Za dupę to coś!

23.11.18, 16:24
I mocno trzymać, aż mu się ryj wyprostuje!

Ukarania premiera maksymalną, przewidzianą prawem grzywną, wynoszącą blisko 43 tysiące złotych, oraz załatwienia jego sprawy po blisko pół roku zwłoki domaga się sędzia Wojciech Łączewski z warszawskiego "rejonu". Właśnie składa on do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego skargę na bezczynność Mateusza Morawieckiego. Szef rządu od lipca nie znalazł czasu, by odpowiedzieć na pismo sędziego - tym samym, jak czytamy w skardze, do której dotarł Onet - premier "rażąco przekroczył terminy do załatwienia sprawy" (art. 8, 12, 35 par. 1 i art 36 par. 1 KPA).

Sędzia Łączewski chce, by WSA zobowiązał premiera do natychmiastowego - w ciągu trzech dni - udzielenia odpowiedzi na pismo z lipca
WSA miałby też dokonać kontroli przewlekłości postępowania administracyjnego oraz zobowiązać premiera do ukarania dyscyplinarnego pracownika winnego niezałatwienia sprawy w terminie
Sam szef rządu miałby - za bezczynność - zapłacić najwyższą w takim przypadku grzywnę, wynoszącą dziesięciokrotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w zeszłym roku - wynosiło ono, według danych GUS niespełna 4300 zł
Wojciech Łączewski to sędzia, który w marcu 2015 roku skazał Mariusza Kamińskiego na trzyletnie więzienie.

Cała sprawa oraz skarga do sądu jest pokłosiem słów, jakie latem publicznie wypowiedziała rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska. Przypomnijmy, jest połowa lipca tego roku. Minister Kopcińska publicznie wyjaśnia, jaki jest cel wdrażanej przez rząd PiS reformy sądownictwa. Padają słowa: "chcemy, aby już nigdy więcej nie było sędziów na telefon, żeby nie było sędziego Łączewskiego i innych, którzy mają pewne karty, których nie powinien mieć sędzia orzekający, wydający sprawiedliwe wyroki".

Kilka dni później sędzia Łączewski pisze do premiera, żądając wyjaśnień. Pyta, czy słowa rzeczniczki rządu to stanowisko Rady Ministrów, czy też "należy ją traktować jako eksces Joanny Kopcińskiej" - czytamy w kopii pisma sędziego z lipca, do której dotarł Onet. Sędzia pyta też - jeśli powyższe słowa rzeczniczki nie były z rządem skonsultowane - "jakiego rodzaju konsekwencje służbowe zamierza Pan (premier- przyp. red.) wyciągnąć wobec Joanny Kopcińskiej, która w swoich słowach zamieściła groźbę co najmniej pozbawienia mnie urzędu".

Chce też wiedzieć, czy Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik, "skazani przez Sąd Rejonowy dla Warszawy – Śródmieścia w Warszawie wyrokiem z dnia 30 marca 2015 roku, jako członkowie Rady Ministrów podejmowali lub zlecali podjęcie działań przeciwko mnie, które miałyby na celu wyeliminowanie mnie z zawodu sędziego, względnie czy Prezes Rady Ministrów zlecił podjęcie tego rodzaju działań w zakresie swoich kompetencji, w tym tych określonych niejawnymi aktami prawnymi" - czytamy w piśmie sędziego Łączewskiego do premiera.

Mijają miesiące, premier nie zajmuje stanowiska. Pod koniec października sędzia śle do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów ponaglenie, na które odpowiedzi nie otrzymał do dziś. Podobnie, jak odpowiedzi na swoje pismo z lipca.
Kodeks postępowania administracyjnego wprost stanowi, że organy administracji publicznej obowiązane są załatwiać sprawy bez zbędnej zwłoki. Jeśli załatwienie sprawy wymaga prowadzenia postępowania wyjaśniającego - dany organ ma miesiąc na odpowiedź. Dwa miesiące, jeśli jakaś sprawa jest szczególnie skomplikowana. To zaś oznacza, że, skoro sędzia swoje pismo wysłał do Mateusza Morawieckiego 30 lipca, to odpowiedź powinien otrzymać najpóźniej 1 października. Oczywiście, o ile założymy, że sprawa sędziego była szczególnie skomplikowana - a raczej nie była. Jest więc efekt - do WSA trafia skarga na bezczynność szefa rządu.

POLECAMY: KRS idzie po wsparcie do Julii Przyłębskiej. Jest decyzja o skierowaniu wniosku do TK

- Sądzę, że pan premier Morawiecki będzie miał teraz możliwość przetestowania w praktyce sprawności wymiaru sprawiedliwości po reformie, jaką proponował jego rząd, i z której ostatecznie się wycofał, przynajmniej częściowo - mówi Onetowi sędzia Łączewski. - W tej sytuacji podnoszenie przez premiera, że sądy działają przewlekle - gdy on sam nie udziela odpowiedzi na pismo obywatela ani nawet nie informuje go, jakie działania podjął - jasno obrazuje, na czym polega polityka a nie - praca - podkreśla sędzia. - Jeśli w praktyce tak przebiega załatwianie spraw, jak ja doświadczyłem na własnej skórze, to trudno by zlekceważony obywatel poważnie traktował jakiekolwiek obietnice formułowane przez człowieka, który nie panuje nad podległym mu urzędem - kwituje sędzia Łączewski.

Skarga sędziego - zgodnie z procedurą - trafi teraz do Kancelarii Premiera, to ona zobowiązana jest przekazać ją do WSA.

Przypomnijmy, Wojciech Łączewski w marcu 2015 roku skazał Mariusza Kamińskiego na trzyletnie więzienie. W listopadzie, tuż przed zaprzysiężeniem rządu Beaty Szydło, ułaskawił go prezydent Andrzej Duda. Stało się to jeszcze przed prawomocnym wyrokiem, co było później przyczynkiem do politycznej i prawnej dyskusji.

Onet wiadomości
    • wscieklyuklad Re: Za dupę to coś! 24.11.18, 06:59
      Roman Giertych - strona oficjalna
      9 godz. ·
      Czas przypomnieć TVP, że w Polsce obowiązuje prawo i są niezależne sądy.

      Od momentu, w którym złożyłem zawiadomienie na szefa KNF w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa korupcyjnego, trwa brutalny atak na mnie ze strony TVP. Dotychczasowe działania przeciwko mnie dziennikarzy tej stacji od roku 2015 ignorowałem. Teraz miarka się przebrała. Będę konsekwentnie pozywał każdego dziennikarza i redaktora naczelnego każdego wydania za każdy materiał, który narusza moje dobra osobiste.
      W przyszłym tygodniu kieruję pierwsze wezwanie do zapłaty do pani Danuty Holeckiej, która w czasie, gdy pracowałem reprezentując Leszka Czarneckiego w prokuraturze (19.11) poświeciła mi pięć minut w "Wiadomościach", które się sprowadzały do jednego, czarnego PR. Będę się domagał wpłaty 200 000 złotych na Caritas lub na WOŚP (jeszcze się zastanowię na co) oraz przeprosin przez 7 dni bezpośrednio przed głównym wydaniem "Wiadomości". Brak realizacji żądania spowoduje skierowanie sprawy na drogę postępowania sądowego. W kolejnych dniach będę kierował kolejne wezwania i sprawy sądowe do innych osób z TVP odpowiedzialnych za ten materiał i do samej TVP S.A. Jednocześnie w przypadku, gdyby poszczególni dziennikarze mieli umowy gwarantujące im zwrot przez tę spółkę zapłaty za zasądzone zadośćuczynienia lub zwrot za koszty przeprosin będę domagał się sądowego stwierdzenia nieważności takich zobowiązań. W moim przekonaniu tego typu zobowiązania wystawione przez media publiczne, które w obecnym wydaniu mają za główne zadanie atakować wszelką niezależną od rządu działalność, stanowią obejście prawa i są nieważne.
      Również kolejne ataki będą skutkowały natychmiastowym kierowaniem spraw sądowych.
      W celu dochodzenia mych praw wyznaczyłem i upoważniłem dwójkę adwokatów z mojej kancelarii.

      Roman Giertych
Pełna wersja