Kląskaniem mając obrzękłe prawice.

22.10.18, 17:55
Norwid się kłania historycznie. A że bociany hen ku ciepłym pofrunęły krajom, tedy ogonek się do "a" uczepił i jeden odgłos inny wyparł, jedno wrażenie miejsca kolejnemu ustąpiło.
Klaskanie - dźwięk niemalże "przyuszny". Symbol tak aplauzu, jak i opłaconego uwielbienia.
Wyraz podziwu lub sztuczności.
Kląskanie - niesie się onoż z wysokości niczym "Ten jest mój ptak umiłowany - jego słuchajcie"
Z pól w trakcie bocianich sejmików się niesie. A potem już klucz na niebie...
Skąd takie akurat skojarzenie?
Bociani klucz z przewodnikiem i ułożonym w "Victory" stadem. Lot zgodny, w wyznaczonym kierunku i celu. Po drodze padną pewnie słabsze osobniki. Ale za kilka miesięcy znów tu powrócą - znów ucieszą nasze oczy, znów zachęcą do gniazd oporządzenia, wygody miejsca, nowego się zrodzenia...
Skąd takie właśnie skojarzenia?
Wczoraj pisony zebrały bacięta. W żadnym - poza Katowicami - liczącym się mieście NIKT nie chciał oddać spraw lokalnych w ręce przedstawiciela bydląt, które są w stanie złamać każdy paragraf prawny by wcielić w życie swe chore koncepcje u podłoża których leży tylko i wyłącznie chęć zdobycia i utrzymania władzy absolutnej.
Najistotniejsze, by partie "antypisonie" zdały sobie sprawę ze społecznej determinacji - wczorajszy dzień ukazał prawdziwe nastroje i powszechny brak akceptacji tego, co bydło oferuje krajowi.
W wyborczych nastrojach najważniejsze jest jednak coś zupełnie innego. Do sejmików bydło wprowadzi wprawdzie więcej przedstawicieli, jednak bez przewagi umożliwiającej samodzielną i niepowstrzymaną dalszą demolkę wszystkiego czego się dotknie ubraną w populistyczne hasełka, które potąd są nośne pokąd na świecie trwa względnie dobra (a przecież jak historia uczy), nietrwała koniunktura gospodarcza a Unia Europejska nie zakręciła jeszcze kurka ze szmalem do rozdania każdemu na cel dowolny.
Rozsądni przywódcy opozycji winni uważnie przyjrzeć się wyborczym wykresom, z których wynika jedno - Zjednoczona Opozycja to jedyna alternatywa na zagonienie bydła do zagród, gdzie jego miejsce.
Partie opozycyjne zgarnęły łącznie ponad 50% głosów (jeśli uwzględnić PO, PSL, i pozostałe lewactwo) co stwarza szansę zyskania BEZWZGLĘDNEJ przewagi w przyszłym Seymie.
Potrzebne to jest nie tylko po to, by długimi miesiącami przywracać zasady państwa prawnego, ale przede wszystkim w celu powsadzania przywódców tego stada na długie lata do więzień.

Czas pokaże, czy znów zatryumfuje samozadowolenie i pęd do stanowisk, czy też partyjni kacykowie odłożą na plan dalszy wygodę miękkich foteli, zrezygnują z boju o pozycję "samca alfa" i prawdziwie zjednoczą się w walce z faszyzmem i totalitaryzmem.
Społeczeństwo zapaliło liderom opozycji żółte światełko.
Oby się nie zacięło.
    • wscieklyuklad Re: Kląskaniem mając obrzękłe prawice. 22.10.18, 17:57
      Klaskaniem mając obrzękłe prawice,

      Znudzony pieśnią, lud wołał o czyny:

      Wzdychały jeszcze dorodne wawrzyny,

      Konary swymi wietrząc błyskawice.

      Było w Ojczyźnie laurowo i ciemno

      I już ni miejsca dawano, ni godzin

      Dla nie czekanych powić i narodzin,

      Gdy Boży-palec zaświtał nade mną;

      Nie zdając liczby z rzeczy, które czyni,

      Żyć mi rozkazał w żywota pustyni!

      *

      Dlatego od was... o! laury, nie wziąłem

      Listka jednego, ni ząbeczka w liściu,

      Prócz może cieniu chłodnego nad czołem

      (Co nie należy wam, lecz - słońca przyściu...).

      Nie wziąłem od was nic, o! wielkoludy,

      Prócz dróg zarosłych w piołun, mech i szalej,

      Prócz ziemi, klątwą spalonej, i nudy...

      Samotny wszedłem i sam błądzę dalej.

      *

      Po-obracanych w przeszłość nie pojętę -

      A uwielbionę - spotkałem niemało!

      W ostrogi rdzawe utrafiłem piętę

      W ścieżkach, gdzie zbitych kul sporo padało!

      Nieraz Obyczaj stary zawadziłem,

      Z wyszczérzonymi na jutrznię zębami;

      Odziewający się na głowę pyłem,

      By noc przedłużył, nie zerwał ze snami.

      *

      Niewiast, zaklętych w umarłe formuły,

      Spotkałem tysiąc; i było mi smętno,

      Że wdzięków tyle widziałem - nieczuły!

      Źrenicą na nie patrząc bez-namiętną.

      Tej, tamtej rękę tknąwszy marmurowę,

      Wzruszyłem fałdy ubrania kamienne,

      A motyl nocny wzleciał jej nad głowę,

      Zadrżał i upadł... i odeszły - senne...

      *

      I nic... nie wziąłem od nich w serca wnętrze,

      Stawszy się ku nim - jak one - bezwładny,

      Tak samo grzeczny i zarówno żadny,

      Że aż mi coraz szczęście niepojętsze!

      - Czemu? dlaczego? w przesytu-Niedzielę

      Przyszedłem witać i żegnać... tak wiele?

      Nic nie uniósłszy na sercu - prócz szaty -

      Pytać was - nie chcę i nie raczę: Katy!...

      *

      Piszę - ot! czasem... piszę na Babylon

      Do Jeruzalem! - i dochodzą listy -

      To zaś mi mniejsza, czy bywam omylon

      Albo nie?... piszę pamiętnik artysty -

      Ogryzmolony i w siebie pochylon -

      Obłędny!... ależ - wielce rzeczywisty!

      *

      Syn - minie pismo, lecz ty spomnisz, wnuku,

      Co znika dzisiaj (iż czytane pędem)

      Za panowania Panteizmu-druku,

      Pod ołowianej litery urzędem;

      I jak zdarzało się na rzymskim bruku,

      Mając pod stopy katakomb korytarz,

      Nad czołem słońce i jaw, ufny w błędzie -

      Tak znów odczyta on, co ty dziś czytasz,

      Ale on spomni mnie... bo mnie nie będzie!
Pełna wersja