1agfa
22.12.18, 17:44
Znakomita analiza obecnego stanu polskiej polityki i ewentualnej przyszłości w Polsce.
liberte.pl/szumidla-monidla-kadzidla/
"...Toczymy ze sobą wojny o wszystko. Zwolennicy Biedronia uważają, że inni, to stęchła konserwa, oponenci wyśmiewają się z jego sklepiku z ciuszkami, nazywając go Biedrońką. Przeciwnicy Schetyny każą mu natychmiast odejść, bo nie ma charyzmy. SLD jest czerwone, a Nowoczesna to zjedzona przystawka.
Ryszard ma żal do Katarzyny, a Katarzyna żal do Kamili. PSL, jak zawsze, jest w Opozycji, ale w opozycji do Opozycji, Razem ma śladowe poparcie, ale to nie przeszkadza im twierdzić, że to oni są prawdziwą lewicą. Platforma, to właściwie PiS, a do tego żarłacz biały, który tylko czyha na biedne, małe rybki. Niby wszyscy mamy jakiś wspólny cel, ale każdy wie lepiej, jak do niego dojść. Robert rozmawia o tym z Włodkiem, Włodek z Grzegorzem, Grzegorz z Katarzyną, Katarzyna z Kamilą, Kamila z Ryszardem, a Ryszard z Władkiem. Do tego na to wszystko patrzy z boku Paweł, wołając: róbmy prawybory! Każdy z każdym rozmawia, ale dogadać się nie mogą, choć wszyscy twierdzą, że wiedzą, na czym polega pułapka D’Hondta… I tylko nieliczni chwytają się za głowę, pytając: jak to możliwe, że będąc tak blisko, można być jednocześnie tak bardzo daleko?
Zrozumieć D’Hondta.
Przecież wiemy, jaki jest cel, prawda? Może powtórzę: celem jest życie w normalnej Polsce. Każda trzeźwo myśląca obywatelka i niemniej trzeźwo myślący obywatel wie, że nie ma normalnej, nowoczesnej Polski pod rządami zjednoczonej, socjalistycznej „prawicy”. Z każdym kolejnym dniem utwierdzamy się w tym przekonaniu. Nie ma tygodnia, abyśmy nie doświadczali jakiegoś déjà vu, które przywołuje nam obrazy z dawno minionych lat lub z państw, które demokratyczne są tylko z nazwy. W końcu Polska Rzeczpospolita Ludowa też była demokratyczna. Rosja i Węgry także są. Wszystko to niby wiemy, ale co z tego? Biedroń buduje swoją partię, choć latami przekonywał nas, że chce być jedynie samorządowcem. Teraz mówi, że chce być europosłem, ale jednocześnie potwierdza, że celem jest urząd premiera. Właściwie to urząd premiera nie, bo wie, że nie pokona Schetyny – więc celem jest urząd prezydenta, choć na razie udaje, że ochrona żyrandola go nie interesuje. Żadnej pewności nie ma, czy nie dokona jakieś kolejnej wolty, ale jego zwolennicy twierdzą, że ma logiczny i jasny przekaz dla wszystkich. Dla mnie nie jest jasny, lecz przecież wiadomo – ja jestem platformerskim akolitą, zapuszkowaną, prawicową konserwą i nie rozumiem wizjonerskiej polityki Roberta.