1agfa
02.11.18, 18:07
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,24120351,dlaczego-merkel-nie-krytykowala-dzialan-pis-u-chciala-zachowac.html#s=BoxOpMT
Znająca niuanse polityczne i mentalnościowe, różnice między pojmowaniem świata przez kraje demoludów, a starymi demokracjami zachodnimi.
Kimkolwiek będzie nowy kanclerz, nie będzie już tak łatwo dla Polski. Może, jeśli kanclerzem zostanie Annegret Kramp-Karrenbauer, dotychczasowa zastępczyni (zastępca?) ; )
"...Dlaczego Berlin nigdy nie zareagował na podsycanie antyniemieckich resentymentów przez polskie władze i prorządowe media? - Kanclerz Merkel przymykała oko, bo chciała zachować dobre relacje z Polską - tłumaczy w rozmowie z Gazeta.pl prof. Ireneusz Karolewski. - Ta decyzja nie przysporzyła jej popularności - dodaje.
GAZETA.PL, ŁUKASZ ROGOJSZ: Gdy kilka dni temu Angela Merkel zapowiedziała swoje odejście z polityki, lewicowy dziennik „Tageszeitung” na pierwszej stronie napisał: „Jeszcze za nią zatęsknimy”. My w Polsce też będziemy tęsknić?
PROF. IRENEUSZ KAROLEWSKI*: Myślę, że już za nią tęsknimy. Zwłaszcza co inteligentniejsi politycy obozu władzy, bo doskonale zdają sobie sprawę, że Merkel zawsze była politykiem przyjaznym Polsce i to niezależnie od tego, kto u nas rządził. Merkel jest politykiem starszej generacji, doskonale pamięta realia socjalizmu, pochodzi z byłej NRD i jest jednym z nielicznych polityków ze wschodnich Niemiec, którzy zrobili tak spektakularną karierę po zjednoczeniu Niemiec. Wreszcie Merkel to polityk proeuropejski. Te walory są ściśle związane z jej biografią i trudno będzie tutaj o powtórkę w przypadku jej następcy. Niezależnie od tego, kto nim zostanie.
Grozi nam ochłodzenie relacji na linii Warszawa - Berlin?
To ryzyko jest bardzo poważne. Pewne ochłodzenie, głównie z polskiej strony, zauważamy już od czasu wyborów parlamentarnych z 2015 roku. Mówię przede wszystkim o kwestionowaniu ścisłej współpracy albo koordynacji politycznej, która wcześniej miała miejsce zwłaszcza na poziomie europejskim. Gdy Prawo i Sprawiedliwość zaczęło wprowadzać w życie swoje reformy, Niemcy tylko na początku - a i tak wyłącznie za sprawą wypowiedzi poszczególnych polityków, m.in. ówczesnego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Martina Schulza – krytycznie odnosiły się do wielu wydarzeń na polskiej scenie politycznej. Później Berlin szybko przeszedł do fazy niewypowiadania się na drażliwe tematy w relacjach z Warszawą. To zasługa kanclerz Merkel, która zarządziła ciszę na tym polu i nakłoniła najważniejszych polityków niemieckich do powstrzymania się od publicznych komentarzy na temat Polski. ..."