Dodaj do ulubionych

Pocałujcie nas w tyłek pisonie matoły

14.03.20, 19:53
Pamiętacie jak PiS i ich media szczuły na lekarzy? WIDEO.

www.wiesci24.pl/2020/03/14/pamietacie-jak-pis-i-ich-media-szczuly-na-lekarzy-wideo/?utm_campaign=shareaholic&utm_medium=facebook&utm_source=socialnetwork&fbclid=IwAR150hnGR2pjvzWy7KdgTsgsrjdc8sZAflekxBqNfOouLZfJJNvhMXVGNCA
Obserwuj wątek
            • wscieklyuklad Re: Pocałujcie nas w tyłek pisonie matoły 14.03.20, 20:40
              Kończą się maski. Lekarze mogą odmówić pracy?
              W sytuacji ekstremalnej trudno przewidzieć reakcje

              W szpitalach kończą się maski, kombinezony i rękawice. Czy lekarz pozbawiony właściwych środków ochrony może odmówić pracy? Zapytany przez podplomie.pl prof. Mirosław Wielgoś, rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, mówi, że z etycznego i prawnego punktu widzenia lekarz nie może odmówić udzielenia pomocy, gdy jest ona niezbędna. Podejmując pracę w tym zawodzie każdy musi liczyć się z zagrożeniami, jakie się z nią wiążą. – Nie zapominajmy jednak, że lekarz jest też po prostu człowiekiem, w dodatku mającym rodzinę i bliskich. Wprawdzie nie znam przypadku, by lekarz odmówił pomocy potrzebującemu, martwiąc się o własne zdrowie, ale w sytuacji ekstremalnej, jaką jest praca bez odpowiednich środków ochrony osobistej, tak naprawdę trudno przewidzieć indywidualne reakcje – mówi prof. Mirosław Wielgoś.

              Rektor WUM przekonuje, że trzeba zrobić absolutnie wszystko, co tylko możliwe, aby oszczędzać środki ochrony osobistej, żeby jak najdłużej wystarczyły dla pracowników systemu ochrony zdrowia zajmujących się chorymi z COVID-19. – Powinniśmy przede wszystkim racjonalne gospodarować tym, co mają szpitale, jednocześnie licząc na wsparcie z Agencji Rezerw Materiałowych. Niezbędne jest zawieszenie wszystkich planowych przyjęć i zabiegów. Trzeba zrozumieć, że to stan wyższej konieczności – dodaje prof. Mirosław Wielgoś w rozmowie z podyplomie.pl.

              O tym, że oddziały zakaźne nie mają już środków ochrony personalnej, mówił prof. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, w TVN24.

              – W mojej klinice sprzętu jest na trzy dni. Dyrekcja szpitala jest bezsilna, wojewoda jest bezsilny, listy do ministra, premiera, GiS pozostają bez odpowiedzi – relacjonował prof. Flisiak. Dodał, że obecnie Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Białymstoku wozi próbki do Warszawy do PZH. Na wyniki czeka się nawet dwie doby. W tym czasie pacjenci, którym pobrano wymazy, w większości zdrowi, są w pełnej izolacji i traktowani są jak zakażeni, a co za tym idzie, zużywają bezcenny sprzęt. – Dlaczego musimy tak długo czekać na wyniki? Jest tylko kilkanaście laboratoriów. W Białymstoku Wojewódzka Stacja Epidemiologiczna od dwóch tygodni nie może uruchomić metody, choć stoi sprzęt. Te działania nie będą miały sensu, gdy za trzy dni będę musiał zamknąć drzwi, bo nie będę miał sposobu chronienia personelu – ostrzegł prof. Flisiak.

              O tym, że zapas masek i strojów ochronnych się kończy, mówił także Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania. – Mamy nadzieję, że dostaniemy więcej poprzez wojewodę z Agencji Rezerw Materiałowych. W innym przypadku lekarze nie będą kontynuować pracy – zapowiedział.

              Prof. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, zapytany przez podyplomie.pl popiera decyzje o wstrzymaniu operacji planowych i skierowanie materiałów ochronnych do miejsc, gdzie trafią potencjalnie zakażeni.

              W ocenie prezes NRL, lekarze nie będą wysyłani do pracy bez zabezpieczenia. – Nie sądzę, by ktoś narażał medyków na niebezpieczeństwo, bo to by zagrażało nie tylko lekarzowi, ale także bezpieczeństwu pacjentów, którym będzie udzielał pomocy – przekonuje prof. Matyja


              z netu

              A te unijne debile zajmują się kształtem ogórków zamiast przysłać nam maski, kombinezony, miliony testów na koronawirusa, respiratory likozy do ich obsłuugi.
              Dranie!

              Najważniejsze, że wszyscy kochają szumowinowskiego.
                  • wscieklyuklad Re: Pocałujcie nas w tyłek pisonie matoły 15.03.20, 09:27
                    Lemigracyjne świry nie kumają podstaw. Siedzi toto w swym grajdołku i gra gieroja. Ale jak dopadnie katarek - zesrane ze strachu (stąd taki popyt na sraj taśmę).
                    Często się zastanawiam, czy warto to w ogóle komentować, bo jaki ma sens odnoszenie się do wwypierdów bezmuzgofcuf?
                    Obowiązek likoza?

                    Hahahahahahaha - zwłaszcza na Wyspach dostanie sie ten świrek tęskniący za megafjutem do GP. Już tam czeka likoz co to jego obowiązek - w dodatku bez kopertówki. Już wita z pomiarem timpreczer i odkorkowanym szampanem w jednej a testem na koronawirusa w drugiej grabie. Nie życzę świrowi zapadnięcia na tę infekcję bo wiek i szczątkowy dostęp do likoza wróżą jedynie kłopoty.
                    Mniemiecki świr zaszyty akurat w centrum tamtejszej epidemii - pewnie mierzy timpreczer kilka razy na dzionek, ogląda ozór w lustrze i ocenia nasilenie kaszelku.
                    W gabinecie z pewnością czeka już likoz-model nie znający kopertówki.

                    Te matoły nie kumają podstawowych pojęć.
                    Owszem - niesienie pomocy to zawód lekarza.
                    Podobnie jak gaszenie pożaru to obowiązek strażaka. trudno jednak sobie wyobrazić, by ten ostatni jechał na interwencję w ubraniu cywilnym i bez dostępu do wody.
                    Wolscy lekarze MUSZĄ przyjmoować BEZ JAKICHKOLWIEK ŚRODKÓW OCHRONY OSOBISTEJ?
                    PODJĘŁYBYŚCIE SIĘ FIZDENKI?

                    Wreszcie daliśmy Światu przykład.
                    Dziś na balkony włoskie i hiszpańskie wyjdą ludzie, by oklaskami nagrodzić trud i poświęcenie lekarzy narażających swe życie by ratować innych.
                    Sądzisz, że łemigracyjne barachło coś z tej akcji kuma?
                    Przynajmniej jedno powinno. Ale dyplom otrzymało czterdzieści lat temu. Niczego nie przyswajając na studiach (zbyt wiele czasu spędzone na bezpodstawnym autozachwycie przed lustrem. Rzeczywistość zweryfikowała zakres umiejętności. Dlatego to tylko zwykłe opiekunię. Pracodawcy nie dali szans na wyższe stanowisko. Opiekunię to nic zdrożnego - ktoś musi wykonywać tę funkcję. Ale kompleksyyyyy za to, jak spode Alp po Ural albo i samą Kamczatkę!
                          • wscieklyuklad Re: Pocałujcie nas w tyłek pisonie matoły 15.03.20, 09:46
                            Barbara Mazek: „Panie Duda lansujesz się w TVP z wizytą w szpitalu w Garwolinie , rozmawiasz z ratownikiem i myślisz że ludzie są tacy głupi jak wasi wyborcy?
                            Przecież przebrany w strój ratownika K. Żochowski jest dyrektorem szpitala i jako radny nie jeździ karetką do ludzi”

                            https://scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/89774083_2955568851239419_8190394808318033920_n.jpg?_nc_cat=109&_nc_sid=110474&_nc_ohc=gZZ17scIZMEAX-MHd9y&_nc_ht=scontent.fwaw3-1.fna&oh=d0e6659857e0d7d587a782a1fd5a8916&oe=5E922708

                            Lansik świra Najwyższym Dobrem Narodu
                          • wscieklyuklad Re: Pocałujcie nas w tyłek pisonie matoły 15.03.20, 09:52
                            „Nie mam koronawirusa, miałem zrobiony test, ale…
                            już nie mogę dłużej milczeć,
                            Mam dość kłamliwej propagandy i wykorzystywania tragedii do politycznej gry, do prowadzenia kampanii prezydenta Dudy, który w obliczu zagrożenia bezwstydnie się lansuje.
                            Ja wiem jak działa „kartonowe państwo”.

                            Poniżej opowiem o tym jak przebiegł mój test na koronawirusa.

                            Wcześniej opisałem jak w woj. lubuskim nasze państwo zlekceważyło zagrożenie i pozostawiło samym sobie 10 osób powracających z Włoch z bliskich okolic czerwonej strefy z Lombardii, zanim całe Włochy stały się czerwoną strefą.
                            Na długo zapamiętam lekceważącą postawę Głównego Inspektora Sanitarnego, który wobec naszych apeli w Senacie, radził, żeby nie panikować, a dla domagających się działań i prawdy, zalecał żebyśmy „wkładali sobie lód w majtki”.
                            Teraz wiem też co się dzieje na styku epidemii z polityką.
                            Wczoraj sam się przekonałem o tym, jak działa państwo.
                            Ostatnie kilkanaście dni miałem bardzo intensywne. Mnóstwo spotkań i tysiące przejechanych i przelecianych kilometrów.
                            W czwartek i piątek byłem we Wrocławiu na Walnym Związku Miast Polskich. W poniedziałek na konferencji samorządowej w Lublinie. We wtorek konferencja samorządowa w Senacie w Warszawie. W środę miałem w planie wizytę w Sczecinie, do której się przygotowywałem od tygodni.
                            Bardzo zależało mi na obecności tego dnia w Szczecinie. Ok. godz. 12 pojechałem na lotnisko. Jednak trochę źle się poczułem. W obliczu zagrożenia koronawirusem na lotnisku postanowiłem zbadać temperaturę. Szukałem takiego punktu pomiaru, o którym trąbiono w telewizji. Nie znalazłem. Do odlotu niespełna pół godziny. Udałem się więc do ambulatorium na lotnisku. Było zamknięte na cztery spusty. W środku nikogo. Skorzystałem z telefonu przed drzwiami. Poinformowano mnie, że za chwilę ktoś przyjdzie. Minęło ok. 10 minut. Nikt się nie pojawił. Zadzwoniłem ponownie. Znów obietnica, że ktoś się pojawi. Kolejne 10 minut. Nikogo. Poszedłem więc szukać kogoś z personelu medycznego na lotnisku. Nie znalazłem. Zbliżał się odlot samolotu.
                            Przeszedłem odprawę, wchodziłem już na płycie lotniska do autobusu wiozącego do samolotu i przy nasilających się objawach… uznałem, że w obliczu epidemii nie będę ryzykował zdrowiem i życiem swoim i innych, cofnąłem się.
                            Wróciłem do hotelu. Udałem się do lekarza. Lekarz mnie zbadał, stwierdził podwyższoną temperaturę i objawy przeziębienia, zapisał mi lekarstwo oraz nakazał obserwację. Objawy wydawały się takie, jak przy typowym przeziębieniu: ból głowy, gorączka, ból gardła, katar, ból stawów, potworne pocenie się…Objawy się nasiliły. Wyglądało na zwykłe przeziębienie. Noc jednak miałem ciężką z objawami choroby. Rano zgłosiłem telefonicznie swój stan Marszałkowi Grodzkiemu. Nakazał mi, abym natychmiast się udał do Szpitala Zakaźnego na ul. Wolskiej w celu przeprowadzenia testu na obecność koronawirusa.
                            W szpitalu byłem o godzinie 8. Zostałem przebadany przez lekarza, zakwalifikowano mnie do testu i pobrano mi wymazy z gardła i nosa. Nakazano mi powrót do pokoju, nie kontaktowanie się z kimkolwiek i oczekiwanie na kontakt kogoś z Sanepidu. Jednak wrócić musiałem sam. Wynik miał być gotowy po 4-6 godzinach. Tak też zrobiłem. Wróciłem do hotelu, zamknąłem się w pokoju i czekałem.

                            Zastanawiałem się jak wrócić do hotelu? Taksówką- też zagrożenie kierowcy i przyszłych pasażerów. Do szpitala pojechałem więc tramwajem w maseczce, chowając się w kącie i utrzymując jak największą odległość od ludzi, minimum 2 metry. Zachowałem się, stosując wszelkie mi dostępne w tym momencie środki ostrożności.

                            Po powrocie do pokoju nikt jednak ze mną, ani ze szpitala, ani z Sanepidu, się nie skontaktował. Nikt nie zadzwonił. Mijały godziny.
                            Senat wstrzymywał obrady. Minęły 4 godziny- nic, 6 godzin- nic. Postanowiłem ja zadzwonić. Numer wciąż zajęty. Kilkanaście prób. W końcu się udało. Wyniku brak.
                            Informowałem, że od wyniku testu zależy, czy Senat rozpocznie obrady. Kolejny telefon za godzinę. Wyniku brak. Operator poinformował mnie, że mimo tego, że tego dnia byłem jednym z pierwszych przebadanych, to nie „załapałem się” do pierwszej badanej grupy próbek i wynik będzie ok. godz. 18. Dostałem obietnicę, że ktoś oddzwoni. Nikt nie oddzwonił. Nikt mnie nie poinformował. Zostałem pozostawiony sam sobie.

                            Koło godz. 19 znów zawisłem na telefonie. Po bardzo wielu próbach w końcu się dodzwoniłem. Po blisko 11 godzinach (miało być maksymalnie 6) jest wynik. Negatywny. Uffff.

                            11 godzin przesiedziałem w pokoju bez jedzenia i picia. Nie wychodziłem, nie chciałem stwarzać zagrożenia, nie znając wyniku testu.

                            W tym czasie w Senacie marszałek Karczewski i senatorowie PiS wykorzystali moją nieobecność i nieobecność kilku senatorów Opozycji Demokratycznej (senator Pociej wrócił z Paryża, został w domowej kwarantannie) i zerwali kworum, blokując debatę nad projektem ustawy „antykoronawirusowej”. Marszałek Karczewski domagał się zerwania obrad Senatu. Sytuacja została cynicznie wykorzystana przez polityków PiS.

                            I kiedy oglądam dzisiaj w TV ostentacyjne objeżdżanie przez prezydenta Dudę miast i miasteczek, witanie się się z każdym i konferencje za konferencją, to zastanawiam się nad tym, jak można tak bezczelnie wykorzystywać tą trudną sytuację do umacniania władzy jedynie słusznej partii i lansowanie się prezydenta?
                            Wstyd.

                            senator Tyszkiewicz
                              • wscieklyuklad Re: Pocałujcie nas w tyłek pisonie matoły 15.03.20, 10:13
                                Starsi ludzie zakażeni koronawirusem we Włoszech umierają w samotności w szpitalach; świadomi tego, że to ostatnie chwile ich życia rozpaczają, że nie mogą pożegnać się z bliskimi. Opowiadają o tym w mediach lekarze i pielęgniarki.W kolejnym dniu kryzysu epidemiologicznego we Włoszech, gdzie liczba zmarłych wynosi już 1266, zwraca się uwagę na rodzinne dramaty, rozgrywające się w szpitalach na oddziałach chorób zakaźnych. To, co się tam dzieje, przypomina opisywane wcześniej zdarzenia z Chin, gdzie również umierający seniorzy nie mogli pożegnać się ze swoimi bliskimi.
                                Nikt oprócz personelu medycznego nie ma wstępu na oddziały, na których leżą osoby zakażone wirusem COVID-19. Jak podkreślają lekarze w mediach, dla wielu ciężko chorych chwila opuszczenia domu i przewiezienia do szpitala jest ostatnim momentem, gdy widzą swych bliskich. Potem nikt mimo próśb nie może zobaczyć się ze swą rodziną.
                                - Sami przyjmowani są na oddział i sami, bez bliskich umierają, często do końca świadomi - powiedział jeden z lekarzy w telewizji RAI.
                                - Nikt z najbliższych nie może przy nich czuwać do ostatniej chwili. Najbardziej dramatyczna sytuacja to ta, gdy widzi się, jak pacjenci umierają zupełnie sami i błagają o to, by móc pożegnać się z dziećmi i wnukami - podkreśliła w jednym z wywiadów doktor Francesca Cortellaro ze szpitala San Carlo Borromeo w Mediolanie. Lekarka opowiedziała, że jedna z jej starszych pacjentek zdążyła pożegnać się ze swym wnukiem dzięki temu, że zorganizowała połączenie wideo przez swój telefon komórkowy.
                                Lekarze mówią, że na oddziałach chorych z koronawirusem bardzo przydałyby się tablety, poprzez które umierający pacjenci mogliby po raz ostatni zobaczyć się ze swoimi bliskimi.

                                z netu.

                                To kolejne, może najtrudniejsze wyzwanie dla lekarzy opiekujących się umierającymi.
                                Podwójna rozpacz bezsilności. Wobec śmierci. Wobec samotności umierania.
                              • wscieklyuklad Re: Pocałujcie nas w tyłek pisonie matoły 15.03.20, 10:20
                                Wczoraj wczesnym rankiem pobrano test na koronawirusa WSZYSTKIM lekarzom Kl. Kardiologii Szp. Biegańskiego w związku ze stwierdzeniem zachorowania u jednej z tamtejszych lekarek.
                                MIJAJĄ DWADZIEŚCIA CZTERY GODZINY. WYNIKÓW BRAK.

                                A rudobrody skurwysyn i pinkasiątko znów dziś obwieszczą wyleczenie kolejnego tysiąca osób. Łemiagracjaa popuści w gacie ze szczynścia i dumy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka