Zlodzieje w Fundacji Sw. Brata Alberta....

08.12.18, 08:13
...zaniemowilem....
Dostali ode mnie na przestrzeni kilku lat 5 obrazkow.....
www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/zamiast-do-biednych-pieni%c4%85dze-trafia%c5%82y-na-konto-prezes-skandal-w-bractwie-brata-alberta/ar-BBQE4AK?ocid=ob-fb-plpl-454&fbclid=IwAR1OUKAeqzvXk6IpaybynhxNwM6XSFyRk_hBMtjaTdvGU03xqDOb0NlopCo
    • 1zorro-bis Re: Zlodzieje w Fundacji Sw. Brata Alberta.... 08.12.18, 09:04
      ...no, chyba mnie szlag trafi! Wielu kolegow artystow chyba tez!
      www.dziennikwschodni.pl/lublin/finansowy-skandal-u-brata-alberta,n,1000232782.html?fbclid=IwAR1C28gQ11dHX-Ysin_BsbCON-oQyo9MAzuVPUIh2e3Xx2Za_BXKkawkdCo
      • dunajec1 Re: Zlodzieje w Fundacji Sw. Brata Alberta.... 08.12.18, 14:41
        Widzisz? Ze odpowiem po pisiorowemu, jak bys nie dal to by ukrasc nie mieli co,zn. jestes winny.
        • 1zorro-bis Re: Zlodzieje w Fundacji Sw. Brata Alberta.... 08.12.18, 16:03
          winny....glupoty, naiwnosci...?
          dunajec1 napisał:

          > Widzisz? Ze odpowiem po pisiorowemu, jak bys nie dal to by ukrasc nie mieli co,
          > zn. jestes winny.
          • 1agfa Re: Zlodzieje w Fundacji Sw. Brata Alberta.... 08.12.18, 17:35
            Paskudztwo się stało, Zorro. Niby sprawdzone, jak pisałeś, a jednak...Instytucje o charakterze kościelnym chyba nie bardzo dokładnie są sprawdzane, bo głownie sami siebie sprawdzają. Aż dziw, że to wyszło na jaw! Najdokładniej, przez lupę o ogromnym powiększeniu a nawet przez okular mikroskopu, sprawdzana jest tylko WOŚP.
            Nie wiedzieć czemu tę Fundację zawsze kojarzyłem z Krakowem. Może przez Beatę Obertyńską, Jej stary wiersz o przekupkach krakowskich...
            A tu czytam - ktoś się doczepił gdzie indziej, nazwę Fundacji przejął - ale już ideę nie bardzo.
            Idea wspaniała i człowiek wspaniały, o legendarnym życiorysie.
            Szlachcic, Artysta malarz, ofiarny żołnierz w czarnym okresie polskiej historii, dusza wielkiego towarzystwa, tańczący pomimo kalectwa, zdarzyło się że z Modrzejewską! Wszystko porzucić - dla najuboższych ofiarować wszystko, siebie - największa siła i dzielność, trudno wyobrażalna...
            "Następcy" nie dotrzymali kroku jak widać. Wstyd wielki dla sprawców złodziejstwa, zarazem zawód dla ofiarodawców; nieufność wskazana, ale to się przełoży ogólnie - niestety - na szczodrość darczyńców w przyszłości, również w innych potrzebach.
            I tak sobie po cichu porównuję działalność biznesu toruńskiego z działalnością Adama Jastrzębiec Chmielowskiego. Komentować się nie chce...

            Najlepiej spuentował Dunajec: nie dałbyś, nie byłoby co kraść. Taki "czarny humor" : /

            1zorro-bis napisał:

            > winny....glupoty, naiwnosci...?
            > dunajec1 napisał:
            >
            > > Widzisz? Ze odpowiem po pisiorowemu, jak bys nie dal to by ukrasc nie mie
            > li co,
            > > zn. jestes winny.
            • 1agfa Re: Zlodzieje w Fundacji Sw. Brata Alberta.... 08.12.18, 18:01
              Tutaj wspomniany wiersz Beaty Obertyńskiej, aktorki, poetki, pisarki.

              "...Brat Albert

              Habit miał szary i sztywny,
              przetyczką drewnianą spięty –
              w spojrzeniu jasność dziecięcą,
              dobroć i ciszę – jak święty.

              Na wóz się wdrapał z trudnością,
              bo jedną miał nogę drewnianą
              i ruszył sobie na Kraków
              w jesienne, jasne rano.

              „Dla biednych zbieram, dla biednych,
              dla najbiedniejszych w mieście.
              W przytułku mam chorych i głodnych,
              więc datki, najmniejsze choć, nieście.

              Co łaska. Za wszystko – Bóg zapłać,
              za strawę, odzież czy grosze.
              Dla biednych zbieram, dla biednych,
              na miłość Boga was proszę”.

              I wołał tak z wozu do ludzi
              a oni, śmiejąc się skrycie,
              łokciami się trącali –
              „To jakiś wariat. Widzicie?”

              Już słońce wyszło wysoko
              i skwar wrześniowy doskwierał –
              Brat Albert, choć ciągle prosił,
              niczego nie uzbierał.

              Szkapina już ledwo ciągnęła
              dudniący wózek po mieście,
              gdy na Szczepańskim placu
              znaleźli się nareszcie.

              Ogarnął ich gwar i słońce,
              ruch, szum i zamęt rynkowy.
              Tłum się przelewał dokoła,
              krzyczący i kolorowy.

              Brat Albert stanął na wozie,
              a głos nad gwarem precz leciał,
              gdy mówił o nędzy w przytułku,
              o głodnych chorych i dzieciach.

              Pokorą wielką uparty,
              a miłosierdziem natchniony,
              żebrał tak ludzkiej litości
              dla głodnych i opuszczonych.

              A z placem coś nagle się stało –
              jak gdyby malin ktoś miską
              potrząsnął silnie, czy jakby
              kij raptem wetknął w mrowisko

              Porwały się baby pstrokate,
              od koszów, jarzyn i krup,
              i niosły co która mogła,
              ta chleb, ta ser, ta drób.

              I dudnił wózek drewniany,
              gdy weń sypano ziemniaki
              i lśniły łyse kapusty,
              marchew, ogórki, buraki.

              Słoniny dostał dwa połcie
              i jagły ziarniste i złote –
              „A naści, a bierz kwestarzu,
              nakarm tę twoją biedotę”.

              Dziękował jak tylko umiał
              radością jaśniał i rósł.
              A za nim od hojnych datków
              kwestarski piętrzył się wóz.

              Więc pożyczyli mu inny
              i konia zaprzęgli do szkapy,
              bo darmo prężyła szleje
              i rozdymała chrapy.

              Aż wreszcie gdy odjeżdżał
              na workach krup i kasz
              szary, pokorny, wdzięczny,
              ku niebu wznosząc twarz.

              Patrzyły za nim długo,
              patrzyły za nim w ślad,
              łzami wzruszenia błyszczące
              oczy krakowskich bab.

              Dziś – jego wózek koślawy
              stoi gdzieś pewnie pod bramą
              niebieską i gwiazdami,
              jak gwoźdźmi, nabijaną.

              A święty kwestarz z nieba
              w dół patrząc z wysokości
              na dzieło swego życia,
              ofiary i litości,

              wspomina z rozrzewnieniem,
              jak to w Krakowie mieście
              wspomogły go przekupki
              w pierwszej ulicznej kweście. ..."
              • dunajec1 Re: Zlodzieje w Fundacji Sw. Brata Alberta.... 08.12.18, 18:43
                Dokladnie agfo, czarny humor.
Pełna wersja