"Szlachetne zdrowie...", listy

20.11.18, 13:12
sygnalistów. Jak kiedyś pisano do I. Sekretarza Partii (który oczywiście nie wiedział o złu, bo to inni byli winni, a on dobry, hahah!), do Komitetu Centralnego, do "dygnitarzy" lokalnych POP).
Sprawa jest z gruntu obrzydliwa; byłaby śmieszna gdyby nie groźna dla zdrowia dużych grup społeczeństwa. W najlepszym przypadku skutki złych decyzji wynikają z oczywistej i znanej już powszechnie nieudolności bmw, w innym - ze świadomego działania.
Czuwaj, sygnalisto, bo nie znasz dnia ani godziny, kiedy będziesz interweniować i z jakim skutkiem!

www.o2.pl/artykul/alarmujacy-list-urzedniczki-do-kaczynskiego-6318869544736385a
"..."Podwyższenie cen leków i łamanie ustawy refundacyjnej przez Ministra Czecha skutkuje tym, że każdego dnia polscy pacjenci płacą kilkaset złotych więcej za swoje leki" - stwierdza urzędniczka do Jarosława Kaczyńskiego.

Zdaniem byłej naczelniczki, jej zwolnienie z pracy związane jest z wcześniejszą próbą przeciwdziałaniu łamania prawa przy decyzjach refundacyjnych. Kobieta twierdzi, że była szykanowana po tym, jak w tej sprawie zwróciła się do ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego.

"Panie prezesie, pańskie ugrupowanie pracowało nad ustawą o sygnalistach, tylko po co? Skoro osoba, która sygnalizuje nieprawidłowości jest usuwana z pracy i to przez członków pana rządu" ..."
    • 1agfa Re: "Szlachetne zdrowie...", listy 20.11.18, 13:30
      Naprawdę już nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać...

      finanse.wp.pl/po-refundacji-lek-jest-drozszy-niz-bez-doplaty-minister-sie-tlumaczy-6272850082145921a
      "...Po refundacji lek jest droższy niż bez dopłaty. Minister się tłumaczy.

      Ponad 20 zł drożej kosztuje od 1 lipca lek Xarelto. Po wprowadzeniu nowej listy leków refundowanych, tabletki przeciwzakrzepowe znacznie podrożały. To jeszcze nic. Lek można kupić taniej bez refundacji.

      Za 14 tabletek Xarelto pacjent musi zapłacić 118,86 zł. Przed refundacją lek kosztował z kolei 83,83 zł - informuje "Fakt".

      Gazeta pisze o jeszcze większym absurdzie. Ten sam lek, tylko w większym opakowaniu, kosztuje mniej bez refundacji. Za 28 tabletek pacjent zapłaci 139,95 zł. Wychodzi na to, że w tym przypadku jest o prawie 100 zł tańszy, niż refundowany.
      (...)
      departament prawny Ministerstwa Zdrowia negatywnie opiniował projekt podniesienia cen tabletek Xarelto. Pytany przez gazetę wiceminister zdrowia Marcin Czech, który podpisuję listę leków refundowanych, o tym nie wspomina. ..."

      Ale twierdzi, ze dla niego zawsze najbardziej liczy się zdrowie pacjentów!! ; )

      (ew. zamiennika wspomnianego leku, jaki miał być wg zapowiedzi - jak dotąd nie ma. Cena trzyma się mocno, patrz wypowiedzi pod linkiem. Pozostaje stary acenocumarol).
      Cieszcie się "dobrą zmianą", jak długo zdążycie, wyborcy Pis : )
      • wscieklyuklad Re: "Szlachetne zdrowie...", listy 20.11.18, 19:26
        Cóż Agfo, Sużba (PiSownia obowiązująca) Zdrowia winna stać się przedmiotem osobnej komisji sejmowej, która winna dokładnie zanalizować wszelkie procedury związane z zakupami, szczepionkami, a zwłaszcza ustaleniami stopnia refundacji leków.
        Jestem pewien, iż od wielu lat wszelkie tego typu działania pełne są przekrętów lub co najmniej niejasności - zresztą kilka osób straciło już w tego powodu pracę, choć brak informacji o karnych reperkusjach nadużyć.

        Oryginalne leki o dużym znaczeniu prozdrowotnym z reguły są wyjściowo drogie.
        Dla przykładu - działający również przeciwkrzepliwie klopidogrel kosztował w chwili pojawienia się na rynku ponad 300 zł - była to cena zaporowa dla polskich nabywców. Każdy z tych leków posiada jednak ograniczony okres wyłączności patentu - wkrótce pojawiają się odpowiedniki zwane generykami, a konkurencja zmusza producentów to znaczącej nieraz obniżki cen - dziś w/w lek kosztuje ok. 25 zł (w aptecznych promocjach nawet 16 zł) choć prototyp jest JEDYNYM lekiem, który nie jest refundowany! (pozostałe - oczywiście zależnie od charakterystyki leku - można - przynajmniej okresowo - nabyć z odpłatnością 30%).
        Firma wprowadzająca lek na rynek uznaje, iż oryginał będzie chętniej nabywany przez chorego obawiającego się gorszej skuteczności "podróbki". Z pewnością ponad 10 krotne potanienie leku umożliwia jego zakup.

        Jeśli chodzi o przywołane w artykule, który zamieściłeś Xarelto, to jest to jeden z najnowocześniejszych leków przeciwkrzepliwych, którego stosowanie jest z wielu względów korzystniejsze - skutek leczniczy jest bardziej przewidywalny, a nadto brak konieczności monitorowania skuteczności.

        Cena jednak jest mordercza i wręcz zaporowa -zwłaszcza dla rencistów.
        W innych krajach ceny wielu leków są wyższe, toteż raz na jakiś czas pojawia się problem z dostępnością - hurtownie wywożą leki by zwiększyć zyski - to normalna, choć w gruncie rzeczy szkodliwa dla naszych chorych procedura, tym bardziej, iż często są to leki stosowane w niebezpiecznych dla zdrowia i życia schorzeniach.
        Zapewne za kilka lat pojawi się dużo tańszy odpowiednik Xarelto i problem zniknie, jednak konieczność zastępowania go (z powodów wyłącznie ekonomicznych) innymi (tanimi) lekami, zwiększa ryzyko powikłań.

        Cywilizowane kraje europejskie stawiają zawsze na profilaktykę oraz powszechną dostępność leków, których stosowanie zmniejsza ryzyko powikłań chorobowych w tym śmierci, gdyż uznają, iż koszty inwalidztwa (nie mówiąc oczywiście o śmierci w wyniku nieoptymalnej terapii) są zdecydowanie większe, niż państwowa "dopłata" do leku.
        Każde badanie "lekowe" w fazie klinicznej ocenia zatem liczbę chorych , których trzeba poddać określonej terapii by uzyskać określony z góry pozytywny skutek (np. uniknięcie udaru, zawału, zaostrzenia niewydolności krążenia i związanych z tym liczb hospitalizacji) i wtedy dokonują analizy ekonomicznej -ile można zaoszczędzić unikając powikłań (koszty leczenia wymienionych powyżej jednostek chorobowych są przecież znane). Jeśli korzyść jest dostrzegalna (najlepiej ze znamiennością statystyczną) to lek jest nie tylko dopuszczany do obrotu, ale też "sponsorowany" przez państwo.
        U nas zaś trwają wieczne debaty nad możliwością redukcji ilości rencistów - pomijając naciągaczy, wielu jest inwalidami właśnie z powodu powikłań chorobowych, których potencjalnie można by uniknąć. Inwalida nie tylko nie pracuje (jest niewydajny ekonomicznie), ale pobiera świadczenia. Załóżmy, iż jest rencistą z powodu udaru jako konsekwencji nieadekwatnego do potrzeb działania przeciwkrzepliwego.
        Jeśli renta wyniesie dajmy na to 700 zł, to łatwo wyliczyć, iż za taką kwotę można było zakupić kilka opakowań Xarelto miesięcznie i zapobiec powikłaniu umożliwiając zachowanie zdrowia w stopniu pozwalającym na pracę zarobkową.
        Takiego sposobu myślenia zapewne się nie doczekamy, gdyż NIKT w tym kraju nie dokonuje takich ekonomicznych analiz - poprawy sytuacji oczekuje się w zaostrzeniu reguł przyznawania rent, a nie w ich prewencji.
        Niestety nie czerpiemy wzorców choćby krajów, które odwiedzaliśmy przez kilka ostatnich lat (Hiszpania, Turcja, Izrael i tegoroczne - nie zdradzę nazwy, gdyż opiszemy je po zakończeniu wątku Jerozolimy).
        WHO i ONZ analizuje przygotowanie określonych krajów do "opłacalności ekonomicznej" - zwłaszcza w regionach zagrożonych wojną (Izrael, Turcja), czy terroryzmem (wszystkie powyższe - hiszpański rekonesans wyprzedzał spodziewaną decyzję władz o przyjęciu imigrantów).
        O innych absurdach autorstwa dobrej zmiany - poniżej.
        • wscieklyuklad Re: "Szlachetne zdrowie...", listy 20.11.18, 19:49
          Pisałem już o tym dość dawno.
          Decyzja o możliwości przepisywania leku "darmowego" dla osób po 75 r.ż WYŁĄCZNIE przez lekarza Podstawowej Opieki Zdrowotnej była największym barbarzyństwem debila arcyksieńcia.
          Arcyksionże poszedł po bandzie, bowiem w toku kolejnych "przemyśleń" przepis ów zaostrzył.
          Teraz wolno przepisywać takie leki JEDYNIE SPECJALISTOM zatrudnionym w POZ!
          Od ok. pół roku - kolejny brodaty idiota - zdecydował, iż TYLKO SPECJALISTA POZ może przepisać środki zaopatrzenia medycznego (pampersy, wózek inwalidzki, kule. itd!)

          Konsekwencje? Wyobraźmy sobie osobę starszą i fizycznie niesprawną, która nie dotrze do POZ a o dostarczenie recepty poprosi inną osobę. Jeśli to ktoś pracujący to dotrze do Poradni w godzinach popołudniowych. W tym czasie w Poradni może nie być lekarza z tytułem specjalisty - petent pocałuje klamkę, chory pozostanie bez leku, którego może nagle zabrakło, a który przepiszą mu dopiero na dzień następny (kolejna "wycieczka" po receptę).

          No dobra - załóżmy, iż starszy człowiek jest w stanie fizycznie dotrzeć do POZ by przepisano mu lek zaordynowany w PORADNI SPECJALISTYCZNEJ (np. kardiologicznej, że dam przykład z własnej praktyki) gdzie (mimo posiadania specjalizacji) NIE WOLNO PRZEPISAĆ LEKU DARMOWEGO DLA 75+!
          Chorzy otrzymują receptę z wyszczególnionymi lekami, którą przynoszą do POZ, by tamtejszy lekarz przepisał skutecznie lek darmowy!
          pomyśl Agfo jakim trzeba być debilem, by coś takiego wymyślić?
          Starsi ludzie poruszają się często o kulach -narażanie ich na dodatkowy wysiłek jest jednym z większych pisonich skurwysyństw - na szczęście serce rośnie, gdy słyszy się komentarze zainteresowanych pod adresem tego debilstwa na stolach.
          pisonie skurwysyny narażają takie osoby choćby na infekcje, których uniknęłyby zyskując stosowna receptę w Poradni Specjalistycznej, gdzie zagrypionych jest zdecydowanie mniej!
          O marnowaniu papieru (zbędne recepty, których i tak nie można zrealizować wypisane w "specjalistyce") już nawet nie wspominam, bo dewastacji naszych puszcz dowiodła, że bydło ma w najgłębszej dupie ekologię.

          Kolejny rząd będzie musiał poddać błyskawicznej nowelizacji to co oba pisonie debile i ich otoczka, zdemolowały w tak krótkim czasie. Miejmy nadzieję, że stanie się to już za rok.
          Krew mnie zalewa, gdy widzę w tv (słyszę w radio) debilną reklamę kosztującą (uwzględniwszy częstość emisji) zapewne grube miliony, o tym jak to szczęśliwy lekarz (który dotychczas mozolnie wypisywał zwolnienia na druku -hahahahahaha) "już za parę dni za dni parę" już nie mozolnie (hahahahaha) (kretynię rafalskie bredziło coś o asystencie - hahahahahahaha - a niby skąd mam go wziąć?) bo na komputerze, wypisze zwolnienie i pośle je do szczęśliwego pracodawcy i radosnego ZUSia. Ten puszczony z dymem szmal należało przeznaczyć na leki, lub podwyżki dla personelu - gł. laboratoriów przyszpitalnych, którzy dotychczas nic dla siebie nie wywalczyli.
          Wczoraj na mój PRYWATNY TELEFON KOMÓRKOWY zadzwoniło dziwadło z ZUSiu z bezczelnym pytaniem czemu jeszcze nie wystawiam e-zwolnień. Odesłałem babsko na drzewo zapytawszy jakiej gratyfikacji mogę oczekiwać od ZUSia za taką przysługę nie mającą nic wspólnego z procesem leczenia.

          • 1agfa Re: "Szlachetne zdrowie...", listy 21.11.18, 17:35
            WU napisał:
            > Decyzja o możliwości przepisywania leku "darmowego" dla osób po 75 r.ż WYŁĄCZNI
            > E przez lekarza Podstawowej Opieki Zdrowotnej była największym barbarzyństwem d
            > ebila arcyksieńcia.
            > Arcyksionże poszedł po bandzie, bowiem w toku kolejnych "przemyśleń" przepis ów
            > zaostrzył.
            > Teraz wolno przepisywać takie leki JEDYNIE SPECJALISTOM zatrudnionym w POZ!
            > Od ok. pół roku - kolejny brodaty idiota - zdecydował, iż TYLKO SPECJALISTA POZ
            > może przepisać środki zaopatrzenia medycznego (pampersy, wózek inwalidzki, kul
            > e. itd!)


            Korowody związane z ustawicznymi zmianami przepisów dotyczących praw do wystawiania recept są smutne, a nawet często dramatyczne dla chorych.
            Wystawianie recept wyłącznie przez lekarza POZ słusznie nazywasz barbarzyństwem; obciążało to w sposób karygodny oblężonych (zawsze) lekarzy, było udręczającą wędrówką dla chorych.
            Kalectwo lub nawet tylko częściowo unieruchamiająca choroba niemal uniemożliwia dotarcie do specjalisty, wymaga zaangażowania osób bliskich, (co jest w miarę normalne, ale niepotrzebnie dla nich absorbujące. Powoduje dodatkowy, szkodliwy stress. Przy czym są tacy, którzy tych bliskich nie mają - i co wtedy?!). Specjaliści osiągalni są w małym stopniu - jak wiadomo bywa, że czeka się długie miesiące na wizytę.

            > No dobra - załóżmy, iż starszy człowiek jest w stanie fizycznie dotrzeć do POZ
            > by przepisano mu lek zaordynowany w PORADNI SPECJALISTYCZNEJ (np. kardiologiczn
            > ej, że dam przykład z własnej praktyki) gdzie (mimo posiadania specjalizacji) N
            > IE WOLNO PRZEPISAĆ LEKU DARMOWEGO DLA 75+!
            > Chorzy otrzymują receptę z wyszczególnionymi lekami, którą przynoszą do POZ, by
            > tamtejszy lekarz przepisał skutecznie lek darmowy!
            > pomyśl Agfo jakim trzeba być debilem, by coś takiego wymyślić?
            > Starsi ludzie poruszają się często o kulach -narażanie ich na dodatkowy wysiłek
            > jest jednym z większych pisonich skurwysyństw - na szczęście serce rośnie, gdy
            > słyszy się komentarze zainteresowanych pod adresem tego debilstwa na stolach


            To i ja, świadom rzeczy, przyłączam, się do komentarzy soczystym słowem - nie tutaj, ale tam gdzie trzeba, kiedy trzeba!
            : D
            Na szczęście bardzo długie lata pozostawania w stanie "zdrów jak ryba" oszczędziły mi wielu kontaktów z polską Służbą Zdrowia, sterowaną głownie (a już w ostatnich latach szczególnie) przez osoby kierowane na polityczny odcinek pracy. Nie próbujące nawet zaczerpnąć solidnych i sprawdzonych gdzie indziej dobrych wzorców.
            Ostatnio słyszy się wiele o ogromnych środkach finansowych , jakie "dobra zmiana" posiadła przez sam fakt, że jest "dobrą zmianą". Stwierdzenia takie padają z ust najwyższych przedstawicieli waadzy! Czekam, kiedy złoty strumień popłynie w kierunku lecznictwa; na pewno na to wraz ze mną czekają lekarze, pielęgniarki, wszyscy szarzy a cenni pracownicy tej Służby ; )
            "...Czuwaj bracie i wytężaj słuch, i pracuj za dwóch (parafraza...; ))
        • 1agfa Re: "Szlachetne zdrowie...", listy 21.11.18, 17:05
          WU napisał:
          (...)
          "...Cywilizowane kraje europejskie stawiają zawsze na profilaktykę oraz powszechną dostępność leków, których stosowanie zmniejsza ryzyko powikłań chorobowych w tym śmierci, gdyż uznają, iż koszty inwalidztwa (nie mówiąc oczywiście o śmierci w wyniku nieoptymalnej terapii) są zdecydowanie większe, niż państwowa "dopłata" do leku.
          Każde badanie "lekowe" w fazie klinicznej ocenia zatem liczbę chorych , których trzeba poddać określonej terapii by uzyskać określony z góry pozytywny skutek (np. uniknięcie udaru, zawału, zaostrzenia niewydolności krążenia i związanych z tym liczb hospitalizacji) i wtedy dokonują analizy ekonomicznej -ile można zaoszczędzić unikając powikłań (koszty leczenia wymienionych powyżej jednostek chorobowych są przecież znane). Jeśli korzyść jest dostrzegalna (najlepiej ze znamiennością statystyczną) to lek jest nie tylko dopuszczany do obrotu, ale też "sponsorowany" przez państwo.
          U nas zaś trwają wieczne debaty nad możliwością redukcji ilości rencistów - pomijając naciągaczy, wielu jest inwalidami właśnie z powodu powikłań chorobowych, których potencjalnie można by uniknąć. Inwalida nie tylko nie pracuje (jest niewydajny ekonomicznie), ale pobiera świadczenia. Załóżmy, iż jest rencistą z powodu udaru jako konsekwencji nieadekwatnego do potrzeb działania przeciwkrzepliwego. ..."

          Niezwykle trafne podsumowanie rzeczywistości - zapobieganie lub reakcja "w samą porę", sprawdzone wszędzie od dawna, w Polsce nie stosowane! Jest za to pozorne działanie, objawowe, lub leczenie niedostateczne, kiedy w praktyce jest na nie za późno. Podczas kiedy żadnej trzeciej drogi nie ma, poza zejściem na tzw. tamtą stronę wykonanym przez "zadbanego" pacjenta, co niewątpliwie jest skutkiem owych działań pozornych. I problem znika...
          Nie winię lekarzy - to system, nieuleczalnie chory.
          Tak jest, Xarelto ma obecnie cenę nieosiągalną dla normalnych ludzi.
          Dziękuję za potwierdzenie (sugerowanej skądinąd) jakości, dobrze wiedzieć : )
          • wscieklyuklad Re: "Szlachetne zdrowie...", listy 21.11.18, 17:39
            Bezpieczeństwo lekowe Polaków może być zagrożone. Wraz z nowym rokiem z aptek mogą zniknąć leki, które pacjenci stosują od wielu lat w chorobach przewlekłych. Istnieje ryzyko utraty refundacji blisko 2,5 tysiąca leków. W efekcie pacjent będzie musiał płacić pełną cenę leku lub będzie zmuszony do zakupu innego leku niż dotychczas.
            Niepewna sytuacja pacjentów to wynik żądań Komisji Ekonomicznej Ministerstwa Zdrowia w stosunku do firm farmaceutycznych - oczekuje nawet 70 proc. obniżki cen leków znajdujących się na liście refundacyjnej.

            Jak zauważa Krzysztof Kopeć, prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego jest to tym dziwniejsze, że premier zachęcał producentów leków do inwestowania w Polsce, a Minister Zdrowia mówił, żeby kupować mądrze, nie tanio – wyjaśnia portalowi naTemat.

            Krzysztof Kopeć
            Prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego

            Potem producent negocjując z Komisją Ekonomiczną słyszy, że lek, który dzisiaj sprzedaje za 15-20 zł, powinien według MZ kosztować 6 zł. To nie jest możliwe, lek nie będzie mógł być wyprodukowany w Polsce.

            Są to leki, które Polacy kupują i akceptują dopłatę. – Jeśli mamy grupę, np. 15 leków z taką samą substancją czynną, pacjent zawsze może go zamienić na tańszy, ale jeśli tego nie robi, to znaczy, że chce on kupić właśnie ten lek i godzi się na taką cenę. Być może jest to przejaw patriotyzmu ekonomicznego, którego Komisji Ekonomicznej brakuje – podkreśla Krzysztof Kopeć.
            Pacjenci zaniepokojeni
            Dodajmy, że to już czwarte w ciągu kilku lat negocjacje, które Komisja Ekonomiczna prowadzi z firmami farmaceutycznymi. Wiele firm obniżyło już, przy poprzednich negocjacjach, ceny do takiego poziomu, że nie są już w stanie zejść niżej.

            – Negocjowanie cen w Polsce po raz czwarty jest niepoważne. Szczególnie, że mówimy tu o lekach, które są przyjmowane przez wielu Polaków i produkowane w naszym kraju. Chodzi tu o leki, np. stosowane w chorobach sercowo-naczyniowych, cukrzycy. One wcale nie są drogie. Średnio odpłatność pacjenta kształtuje się na poziomie do 10 zł – wyjaśnia prezes Kopeć.
            Dodaje, że ceny leków w Polsce są jednymi z najniższych w UE. Tańsze są jedynie tylko w Rumunii.

            Organizacje pacjenckie też bacznie przyglądają się tej sytuacji i obawiają się niekorzystnych wyników wyśrubowanych negocjacji.

            – Zawsze te negocjacje odbieraliśmy pozytywnie, bo wiązały się z zaoszczędzeniem pieniędzy na refundację terapii innowacyjnych. To był ich plus, bo tak naprawdę bardzo ciężko jest uzyskać dodatkowe środki na refundację nowych leków. Dzięki poprzednim negocjacjom wiele innowacyjnych leków udało się zrefundować. Jednak to są już czwarte negocjacje i rzeczywiście z tego, co się orientujemy, producentom będzie bardzo ciężko obniżyć ceny. Wiele produktów ma już najniższą cenę w Europie – podkreśla w rozmowie z naTemat Beata Ambroziewicz, prezes Zarządu Polskiej Unii Organizacji Pacjentów "Obywatele dla Zdrowia”.

            Również posłanka Beata Małecka-Libera, szefowa Sejmowej Komisji Zdrowia Publicznego, zwraca uwagę na to, że najistotniejszy powinien być interes pacjenta.

            – Ustawa o refundacji leków ma w efektywny sposób zagwarantować pacjentom dostęp do skutecznych i bezpiecznych terapii. Proces renegocjacji decyzji refundacyjnych powinien być prowadzony przede wszystkim w interesie pacjenta. Musi zatem uwzględniać szerokie spektrum zagadnień, które obejmują rzeczywistą dostępność leków w aptece, poziomu odpłatności oraz korzyści terapeutyczne. Środkiem do tego celu nie może być jednak wyłącznie obniżanie cen, gdyż problem dostępności leków ma charakter złożony.

            Bezpieczeństwo lekowe i jakość nie są priorytetem?
            Dążenie do kolejnej redukcji cen i tak często najniższych w Unii Europejskiej jest tym bardziej trudne do zrozumienia, że już dzisiaj mamy w Polsce ogromny problem z wywozem leków za granicę. Leki wyjeżdżają właśnie dlatego, że ich ceny są obecnie znacząco niższe niż w krajach ościennych.

            Jeśli ich ceny zostaną jeszcze bardziej obniżone, to ten problem się pogłębi. Kolejne leki będą wywożone z Polski i nie będą dostępne w aptece dla naszych pacjentów. Kilka dni temu Ministerstwo Zdrowia, które publikuje listę leków zagrożonych wywozem, umieściło na niej rekordową ilość produktów. To potwierdza jak ogromny mamy w Polsce problem, a Ministerstwo zdaje się tego nie zauważać.
            cdn
            • wscieklyuklad Re: "Szlachetne zdrowie...", listy 21.11.18, 17:40
              Beata Ambroziewicz
              prezes Zarządu Polskiej Unii Organizacji Pacjentów "Obywatele dla Zdrowia”

              Jeśli po raz kolejny ceny spadną i będą najniższe w Europie, to będziemy mieć do czynienia z wywozem leków i brakami w aptekach.

              Co zatem będą musieli zrobić producenci? Część firm wycofa się produkcji leków w Polsce, bo przestanie się ona opłacać. Inne firmy mogą nie zakończyć negocjacji z resortem do stycznia, co również spowoduje, że ich leków nie będzie można kupić w niższych cenach.

              Dla organizacji pacjenckich ważne jest, żeby przy negocjacjach wszyscy mieli na uwadze przede wszystkim dobro pacjenta, czyli dostępność do leków i możliwość kontynuacji terapii. To trzeba również, a nawet przede wszystkim, brać pod uwagę.

              – Patrząc przez pryzmat indywidualnego pacjenta, trzeba pamiętać, że chorzy są często przyzwyczajeni do danego leku. Nawet te, które mają tą samą substancję czynną, są w różnych dawkach, w różnych postaciach – mówi Beata Ambroziewicz.

              I dodaje: – Wiele z tych leków pacjenci przyjmują w chorobach przewlekłych, to są leki kardiologiczne, na nadciśnienie, cukrzycę itp. Dzięki nim utrzymują swoje zdrowie w dobrej kondycji. Mamy nadzieję, że resort zdrowia ma na uwadze niebezpieczeństwa związane z obniżką cen.

              Podobnego zdania jest prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego.

              – Proszę wytłumaczyć osiemdziesięciolatkowi, że teraz zamiast trzech czerwonych tabletek dwa razy dziennie, ma brać dwie zielone cztery razy dziennie. Ja wiem, że tam jest ta sama substancja czynna, ale starszy człowiek, nie koniecznie to rozumie. Pytanie, czy my szanujemy pacjenta, czy chcemy robić niedorzeczne oszczędności? – wtóruje Krzysztof Kopeć.

              Lek za złotówkę? To prowizoryczna oszczędność
              Jak zauważa Krzysztof Kopeć, pozostawienie obecnych cen leków, nie spowoduje dodatkowych wydatków z budżetu NFZ.

              Krzysztof Kopeć
              Prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego

              Mamy mechanizm limitu finansowania, czyli ustalony poziom sprzedaży, do którego NFZ dopłaca. Limit jest ustalany na poziomie ceny leku, który dopełnia 15 proc. pokrycia całego rynku. Dlatego NFZ nie zapłaci więcej. Pacjent natomiast ma większy wybór, to on decyduje, czy akceptuje dopłatę powyżej limitu.

              Prezes zastanawia się, jaki jest cel negocjacji prowadzonych średnio co 3 lata?

              – Dojdziemy do sytuacji, w której to producent ma zapłacić resortowi zdrowia? Nie wiem. Celem Ministerstwa Zdrowia jest ciągłe obniżanie cen. Nie ma takiej możliwości, żeby firmy sprzedawały swój lek za złotówkę – wyjaśnia.

              I dodaje: – Może być tak, że któryś z dostawców chińskich, czy hinduskich, sprzeda swoje leki za minimalną kwotę, ponieważ kończy się im termin ważności. Tyle, że w takim przypadku nie możemy mówić o bezpieczeństwie lekowym pacjentów. Ta "wyprzedaż" może się skończyć, a w raz z nią atrakcyjna cena – przestrzega prezes.

              Niestety resort zdrowia podczas negocjacji z firmami farmaceutycznymi nie rozmawia o jakości, tam liczy się tylko cena.

              – Teoretycznie produkty dopuszczone do obrotu na terenie Polski powinny mieć odpowiednią jakość. Tylko w tym momencie należy zadać sobie kolejne pytanie, czy my chcemy całkowicie uzależnić się od importu leków? W ramach bezpieczeństwa lekowego Polaków i dywersyfikacji dostępu do leków, powinniśmy mieć różne źródła. Uzależnienie się od jednego, może doprowadzić do sytuacji, w której to firma, np. stwierdzi, że będzie dostarczać lek, ale po wyższej cenie niż na początku. Dodatkowo jeśli leki produkowane są w naszym kraju, to firma zatrudnia ludzi, płaci podatki w Polsce. Jeśli zatem kupimy takie same leki za granicą, nawet trochę taniej, to w rzeczywistości na tym tracimy – zaznacza prezes Kopeć.

              Mogą nie zdążyć
              Czy rzeczywiście groźba braku wspomnianych leków w aptekach jest realna i czy resort zdrowia zdąży na czas zakończyć negocjacje z firmami?

              Zdaniem adwokat Katarzyny Czyżewskiej, partnera Czyżewscy Kancelaria Adwokacka, istnieje niebezpieczeństwo, że resort zdrowia nie zdąży z negocjacjami do stycznia. To jest jednak proces negocjacyjny - ryzyko, że nie będzie konsensusu lub będzie opóźnienie - jest zawsze.

              – Faktem jest, że Komisja Ekonomiczna proceduje już teraz dużo sprawniej. Mija już 7 lat odkąd weszła w życie Ustawa Refundacyjna, i zarówno przemysł, jak i Komisja nauczyły się "reguł gry”. Decyzje refundacyjne dla większości leków wygasają z końcem grudnia tego roku i obecnie ich producenci negocjują wydanie kolejnych decyzji; dlatego tak naprawdę mamy czas na zamknięcie negocjacji do stycznia. Jednak w międzyczasie mamy święta, dlatego w najbliższych tygodniach te decyzje refundacyjne powinny być finalizowane – podkreśla mecenas Czyżewska.

              Wyjaśnia, że okresy obowiązywania decyzji refundacyjnych dla danego leku to 2 lata, następnie (po dwóch dwuletnich decyzjach) - 3. W tej chwili firmy walczą o trzyletnie decyzje refundacyjne.

              Jej zdaniem zgodne z prawem jest pozostawienie ceny leku na niezmienionym poziomie, co jest zresztą praktykowane w Polsce i jest też zgodne z prawem UE.

              – W UE mamy różne systemy refundacji, ceny są np. ustalane podczas negocjacji ogólnorynkowych, gdzie wspólnie uzgadnia się ceny dla wszystkich produktów, są też negocjacje prowadzone indywidualne. System negocjacji musi być przejrzysty, bo to wynika z prawa unijnego i rzeczywiście w wielu krajach prowadzone są negocjacje cenowe. Sam system negocjowania cen nie jest zły, jest naturalny, zgodny z prawem europejskim. Jednak pewnym wypaczeniem tej idei jest negocjowanie kolejnych obniżek cen urzędowych tych samych leków - cena nie może przecież zejść do zera – podkreśla Katarzyna Czyżewska.

              Dodaje, że w Polsce możemy mieć w toku jednego cyklu refundacji powtarzane negocjacje, ponieważ lek może być refundowany w różnych wskazaniach, z różnymi terminami wejścia w życie i wygaśnięcia decyzji refundacyjnych.

              Katarzyna Czyżewska
              Adwokat, Partner Czyżewscy Kancelaria Adwokacka

              Co chwila jest formułowane oczekiwanie, żeby obniżyć cenę. Tymczasem, zgodnie z prawem, przy przedłużaniu decyzji refundacyjnej cena leku "nie może być wyższa” niż dotychczasowa, natomiast wcale nie musi być niższą. W praktyce Komisja Ekonomiczna często stosuje presję cenową i oczekuje obniżenia ceny. Jednak jeśli takie obniżki są faktycznie niewskazane, bo np. lek jest zagrożony wywozem, jest dużo tańszy w Polsce, niż w innych krajach europejskich, to decyzje refundacyjne są wydawane również przy utrzymaniu ceny na niezmienionym poziomie.

              Mogłoby się wydawać, że za zmuszaniem producentów leków do ciągłego obniżania cen i tak tanich leków stoi gospodarność i dobro pacjenta. Niestety wygląda na to, że jest zupełnie odwrotnie, a dyskusja o tym, czy pacjent ma płacić za opakowanie leku 5 czy 7 zł doprowadzi do sytuacji, w której leku nie będzie mógł kupić wcale.

              źródło natemat
Pełna wersja