wscieklyuklad Re: Honor, ojczyzna (bez Boga na sztandarach) 31.05.19, 19:52 Filmy już wszystkie wgrane na YouTube. Mamy trochę spraw remontowych, ale to krótki problem. Nim rozpoczniemy opowieść chińskie przysłowie: Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Honor, ojczyzna (bez Boga na sztandarach) 24.05.19, 22:35 A w Chinach już niedługo będzie świt. Zatem do jutra podróżnicy, do kolejnych legend i opowieści. Odpowiedz Link
sorel.lina Re: Zatem afrykańska kawa, czy chiński czaj? 24.05.19, 22:28 Sklepik przy herbaciarni kusi nie tylko najróżniejszymi rodzajami herbaty, ale ślicznymi porcelanowymi akcesoriami do jej zaparzania Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Zatem afrykańska kawa, czy chiński czaj? 24.05.19, 21:38 Z tego parzenia wyszła prawie zupelnie bezbarwna zielona herbata o posmaku jaśminowym. Wydawało się, że lura. A przecież na długo zapamiętamy jej niepowtarzalny smak i zapach. Na stole obok demonstrującej sposób parzenia stoją dwie niewielkie filiżanki. Z dzbanuszka nalewamy płyn do większej z nich i przykrywamy mniejszą. Następnie odwracamy ten „ komplecik” do góry nogami i pijemy z mniejszej. Naturalnie zgodnie z obowiązującymi zasadami - odmiennymi dla obu płci. Odpowiedz Link
sorel.lina Re: Zatem afrykańska kawa, czy chiński czaj? 24.05.19, 21:29 Herbatka w pekińskiej herbaciarni Herbatka w Chinach Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Zatem afrykańska kawa, czy chiński czaj? 24.05.19, 21:22 Słów jeszcze parę o bazarach. Obok klasycznie chińskich (najczęściej co najwyżej kilku obok siebie ) są też bazary muzułmańskie. Obsługują je Chińczycy w muzułmańskich nakryciach głowy a bazary to istne szpalery straganów oferujących głównie produkty spożywcze, rzadziej pamiątki dla turystów, bo przecież wśród rzeszy kupujących jest zaledwie ułamek procenta turystów. Tłum jest tak wielki, że trudno sfotografować atrakcyjny obiekt, tym bardziej, iż Chińczycy nie przestrzegają obowiązujących zasad „foto-etykiety” i nie omijają fotografującego pakując się wprost przed obiektyw. Z tego względu musieliśmy z ponad pięciu tysięcy filmów i fotografii usunąć blisko tysiąc gdyż było to zdjęcie autochtona. Hałas na bazarze wynika raczej z panującego tłoku, nie ma tu zwyczaju przyciągania klienta nawoływaniem. Jest natomiast inna - niewidziana przez nas uprzednio - metoda zainteresowania przechodnia oferowanym towarem. Pełno tu straganów z grillowanymi potrawami. Ponieważ zapachy mieszają się ze sobą, właściciel stanowiska wiesza nad grillem zwisające wstążki długości mniej więcej metra, które wirując unoszone ciepłem powietrza, rozsiewają zapachy. Mniej leniwi wykorzystują w tym celu... wachlarze. Największy z bazarów jakie odwiedziliśmy prowadził wprost do... meczetu w Xian. Jak widać tradycja muzułmańska odbiega znacznie od biblijnej sceny demolki świątynnych straganów przez Jezusa - im targ przy miejscu religijnego kultu nie przeszkadza. Handel odbywa się zgodnie z zasadami wschodnimi. Podawana wyjściowo cena jest wielokrotnie wyższa od utargowanej. Dla przykładu buciki kupione maluszkowi z oczekiwanej ceny 120 juanów ( ok. 60 zł ) w wyniku ostrego targu z kilkukrotnym ostentacyjnym oddalaniem się od sprzedawcy spadła do 50 juanów. Nie dajcie się nigdy skusić na ofertę prywatnego restauratora, który czystą angielszczyzną zachęca do konsumpcji - nie ma tam karty menu z cennikiem, a rachunek końcowy powala. Jeśli kawa czy herbata to jedynie w restauracji z kartą dań - wyjdzie trzy razy taniej. Dla chętnych zakupu pamiątek cenna informacja. Nie kupować chińskich podróbek chodzących jako oryginalny jedwab itp. Itd. Jedwab kupujemy po cenach doprawdy promocyjnych w fabryce jedwabiu w Suczou ( będzie relacja a wtedy opowiemy Ci Agfo o historii jedwabiu) a żołnierzy terakotowej armii tylko w Xian - są wykonani z identycznej gliny co oryginalni. Odpowiedz Link
k.karen Re: Zatem afrykańska kawa, czy chiński czaj? 24.05.19, 20:53 Chyba nigdy nie domyśliłabym się, że to jest... termometr Super, bardzo pomysłowe W odpowiedzi na pytanie - to Mormoni (pewnie też i Amisze jak napisał Agfa) nie piją herbaty i kawy. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Zatem afrykańska kawa, czy chiński czaj? 24.05.19, 20:49 Dziękujemy Agfo za miłe przyjęcie naszych relacji. A to przecież dopiero początek, mamy nadzieje skończyć temat przed kolejną, sierpniową eskapadą -znacznie tym razem bliższą, choć również orientalną. Jeśli chodzi o unikających tak kawy jak i herbaty ze względów religijnych, to są to mormoni oraz wyznawcy Hare Kriszna. Uważają, iż poza działaniem pobudzającym nie posiadają one żadnych walorów odżywczych. Odpowiedz Link
1agfa Re: Mit chińskiej herbaty? 24.05.19, 20:38 Karen : ) Cała przyjemność w istocie jest po mojej stronie, drogie Podwórko : ) Hej, Karen Odpowiedz Link
1agfa Re: Zatem afrykańska kawa, czy chiński czaj? 24.05.19, 20:35 Wspaniała relacja, inspirująca i przypominająca dawne lektury (beletrystyka: Shogun, Tai-Pan, Gai-jin, Noble House, azjatyckie opowieści Clavella : ) Z tym że Wasza jest nie japońskim, a prawdziwie chińskim kawałkiem historii!! Smaki, zapachy, wrażenia bezpośrednie w zetknięciu z krajem-molochem, trudną do wyobrażenia uśpioną ale rosnącą potęgą, wrażenia których żadna lektura ani imaginacja nie jest zdolna zastąpić. Tajemnicze Chiny, od dawna świat niemal zamknięty dla obcych; pozostaly po stosunkowo niedawnych czasach szczególnie surowe zasady postępowania i ustawicznej kontroli (kolej, samolot). Twarda ręka centralnej władzy. Moje obieżyświaty, choć wędrują często i bardzo daleko, nigdy jeszcze o Chiny nie zahaczyły. Gratuluję odkryć, podróży, udanej jak mówią zdjęcia. Dziękuję i oby tak dalej : ) Co do grupy społecznej unikającej kawy i herbaty (jak i wielu innych wynalazków ; ) przychodzą mi na myśl tylko Amisze, nieprzejednani w swej negacji nowomodnych wg nich, choć dawno i wszędzie w świecie używanych produktów, ułatwień. Nic poza Biblią. Czy tak? Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Mit chińskiej herbaty? 24.05.19, 19:59 k.karen napisała: > wscieklyuklad napisał: > > By zakończyć wątek herbaciany - zagadka! > > > > Co to za "chłopczyk"? > Ale fajne! Nie wiem, co to za chłopczyk... > Wygląda że to jest ceramiczna figurka? > > Dawno miałam podobną, ale gumową. Takie maleństwo, nie większe niż trzy centyme > try. Jak nacisnęło się brzuszek to siusiak się pokazywał Niestety nasz piesek > zeżarł kiedyś tę laleczkę > > > Tu nawiązanie do ceramicznej figurki. To rodząca śmiech forma termometru. Chińczycy przywiązują wielką wagę do temperatury wody służącej do zaparzania herbaty. Najczęściej jest to ok. 80 stopni C. a czas parzenia - zależnie od gatunku esencji waha się miedzy 1 - 5-ma minutami. "Termometr" ma potwierdzić, iż woda w czajniku jest odpowiednio ciepła. Jeśli jest zbyt zimna polewanie "chłopczyka" nie wiąże się z żadnym zjawiskiem. Ta o odpowiedniej ciepłocie polewana na główkę maskotki unosi się na wysokości siusiaka poziomym strumieniem bijącym na odległość kilkudziesięciu centymetrów. Kupując dowolną puszkę herbaty otrzymacie "termometr" w gratisie. Uważajcie w trakcie eksperymentu - potrafi poparzyć! Niestety nie mam ujęcia z demonstracji próby. Była tak szybka i wzbudziła tak wielki śmiech zgromadzonych, iż zapomnieliśmy o aparatach fotograficznych. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Zatem afrykańska kawa, czy chiński czaj? 24.05.19, 19:50 Pora na kilka ciekawostek dotyczących konkurencji herbaty czyli kawy. Tę najmocniejszą pili sufich - muzułmańscy asceci. Myślicie, iż określenie "szatan" pochodzi od mocy napoju? Nic bardziej błędnego. W czasach chrześcijańskiego średniowiecza kojarzono kawę z diabłem i pogańskimi mocami! Jednemu z XVI wiecznych papieży napój ten zasmakował tak wielce, iż był skłonny... ochrzcić filiżankę, by wypędzić demona! Czy są jakieś analogie z herbatą? Karen zdziwiła się na widok sprasowanej w kopczyki chińskiej herbaty. A przecież pierwsze transporty kawy też miały postać placków. I wcale na początku nie parzono z nich napoju! Kawę... jedzono!. Jako napój nie budziła entuzjazmu ortodoksyjnych islamistów, którzy źle przyjmowali pobudzające właściwości kawy i wiązali z nią skłonności do propagowania rewolucyjnych myśli (rodzących się w trakcie kawiarnianych dysput) Taki stan trwał aż do XVI wieku. Kawę do Europy sprowadzili Turcy w tym właśnie czasie. W dziejach kawy mamy i swój polski akcent! Oto żołnierz i dyplomata na dworze Jana II Sobieskiego Jerzy Kulczycki w trakcie podziału łupów powiedeńskich wybiera kawę i w obronionym przed turecką nawałą mieście otwiera pierwszą kawiarnię! Sobieski był wielkim kawoszem. I to właśnie jego sukcesy przełamały niechęć do napoju. Bo skoro polski król pokonał pohańców mimo zamiłowania do kawy, to przecież nie mógł ulec władzy szatana! Możni tego świata przełamują więc niechęć do kawy. W czasach Oświecenia przekonanie, iż kawa jest napojem szatana przeszło do sfery mitów. Dostęp do kawy mają oczywiście głównie arystokraci i... duchowni (a jakże), a kawiarnie tak angielskie jak i francuskie mają podobne doświadczenia do arabskich sprzed wieków. Kofeina mąci umysł i rodzi buntowników. Ale też rodzi konflikty małżeńskie. Kobiety nie miały wstępu do kawiarni, choć i mężczyźni udawali się do kawiarni ukradkiem uznając kawę za zgubną, zamorską truciznę - znów analogia do chińskiego opium - kawa narkotyzowała ludzi! W XIX wieku Angielki podpisują listy protestujące przeciwko bywaniu mężów w kawiarniach - biesiadowanie skutkowało zaniedbywaniem rodziny! Z czasem kawę zaczęto słodzić (cukier był jednak piekielnie drogi), dodawać mleko (ale nie na wzór plemion stepowych), wreszcie słodka śmietankę i... sól! W smaku była tak odmienna, iż wprowadzono pojęcie "kawa po polsku" (dzisiejszy "szatan") czy "niemiecka" - czyli lura. Król szwedzki Gustaw III pijał ją ze względów zdrowotnych (dawni medycy zalecali ją w schorzeniach jelit) Kawa czy herbata? Czasy kolonialne sprzyjają żywieniowym eksperymentom. Kawa trafia do Ameryki Łacińskiej. Kawa podbija również Amerykę Płn. W 1773 r dochodzi do konfliktu określanym przez historyków mianem Herbatka Bostońska.. podaż herbaty jest tak wielka, iż ceny lecą na łeb na szyję. Znana nam z handlu z Chinami Kompania Wschodnioindyjska dysponująca wielkimi zasobami herbaty otrzymuje od rządu brytyjskiego prawo sprzedaży towaru ww koloniach bez cła i podatku. Amerykańscy importerzy bankrutują. Rozpoczyna się bojkot brytyjskiej herbaty. W ramach buntu propagowano... picie kawy! A że pobudza umysł i mnoży siły do pracy, szybko znajduje uznanie... protestantów. A skąd zwyczaj "afternoon tea"? To scheda po buncie... piwowarów! Ich dochody spadły wskutek konkurencji kawiarni. A że bunt zbiegł się z epoką wiktoriańską, popularność herbaty wzrastała w tempie geometrycznym. Ku uciesze cukierników. Anglicy przenieśli też zwyczaj picia herbaty do Ameryki Płd. W Chile - obok yerba mate - chińska herbata (via Brytania) szybko zyskała popyt. Herbata "wyemigrowała" też do Japonii i Korei. Ulubionym gatunkiem jest tam herbata zielona. Ta przed konsumpcją poddawana jest jedynie minimalnemu utlenianiu, co sprzyja procesom gnilnym w trakcie transportu. Stąd też do Europy wywożono herbatę czarną - jej liście poddane długiej fermentacji nie psuły sie tak łatwo w drodze do konsumentów. Inne są natomiast dzieje herbaty w Korei. Dotarła tam z Chin wraz z buddyzmem. Między XIV a XX wiekiem rządziła tam dynastia Joseon. Buddyzm i tradycja picia herbaty popadły w niełaskę. Preferowano "herbatę" na bazie owoców zmieszanych z przyprawami i miodem. Pora kończyć herbaciano-kawiarniany wątek. Na zakończenie kolejny quiz: kto wie, która grupa społeczna ze wzgledów religijnych nie pija ani herbaty, ani kawy? Odpowiedz Link
sorel.lina Re: Mit chińskiej herbaty? 24.05.19, 19:06 wscieklyuklad napisał: > A bawarka? Sądzicie, źe to germański wymysł? > Zapomnijcie! To również chiński wynalazek! Obyczaj odlewania mleka do herbaty > zapoczątkowano na dworze cesarza z mandżurskiej dynastii Qing. Nic dziwnego: Mandżurowie to lud o pochodzeniu koczowniczym, stepowym spokrewnieni z Mongołami. Mongołowie zaś pili (i piją) herbatę z mlekiem i... masłem kobylim! Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Mit chińskiej herbaty? 24.05.19, 18:57 W nawiązaniu do historii herbaty przypomnianej przez Sorell kilka słów jeszcze. Mityczny cesarz Shennong nie był sknerą, toteż zwyczaj picia herbaty szybko rozprzestrzenił się wśród poddanych. Szybko pojawiła się receptura zarówno dotycząca zbioru, jak i parzenia faktycznie zioła. Chiny są jednak krajem na tyle olbrzymim, iż w różnych rejonach zamieszkują społeczności niekoniecznie nazywających identycznie te same rzeczy. I tak w języku mandaryńskim czy kantońskim herbatę określano „cza”, podczas gdy wśród ludności prowincjach południowo-zachodnich gdzie posługiwano się językiem min ( oczywiście nie w naszym tego słowa rozumieniu) herbatę określano „ta” lub „te”. W językach europejskich przyjęły się nazwy wymienione przez Sorell. Czemu akurat takie? Ano dlatego, iż nazwę używano zależnie od tego... kto przywiózł herbatę! Pierwsi do Europy przywieźli ją Portugalczycy w połowie XVI wieku a towar pochodził z Kantonu toteż mieszkańcy Lizbony, Algavre czy Porto gdzie napój pito powszechnie herbatę zwano „cza”. O dziwo, napój nie przypadł do gustu innym nacjom! Znacznie więcej szczęścia mieli kupcy holenderscy, o których wspomniała Sorell, stąd Holandią uzurpuje sobie pierwszeństwo w „ internacjonalizacji” napoju. Ich statki ładowano z kolei w portach południowochińskich i dlatego też przyjęto nazwę „te”, a ponieważ zioło eksportowano do Francji, Skandynawii, Italii czy na Wyspy, tam właśnie przyjęła się nazwa „ thee” (przerobiona z „te” przez samych źeglarzy). Zdać by się mogło, iż ten sam napój stopniowo opanowujący kontynent będzie miał zunifikowaną (przynajmniej w wymowie) nazwę. Nic z tego! Oto latem 1618 roku olbrzymie połacie mongolskich stepów, Azji Centralnej i Syberii przemierza karawana kupca Wasilija Storkowa. Odwiedziwszy Kanton kupuje spore zapasy herbaty i wiezie je w darze carowi Michałowi I. A ponieważ w Kantonie herbatę jak wynika z powyższego tekstu zwano „ cza” toteż pojawia się nowe określenie napoju, który w kolejnym półwieczu staje się ulubionym napojem Rosjan ( nie jedynym, ha ha ha). Z podobnych okolic Chin herbata trafia do Turcji. Jak zwana jest tam herbata? Ciepło, ciepło, gorąco. Turecka herbata to cay! A w Rzeczpospolitej? Od zawsze byliśmy papugą narodów. Herba to faktycznie zioło tyle, że w sarmackim wydaniu ów „przedrostek” nie oznaczał zielska lecz mial świadczyć o tym, iż picie herbaty to szlachecki obyczaj. A skąd końcówka „ ta”? Wedle językoznawców ma rodowód... germański ( tee/tea). Na pocieszenie trzeba podkreślić, iż choć herbata trafiła do nas nie z Zachodu a właśnie z Rosji to nazwę zaczerpnięto właśnie od zachodniego sąsiada! Od nas herbata trafia na Litwę i dzisiejszą Białoruś. Nic więc dziwnego, iż nosi tam miano odpowiednio arbaty i harbaty. W Rzeczpospolitej napój jednak nie był popularny (podobnie jak w Rosji preferowano inne trunki). Znacznie też większym popytem cieszyła się kawa. Co zmieniło nasze gusty? Niestety komuna. Kawa nie była wówczas powszechnie dostępna a bratnie kontakty z krajem Rad, Wietnamem czy Kubą otworzyły rynek dla herbaty. I siłą rzeczy przejęliśmy powszechny już. w ZSRR zwyczaj picia śniadaniowego herbacianego ulepka. Słodzenie herbaty jest wedle Chińczyków także współczesnych, przejawem... skrajnego barbarzyństwa! Należy ją pić o smaku naturalnym. Preferowana jest zielona. Piliśmy kilka gatunków. Niebo w gębie. A bawarka? Sądzicie, źe to germański wymysł? Zapomnijcie! To również chiński wynalazek! Obyczaj odlewania mleka do herbaty zapoczątkowano na dworze cesarza z mandżurskiej dynastii Qing. Lubicie herbatę z cytryną? Pijąc ją wspomnicie Hindusów. Bo to oni jako pierwsi zaczęli wyciskać jej sok do napoju! Odpowiedz Link
sorel.lina Re: Yami, yami po chińsku 24.05.19, 18:50 Kokosowe interesy Fajne jedzonko - kaszka z kwiatkami Wyglądają smakowicie, ale czyje to kopytka? A te? Ten owoc jest podobno bardzo smaczny, ale jak cuchnie! Aż mnie odrzuciło: cóż to za monstra?! Odpowiedz Link
sorel.lina Yami, yami po chińsku 24.05.19, 18:18 O chińskich kulinariach można by długo, ale na zakończenie tego tematu ograniczę się do kilku fotografii z ulic Pekinu, Xi'anu, Suchou i Szanghaju. Podobno najlepiej można tam zjeść w małych, tzw. rodzinnych restauracyjkach (tam bywaliśmy), takich jak np. ta: ... albo wprost ze straganów-budek ulicznych. Na to jednak nie miałam odwagi... Odpowiedz Link
sorel.lina Re: Mit chińskiej herbaty? 24.05.19, 17:37 Chińczycy długo strzegli tajemnicy herbaty, ale w roku 803 japońskiemu mnichowi Dengyo Daishi udało się zdobyć (ukraść?) nasiona krzewu herbacianego, które zabrał ze sobą do ojczyzny. Tak zaczęła się kultura picia herbaty w Japonii. Japończycy traktowali herbatę niemal mistycznie, Chińczycy ją szanowali jako szlachetny napój, ale traktowali bardziej "przyziemnie", praktycznie,, np. używali jej również jako dodatku do potraw. Przyrządzali nawet... zupę herbacianą! To mnie zresztą nie dziwi, bo przekonałam się, że Chińczycy potrafią wyczarować pyszne danie dosłownie z wszystkiego, a raczej z niczego. Niemniej, często chcąc uczcić jakąś wyjątkową okazję kupowali specjalną herbatę i zapraszali do domu mistrza herbacianego, który zaparzał ją w specjalny sposób. Dziś trudno nam sobie wyobrazić życie bez herbaty, a przecież do Europy dotarła dopiero w XVII wieku. Kto pierwszy ją tu sprowadził? Nie, nie Anglicy. Holendrzy! Do Anglii herbata trafiła dopiero około 1660 roku i szybko podbiła Albion, a krótko potem całą Europę. No i - o ironio! - stała się także przyczyną wojen... Odpowiedz Link
sorel.lina Re: Mit chińskiej herbaty? 24.05.19, 17:18 Jeszcze trochę o herbacie. Lubię poznawać pochodzenie słów, więc zastanawiam się, skąd się wzięła nasza "herbata"? Przypuszczam, że z łaciny, gdzie "herba" znaczy zioło. No tak, ale ten napój zupełnie inaczej nazywa się w innych europejskich językach: np. po angielsku "tea", po francusku "thé", po hiszpańsku "té", po włosku "tè", po niemiecku "Tee", po rosyjsku "czaj"... I właśnie rosyjska nazwa herbaty jest najbliższa chińskiemu oryginałowi (czy dlatego, że Rosja jest bliżej Chin?) Po chińsku bowiem, herbata to "cha", wymawiane jak "cz(h)a" z przydechem. Teraz już wiadomo, skąd się wziął nasz "czajnik" ! Herbata znana była Chińczykom już tysiące lat temu, nie wiedzieli jednak, kto pierwszy, kiedy i jak wpadł na pomysł, żeby ją parzyć i - jak to często bywa w takich przypadkach - stworzyli wokół tego napoju całą otoczkę z legend. Jedni opowiadali, że Boski Rolnik, mityczny cesarz Shennong, który ze względów zdrowotnych pił wyłącznie gorącą wodę, pewnego razu, gdy siedząc w ogrodzie podnosił do ust czarkę z gorącą wodą, wpadło mu do niej kilka listków nieznanego dotąd krzewu. Okazało się, że powstały w ten sposób napój miał bardzo przyjemny aromat i smak. I tak cesarz, a za nim jego poddani zaczęli parzyć i pić herbatę. A miało to według Chińczyków miejsce w 2737 roku przed naszą erą. Inni opowiadali, że ów Boski Rolnik sprawdzał osobiście właściwości każdej rośliny, zanim dał ją do spożycia ludziom. Pewnego razu zjadł za dużo trujących ziół, od których rozbolał go brzuch. Wtedy natrafił na liście herbaty, zaczął je żuć, potem zrobił z nich napar, napił się i... ból minął. Shennong wyzdrowiał. Wreszcie, gdy do Chin dotarł buddyzm, zaczęto wiązać herbatę z Bodhidharmą, pobożnym mnichem, który żeby nie zasnąć podczas długotrwałych medytacji odciął sobie powieki i cisnął je na ziemię, a w tym miejscu wyrósł krzew. Mnich spróbował liści tego krzewu i stwierdził, że po ich spożyciu nie odczuwa już ani zmęczenia, ani senności. Tyle legendy. A jak było naprawdę? Kto to wie... Odpowiedz Link
k.karen Re: Mit chińskiej herbaty? 24.05.19, 16:16 wscieklyuklad napisał: > Na dolnej foci z postu Sorell herbata Ulung!. Prawda, że mocno się różni już sa > mym wyglądem w porównaniu do naszej sprzed lat? > > By zakończyć wątek herbaciany - zagadka! > > Co to za "chłopczyk"? > Ale fajne! Nie wiem, co to za chłopczyk... Wygląda że to jest ceramiczna figurka? Dawno miałam podobną, ale gumową. Takie maleństwo, nie większe niż trzy centymetry. Jak nacisnęło się brzuszek to siusiak się pokazywał Niestety nasz pieseł zeżarł kiedyś tę laleczkę > Odpowiedz Link
k.karen Re: Mit chińskiej herbaty? 24.05.19, 16:10 Sorel, wygląd nie jest zachęcający, ale smak to pewnie niebo w gębie! Tę pomarańczową puszkę kojarzę, ale chyba z... japońskiego sklepu ( w Polsce, oczywiście) PS Być w Chinach i wrócić bez herbaty to tak jak z Holandii nie wrócić z serem. Przywiozłam! Odpowiedz Link
k.karen Re: Mit chińskiej herbaty? 24.05.19, 16:06 Hej, hej, Agfo Bardzo się cieszę, że Cię widzę Serdeczne buziaki Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Mit chińskiej herbaty? 24.05.19, 14:15 Na dolnej foci z postu Sorell herbata Ulung!. Prawda, że mocno się różni już samym wyglądem w porównaniu do naszej sprzed lat? By zakończyć wątek herbaciany - zagadka! Co to za "chłopczyk"? Odpowiedz Link
sorel.lina Re: Mit chińskiej herbaty? 24.05.19, 13:37 Nasze herbaciane pamiątki z Chin Tak wygląda herbata rumowa A tak prawdziwa ulung Odpowiedz Link
sorel.lina Re: Mit chińskiej herbaty? 24.05.19, 12:55 Dzień dobry, Agfo! Duża radość widzieć Cię tu po długiej nieobecności. Jeśli chodzi o jedwab - veni et vidi Będziemy o tym pisać. Herbata - tak, Agfo: zwyczaj i sposoby jej picia wszyscy - również Japończycy - zapożyczyli z Chin i jeszcze bardziej "uświęcili", ale to jeszcze przed nami. Piszesz, że kultura chińska promieniowała na inne kraje Azji. To też prawda. Można śmiało rzec, że Chiny były dla całej wschodniej, północno-wschodniej i południowo-wschodniej Azji tym, czym Grecja i Rzym dla Europy. Pozdrawiam serdecznie, Agfo! Odpowiedz Link