Dodaj do ulubionych

Kanabinoidów ćpania skutki

15.01.20, 18:31
PIS od pewnego czasu zachowuje się jak człowiek, który nie tylko cierpi na poważne zaburzenia psychiczne, ale jeszcze, na dokładkę, wypił wiadro szaleju. Powiem szczerze, że coraz trudniej jest mi komentować ich bieżące posunięcia i przewidywać działania przyszłe, bowiem nadaję na dokładnie przeciwnych falach. Wszystkich nas zresztą niemal wszystko od PIS-u różni, więc nie mamy nawet co próbować wczuwać się w tok myślenia naćpanego psychola i jego zamiary na przyszłość.

PIS niszczy Polskę i nasze fundamenty ustrojowe właściwie od samego początku swoich rządów, ale do tej pory robiło to w sposób dla siebie dość racjonalny i bezpieczny. No i trzymało się pewnego planu, którego zarysy Kaczyński stworzył na pewno na długo przed wyborami w 2015 r. Ten plan zakładał zapewne konflikt z niemal wszystkimi, ale żelaznym założeniem PIS-owskiej doktryny było unikanie wojny na kilku frontach. Tylko dzięki temu mam jeszcze w Polsce niezależne media, bo "uratował" je pierwszy konflikt wokół SN, KRS i sądów oraz demonstracje uliczne w 2017 r. Projekt PIS-owskiej "repolonizacji" mediów był już wtedy gotowy, a ta kreatura Pawłowicz łaziła po Sejmie i odgrażała się dziennikarzom, że już wkrótce PIS się "za nich weźmie". Sądy jednak okazały się dla PIS-u ważniejsze i niezależnym mediom się upiekło. Na razie.

Dziś PIS ma otwarte aż trzy fronty (Senat, Unia, sędziowie), a otwarcie czwartego jest kwestią najbliższych tygodni. I już dziś wiadomo, że co najmniej na jednym z tych frontów PIS poniesie klęskę. Wojny z Unią i TSUE nie wygra, choć pewnie porażkę przedstawi jako swój kolejny triumf. Tylko że nikt, poza twardym elektoratem PIS-u, w te brednie nie uwierzy. Nie uwierzy także większość z tych wyśmiewanych przez nas "pincet", czyli beneficjentów wielkich PIS-owskich transferów społecznych. Dziś oddających głosy na PIS. I tu dochodzimy do sedna tego tekstu, ale o tym za chwilę.

PIS swojej polityce krajowej, polegającej przecież wyłącznie na demolowaniu lub zawłaszczaniu państwa, skutecznie stosowało do tej pory swoisty "blitzkrieg". Uderzali mocno, uderzali niespodziewanie, często pod osłoną nocy. I nie liczyli się specjalnie ze stratami po swojej stronie. Ubytki sondażowe lub wizerunkowe po kilku miesiącach udawało im się zniwelować. Tę bezkarność zawdzięczali oczywiście głupocie, niefrasobliwości i krótkowzroczności Polaków. To znamienne i fatalnie świadczące o naszym społeczeństwie, że jedyne naprawdę poważne tąpnięcie w sondażach PIS zaliczyło nie po zawłaszczeniu TK, nie po awanturze o sądy w 2017 r., nie wskutek permanentnego łamania konstytucji, ale po ujawnieniu afery z nagrodami dla ministrów rządu Szydłowej. Tylko wtedy tak naprawdę strach zajrzał im w oczy...

Ale w wojnie z Brukselą PIS musiało zastosować całkowicie odmienną taktykę. Wiedzieli i wiedzą nadal, że tu dysproporcja sił jest olbrzymia. Unia w Europie może zrobić prawie wszystko, a PIS nie może zrobić prawie nic. Więc przyjęli taktykę skoku do przodu i czekania, jaka będzie reakcja. Tak było np. z wycinką Puszczy Białowieskiej lub z awanturą wokół SN 3 lata temu. Unia działa jak każda wielka machina międzynarodowa. Opieszale. Stosując się do sztywnych, ustalonych procedur, a jako podstawę rozwiązywania konfliktów przyjmując zawieranie kompromisów, konsultacje i dyskusje. A to jest czasochłonne. PIS wychodziło więc, ze słusznego poniekąd założenia, że zanim ta powolna unijna machina zajmie się PIS-owskim ograniczaniem praworządności, wolności lub demokracji, wszyscy zdążą zapomnieć, o co właściwie w danym konflikcie chodzi. Faktów dokonanych po roku już się nie zmieni, co najwyżej nieco się ustąpi w jakichś detalach.

Pierwszym sygnałem dla PIS-u, że tak wprawdzie być może, ale wcale nie musi, była awantura w sprawie Prezes SN Małgorzaty Gersdorf. Unia pokazała wtedy, że nie tylko, jak jej się oczywiście chce, potrafi działać szybko i skutecznie. Ale w dodatku potrafi, nawet po kilku miesiącach, swoją wydawałoby się klęskę zamienić w zwycięstwo. PIS poniosło wtedy dotkliwą porażkę. I chyba nie wyciągnęło z niej wniosków.

cdn
Obserwuj wątek
    • wscieklyuklad Re: Kanabinoidów ćpania skutki 15.01.20, 18:32
      PIS od dawna chciało zbolszewizować sądy. Projekt ustawy represjonującej sędziów nie mógł powstać w ciągu kilku dni po wystąpieniu sędziego Juszczyszyna o ujawnienie list poparcie członków KRS. Ale wybitnie nie sprzyjał PIS-owi kalendarz wyborczy. Bez przerwy mieliśmy ostatnio jakieś wybory i kampanie wyborcze. Nowy konflikt wokół sądów nie mógł sondażowo pomóc PIS-owi. Mógł mu tylko zaszkodzić. Więc zacisnęli zęby i toczyli z sędziami tylko wojenką podjazdową. I gdy wydawało się, że tak to będzie trwać do majowych wyborów, będących dla rządów PIS-u walką o życie, raptem wszystko się posypało. Początkowo podejrzewałem, że cała hucpa została wymyślona właśnie po to, by ustawa represyjna została tuż przed wyborami zawetowana przez szmatę. Do zyskania byłoby te kilka potrzebnych procentów poparcia wyborców umiarkowanych.

      Nawet jeśli takie były pierwotnie założenia Nowogrodzkiej, to chyba właśnie szlag je trafił. Z planowanej małej, lokalnej bitwy zrobiła się wielka wojna. W dodatku nie z dużo słabszym przeciwnikiem w postaci polskich sędziów, ale z przeciwnikiem, z którym PIS wygrać nie może. Bo konflikt wokół ustawy nałożył się na wciąż niezażegnany konflikt wokół całokształtu zmian w polskim sądownictwie. Wpierw grudniowy wyrok TSUE, potem sędzia Juszczyszyn i nasze protesty, potem rozmowy Marszałka Grodzkiego z unijną komisarz, ostre stanowisko KE, wniosek do TSUE o zabezpieczenie, Komisja Wenecka. Unia nie tylko zabrała się do sprawy na poważnie, ale zrozumiała w końcu, że czas konsultacji i szukania kompromisów się skończył. Dziś Bruksela już nie chce rozmawiać. W efekcie obecnie to, czy szmata zawetuje ustawę kagańcową, czy ją podpisze, zaczyna mieć już właściwie znaczenie drugorzędne.

      Chyba w połowie grudnia napisałem, że jest bardzo prawdopodobne, iż majowe wybory prezydenckie zupełnie niespodziewanie przemienią się w referendum nad pozostaniem Polski w Unii. Wygląda na to, że PIS albo się z ustawą kagańcową spóźniło o 12 miesięcy, albo o 6 miesięcy pośpieszyło. Apogeum całej awantury przypadnie bowiem na okres tuż przed wyborami. I wtedy dopiero zobaczymy, co warte były wyniki sondażu, które wskazywały, że 50% Polaków jest przeciwnych naszej obecności w Unii. Komentując wyniki tego sondażu wspomniałem, że gdy przyjdzie co do czego, czyli gdy nasze wyjście z Unii (lub wyrzucenie z niej) stanie się całkiem realne, to z tych 50% nie zostanie nawet 30%.

      Spełnia się więc obecnie scenariusz dla Polski jako członka Wspólnoty fatalny. Nawet gdy pozostaniemy w Unii, to całe dekady będziemy płacić za wojnę, którą właśnie PIS rozpętało. Szkody wyrządzone przez bolszewików tu, w kraju, choć są to szkody straszne, da się od biedy w ciągu kilku lat jakoś naprawić. Ale szkód w naszych relacjach z Europą nie naprawimy długo. Dziś już nie jest problemem to, że Bruksela nie wierzy rządowi PIS-u i nie zamierza z nim dyskutować jak z partnerem. Podstawowym problemem jest to, że Bruksela straciła także zaufanie do Polaków jako narodu. Nie wierzą już ani w naszą mądrość i przewidywalność, ani w nasze dobre intencje i w nasze przywiązanie do wartości demokratycznych oraz wolnościowych, które dla nich są podstawą funkcjonowania. Oddając w wyborach do PE ponad 500 tysięcy głosów na "coś" takiego jak Szydłowa, sami na sobie postawiliśmy kreskę. Pogrubiliśmy ją kilka miesięcy później wynikiem wyborów do Sejmu.

      Ale nie tylko dla nas ten scenariusz jest fatalny. Dla PIS-u i szmaty też. Mają swoją wojnę, nie tylko jednak dużo większą, niż chcieli, to jeszcze w dodatku w momencie, którego z pewnością nie planowali. Mieli ostatnio bardzo dobre kampanie wyborcze. I niemal na pewno tę najbliższą też rozpisali sobie na dni i tygodnie. Ale teraz, zamiast chwalić się "pincet", rzekomo zrównoważonym budżetem lub 13. emeryturą, będą musieli w jej trakcie odpowiadać na pytania, na które oni odpowiedzi albo w ogóle nie znają, albo powiedzieć prawdy nie mogą. Sami wcisnęli swoim przeciwnikom oręż w dłoń, sami go zmotywowali i dodali wiary w końcowy sukces. I sami zaprosili do udziału w wojnie potężnego sojusznika opozycji czyli Unię. Pytanie, czy ten niespodziewany prezent opozycja potrafi wykorzystać. Od miesięcy niezmiennie powtarzam, że wygrana w majowych wyborach leży całkowicie w naszym zasięgu. Dziś jestem tego pewny jeszcze bardziej, niż po wygraniu przez nas batalii do Senatu.

      Takie teksty jak ten nazywam często "o wszystkim i o niczym". Piszę, piszę, tylko nie wiadomo po co... Ale po 4-dniowej przerwie musiałem jakoś rozPISać pióro. Od jutra zaczynam, na poważnie i nieco bardziej konkretnie, moją "kampanię wyborczą" szmaty..

      Olga Mazur

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka