Dodaj do ulubionych

Z górki na pazurki,

04.10.18, 23:13
...albo raczej bezbronnym gołym tyłkiem w kolczastych krzakach.

next.gazeta.pl/next/7,151003,24003073,moglo-byc-18-nowych-smiglowcow-jest-pudrowanie-starych-dwa.html#a=88&c=145&t=2&g=b&s=BoxBizImg
"...Kontrakt miał opiewać na 13,5 miliarda złotych za 50 śmigłowców, symulatory, szkolenia, dostawy części zamiennych i offset. Gdyby pod koniec 2016 roku został podpisany, to zgodnie z jego zapisami dzisiaj w Polsce powinno być 18 maszyn H225M. Trwałoby szkolenie pilotów i techników. Byłaby to epokowa zmiana we flocie śmigłowców polskiego wojska.

Zakup w stanie zawieszenia

Po decyzji o zerwaniu negocjacji ówczesny szef MON - Antoni Macierewicz, szybko zapewnił, że wojsko nowe śmigłowce dostanie. Miało to się odbyć "szybciej, lepiej i taniej". Padły deklaracje o zamówieniu maszyn S-70i Black Hawk od amerykańskiego koncernu Lockheed Martin, który składa je w zakładach PZL Mielec.

Tymczasem do dzisiaj polskie wojsko nie otrzymało ani jednego nowego śmigłowca. Jedyne zamówione przez Polskę maszyny tej klasy to dwa S-70i dla policji. Oba mają zostać przekazane do służby pod koniec tego roku.
(...)
Jest więc właściwie niemożliwe, aby ewentualny kontrakt podpisano jeszcze w tym roku. Gdyby udało się w przyszłym, to dostaw można by się spodziewać może w 2021 roku, ponieważ dwa lata to przeciętny okres oczekiwania w przypadku takich zamówień. Potem jeszcze dodatkowe kilka lat na szkolenie załóg i obsługi. Nowych śmigłowców, gotowych do akcji można by się więc spodziewać może około 2025 roku.
(...)
Pieniądze i polityka decydują, wojsko w tle

Jest wyraźnie widoczne, że dla MON pod rządami PiS zakupy nowych śmigłowców dla polskiego wojska nie jest priorytetem. Stwierdził to dobitnie były wiceminister Bartosz Kownacki, mówiąc w 2017 roku, iż mają "dziesięciorzędne" znaczenie. Plany ich zakupów są więc odsuwane w czasie i ograniczane.

Podstawowym powodem takich działań mogą być pieniądze. H225M Caracal miały być kupowane w ramach Programu Modernizacji Wojska na lata 2013-2022. W trakcie jego trwania okazało się, że wstępne szacunki kosztów są znacznie zaniżone i nie ma dość pieniędzy na wszystkie planowane zakupy. Jednocześnie rząd PiS postanowił stworzyć Wojska Obrony Terytorialnej, oznaczające nieplanowane wcześniej wydatki. Według początkowych planów do 2022 roku miało to być prawie sześć miliardów złotych, ale realnie będzie to więcej. W 2017 roku zamiast 600 milionów złotych wydano miliard. W 2022 roku może się więc okazać, że WOT pochłonie prawie całą kwotę planowaną do wydania na program zakupu śmigłowców wielozadaniowych. ..."
Obserwuj wątek
    • 1agfa Re: Z górki na pazurki, 04.10.18, 23:20
      "...Znaczenie ma też polityka. Przedstawiciele PiS, z prezesem Jarosławem Kaczyńskim na czele, wielokrotnie krytykowali podczas kampanii wyborczej w 2015 roku wybór H225M Caracal, jako nowego śmigłowca dla polskiego wojska. Podkreślali, że tak duże zamówienia należy lokować w "polskich" fabrykach, wskazując na zakłady PZL Świdnik (należące do włoskiej firmy Leonardo) oraz PZL Mielec (amerykańska firma Lockheed Martin). Oba leżą na terenach tradycyjnie popierających w wyborach PiS.

      Dodatkowo w 2017 roku wybuchła afera za sprawą Wacława Berczyńskiego, bliskiego współpracownika Macierewicza i przewodniczącego założonej przez niego komisji ds. ponownego zbadania katastrofy w Smoleńsku. Do 2007 roku był on pracownikiem koncernu Boeing. Berczyński powiedział w wywiadzie dla "Gazety Prawnej", że to on "uwalił caracale". Deklarował, że wykorzystał przy tym swoje kontakty w partii rządzącej. MON zdecydowanie zaprzeczył jego słowom i zadeklarował, że nie miał on wpływu na decyzję o rezygnacji z H225M Caracal. Po wybuchu afery Berczyński zrezygnował z przewodnictwa komisji smoleńskiej, pracy w radzie nadzorczej zakładów WZl-1 w Bydgoszczy i wyjechał do USA.

      W starciu z pieniędzmi i polityką potrzeby samego wojska mają drugorzędne znaczenie. Fakt jest taki, że polscy lotnicy muszą latać na bardzo wiekowym radzieckim sprzęcie, który zgodnie z nowymi decyzjami MON ma być remontowany, ewentualnie lekko modernizowany i używany dalej, choć od lat planowano jego wycofanie. Taki proces przechodzą między innymi morskie śmigłowce Mi-14, obecnie odmładzane w zakładach WZL-1 w Łodzi. Z MON dochodzą też sygnały o pomysłach na wymianę silników w poradzieckich maszynach na nowe z Ukrainy czy dozbrajaniu uderzeniowych Mi-24, od lat latających bez swojego głównego uzbrojenia - rakiet przeciwpancernych. Wydłużany ma być nawet żywot bardzo prostych i starych lekkich Mi-2, wywodzących się z lat 50. ..."

      Z lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku!!
      (pogrubienia poza śródtytułami moje)
      Więcej: next.gazeta.pl/next/7,151003,24003073,moglo-byc-18-nowych-smiglowcow-jest-pudrowanie-starych-dwa.html#a=88&c=145&t=2&g=b&s=BoxBizImg
    • 1agfa Re: Z górki na pazurki, 04.10.18, 23:43
      Ceny rosną w tempie zauważalnym przez każdego.
      next.gazeta.pl/next/7,151003,24000837,ekspert-prad-powinien-podrozec-o-30-proc-drozsza-energie-dla.html
      https://bi.im-g.pl/im/a1/e3/16/z24000929IE,Rachunki-za-prad-wzrosna.jpg

      Ekspert: prąd powinien podrożeć o 30 proc. Piekarz, rzemieślnik też będą musieli podnieść ceny

      "...Ceny energii elektrycznej dla firm i samorządów rosną dramatycznie. W niektórych przypadkach dostawcy chcą podnieść przedsiębiorcom rachunki o nawet 70 proc. To budzi pytania, co stanie się z cenami dla odbiorców indywidualnych.

      Ile w rachunku za prąd jest rynku a ile polityki?

      - Wszystko wskazuje na to, że te podwyżki prędzej czy później nas czekają - mówi next.gazeta.pl Dawid Czopek, ekspert, który śledzi rynek energii.

      Ceny prądu dla gospodarstw domowych są w Polsce regulowane. Taryfy zatwierdza Urząd Regulacji Energetyki. To niezależny organ (choć prezes ostatecznie jest powoływany przez polityków, z tym, że nie tak łatwo jest go odwołać), ale wnioski taryfowe przesyłają do niego firmy wytwarzające prąd. Tak się składa, że w Polsce są one koncernami państwowymi. Pojawiają się opinie, że przed nadchodzącymi wyborami samorządowymi na podwyżki nikt się nie odważy.

      - Trzeba zadbać o przedsiębiorstwa, które mogą być zmuszane, by nie przynosić wniosków o podwyżki taryf, co jest absurdalne - mówił niedawno prezes URE Maciej Bando w czasie Kongresu Energetycznego DISE we Wrocławiu.

      Wcześniej "Dziennik Gazeta Prawna" donosił, że spółkom energetycznym zakazano wnioskowania o podwyżki dla gospodarstw domowych.

      Droższy prąd dla firm odczujemy wszyscy

      Na razie spółki te podnoszą ceny przedsiębiorcom i samorządom. Ale to nie jest tak, że w nas, odbiorców indywidualnych, to nie uderzy. - Oczywiście że to odczujemy i to w dużo większym stopniu niż to, co widzimy dziś na rachunku - mówi Dawid Czopek. ..."
      (...)
      Prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej stwierdził, że energia elektryczna to około 40 proc. kosztów działania stalowni, a koszty pracy w przypadku stalowni to 7 proc. proc. kosztów.
      (link)
      next.gazeta.pl/next/7,151003,24000837,ekspert-prad-powinien-podrozec-o-30-proc-drozsza-energie-dla.html
      (...)
      "...- Pamiętajmy o tym, że piekarz, że inny rzemieślnik, który u nas pracuje, musi podnieść swoje ceny, ponieważ ma droższą energię elektryczną. Nie wspominając o tym, że będziemy mieli problem z takimi zakładami pracy, które potrzebują dużo energii, na przykład huty - tłumaczy ekspert, który w rozmowie z next.gazeta.pl wyjaśnia też, dlaczego prąd w Polsce drożeje tak mocno. ..."

      Więcej: next.gazeta.pl/next/7,151003,24000837,ekspert-prad-powinien-podrozec-o-30-proc-drozsza-energie-dla.html
    • 1agfa Re: Z górki na pazurki, 05.10.18, 01:03
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,164871,23996515,trzynascie-milionow-polakow-bez-transportu-publicznego-ze.html#BoxWOpImg1
      "...Nieco ponad miesiąc temu, 2 września, premier Mateusz Morawiecki na konwencji Prawa i Sprawiedliwości przedstawił program partii na tegoroczne wybory samorządowe. Jednym z najważniejszych punktów jest projekt "Nowoczesna gmina", który zakłada m.in. wsparcie komunikacji autobusowej. - Zamykanie lokalnych dworców PKS i zwijanie linii autobusowych jest niechlubnym symbolem zwijania się Polski - stwierdził. Zadeklarował, że gminom, które będą chciały odbudować połączenia autobusowe, zostaną przyznane podwojone środki finansowe.

      Podobne obietnice słyszeliśmy podczas kampanii wyborczej do Sejmu w 2015 roku. Słowa te wróciły do nas 15 września, kiedy pracownicy PKS Krosno protestowali przeciwko polityce partii rządzącej. Na transparencie napisane było: "Zaufaliśmy wam, a wy nas oszukujecie". Chodzi o obietnice byłej premier Beaty Szydło, która w 2015 roku miała deklarować pomoc przedsiębiorstwu w wyjściu z zadłużenia. Tymczasem w 2016 r. komornik zlicytował tabor samochodowy PKS Krosno S.A., a pod koniec listopada zarząd spółki złożył wniosek o jej likwidację. Krośnieński PKS upadł. ..."

      To nie jedyny taki przypadek

      Zlikwidowanie PKS-u w Krośnie nie jest sytuacją odosobnioną, a wyszukanie dziesiątek bliźniaczych przypadków zajmuje mi kilkanaście minut. I tak na przykład z początkiem tego roku PKS w Rzeszowie zawiesił ponad 30 kursów. Od 1 lipca z obsługi autobusowej kilku podkarpackich powiatów zrezygnował również jedyny duży przewoźnik w Bieszczadach - Arriva. Bez komunikacji zostały powiaty bieszczadzki, leski, sanocki i brzozowski. Decyzja ta jedynie pogłębiła problem, który na Podkarpaciu istnieje od lat.

      Jednak nie tylko na Podkarpaciu transport publiczny kuleje. W tym roku w stan likwidacji postawiony został PKS w Lublińcu (woj. śląskie). Był to jeden z nielicznych oddziałów nadal działających w ramach Skarbu Państwa. Od 2017 roku nadzorowany był przez Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa. ..."
      itd., itd...
      PKS znika także w województwie mazowieckim, Bieszczadach; ogółem na tę chwilę brak komunikacji doskwiera 13 milionom ludzi z małych miasteczek i wsi, czyli tam gdzie był to jedyny środek komunikacji.
      Znikające PKS-y...

      "Czekam 1,5 godziny na autobus, więc siedzę w galerii handlowej"

      Takie sytuacje zdarzają się niemalże w całej Polsce. Przykładem może być woj. łódzkie. Kuba Lisiecki, uczeń 4 klasy technikum, opowiada mi: - Rano mam autobus o 7:10. Jeśli mam lekcje na 8:00, to spoko, ale jeśli na 8:50, to muszę czekać około 1,5 godziny w szkole, gdy moi koledzy z klasy jeszcze śpią. Kończę lekcje zazwyczaj o 15:05, a autobus o tej samej godzinie odjeżdża z mojego przystanku, więc nie mam szans na niego zdążyć. Kolejny mam dopiero o 16:40. Muszę ponad 1,5 godziny czekać. Chcąc czy nie, muszę coś w tym czasie robić, więc najczęściej przesiaduję w galerii handlowej - tłumaczy.

      Ostatni autobus do wsi Kuby odjeżdża o 19.00, więc nie ma możliwości spędzić czasu ze znajomymi. - U mnie nie ma spontanicznych wyjść. Wszyscy moi znajomi piszą do siebie "Wyjdziesz za 5 minut?" i po prostu wychodzą. Do mnie trzeba pisać co najmniej kilka godzin wcześniej, a najlepiej dzień wcześniej - opowiada. Jeszcze trudniej jest w weekendy. W sobotę Kuba ma do wyboru dwa autobusy do pobliskiego miasta - o 9.00 i 12.00. - Wiadomo, że w sobotę czy niedzielę nie ma nawet szans się ze mną spotkać. Pracować w weekend też nie mogę, bo nie mam jak dojechać ani wrócić - twierdzi...."
      Uczęszczanie do szkół, chęć nauki wymaga w takich warunkach wyjątkowego hartu.
      https://bi.im-g.pl/im/16/e2/16/z23997718Q,Protest-Partii-Razem-przeciwko-likwidowaniu-PKS-ow.jpg
      Oczywiste jest, że brak transportu powoduje wykluczenie.
      Rządowi obiecywacze jeżdżą, obiecują - tak samo jak w 2015.
      A PKS - znikają.
      Więcej: wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,164871,23996515,trzynascie-milionow-polakow-bez-transportu-publicznego-ze.html#BoxWOpImg1

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka