sorel.lina
25.10.18, 11:28
... marzenia przegrane... złudzenia stracone...
W Warszawie nie będzie ani Budapesztu, ani Sofii, ani Ankary. W Polsce nie będzie Węgier, ani Bułgarii, ani Turcji. Bawarii i Dubaju też nie będzie.
– W wielkich miastach w Polsce mieszka ok. 15 proc. wyborców. Nie możemy się na nich skupiać. Oczywiście one są ważne, ale nie możemy patrzeć na pryzmat Polski, przez pryzmat wielkich miast. Polska to jest dzisiaj Polska mniejszych miejscowości, miasteczek, wsi. Polska jest jedna – mówił dziś rano Jacek Sasin w rozmowie z Danielem Wydrychem i Piotrem Goćkiem w „Sygnałach Dnia” radiowej Jedynki.
W tych słowach szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów kryje się największa porażka Prawa i Sprawiedliwości i w gruncie rzeczy koniec marzeń Jarosława Kaczyńskiego o zdobyciu w Polsce takiej władzy, jaką dzierży w swoich dłoniach Viktor Orban, premier Węgier. Tylko kompletni polityczni ignoranci mogli nie zauważyć, że prezes PiS nigdy tak naprawdę nie zrezygnował z wprowadzania w życie planu, ogłoszonego w październiku 2011 roku, czyli doprowadzenia do sytuacji, w której w końcu w Warszawie będzie Budapeszt.
Ostatnie trzy lata to w sferze przebudowy ustroju państwa i wdrażania nowych rozwiązań politycznych zasadniczo kopiowanie, krok po kroku poczynań lidera Fideszu. Przejęcie Trybunału Konstytucyjnego, ograniczenie prawa zgromadzeń, pogorszenie relacji z Unią Europejską, stopniowe ograniczanie prawa opozycji, przedstawianie części obywateli jako wrogów państwa i “gorszy sort Polaka”, gigantyczna centralizacja władzy oraz zamach na sądownictwo z Sądem Najwyższym na czele – to wszystko to nic innego jak podporządkowanie działań z góry założonemu celowi. Spodziewanym skutkiem tych działań było umocnienie władzy, znaczące zwiększenie stanu posiadania władzy, zdobycie nowych wyborców oraz perspektywa osiągnięcia w 2019 roku większości konstytucyjnej. Po niedzielnych wyborach wiemy jednak, że po trzech latach Kaczyński, choć zbliżył się do wdrożenia scenariusza węgierskiego nad Wisłą, to nigdy nie zrobi tego w 100% i nigdy nie stanie się partią władzy w takiej skali, jak partia jego węgierskiego idola.