gdyż szyby po raz ostatni były myte jakieś kilka lat wstecz. Ta chwilka wystarczyła, by do wnętrza wpadł podstępny komar - pierwsza noc nie należała więc do wypoczynkowych, ale rankiem na szczęście udało się unicestwić owada.

                                                    Jeszcze parę słów o murze.
                                                    Kto wie, czy trampek nie wziął przykładu właśnie z Izraelczyków a jego plan odgrodzenia się od niechcianych imigrantów z Meksyku i Ameryki Łacińskiej nie był wzorowany na tutejszym murze. Izraelczycy - w odróżnieniu od amerykańskiego błazna - nie rzucają słów na wiatr, o czym może świadczyć fakt, iż pierwsze prace przy wznoszeniu muru podjęto... w dwa dni po podjęciu ostatecznej decyzji.
                                                    Kolejne 16 lat dostawiano kolejne "klocki" - dziś mur liczy blisko 500 km. a docelowo ma ich być blisko 700.
                                                    Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości uznał te inwestycję za nielegalną i nazwał "murem apartheidu" co Palestyńczycy kupili na pniu. Odgrodzenie Betlejem sprowokowało Banksy'ego do pozostawienia na murach po stronie palestyńskiej gołąbka w kamizelce kuloodpornej. Tuż obok graffiti znajduje się sklepik, w którym można nabyć rozmaite pamiątki zdobione rysunkami Banksy'ego.
                                                    To ten "sklepik" po lewej z zamkniętą na cztery spusty bramką. Widać niewielu nabywców nie zachęca do handlu. Nic dziwnego, gdyż całość mieści się ok. 300 metrów od granicy - tu potrafią sięgać kolejki pojazdów i dominują uliczni sprzedawcy.

                                                    http://i68.tinypic.com/1054rax.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Galilea - czy aby żydowska? 04.06.18, 21:32
                                                    Po drugiej stronie muru żyje ok. 2.5 mln. Palestyńczyków, wśród których bezrobocie sięga 27 procent.
                                                    Jeśli uzmysłowimy sobie, że w odległej Gazie blisko połowa z 1.5 mln. mieszkańców jest bez pracy, to łatwo pojąć napięcia i ciągłe walki w tym miejscu. W chwili podpisywania traktatu pokojowego z Egiptem, ten jako warunek rozejmu podał... przyjęcie Strefy Gazy pod kuratelę IZRAELA!
                                                    Oczywiście mur nie jest jedynie budowlą z płyt betonowych. Wiele stref to drut pod NAPIĘCIEM!
                                                    Na drugą stronę wiedzie blisko 70 bram - te dostępne dla Palestyńczyków umożliwiają dotarcie do pól przez nich uprawianych. Jest ich niewiele, tak, że 70% warzyw oraz aż 90% owoców dostępnych na palestyńskim rynku pochodzi z pół żydowskich.
                                                    Pozarolnicza działalność Palestyńczyków na terenie Izraela to prace budowlane, oraz - gdy chodzi o kobiety - pomoc domowa. Palestyńczycy nie mają opieki socjalnej, emerytur ani zasiłków chorobowych. Nieliczne placówki ochrony zdrowia nie zapewniają w pełni fachowej opieki - zmusza to potrzebujących do korzystania z pomocy po drugiej stronie muru.
                                                    Oto jedno z wizytowanych przed "wojną" palestyńskich placówek medycznych. Wolno mi pokazać jedynie fronton. Faktycznie, w środku szału nie było.

                                                    http://i68.tinypic.com/xm0f8j.jpg

                                                    Za to towarzyszącą nam wojskową karetkę medyczną towarzyszącą nam w podróży wklejam bez ryzyka naruszenia umowy.

                                                    http://i68.tinypic.com/r7rqpv.jpg
                                                  • 1agfa Re: Galilea - czy aby żydowska? 04.06.18, 21:10
                                                    Potężny, wręcz onieśmielający mur.
                                                    Most wspaniały, jakby ulotny, skrzydlaty - a przecież solidny.
                                                    Przypomniały mi się działa Pendereckiego...

                                                    ninateka.pl/audio/psalmy-dawida-na-chor-mieszany-i-instrumenty
                                                    (może nienajlepsze nagranie, ale z opisem i pierwsze z brzegu wpadło w ręce. Piszę tu jak najmniej, choć czytam zachłannie, aby nie zamącić, Sorellino i WU : ))
                                                    (...)
                                                    > Most w kształcie harfy Dawida, na której ten największy izraelski władca wygryw
                                                    > ał psalmy na cześć Królestwa Pokoju.

                                                    >
                                                    > http://i68.tinypic.com/34t4vgl.jpg
                                                    >
                                                    > http://i68.tinypic.com/2vjerzl.jpg

                                                    (...)
                                                  • wscieklyuklad Re: Galilea - czy aby żydowska? 04.06.18, 21:52
                                                    https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRqOiHOrjS3YPd_NR68_k7dcSX1E7cBWhD5Ogwo8sUxrE_uGA2rdA

                                                    https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSv9KDDyPER02kEpzmwWMw7HznA6btpiu43YfZTbyFNobGROXX5hA

                                                    Tymi dwoma graffiti Banksy'ego (z netu) żegnamy Betlejem.
                                                    Obok wieży ze stali i z kuloodpornymi szybami - czarnej po jej lewej stronie od płomieni koktajlu Mołotowa, jedziemy dalej, ku nowym przygodom i nowym opowieściom.

                                                    (PS. może być mnie nieco mniej - ach te konkursy)

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka