Dodaj do ulubionych

Oby Słowo Ciałem się stało!

04.05.20, 05:47
PiS rozważa dymisję prezydenta Andrzeja Dudy

ANDRZEJ STANKIEWICZ

W obozie władzy poważnie rozważana jest dymisja prezydenta — potwierdził Onet w trzech niezależnych źródłach. Gdyby Andrzej Duda dobrowolnie zrzekł się stanowiska, to PiS mogłoby na nowo rozpisać wybory prezydenckie w dowolnym terminie do połowy lipca. I uciszyć zarzuty o naruszanie prawa podczas organizacji głosowania.

Dymisja prezydenta miałaby być receptą na kłopoty PiS z organizacją wyborów korespondencyjnych w maju
Sprzeciwia się im lider Porozumienia Jarosław Gowin. Wygląda na to, że ma za sobą odpowiednią liczbę posłów swej partii, by pokrzyżować szyki PiS
W dodatku przygotowania do głosowania korespondencyjnego idą jak po grudzie. Wiele wskazuje na to, że doszło do wycieku kart wyborczych
Dlatego Jarosław Kaczyński szuka nowego rozwiązania. Dymisja prezydenta zupełnie zmieniłaby sytuację. Wybory zostałyby rozpisane na nowo na podstawie konstytucyjnych zapisów, które dotyczą takiego przypadku
Oczywiście, Duda kandydowałby w takich wyborach
To najbardziej skrajne rozwiązanie, które jest dziś rozważane przez liderów PiS, by doprowadzić do wyborów prezydenckich na ich warunkach. Kiedy pierwszy raz dziennikarze Onetu usłyszeli w minionym tygodniu o możliwej dymisji Andrzeja Dudy, nasi rozmówcy w obozie władzy przedstawiali to jako wariant ostateczny, opcję atomową, której prezes PiS Jarosław Kaczyński użyje tylko w ostateczności. Od tego czasu zmieniło się jedno: wszystkie inne warianty organizacji wyborów prezydenckich stają się coraz trudniejsze do zrealizowania. Dlatego — jak słyszymy w PiS — dymisja Andrzeja Dudy jest poważnie brana pod uwagę. Wiemy, że w obozie władzy analizowano taką sytuację w oparciu o opinie prawników związanych z PiS.

Recepta na wyborcze bolączki

Po co PiS dymisja Dudy? To byłaby recepta na wszystkie bolączki związane z organizacją wyborów korespondencyjnych w maju. Głosowaniu prezydenckiemu w takim terminie sprzeciwia się niedawny wicepremier Jarosław Gowin, lider koalicyjnego Porozumienia. Dowodzona przez PiS koalicja ma w Sejmie 235 posłów, czyli raptem o 4 mandaty więcej od minimalnej większości. Jest w tym 18 mandatów Gowina i jego ludzi. Przez ostatnie dni PiS robiło podchody do posłów Porozumienia, próbując ich przekupić lub nastraszyć. Na niewiele się to zdało. Wszystko wskazuje na to, że przy Gowinie zostanie wystarczająco wielu, by — wraz z opozycją — pokonać PiS, gdy projekt ustawy o głosowaniu korespondencyjnym pojawi się w tym tygodniu w Sejmie.

Gowin od kilku tygodni negocjuje z Platformą i PSL, co ma pokazywać PiS, że to nie są żarty.

Według naszych rozmówców, jeśli prezes PiS Jarosław Kaczyński nie będzie miał gwarancji, że dysponuje większością niezbędną do uchwalenia wyborów korespondencyjnych w maju, to w ogóle nie podda tego projektu pod głosowanie. Nie może sobie pozwolić na porażkę.

Na horyzoncie same kłopoty

Co wtedy? Same kłopoty. Po pierwsze — termin wyborów. Wszak wciąż formalnie obowiązuje data głosowania 10 maja, czyli w najbliższą niedzielę — ogłoszona jeszcze przed pandemią koronawirusa. Tyle, że wiadomo, iż wyborów za kilka dni zrobić się po prostu nie da — mówi o tym nie tylko szef Państwowej Komisji Wyborczej sędzia Sylwester Marciniak, ale nawet przedstawiciele Kancelarii Prezydenta, choćby Andrzej Dera, prezydencki prawnik.

Co prawda, PiS przygotowało sobie wyjście awaryjne, czyli przepisy umożliwiające zmianę daty wyborów w czasie pandemii. Tyle, że znajdują się one w projekcie ustawy o głosowaniu korespondencyjnym, która — jak napisaliśmy — w ogóle może nie zostać uchwalona.

W dodatku ostro o żonglowaniu datą zarządzonych już wyborów wypowiedział się w swym stanowisku Sąd Najwyższy, uznając, że „nie jest możliwe 'przesunięcie' terminu wyborów”, bo naruszałoby to Konstytucję.

Jednym słowem: w razie uchwalenia ustawy o głosowaniu korespondencyjnym, zmiana daty wyborów jest prawnie podejrzana. A bez ustawy po prostu możliwa nie jest.

Kto będzie głową państwa?

Drugi kłopot — kto będzie głową państwa? Jeśli wyborów nie będzie 10 maja ani później, to Polskę czeka ogromny kryzys polityczny. Na początku sierpnia skończy się kadencja Andrzeja Dudy i nie będzie wiadomo, kto ma go zastąpić. Polska Konstytucja, dość skrupulatnie opisująca kryzysy związane z brakiem prezydenta, nie przewiduje sytuacji, w której zarządzone wybory prezydenckie by się nie odbyły. Nie wiadomo, kto po zakończeniu kadencji Dudy pełniłby obowiązki głowy państwa. Czyli nie byłoby jasne, kto podpisuje ustawy — i to w sytuacji trwającej pandemii koronawirusa, gdy nowe antykryzysowe przepisy tworzone są na bieżąco.

Oczywiście, PiS mógłby wprowadzić stan klęski żywiołowej lub stan wyjątkowy. To zatrzymałoby wyborczy zegar i automatycznie przedłużyło kadencję Andrzeja Dudy. Ale jest jeden feler — przepisy o stanach nadzwyczajnych dają zamykanym przez rząd na czas pandemii firmom prawo do łatwego dochodzenia odszkodowań. Gowin twierdzi, że gdyby trzeba było płacić odszkodowania, to skończyłoby się bankructwem państwa — pieniędzy w budżecie starczyłoby co najwyżej na kwartał.
Wszystkich tych problemów PiS uniknie, jeśli postawi na dymisję Dudy. Czemu? Bo dobrowolne odejście prezydenta jest jasno opisane w Konstytucji. W takiej sytuacji głową państwa staje się automatycznie marszałek Sejmu. Konstytucja mówi też, że w razie opróżniania urzędu prezydenta, marszałek Sejmu zarządza nowe wybory „nie później niż w czternastym dniu po opróżnieniu urzędu, wyznaczając datę wyborów na dzień wolny od pracy przypadający w ciągu 60 dni od dnia zarządzenia wyborów”. To dałoby PiS duże pole manewru, bo takie wyjątkowe wybory można zorganizować nawet kilka dni po rezygnacji prezydenta, a najpóźniej 2,5 miesiąca po dymisji.

W praktyce znaczy to, że gdyby Duda podał się do dymisji — dajmy na to — dziś, to marszałek Witek może zarządzić wybory w każdym terminie od najbliższej niedzieli do połowy lipca. Druga tura, tak jak zwykle, odbyłaby się 2 tygodnie po pierwszej. A zatem nowy prezydent byłby znany najpóźniej pod koniec lipca lub na początku sierpnia.
Takie rozwiązanie pozwoliłoby też PiS na ucieczkę do przodu od kłopotów związanych z organizacją wyborów korespondencyjnych. W tej chwili obóz władzy organizuje je bez podstawy prawnej. Wszak kwestionowana przez Gowina i opozycję ustawa o wyborach korespondencyjnych nie została jeszcze uchwalona. Projekt wciąż jest w kontrolowanym przez opozycję Senacie, który nie spieszy się z pracami i przekaże go do Sejmu w ostatnim możliwym terminie, czyli w połowie tego tygodnia. Ponieważ nie ma przepisów, to wielu samorządowców niezwiązanych z PiS nie chce przekazywać Poczcie Polskiej danych z rejestru wyborców, niezbędnych do przeprowadzenia głosowania.

Inna rzecz, że organizacja głosowania bez odpowiednich przepisów może być jedną z najpoważniejszych przesłanek do unieważnienia wyborów przez Sąd Najwyższy. Tym bardziej że — wiele na to wskazuje — kilka dni temu doszło do wycieku kart do głosowania. Dokumenty zaprezentował publicznie jeden z kandydatów, Stanisław Żółtek. Obóz władzy nie skomentował tej sytuacji. A to rodzi podejrzenia, że dokumenty, które trafiły do Żółtka, są prawdziwe. W dodatku Poczta Polska złożyła w tej sprawie doniesienie do ABW — co dodatkowo uwiarygadnia przeciek.

Rozpisanie wyborów na nowo, wedle paragrafów dotyczących dymisji prezydenta, unieważniłoby te problemy. I pozwoliłoby przeprowadzić głosowanie wedle wszelkich formalnych reguł. Rzecz jasna, wedle planów PiS w takich nowych wyborach Andrzej Duda wystartowałby ponownie.

Onet pl
Obserwuj wątek
    • wscieklyuklad Re: Oby Słowo Ciałem się stało! 04.05.20, 05:56
      Gdyby faktycznie piesek udało się do budy, to byłaby to jedna ale jakże ważna kropla w morzu demokratycznych potrzeb. Ale obawiam się, iż to jedynie spekulacje.
      Wprawdzie zbyt pochopnie zaczęto obniżać faktyczną liczbę zachorowań i zgonów ( jeśli umiera procent chorych to mamy ok. 60.000 przypadków a przecież liczba zgonów i tak jest znacznie wyższa.
      Osobiście wątpię by ratlerek podało się do dymisji. W gadzinówkach rzondowych zbyt dużo apeli o natychmiastowe poparcie ustawki przez Senat, by przekładało to się na taki scenariusz, jak w artykule.
      Stan wyjątkowy byłby alternatywą gdyby nie idiotyczna statystyka COVID propagowana przez rudego buca.
      Ostatnie próby szantażu wobec gowinowców? A co jeśli nie mają na tylu haków w archiwach zbbbaaff?

      Jedno jest według mnie pewne.
      Psina dostała przedwyborczej sraczuni, podobnie manekin po cudownym odzyskaniu głosu.
      Nie wiem, czy zaryzykuje dymisję. Bo pod jakim pretekstem?
      Stopnia hańby to wprawdzie nie zwiększy, ale zawsze to obciach przed Ciemnym Motłochem.
            • wscieklyuklad Re: Oby Słowo Ciałem się stało! 04.05.20, 08:26
              I znów Podwórko okazało się jedynym na portalu forum opiniotwórczym.
              Psina wyszczekalo swój Big Suckcess. Było w Norge, było w Sweden, było w Denmark i sfinalizowało gazociąg z Kopen Gagi do Wolski!

              A naiwni sądzili, że złoży dymisję. Do tego potrzeba odrobiny honoru, więc nie było na co liczyć
                    • wscieklyuklad Re: Oby Słowo Ciałem się stało! 04.05.20, 11:58
                      Kłamstwo Andrzeja Dudy: "Zamek Królewski został odbudowany rękami polskich patriotów po wojnie, mimo braku wsparcia komunistycznych władz".
                      Decyzję o odbudowie Zamku Królewskiego w Warszawie podjęło 20 stycznia 1971 roku Biuro Polityczne KC PZPR na wniosek Edwarda Gierka. Sześć dni później Obywatelski Komitet Odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie pod kierownictwem szefa stołecznej PZPR Józefa Kępy zainaugurował swoją działalność. Wiceprzewodniczącym Komitetu został zasłużony muzealnik prof. Stanisław Lorentz.
                      Gierek traktował odbudowę zamku jako symbol narodowej jedności.

                      z netu. O znafcy naszej historii.
                        • wscieklyuklad Re: Oby Słowo Ciałem się stało! 04.05.20, 14:14
                          Piesek pochwaliło się budową inwestycji przez włoską spółkę SAIPEM.
                          I nic w tym dziwnego skoro:

                          Saipemie zrobiło się też głośno w 2012 roku, kiedy to włoska prokuratura oskarżyła spółkę o wręczanie łapówek. Miały one pomóc zdobyć kontrakt wart 580 mln euro w Algierii. Wówczas do dymisji podał się ówczesny prezes Pietro Franco Tali, który kierował Saipemem od 2000 r., a dwóch innych członków zarządu zawieszono. Sytuacją potem zainteresował się również wymiar sprawiedliwości w USA. W kwietniu 2020 r. ENI - właściciel Saipemu - zgodził się zapłacić 24,5 mln dolarów w ramach ugody dotyczącej tej sprawy, chociaż spółka nie przyznała się do winy ani nie zaprzeczyła zarzutom.

                          We Włoszech sprawa jeszcze nie znalazła swojego finału. W 2018 r. sąd pierwszej instancji uznał Saipem winnym korupcji i nakazał zajęcie 198 mln euro z aktywów spółki, skazał byłego prezesa Pietro Taliego na więzienie. W styczniu 2020 r. jednak sąd apelacyjny w Mediolanie uznał Saipem i ENI za niewinne oraz uchylił nakaz zajęcia aktywów. Po tej decyzji sprawa może trafić jeszcze do włoskiego Sądu Najwyższego.

                          Saipem, co istotne, wcześniej brał też udział jako wykonawca w budowie gazociągu Nord Stream, łączącym Niemcy i Rosję. Kontrakt ten był wart dla włoskiej spółki ok. 1 mld euro.

                          z netu

                          teraz, gdy wolska i włoska mafia trzymają sztamę, sprawa zostanie ostatecznie wyciszona.

                          Faktycznie ratlerek miało się czym chwalić od rańca.
                          • wscieklyuklad Re: Oby Słowo Ciałem się stało! 04.05.20, 14:17
                            Ta inwestycja to nie nówka. Za poprzednich rzondów mafii przymierzano się do niej również. Nie doszła do skutku, gdyż uznano, iż będzie... nierentowna!
                            Kolejna mierzeja, kolejne puszcze, kolejny Janów i inne stadniny, kolejny Centralny Port Lotniczy.

                            Oby już była jesień 2023. Przegnać to bydło na zielone pastwiska (o ile będziemy je do tego czasu podlewać deszczówką uzbieraną w trakcie suszy)
                            • wscieklyuklad Re: Oby Słowo Ciałem się stało! 04.05.20, 14:23
                              Dziennikarze komentują oświadczenie Andrzeja Dudy. "Może właśnie woła o pomoc"

                              Oświadczenie Andrzeja Dudy o Baltic Pipe komentują zarówno dziennikarze, jak i politycy. Robert Feluś z Wirtualnej Polski nazwał je ironicznie "elektryzującym", z kolei Patryk Michalski z RMF FM zażartował, że być może prezydent "chce nam coś powiedzieć, tylko nie może".

                              "Może Andrzej Duda właśnie woła o pomoc i przygotował szyfr: rura, przepustowość rury, gaz, Trzęsacz" - czytamy we wpisie Michalskiego.

                              Zaskoczony treścią porannego wystąpienia prezydenta jest także Łukasz Warzecha z "Do Rzeczy". Dziennikarz stwierdził, że choć Baltic Pipe to istotna kwestia, robienie na ten temat oświadczenia na niespełna tydzień przed planowanymi wyborami prezydenckimi "zakrawa na perwersję". Rafał Madajczak z Gazety.pl stwierdził z kolei, że "jeszcze nigdy tak wielu Polaków nie słuchało o gazie o 8 rano", a dziennikarka portalu niezależna.pl Lidia Lemaniak zauważyła, że czekając na dymisję prezydenta, wielu słuchających jego oświadczenia dowiedziało się w końcu, co to jest Baltic Pipe.

                              Politycy o oświadczeniu Andrzeja Dudy. "Czy może być coś bardziej żenującego?"

                              Wystąpienie Andrzeja Dudy komentują także politycy opozycji. Radosław Sikorski stwierdził, że oświadczenie prezydenta to dalszy ciąg "papkinady".

                              "Ha, ha, ha. Zamiast złożyć urząd Andrzejowi Dudzie udało się gadać przez kwadrans o dywersyfikacji gazu bez wspomnienia, że gazoport w Świnoujściu od początku do końca zbudował rząd PO-PSL" - czytamy we wpisie europarlamentarzysty.

                              z netu

                              Faktycznie - niezła pipa.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka