wscieklyuklad
01.11.18, 20:21
Bidne to brudzińskie. Zostawione przez ratlerka na środku ringu bez rękawic bokserskich przeciw sforze faszystów, którzy przecwałują przez warszawskie ulice niszcząc wszystko co wpadnie w brunatne łapska - sprzątania będzie, że hohohohoho.
Silne, demokratyczne państwo, w którym władza potrafi dyscyplinować takie bydło, a jednostki najbardziej agresywne i popełniające przestępstwa skutecznie karze przeszło nam oto do przeszłości.
Trwające przez rok dochodzenie zbysiowej proKuratury nie ujawniło ANI JEDNEGO faszysty podlegającego kodeksowi wykroczeń - wyłapano protestujących przeciw temu bydłu, ale na szczęście większość sędziów nie uległo presji i uniewinniło tych odważnych ludzi, którzy z narażeniem zdrowia (a kiedyś, kto wie czy w niedalekiej przyszłości także i życia) protestowali przeciw panoszącemu się nazizmowi.
Sytuacja - co było od samego początku do przewidzenia - wymknęła się spod kontroli, bowiem doświadczenie historii przemawia jednoznacznie za eskalacją dozwolonych działań przestępczych - w przedwojennych Niemczech zajęło to trochę czasu - w wolskiej rzeczywistości wystarczyły umizgi pisoniego bydła oraz pokropek nie tylko na Jasnej Górze, by bandyci spod sztandarów narodowców poczuły się właścicielami kraju jedynie z sobie wiadomych powodów tolerującymi wszystkich tych świrów z ratlerkiem na czele.
To ostatnie zostało brutalnie zagonione do budy, znalazło sobie zatem alibi w postaci naprędkiego zaplanowania "czynności propaństwowych", których clou będzie odznaczenie zalegających groby prochów dotychczas nieobaretkowanych.
NEGOCJACJE z faszystowską hordą prowadził przyratlerkowy przydupas, który - zapewne kuląc jak jego pracodawca identycznie skundlony ogonek pod skopaną dupę - odszedł z kwitkiem z życzliwą radą odpierdolenia się od Prawdziwych Patryotów i ich Symboli Prasłowiańskich w postaci swastyki, oraz broniących Honoru, Boga i Oyczyzny haseł zapowiadających - jak niegdyś identyczne bandy Franco w Hiszpanii - rozprawę z Wrogami Wolsklandu.
Stosowną obronę przed bezkarnością i poczuciem siły (z pogranicza skutecznego puczu)- winny zapewnić siły porządkowe. Pamiętamy dywizje ZOMOPiSonów ochraniające spacerek zbafcy z kościoła pod Pała Cyk, jak i barierki oddzielające Wolskę od Polski.
Nie dociekamy, czy pisonie bydło było strzeżone przez faktycznych policjantów, czy przebierańców z WOT-u.
Martwimy się natomiast nad szansą sprowadzenia (właściwie i tak dla picusiu glancusia) stosownych zastępów służb porządkowych by stworzyć chociaż pozory prób zapanowania nad sytuacją.
Wczoraj publikatorżnictwo obiegła zatrważająca wieść o masowym "pomorze" w łódzkiej ZOMOPiS.W ciągu kilku dni zachorowało 500-set funkcyjnych co naturalnie ZUSia nie zmartwi, jako że służby mają swego indywidualnego ubezpieczyciela, zatem nikt nikogo po komisjach "uzdrawiających in statu nascendi" ciągał nie będzie.
Przyznam, że faktycznie zdziwiło mnie pojawienie się w gabinecie aż czterech "cupsów" w ciągu dwóch dni z dolegliwościami niemożliwymi do weryfikacji czyli... sraczką.
Ucieszyła mnie myśl, że rzondy pisonów wreszcie wywołują należytą reakcję w szeregach mundurowych, jednak wobec skopania ratlerkowych i przyratlerkowych dupsk pojawia się obawa, iż potencjalne szpalery eskortujące faszystów w ich przemarszu będą na tyle przerzedzone, iż może dojść do scen mrożących krew w żyłach.
Nie muszę dodawać, iż okres rekonwalescencji wszyscy policaje przewidzieli na... 12.11. - czyli już po prezentacji faszystowskiej siły.