wscieklyuklad
16.01.19, 17:20
Podzielona niczym obie Koree - irlandzką linią demarkacyjną (granica biegnie na kształt międzykoreańskiej) - Bryt funna zamarła.
Naiwne choć pogodne głupki, pognały pod miejsce obrad, by wspomóc coś, co przecież od wielu miesięcy było skazane na klęskę. Za pamiątkę mają własne przegrane emocje (śmieszność) i kilka marnych słitfoci.
Tereska nie obejrzała (niestety) naszego doskonałego obrazu filmowego pt. Cześć Tereska z życiową rolą Oli Gietner (też się potem niestety stoczyła tracąc szansę na holyłódzką karierę)
i poniosła NAJWIĘKSZA W HISTORII PREMIEROWANIA brytyjskiego klęskę parlamentarną.
Wymachiwanie antyunijnymi transparentami nie przekonało nawet członków partii Tereski, toteż manto jakie spuszczono jej w głosowaniu rozległo się aż po Ural, ciesząc głównie Szanownego Pana Prezydenta Wielkiej Rusi Dablju Dablju P.
Dziś wieczorne głosowanie decydujące o dalszych losach rządu.
W partii Tereski trwają teraz gorączkowe narady.
Najrozsądniejsze są dwie alternatywy:
1. Pozostawienie Tereski na stolcu - niech je i spija co nawarzyła. Niewielu wszak chętnych do wejścia w skórę ośmieszonej i spodlonej już dostatecznie Tereski.
2. Podanie rządu do dymisji w nadziei, iż partia opozycyjna przejmie władzę i będzie musiała parać się na nowo z problemem.
Jeśli rozpisałaby ona kolejne referendum i je przegrała (utrzymanie decyzji o bredzixie - pisownia obowiązująca=kanon zbafcy) musiałaby postawić na "twardy brexit" oznaczający dla kraju ekonomiczny krach czyli odejście w niebyt tej partii na dekady.
Jeśli przeforsowałyby odroczenie wyjścia na złych warunkach - też by przepadła.
Na którą koncepcję stawiacie?