"Cesare Borgia z Power Pointem" ? : )

17.10.18, 13:51
wyborcza.pl/7,75968,24051725,jak-morawiecki-wyrolowal-kaczynskiego-czyli-premier-jako-borgia.html#s=BoxWyboLink
Interesujący "przegląd" osobowości potencjalnego delfina, zwanego czasami (i gdzie indziej) Pinokiem. Nie wiem czy Autor nie chce zobaczyć szczypty racjonalności w postępowaniu irracjonalnym. Bo skala obietnic i twierdzeń (dla ciemnego ludu) w wykonaniu MM przekracza budżety potężnych mocarstw.

"...Jesteśmy świadkami finezyjnej rozgrywki, którą przeprowadził Mateusz Morawiecki. Obojętnie, czy PiS wygra, czy przegra wybory samorządowe, premier zapewne pozostanie na stanowisku i umocni swoją władzę, bo Jarosław Kaczyński zbyt dużo w niego zainwestował

Prezes PiS Jarosław Kaczyński głosi, że premier Mateusz Morawiecki był zawsze „po właściwej stronie” i ma do niego pełne zaufanie. W rzeczywistości nie wiemy, jakby się zachował, gdyby znał kompromitujące obecnego premiera nagrania z restauracji Sowa i Przyjaciele przed rządowymi nominacjami.

Czy naprawdę podjąłby takie ryzyko? Wyrzuciłby ze stanowiska premier Beatę Szydło, którą propaganda ogłosiła środkowoeuropejską wersją Żelaznej Damy? Zapewne bałby się reakcji elektoratu po ujawnieniu, że prominentny polityk PiS był jednym z bohaterów „taśm prawdy”, na których okazał się klnącym jak szewc członkiem „układu Platformy”. Po drugie, bałby się ryzyka, że na światło dzienne wyjdzie taśma, o której w zeznaniach mówią kelnerzy. Według nich znajduje się na niej nagranie, jak Morawiecki przeprowadza transakcje nieruchomościami „na słupy”.

Jednak Kaczyński uczynił Morawieckiego symbolem kampanii wyborczej i sukcesu rządów PiS. Dlatego musi teraz wraz z aparatem propagandy głosić najbardziej prymitywne usprawiedliwienia, że taśmy to atak „mafii vatowskiej” oraz spisek Angeli Merkel i Grzegorza Schetyny. Tak jakby to Merkel i Schetyna używali wulgaryzmów, wypowiadali się cynicznie o Polakach, oferowali kasę i stanowiska podczas restauracyjnych rozmów.

W rzeczywistości jesteśmy świadkami najbardziej finezyjnej politycznej rozgrywki, którą przeprowadził Mateusz Morawiecki. W obecnej sytuacji – obojętnie, czy PiS z Morawieckim na czele wygra, czy przegra wybory samorządowe – premier zapewne pozostanie na stanowisku i umocni swoją władzę, bo Jarosław Kaczyński zbyt dużo w niego zainwestował. ..."
(pogrubienia moje)
    • 1agfa Re: "Cesare Borgia z Power Pointem" ? : ) 17.10.18, 13:58
      "...Rozgrywka Morawieckiego na dwie strony

      Prezes nie lubi być ogrywany. Specjalistą w tej materii był Donald Tusk, począwszy od słynnej debaty przed wyborami w 2007 r. Tej porażki Kaczyński nie jest w stanie przeżyć do dziś. Jednak rozgrywka, którą przeprowadził Morawiecki, jest dalece bardziej finezyjna. Nie dość, że lider PiS dał się okpić, to jeszcze jest z tego bardzo zadowolony. Dzięki zapisom na taśmach z restauracji Sowa i Przyjaciele oraz późniejszym wypowiedziom Jarosława Kaczyńskiego możemy prześledzić elementy tej rozgrywki.

      W trakcie podsłuchanej rozmowy Morawieckiego – wówczas prezesa banku BZ WBK – pojawia się informacja, że otrzymał on propozycję ministerialnej teki od Donalda Tuska. Prezes Kaczyński przekonuje, że Morawiecki niezwłocznie poinformował go o tym wydarzeniu. Stwierdził przy tym, że Tusk proponował również stanowisko wicepremiera. Jednak w tekście „Wyborczej” autorstwa Iwony Szpali i Agaty Kondzińskiej wszyscy współpracownicy ówczesnego lidera PO zapewniają, że o stanowisku wicepremiera dla Morawieckiego w ogóle nie było mowy. Co więcej, ówczesny szef banku BZ WBK był jedną z kilku personalnych propozycji rozpatrywanych na stanowisko ministra finansów, i to nie pierwszoplanową. Skąd więc „wicepremier” w ustach prezesa?

      Kaczyński *tym razem może mówić prawdę. Morawiecki zapewne grał na dwie strony i licytował, kto da więcej. Zdawał sobie sprawę z tego, że po przejęciu BZ WBK przez hiszpański Santander nie będzie już szefem banku. Należy więc przypuszczać, że informował prezesa, jak bardzo jest potrzebny Tuskowi, i dlatego od PiS otrzymał więcej, czyli obietnicę stanowiska wicepremiera odpowiedzialnego za gospodarkę.

      Czy oznacza to, że w tamtym czasie zamknął sobie drogę politycznej kariery u boku PO? Nie. Widać wyraźnie, że „rozumie” problemy finansowe byłego ministra Aleksandra Grada, a równocześnie przy znajomych z Platformy włącza w telefonie tryb głośnomówiący, by „ze współczuciem” rozmawiać o stanowisku dla syna eurodeputowanego PiS Ryszarda Czarneckiego. W ten sposób ubezpieczył się zręcznie na obie strony. Zapewne gdyby najpierw Bronisław Komorowski wygrał wybory, a potem Platforma Obywatelska utrzymała władzę, mógłby wziąć stanowisko ministerialne. Wtedy w gronie przyjaciół z PO wspominałby z uśmiechem, że Kaczyński proponował mu stanowisko wicepremiera. ..."

      (*podkreślenie - nawet zepsuty zegar raz na dobę pokazuje prawdziwą godzinę.
      pogrubienia moje)
      • 1agfa Re: "Cesare Borgia z Power Pointem" ? : ) 17.10.18, 14:18
        "...Morawiecki do końca kadencji

        Jacek Kurski, klasyk „pisologii stosowanej”, mawiał w przeszłości, że w PiS wygrywa zwykle ten polityk, który najsprawniej „nawija makaron na uszy” prezesowi. W tej dziedzinie, jak się wydaje, Mateusz Morawiecki osiągnął pełny sukces. Jarosław Kaczyński nie zna się na gospodarce i dlatego ceni tych, którzy się znają. Dlatego kariera w PiS poprzedniego eksperta od gospodarki – byłej członkini PO i zakamieniałej liberałki Zyty Gilowskiej. To ona była najsilniejszym elementem pierwszego rządu PiS-Samoobrona-LPR.

        Publicysta Piotr Zaremba jest zdania, że być może prezes Kaczyński wreszcie znalazł premiera idealnego. Rzeczywiście, nikt do tej pory nie traktował polityki jak pracy bankowca, gdzie liczy się wyłącznie efektywność, inwestorom można prezentować tylko korzystne wyniki, a klientów okłamywać co do skutków inwestycji. To jest współczesny Cesare Borgia z „Księcia” Machiavellego używający Power Pointa. Do tej pory uważano, że nieusuwalnym politykiem w PiS jest Antoni Macierewicz, z którym Kaczyńskiego wiązała głęboka przyjaźń. Teraz politykiem nieusuwalnym staje się Morawiecki, ale powodem jest uzależnienie prezesa od premiera.

        To na nim jako „człowieku sukcesu” oparta jest przecież cała gierkowska propaganda PiS lejąca się z publicznych mediów. To on w obecnej kampanii jest Świętym Mikołajem, który rozdaje samorządom prezenty. Wybierzcie PiS, wtedy będę mógł rządzić i zapewnić dostatek wszystkim – przekonuje. Ujawnienie nagrań w niewielkim stopniu Morawieckiemu zaszkodziło. Wyborcy PiS są bowiem przekonani, że wszyscy politycy są niemoralni, a nasi politycy „*muszą być niemoralni", by skutecznie zwalczać przeciwników. W tej optyce polityk musi kłamać, aby chronić się przed innym politykiem.

        Bez względu na to, czy wybory samorządowe zostaną przez PiS wygrane. czy przegrane, Morawiecki będzie się umacniał. Gdyby prezes Kaczyński go odwołał po ewentualnej porażce, musiałby się przyznać wobec własnej partii, że popełnił błąd i dał się omotać. A to scenariusz z gatunku political fiction, bo prezes jest przecież nieomylny. ..."

        (pogrubienia poza śródtytułami moje)

        *Powszechny w wielu środowiskach w Polsce pobłażliwy a nawet przychylny i wyrozumiały stosunek do kombinatorstwa, dziedzictwo "radzenia sobie" w czasach opresji (np. zaborów, tzw. realnego socjalizmu), jest w starych demokracjach nie do przyjęcia. Ba, są tacy którzy z tego "radzenia sobie" zawsze i wszędzie, również drogą oszukiwania - w tym również państwa - są nawet dumni. I to jest ta maleńka różnica między Polską a krajami starego Zachodu. Granica z czasem wydawała się zacierać, stawaliśmy się, jako państwo, jednym z nich - Europą Środkową. Zmierzamy z powrotem w kierunku Europy Wschodniej.
        • 1agfa Re: "Cesare Borgia z Power Pointem" ? : ) 17.10.18, 14:40
          PS. Był to "artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu".

          wyborcza.pl/7,75968,24051725,jak-morawiecki-wyrolowal-kaczynskiego-czyli-premier-jako-borgia.html
          Jeden z komentarzy pod artykułem:

          "...Przenikliwa analiza. Warto dodać, za jakkolwiek Kaczyński nie stworzył tego Golema, to jest on udoskonaloną, a przez to karykaturalną repliką jego samego.

          Choćby mowa ciała. Morawiecki, podobnie jak prezes, przemawiając macha rękoma, ale ich zasięg jest nieporównywalnie większy. O ile u Kaczyńskiego rączki są jak pozbawione piór niewykształcone skrzydełka, u Morawieckiego sprawiają wrażenie daremnie mielących powietrze ramion wiatraka.

          Podobnie z kłamstwami. U prezesa małe, paskudne inwektywy i niedopowiedzenia, u Morawieckiego zamaszyste, jawnie demagogiczne łgarstwa.

          Takich, świadomych lub nie, hiperbolizacji jest więcej. Morawiecki to Kaczyński 2.0. Niby z większą ogładą i wiedzą o mechanizmach świata, ale w wielu sprawach mniej naturalny, bo mocno przesterowany.

          Jedna cecha jest identyczna. Wbrew ciągłemu przymilaniu się do ludzi, obaj nie mają serca. Przez ten defekt w wymiarze historycznym skazani są na klęskę i potępienie. Oczywiście o ile przetrwa na świecie jeszcze ład. ..."
Pełna wersja