Wolska w ruinie!

20.01.19, 09:28
Trzy Boeingi 737 na potrzeby najważniejszych osób w państwie kosztowały łącznie 2,5 miliarda złotych. Pierwszy jest u nas już ponad rok i nikogo nie przewiózł, bo żaden wojskowy pilot nie ma odpowiednich umiejętności i uprawnień. Rząd będzie więc dalej dzierżawił maszyny od LOT-u.
Historia rządowego samolotu Boeing 737 sięga roku 2017. Wylądował na Okęciu, został z wielką pompą przywitany. Z okienka kabiny pilotów machał do fotoreporterów uśmiechnięty od ucha do ucha Antoni Macierewicz, piastujący wówczas stanowisko ministra obrony narodowej. Za sterami maszyny siedzieli piloci zza oceanu, którzy ją do nas przyprowadzili.
Od tej pory samolot nie wozi żadnych polskich VIP-ów, bo nie ma go kto pilotować. O tym drobnym szczególe pomyślano dopiero po kupnie maszyny. Owszem, są w Polsce piloci z odpowiednimi umiejętnościami, ale za transport najważniejszych osób w państwie odpowiada MON.

Resort uznał, że zatrudnienie cywilnych pilotów z linii lotniczych byłoby ujmą na honorze polskiego wojska polskiego, boeinga musi więc pilotować wojskowy lotnik. Sęk w tym, że gdy kupowaliśmy samolot, to żaden nasz pilot tego nie umiał i nie miał uprawnień. I nie ma do tej pory.

Kiedy zacznie latać?
Szkolenie wojskowych ciągle trwa – pisze Wyborcza.pl. I potrwa jeszcze długo, bo wyszło na jaw, iż MON przedłuży wypożyczenie samolotów Embraer z PLL LOT (w tym roku dwóch, w przyszłym jednego). Taką informację podała „Polska Zbrojna”. Cena to 160 mln złotych.

Wynika z tego, że wojskowi piloci będą gotowi do pracy dopiero w 2020 roku. Muszą oni nabyć nie tylko umiejętności latania boeingiem, ale i wylatać odpowiednią liczbę godzin.

Polska dysponuje już dwoma nowoczesnymi samolotami Gulfstream G550. Tymi maszynami zgodnie z zapowiedzią najważniejsze osoby w państwie latają od wiosny 2018r.

Żródło INN

To już nie jest państwo teoretyczne. To jest całoroczna szopka.
    • wscieklyuklad Re: Wolska w ruinie! 20.01.19, 09:31
      Piotr Żytnicki
      Prezydent Poznania przesłuchany w sprawie gróźb. Obwinia PiS i mówi o pokazowej akcji.
      - Najpierw politycy PiS wykreowali klimat dla nienawiści, a teraz boją się, czy nie dojdzie do kolejnych morderstw - powiedział prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak po przesłuchaniu w sprawie gróźb internauty.
      W poniedziałek poznańska policja zatrzymała mężczyznę, który komentując na Facebooku informację o ataku nożownika na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, napisał, że to samo powinno spotkać jeszcze prezydentów Poznania Jacka Jaśkowiaka i Wrocławia Jacka Sutryka.
      Autorem był Cezary O., 41-letni mieszkaniec jednej z podpoznańskich miejscowości.
      Brudziński reaguje na internetowy wpis
      Nawołujący do nienawiści wpis ujawnił w niedzielę wieczorem wrocławski poseł Jacek Protasiewicz.
      Zareagował na to minister spraw wewnętrznych Joachim Brudziński. Przekazał wpis policji. „Najwyższy czas zatrzymać to szaleństwo nienawiści” – napisał na Twitterze.
      We wtorek rano policjanci przesłuchali prezydenta Jaśkowiaka w jego gabinecie.
      – Zapytano mnie, czy w mojej ocenie ten wpis jest nawoływaniem do nienawiści.
      Powiedziałem, że tak właśnie uważam. Nawoływanie do nienawiści powinno być ścigane, a sprawca powinien zostać ukarany – powiedział Jaśkowiak po przesłuchaniu.
      Jacek Jaśkowiak po przesłuchaniu: Za nawoływanie do nienawiści w internecie należy ścigać i karać.
      – Zwróciłem uwagę przesłuchującemu, że to podłoże [do nienawiści] zostało wykreowane przez telewizję publiczną.
      Prezydent Paweł Adamowicz przez lata był szkalowany w TVP. Jeden z jego zastępców powiedział, że nie oskarżono go chyba tylko o pedofilię.
      Przedstawiano go natomiast jako przestępcę i malwersanta – powiedział Jaśkowiak. Dodał, że widzi bezpośredni związek tych działań z zabójstwem prezydenta Gdańska.
      Jaśkowiak: Policja realizuje polityczne dyspozycje. To doraźne działania.
      – Byłem też pytany, czy czuję zagrożenie. Powiedziałem, że sytuacja jest nieporównywalna w stosunku do tego, co było cztery lata temu.
      Stoją za tym media publiczne, nagonka, sposób przedstawiania mojej osoby. Dziś mamy tego konsekwencje – powiedział prezydent Poznania.
      Dziennikarze pytali Jaśkowiaka o błyskawiczną reakcję policji na wpis Cezarego O. Prezydent ocenił, że jest to „realizacja politycznych dyspozycji”.
      Dzień wcześniej podczas zgromadzenia poznaniaków na pl. Wolności Jaśkowiak stwierdził wprost, że była to pokazowa akcja.
      – Minister Brudziński po czasie widzi, co wykreowali politycy PiS. W obawie o kwestie wizerunkowe podejmowane są doraźne działania – stwierdził we wtorek Jaśkowiak.
      – Powiedziałem policjantowi, że można sprawdzić wpisy [internetowe] z ostatniego miesiąca. Jest ich wiele, ale nie podejmowano działań. To tworzyło poczucie bezkarności.
      Jaśkowiak oskarża media publiczne o nagonkę
      Jaśkowiak dodał, że „przez cztery lata zezwalano na takie działania” i „wręcz zachęcano do opluwania polityków opozycji”.
      Podkreślił, że „do zabójstwa prezydenta dużego polskiego miasta doszło po latach nagonki prowadzonej przez media publiczne i przy użyciu służb specjalnych”.
      Jaśkowiak mówił, że ofiarą nagonki byli też prezydenci innych polskich miast, którzy „sprzeciwiali się demolowaniu państwa przez PiS”.
      – Myślę, że politycy PiS boją się, czy nie dojdzie do kolejnych morderstw. Wykreowali klimat dla nienawiści, a teraz konsekwencje ich przeraziły – powiedział Jaśkowiak.
      Jacek Jaśkowiak: Potrzebne są wyroki skazujące i rozliczenie TVP.
      Prezydent Poznania uważa jednak, że Cezary O. powinien zostać przykładnie ukarany.
      – W przypadku prawa karnego ważna jest prewencja ogólna, czyli to, na ile wyrok działa odstraszająco na innych sprawców.
      Potrzebne są wyroki skazujące, by odstraszyć inne osoby propagujące nienawiść w internecie – powiedział Jaśkowiak.
      Ale zapytany, czy wierzy, że policja i prokuratura na serio zajmą się teraz internetowymi hejterami, odpowiedział:
      – To znów kwestia dyspozycji politycznych.
      Podczas spotkania z dziennikarzami Jaśkowiak powiedział też, że „należy rozliczyć dziennikarzy TVP za to, co spotkało Pawła Adamowicza”:
      – Ktoś, kto robi takie rzeczy, powinien za to odpowiadać.
      Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji, powiedział nam, że przesłuchano także prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka.
      W środę rano Cezary O., autor wpisu internetowego, ma zostać przesłuchany w prokuraturze.
      Do tego czasu policja nie chce informować, jakie zarzuty zostaną mu postawione.
      • wscieklyuklad Re: Wolska w ruinie! 20.01.19, 09:38
        26-latek przegrał wybory, został doradcą wojewody. Tak PiS pociesza "swoich", których nie chcieli wyborcy
        Bogusława Miłkowska startowała na wójta w gminie Lipie, ale poparło ją ledwie 21 proc. mieszkańców. Dziś jest p.o. dyrektora największego szpitala w Częstochowie. Niedoszły wójt gminy Łopuszno został doradcą wojewody świętokrzyskiego. Ma 26 lat, jest śpiewakiem operowym, studiował u Rydzyka. Takie przypadki można mnożyć. Przegrali w wyborach, ale PiS o nich nie zapomniał. Zobaczmy, jak odnaleźli się na innych stanowiskach.
        W chwili wyborów samorządowych Bogusława Miłkowska miała 67 lat. Z ramienia PiS startowała na wójta gminy Lipie, ale bez skutku. Poparło ją 21 proc. mieszkańców, czyli dokładnie 628 osób.

        Wraz z początkiem stycznia została p.o. dyrektora gigantycznej placówki na 2,5 tysiąca łóżek – Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Częstochowie, największego szpitala w tym mieście (i jednego z największych w województwie śląskim), który jest też jednym z najbardziej zadłużonych w całym kraju. Podobno to tylko tymczasowe stanowisko, do czasu rozpisania konkursu, ale jak będzie dalej, nie wie nikt.

        Już sama nominacja wywołała niemałe zaskoczenie. "Na sędziego Sądu Najwyższego 67-letnia Bogusława Miłkowska byłaby według PiS za stara. Ale nie na dyrektora kolosa z gigantycznym długiem" - komentowała częstochowska "Wyborcza".
        Chciał być prezydentem Tarnowa
        Przypadków różnych karier było za "dobrej zmiany" mnóstwo i właściwie nie ma się co już dziwić. Lokalne media nawet już o nich nie piszą, bo – jak mówi nam jeden z tarnowskich dziennikarzy – to stało się już standardem i ludzie przestają na takie rzeczy zwracać uwagę. U niego, w Tarnowie, jest przypadek wspieranego przez PiS byłego kandydata na prezydenta miasta.

        W październiku Kazimierz Koprowski przegrał wybory. W grudniu został prezesem Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Krakowie.
        Pracę na nowym stanowisku Kazimierz Koprowski oficjalnie rozpoczął 2 stycznia. - Klasyka. Synekury dla tych, którym się nie udało wejść na wybieralne stanowiska. Tak to wygląda - kwituje dziennikarz. Koprowski zrzekł się mandatu radnego, słyszymy, że już po raz drugi na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy. Za pierwszym razem dostał pracę w MEN.

        Wicewojewoda, wicestarosta...
        Chcieli być wójtami czy burmistrzami, dziś niektórzy są dyrektorami, wicemarszałkami, wicewojewodami, doradcami w ważnych instytucjach. - Jakby dostali te posady na otarcie łez. Przegrali, ale startowali w wyborach z poparciem PiS, mieli słuszną etykietkę. W niektórych przypadkach to bardzo przyspieszona ścieżka awansu dla czasem bardzo przypadkowych ludzi - zauważa jeden z częstochowskich lekarzy.

        Wiktor Michał Kowalski, 26-letni śpiewak operowy, baryton, absolwent m.in. szkoły o. Rydzyka, ubiegał się o fotel wójta gminy Łopuszno. Lokalna "Wyborcza" donosiła, że podczas kampanii śpiewał pieśni patriotyczne. Po przegranych wyborach objął funkcję doradcy wojewody świętokrzyskiego.

        Inne przykłady? Renata Bielecka z Wilczopolona startowała na wójta w gminie Głusk na Lubelszczyźnie. Głosowało na nią około 35 proc. mieszkańców, na jej kontrkandydata prawie drugie tyle. Jej kampania niechcący odbiła się echem w całej Polsce. Było o niej głośno z powodu 8-letnich piłkarzy, którym przerwano trening, bo przyjechał wiceminister sportu, z nią właśnie - jako kandydatką PiS na wójta - i dzieci zaprowadzono na spotkanie.

        Dziś ówczesny wiceminister sportu jest marszałkiem województwa lubelskiego i, jak czytamy w "Kurierze Lubelskim", wspiera niedoszłą wójt. W grudniu Renata Bielecka została szefową Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego.
        Były już prezydent Białej Podlaskiej, który nie raz przyjmował w mieście najwyższe władze PiS z prezesem Jarosławem Kaczyńskim na czele, też przegrał ostatnie wybory. Dariusz Stefaniuk jest dziś wicemarszałkiem województwa lubelskiego.
        Były starosta oświęcimski, który z ramienia PiS startował na burmistrza Oświęcimia, również poległ w wyborach. Dziś Zbigniew Starzec jest zastępcą wojewody małopolskiego.
        • wscieklyuklad Re: Wolska w ruinie! 20.01.19, 09:40
          Przykłady można mnożyć również na niższych stanowiskach. Były kandydat na prezydenta Pabianic został dyrektorem kancelarii sejmiku łódzkiego. Zaś niedoszły prezydent Zduńskiej Woli – głównym specjalistą w departamencie kultury i edukacji w Urzędzie Marszałkowskim.

          Jest też ciekawy przypadek z Jordanowa Śląskiego. Przegrany wójt został...wójtem, ale w innej gminie. "Pomógł mu w tym premier Mateusz Morawiecki. To on powołał go dziś oficjalnie na komisarza gminy Oława, w której wybrany w wyborach wójt nie może rządzić z powodu ciążących na nim zarzutów korupcyjnych" - donosiła "Gazeta Wrocławska".

          Dziś oławscy radni skarżą się premierowi na komisarza. "Z niedowierzaniem oraz przerażeniem postrzegamy pracę Henryka Kuriaty” - tak w ostatnich dniach napisali w liście.

          "GAZETA WROCŁAWSKA"
          "Czym faktycznie kierował się Pan Wojewoda, gdy podejmował decyzję o osobie komisarza" – pytają radni w swoim liście. Ich zdaniem, komisarz nie ma doświadczenia w kierowaniu tak dużą gminą jak Oława. Zarzucają mu, że „nie liczy się dobro gminy, tylko dobro jego osoby”. Obawiają się o rozwój gminy, utratę przyznanych jej dotacji i wstrzymanie inwestycji". Czytaj więcej
          Jakie kompetencje ma dyrektor
          Wróćmy do Częstochowy. Bogusława Miłkowska przegrała w Lipiu, ale w województwie śląskim PiS po jesiennych wyborach przejął władzę i zaczął czystki. Na początku stycznia pracę stracili dyrektorzy trzech śląskich szpitali. – PiS obsadza jednostki swoimi ludźmi. Trudno doszukać się innej przyczyny tych decyzji personalnych – komentuje Michał Gramatyka.

          Chwilę przed naszą rozmową uczestniczył w posiedzeniu komisji zdrowia. Jest zbulwersowany sytuacją, więc zapytał marszałka, po co te zmiany. – Uzyskałem odpowiedź, że kompetencje nowej pani dyrektor dają gwarancję dobrej realizacji programu naprawczego przygotowanego przez jej poprzednika. Że stawiają na osobę, która ma doświadczenie w zakresie finansów i audytu – mówi nasz rozmówca.

          Próbował się dowiedzieć, jakie to kompetencje ma nowa dyrektor, ale na to pytanie nie uzyskał już odpowiedzi. Wiadomo, że była kandydatką na wójta w podczęstochowskiej miejscowości. Kiedyś pracowała w tym szpitalu, w administracji. O jej umiejętnościach wiadomo niewiele.

          W internetowych bazach danych pod jej nazwiskiem figuruje jednak firma z branży księgowych i audytów. Jak można przeczytać w opisie, zajmowała się ona m.in. audytem wewnętrznym w jednostkach samorządowych, ma też doświadczenie w NIK na stanowisku specjalisty ds. kontroli państwowej.

          Po co te zmiany
          Próbowaliśmy skontaktować się z pracownikami szpitala. Jeden z nich powiedział nam, że ludzie mają ogromne obawy, nie wiedzą co ich czeka, nie wiedzą, czym wcześniej zajmowała się pani dyrektor, oprócz tego, że chciała zostać wójtem. "To jest koniec szpitala na Parkitce, zostanie zniszczony przez niekompetentnych ludzi", "W takim wieku ludzie nie powinni zarządzać" - reagowali na FB internauci.
          Pod adresem byłego dyrektora w rozmowach padają same dobre słowa. Słyszymy, że rzecznik prasowy zarządu województwa, uzasadniając przyczynę jego odwołania, mówił o potężnym zadłużeniu jednostki. Tyle że dyrektor rządził w szpitalu pół roku i w żaden sposób nie przyczynił się do powstania tego zadłużenia. Przygotował za to program naprawczy dla szpitala, który obecny zarząd województwa chce realizować. Oczywiście za pomocą swoich ludzi.

          – Poprzedni dyrektor jest lekarzem, wcześniej był dyrektorem w NFZ. Przeszedł całe sito kwalifikacyjne, wygrał w konkursie. To był bardzo sprawny menadżer. Cała trójka zwolnionych dyrektorów to osoby z ogromnym doświadczeniem, które wiedzą o czym rozmawiają i świetnie znają problemy i wyzwania zakresie zarządzania jednostkami służby zdrowia. Trudno znaleźć racjonalną przyczynę odwołania tak dobrych dyrektorów – uważa Michał Gramatyka.

          Źródło natemat
Pełna wersja