wscieklyuklad Re: Z krańca Eurazji 22.05.19, 16:41 Bo faktycznie podalpejski przygłup i kuleszanki jak zwykle nie mając SZCZĄTKOWEJ choćby wiedzy wiążą "Drimki" z pisonami. To poczytaj przygłupie: gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/409642,pll-lot-podpisal-umowe-z-instytucjami-finansowymi-dreamliner-leci-do-polski.html A teraz już skoncentrujemy się na opisie wrażeń, a nie życiowych nieudacznikach Odpowiedz Link
k.karen Re: Z krańca Eurazji 22.05.19, 14:55 Dopiero początek relacji, a ja już pod wielkim wrażeniem Odpowiedz Link
sorel.lina Re: Z krańca Eurazji 22.05.19, 12:31 No, to jeszcze trochę luźnych i nieuporządkowanych wrażeń kolejowych. Pasażerowie wygodnie rozparci w miękkich fotelach, bagaże podręczne (tylko!) ułożone na półkach, podłoga pozamiatana i wyczyszczona, bilety sprawdzone przez miłe, pomocne, znające języki obce panie z personelu, wi-fi działa "hyc, hyc, hyc" , pociąg nabiera prędkości i zaraz rusza serwis cateringowy. No i czyż nie jest tu tak jak w dreamlinerze? Odpowiedz Link
1zorro-bis Re: Z krańca Eurazji 22.05.19, 10:54 no i jest juz reakcja pewnego przyglupa z Austrii..... Odpowiedz Link
sorel.lina Re: Z krańca Eurazji 22.05.19, 02:36 Mnie irytowały długaśne koleki i drobiazgowe kontrole - jestem z natury dość niecierpliwa. Na szczęście WU zarażał mnie swoim stoickim spokojem. Nie tylko na lotnisku. Bo trzeba wiedzieć, że równie skrupulatne kontrole czekają podróżnych - zarówno zagranicznych, jak i miejscowych - na.... dworcach kolejowych! Trzykrotne sprawdzanie, prześwietlanie, skanowanie dokumentów ( paszportów, biletów) i bagaży, zanim podróżny zostanie wpuszczony na dworzec. A potem stanie i oczekiwanie na otwarcie barierki przed wejściem na peron. Mysz się nie prześliźnie! Mało tego. Bagażu nie wolno mieć w wagonie przy sobie - trzeba go pozostawić w specjalnym przedziale między wagonami i odebrac dopiero w miejscu docelowym. Uuuuffff! Ale to jeszcze nie koniec, po wyjściu z pociągu ta sama procedura: sprawdzanie, skanowanie, kontrola. Jedyna pociecha - pociągi są super szybkie: ponad 300 do 400n km/godz. i są naprawdę punktualne. To najszybszy sposób poruszania się po tym ogromnym kraju. Bileciki Obsługa to młode, śliczne dziewczyny niczym nieróżniące się od samolotowych stewardes. Poza tym uderza niesamowita czystość wagonów, o którą dbają estetycznie ubrane panie, pojawiające się jakby znikąd,natychmiast gdy tylko na podłodze znajdzie się jakiś papierek czy inny drobny śmieć. Byłam pod wrażeniem. Odpowiedz Link
dunajec1 Re: Z krańca Eurazji 22.05.19, 02:15 No to niedaleko bylo od kraju kwitnacej wisni, nieduzo sie pomylilem. "rzultki", krucazeks, nie bede tam. Odpowiedz Link
sorel.lina Re: Z krańca Eurazji 22.05.19, 01:50 Północna stolica. Beijing. Pekin. Długo nie mogę przyzwyczaić się do myśli, że tu jestem. Co mnie czeka? spełnienie oczekiwań, czy rozczarowanie? Potwierdzenie wyobrażeń, czy całkiem inna rzeczywistość? Okazuje się, że i jedno i drugie. Zderzenie z chińską rzeczywistością bolesne i radosne. Lotnisko- moloch. kilometry ruchomych schodów, pociągi do odbioru bagaży. Pozostałość, a raczej dalsza obecność komunizmu. Paszporty, bagaże, prześwietlanie, skanowanie, "obmacywanie" osobiste, skanowanie odcisków palców (wszystkich!). Kontrole, kontrole, kontrole. Kolejki, kolejki, kolejki. Przysłałabym tu wszystkich kontestatorów UE Odpowiedz Link
sorel.lina Re: Z krańca Eurazji 22.05.19, 01:33 Do niedawna nie byłam w stanie nawet sobie wyobrazić, że mogłabym się znaleźć aż tak daleko. Z początku jakby brak poczucia gruntu pod nogami. Niepewność. Niepokój. Lęk? Nie. Raczej dziwne podniecenie podszyte ciekawością. Dreamliner. Zamienia dzień w noc, a noc w dzień. Osiem godzin lotu, bez międzylądowania. Wspaniała obsługa, smaczne posiłki, napoje wedle woli. Mimo to sen nie chce przyjść. Podświadomy lęk? Świadomość ogromnej odległości od wszystkiego, co znane, swojskie, kochane, bliskie? Lądowanie. U nas noc, tutaj poranek. Wzrok wbity w ekran samolotowego fotela śledzi przebieg lotu. Odpowiedz Link
sorel.lina Z krańca Eurazji 22.05.19, 01:12 Jak zawrzeć w internetowym, forumowym formacie ogrom kraju-kontynentu? Jak pisać o krainie, której nie sposób poznać w kilkanaście dni? To zaledwie muśnięcie, dotyk, rzut oka dający jako tako zbliżone do rzeczywistości pojęcie o ziemi, tak różnej od naszej, i o ludziach tak różnych od nas... Zhongguo - Kraj Środka. Środka świata. Świat sam w sobie i dla siebie, długo niedostępny dla obcych, takich jak my. Niezrozumiały, bo tak bardzo inny. Niepojęty, fascynujący, napawający podziwem i lękiem. Wizyta w tym kraju uczy zrozumienia względności pojęć geograficznych, cywilizacyjnych, etycznych, moralnych. Oducza judeo-chrześcijańskiej, śródziemnomorskiej pychy. Sprowadza narodowo-cywilizacyjną dumę do właściwych rozmiarów. Obnaża śmieszność zarozumiałego europocentryzmu. A jednocześnie wzmaga umiłowanie tego, co nasze, swojskie, bo tylko poznając to, co inne, możemy pojąć i docenić to, co nasze. Chyba nigdy nie byłam tak pełna emocji jak wtedy, gdy wylądowałam na tej dalekiej ziemi. I chyba nigdy nie czułam takiej miłości do mojego kraju, jak wtedy, gdy wylądowałam na mojej, polskiej ziemi. Odpowiedz Link