Dodaj do ulubionych

Bolszewiccy analfabeci

25.06.20, 20:43
No żem zamarł z pszerarzenia. Rozumiem, ze ja jezdem bolszewidzkim analfawetom.
Od dawna podejrzewałem, że opiekunię nie ma pojęcia O NICZYM.
I faktycznie! Nie czytając niczego co wartościowe (poza wsieci, odrzeczy, wpolityce i niezależna - które robią z resztek mózgu sieczkę ostateczna) nie pozna się treści istotnych.
Ale dramatem jest, gdy ktoś posługuje się inwektywami dla samych inwektyw.

Zamiast łazić bez celu po zadupiu dziesiątki kilometrów bez ładu i składu weźże bidulo jakąś książkę, postudiuj
(kilkukrotne przeczytanie tego samego akapitu wspomaga skumanie) i dopiero gdy przyswoisz promil tekstu - spróbuj coś sklecić na forum bo nieustannie obniżasz i tak już dramatycznie nikły poziom niszowego gniota.

Propozycje:
Biografia Róży Luksemburg (ostrzegam, że to Żydówka!), zdolności lingwistyczne Aleksandry Kołłontaj
Dorzucę Juliana Marchlewskiego - zbbbaaafffcccaajjjeeeww i psinka (jako też niestety doktorant) mieliby nie lada konkurenta w dysputach z pewnej dziedziny wiedzy.

Może znajdziesz w jakiejś bibliotece ałstriackiej jakąś pozycję poświęconą Aleksandrowi Parvusowi.

A masz jakieś kumanko odnośnie wykształcenia Szanownego Włodzimierza Uljanowa?
Nie dość że rewolucjonista to PISARZ! (choć oczywiście tworzył nie jedną pozycję z gatunku bajki trelemorelne ale przede wszystkim opracowania filozoficzne a opierał się na nich np. w treści swego bałwochwalczego doktoraciku sam Wielki Ideolog Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Wolskiej jarosław edmuntowicz k. maturzysta z nadania partyjnego jak najbardziej bo orłem nie było toto ani w nauce ani w godle).

Bolszewickim "analfabetom" mogłobyś czyścic obuwie bido.
Najwidoczniej nie kumasz pojęcia "analfabetyzm". Na nieszczęście to tylko jedno z niekumanych milionów innych pojęć.
Chwalić się tym publicznie doprawdy nie warto.
Zaprzeczę też przy okazji twym bredniom odnośnie wiedzy twego glacatego idola na stolcu w kwestii wojsk amerykańskich w Dojczland.
Sądzę, że ma na ten temat wiedzę ZEROWĄ (w odróżnieniu od Karen).
I dlatego - jako identycznie niekumatego - wielbisz go bezrefleksyjnie.
nością nie
Obserwuj wątek
    • 1zorro-bis Re: Bolszewiccy analfabeci 26.06.20, 11:30
      to ja sobie dla tlumoka zza plote jeszcze jednego analfabete-bolszewika dorzuce....big_grinbig_grinbig_grin
      Niech sobie tlumok poczyta, po niemiecku. Bo podobno tlumok potrafi....big_grinbig_grinbig_grin
      Karl Liebknecht....
      Studium

      1890 machte er an der Alten Nikolaischule in Leipzig sein Abitur und begann am 16. August 1890 an der Universität Leipzig Rechtswissenschaften und Kameralwissenschaften zu studieren.[6] Er studierte bei Bernhard Windscheid, Rudolph Sohm, Lujo Brentano, Wilhelm Wundt und Anton Springer.[7] Als die Familie nach Berlin zog, setzte er dort am 17. Oktober 1890 an der Friedrich-Wilhelms-Universität sein Studium fort. Hier hörte er u. a. bei Heinrich von Treitschke und Gustav Schmoller Vorlesungen. Aus dieser Zeit stammt das sozialkritische Gedicht Hüte dich! Sein Abgangszeugnis datiert vom 7. März 1893.[8] Am 29. Mai 1893 bestand er sein Referendarexamen.[9]

      Von 1893 bis 1894 leistete Liebknecht seinen Wehrdienst bei den Gardepionieren in Berlin ab. Er verkürzte die Zeit durch die Meldung als Einjährig-Freiwilliger.

      Nach langer Suche nach einer Referendarstelle schrieb er seine Doktorarbeit „Compensationsvorbringen nach gemeinem Rechte“, die von der Juristischen und Staatswissenschaftlichen Fakultät der Julius-Maximilians-Universität Würzburg 1897 mit dem Prädikat magna cum laude ausgezeichnet wurde.[10] Am 5. April 1899 bestand er seine Assessorprüfung mit „gut“.
                • wscieklyuklad Re: Bolszewiccy analfabeci 26.06.20, 17:30
                  Kim są „współcześni bolszewicy” i czy Polska PiS to nowa PRL.

                  Czyżby nie przeprowadzało się czystek, np. w sądownictwie, kulturze, mediach? Czyżby nie prowadziło się namolnej propagandy? Czyżby dobra zmiana nie dążyła do monopartyjnej władzy? Analogii znajdzie się sporo.

                  „Nie jest ważne, jak jest, ale jak się mówi”. Słowa te pochodzą z kabaretu Pod Egidą z lat 70. Przypomniały mi się po reakcjach na słowa p. Tuska: „Józef Piłsudski, kiedy pokonywał bolszewików, a więc bronił Zachodu, to miał trochę trudniejszą sytuację niż my dzisiaj. Kiedy Lech Wałęsa pokonywał bolszewików w symbolicznym sensie, to miał o wiele trudniejszą sytuację. Skoro oni dali radę pokonać bolszewików, dlaczego wy nie mielibyście pokonać współczesnych bolszewików?”.
                  Prawica snuje dywagacje na temat Donalda Tuska

                  Zaraz rozpoczęły się prawicowe dywagacje, co też p. Tusk miał na myśli. Pan Makowski, dziennikarz pisma „Od [pardon, Do] Rzeczy”, napisał: „Szkoda, że nie dowiedzieliśmy się z ust historyka, kto jest współczesnym bolszewikiem. Putinowska Rosja chce nieść na Zachód idee rewolucji komunistycznej?”. Cóż, p. Makowski nie jest historykiem i zapewnie nie wie, że współczesna Rosja, jeśli chce cokolwiek nieść na Zachód, to raczej tradycyjny imperializm z czasów carskich, ale mniejsza o to. Nie takie rzeczy od rzeczy opowiadają dziennikarze z „Do Rzeczy”, więc ich opinie można, a nawet trzeba uznać za folklor polityczny.

                  Z drugiej strony wielu aktywistów dobrej zmiany zawrzało oburzeniem i objawiło, że czują się obrażeni, np. w imieniu jednej trzeciej Polaków głosujących na Zjednoczoną Prawicę. Z kolei p. Dworczyk prawi: „Wciąż nie mogę uwierzyć, że [Donald Tusk] przyjeżdża do ojczyzny i w przeddzień Święta Niepodległości jedynym jego przesłaniem są słowa o współczesnych bolszewikach”. Zwykle wiara czyni cuda, ale u p. Dworczyka rolę tę odgrywa niewiara, gdyż dzięki niej przeoczył inne słowa p. Tuska w przeddzień Święta Niepodległości. Problem jest jednak istotny i polega na pytaniu: co znaczy fraza „współczesny bolszewik”?
                  Czy chodzi o PiS i kto poczuł się dotknięty

                  Przytoczone wyżej odpowiedzi nie są jedyne. Pan Bukowski, doktor filozofii, rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych (POKiN), ostatnio mianowany przez IPN świadkiem historii, dokonał poważnej pracy analitycznej i głosi jej wyniki: „Pytanie o to, kogo miał [Tusk] na myśli, mówiąc o współczesnych bolszewikach, padło chyba we wszystkich wywiadach z polskimi politykami, jakie przeprowadzili dziennikarze od ubiegłej soboty. Odczekawszy kilka dni i poobserwowawszy reakcje na swoje słowa, Tusk napisał na Twitterze: »Kiedy powiedziałem, że Polacy dziś też mogą pokonać współczesnych bolszewików, wszyscy uznali, że to było o PiS. Nawet PiS tak pomyślał. A to było o bolszewikach, o nikim innym«. Tą repliką (...) niby zaprzeczył, ale zrobił to w taki sposób, że nadal można zasadnie podejrzewać, iż chodzi mu o rządzący obecnie Polską obóz polityczny”.

                  Internauta o pseudonimie okryw (dzielny, acz anonimowy), jedna z prawych rąk p. Bukowskiego, doktora filozofii, świadka historii etc., w jego polemikach z adwersarzami (można nawet rzec, iż aparatura wspomagająca rzecznika POKiN) tak zareagował na uznanie go za współczesnego bolszewika: „Chwyty retoryczne jako najważniejszy atrybut bolszewizmu – tu jest miara waszej ponurej głupoty. A może ja coś znacjonalizowałem? Wymordowałem sporą część własnego społeczeństwa? Zsyłałem ludzi do łagrów do niewolniczej pracy kończącej się śmiercią? Przeprowadzałem czystki? Uruchomiłem namolną, tępacką propagandę? Wprowadziłem monopartyjne, totalitarne rządy? Fałszowałem wyniki wyborów? Kradłem państwowe? Albo tak jak wy, towarzyszu, czerpałem pełnymi garściami, korzystając z przywilejów należnych kanaliom, które zapisały się do bolszewickiej partii??? A może tak jak wy z pianą na pysku walczyłem z religią???”. Pan Bukowski, doktor filozofii, świadek historii etc., jakoś nie skomentował tej filipiki, co zdaje się wskazywać, że jest po jego myśli i być może wyraża właściwą troskę o imponderabilia narodowe.

                  cdn (tu trudny do skumania tekst przez opiekunię, ale przybliżający pojęcie bolszewik i mocujące je w centrum mafijnym)
                • wscieklyuklad Re: Bolszewiccy analfabeci 26.06.20, 17:33
                  Kim są „współcześni bolszewicy” i czy Polska PiS to nowa PRL.

                  Czyżby nie przeprowadzało się czystek, np. w sądownictwie, kulturze, mediach? Czyżby nie prowadziło się namolnej propagandy? Czyżby dobra zmiana nie dążyła do monopartyjnej władzy? Analogii znajdzie się sporo.

                  „Nie jest ważne, jak jest, ale jak się mówi”. Słowa te pochodzą z kabaretu Pod Egidą z lat 70. Przypomniały mi się po reakcjach na słowa p. Tuska: „Józef Piłsudski, kiedy pokonywał bolszewików, a więc bronił Zachodu, to miał trochę trudniejszą sytuację niż my dzisiaj. Kiedy Lech Wałęsa pokonywał bolszewików w symbolicznym sensie, to miał o wiele trudniejszą sytuację. Skoro oni dali radę pokonać bolszewików, dlaczego wy nie mielibyście pokonać współczesnych bolszewików?”.
                  Prawica snuje dywagacje na temat Donalda Tuska
                  W rozważanym wypadku, tj. współczesnego bolszewika (w Polsce), nikt nie twierdzi, że wymordował część swego narodu, zsyłał ludzi do łagrów, wprowadził monopartyjne, totalitarne rządy czy fałszował wybory. Te i inne okoliczności sprawiają, że słowo „bolszewik” ma negatywne konotacje przenoszące się na złożenie „współczesny bolszewizm”. Można ewentualnie zaproponować, aby mówić o neobolszewizmie, ale to zapewne nie ostudzi emocji. W swoich felietonach już wskazywałem na analogie pomiędzy państwem dobrej zmiany a PRL. Jeśli to drugie uznać za bolszewizm, był on (stosunkowo) miękki (zwłaszcza po 1956 r.) i w tym sensie neobolszewizm.
                  Jeśli nie PRL, to neo-PRL

                  Nie o słowa jednak chodzi, ale właśnie o to, jak jest. Jeśli kogoś rażą terminy „współczesny bolszewizm”, „neobolszewizm” czy „miękki bolszewizm”, można z nich zrezygnować bez jakiegokolwiek uszczerbku dla analizy. Można powiadać o neo-PRL, a jeśli to miałoby być też naganne – o tendencjach autorytarnych w Polsce po 2015 r. Oto pierwsza seria analogii oparta na cytacie z okrywa. Czyżby nie przeprowadzało się czystek, np. w sądownictwie, kulturze czy mediach publicznych? Rzecz nie w tym, że wymienia się kadry, ponieważ tak jest wszędzie, ale że czyni się to z powodów politycznych, tak jak w PRL. Czyżby nie prowadziło się namolnej, tępackiej propagandy? Jeśli ktoś ma wątpliwości, niech poczyta okrywa, „Od [pardon, Do] Rzeczy”, posłucha Polskiego Radia i oglądnie TVP Info.

                  Czyżby dobra zmiana nie dążyła do monopartyjnej władzy? Nie jest totalitarna (na razie?), ale na pewno jest autorytarna. Czyżby obecna władza szanowała mienie państwowe? Nawet jeśli poprzednia ekipa robiła to samo, niewiele lub nawet nic się nie zmieniło. Gorzej, dobra zmiana zaczyna zagarniać mienie prywatne, to niewielkie, wprowadzając coraz to nowe podatki oraz własność sporą, np. projektując przejmowanie banków. Czyżby więksi, średni i całkiem mali aktywiści dobrej zmiany nie czerpali korzyści ze swych wyborów politycznych (ba, nawet to się im „należy”)? Co do piany na pysku, przypomnę, że tak byli często określani krytycy socjalizmu.
                  Zwykły poseł grozi palcem

                  Nie ma przecież wątpliwości, że PiS jest partią wodzowską – pod tym względem podobną do PZPR. Tam było Biuro Polityczne, tutaj Komitet Polityczny, tam I sekretarz, tu pewien zwykły poseł. Gdy byłem na drugim roku prawa, profesor prawa rzymskiego, zwany Pretorem, krótko trzymał swych asystentów (dwóch). Pewnego dnia wykładał przy otwartym oknie, a na zewnątrz było dość głośno. W pewnym momencie powiedział: „Jest za duży hałas”. I spojrzał na starszego ze swych podwładnych. Ten spojrzał na młodszego kolegę, który wstał, podszedł do okna i zamknął je. Popatrzył na starszego, ten pokiwał głową, spojrzał na Pretora, ten kiwnął głową i zakończył. Piękny przykład autorytaryzmu.

                  Zdarzyło się, że p. Tarczyński, poseł, przesadził w swej oracji, i zwykły poseł postanowił zwrócić mu uwagę. Kiwnął ręką w stronę p. Tarczyńskiego, ale ten chyba nie zauważył wezwania. Pan Piotrowicz, siedzący akurat obok zwykłego posła, od razu zaczął energicznie gestykulować w stronę p. Tarczyńskiego, co odniosło pożądany skutek w postaci podejścia tego ostatniego do stanowiska rzeczywistego dowodzenia w Sejmie. Wszystko obyło się bez słowa, niemal dokładnie tak jak w przypadku rozkazu wydanego przez rzeczonego Pretora. Kilka dni później odbyła się debata sejmowa nad kolejną ustawą o zmianie ustawy o Sądzie Najwyższym. Jedna z posłanek była przeciw i tym samym sprzeciwiła się nagle powstałej woli politycznej zgoła odmiennej od tej wcześniejszej o kilka dni, ale równie niezłomnej i jednoznacznej. Zwykły poseł pogroził nieposłusznej parlamentarzystce palcem. W tym przypadku rzecz skończyła się bezboleśnie dla denatki (przynajmniej nie wiadomo, aby było inaczej), ale gdy jeden z radnych wypromowanych przez dobrą zmianę sprzymierzył się z wrażym obozem, zaraz pojawiły się głosy, że trzeba sprawę przemyśleć, aby podobne przypadki nie miały miejsca w przyszłości. Dokładnie tak bywało w innych partiach wodzowskich.

                  cdn
                  Zaraz rozpoczęły się prawicowe dywagacje, co też p. Tusk miał na myśli. Pan Makowski, dziennikarz pisma „Od [pardon, Do] Rzeczy”, napisał: „Szkoda, że nie dowiedzieliśmy się z ust historyka, kto jest współczesnym bolszewikiem. Putinowska Rosja chce nieść na Zachód idee rewolucji komunistycznej?”. Cóż, p. Makowski nie jest historykiem i zapewnie nie wie, że współczesna Rosja, jeśli chce cokolwiek nieść na Zachód, to raczej tradycyjny imperializm z czasów carskich, ale mniejsza o to. Nie takie rzeczy od rzeczy opowiadają dziennikarze z „Do Rzeczy”, więc ich opinie można, a nawet trzeba uznać za folklor polityczny.

                  Z drugiej strony wielu aktywistów dobrej zmiany zawrzało oburzeniem i objawiło, że czują się obrażeni, np. w imieniu jednej trzeciej Polaków głosujących na Zjednoczoną Prawicę. Z kolei p. Dworczyk prawi: „Wciąż nie mogę uwierzyć, że [Donald Tusk] przyjeżdża do ojczyzny i w przeddzień Święta Niepodległości jedynym jego przesłaniem są słowa o współczesnych bolszewikach”. Zwykle wiara czyni cuda, ale u p. Dworczyka rolę tę odgrywa niewiara, gdyż dzięki niej przeoczył inne słowa p. Tuska w przeddzień Święta Niepodległości. Problem jest jednak istotny i polega na pytaniu: co znaczy fraza „współczesny bolszewik”?
                  Czy chodzi o PiS i kto poczuł się dotknięty

                  Przytoczone wyżej odpowiedzi nie są jedyne. Pan Bukowski, doktor filozofii, rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych (POKiN), ostatnio mianowany przez IPN świadkiem historii, dokonał poważnej pracy analitycznej i głosi jej wyniki: „Pytanie o to, kogo miał [Tusk] na myśli, mówiąc o współczesnych bolszewikach, padło chyba we wszystkich wywiadach z polskimi politykami, jakie przeprowadzili dziennikarze od ubiegłej soboty. Odczekawszy kilka dni i poobserwowawszy reakcje na swoje słowa, Tusk napisał na Twitterze: »Kiedy powiedziałem, że Polacy dziś też mogą pokonać współczesnych bolszewików, wszyscy uznali, że to było o PiS. Nawet PiS tak pomyślał. A to było o bolszewikach, o nikim innym«. Tą repliką (...) niby zaprzeczył, ale zrobił to w taki sposób, że nadal można zasadnie podejrzewać, iż chodzi mu o rządzący obecnie Polską obóz polityczny”.

                  Internauta o pseudonimie okryw (dzielny, acz anonimowy), jedna z prawych rąk p. Bukowskiego, doktora filozofii, świadka historii etc., w jego polemikach z adwersarzami (można nawet rzec, iż aparatura wspomagająca rzecznika POKiN) tak zareagował na uznanie go za współczesnego bolszewika: „Chwyty retoryczne jako najważniejszy atrybut bolszewizmu – tu jest miara waszej ponurej głupoty. A może ja coś znacjonalizowałem? Wymordowałem sporą część własnego społeczeństwa? Zsyłałem ludzi do łagrów do niewolniczej pracy kończącej się śmiercią? Przeprowadzałem czystki? Uruchomiłem namolną, tępacką propagandę? Wprowadziłem monopartyjne, totalitarne rządy? Fałszowałem wyniki wyborów? Kradłem państwowe? Albo tak jak wy, towarzyszu, czerpałem pełnymi garściami, korzystając z przywilejów należnych kanaliom, które zapisały się do bolszewickiej partii??? A może tak jak wy z pianą na pysku walczyłem z religią???”. Pan Bukowski, doktor filozofii, świadek historii etc., jakoś nie skomentował tej filipiki, co zd
                  • wscieklyuklad Re: Bolszewiccy analfabeci 26.06.20, 17:38
                    co zdaje się wskazywać, że jest po jego myśli i być może wyraża właściwą troskę o imponderabilia narodowe.
                    A może neobolszewizm?

                    Część z tych sympatycznych pytań jest skierowana bezpośrednio do mnie, ale to sprawa drugorzędna. Otóż okryw rozumuje (proszę wybaczyć to sformułowanie – terminy mentalne stosują się do okrywa analogicznie, nie dosłownie) tak: „jeśli x jest określany jako współczesny bolszewik, to jest tym samym uznany za bolszewika”. Nie mogę tutaj zająć się szczegółami logiki przymiotników, ale niech wystarczy uwaga, że odróżnia się przymiotniki determinujące i modyfikujące. Pierwsze wydzielają z pewnej kolekcji obiektów jej część, np. wysoki student jest studentem, natomiast drugie modyfikują znaczenie towarzyszącego im rzeczownika, np. fałszywy przyjaciel nie jest przyjacielem (to nie to samo co wewnętrzna sprzeczność, np. „rozumny okryw”). W pewnych kontekstach mamy do czynienia z mieszaniną semantyczną, np. współczesny ekonomista jest ekonomistą, ale zajmuje się innymi problemami ekonomicznymi i czyni to inaczej niż np. Adam Smith. Owe modyfikacje są mniejsze lub większe, ale zawsze można sprawdzić, jak daleko sięgają.

                    W rozważanym wypadku, tj. współczesnego bolszewika (w Polsce), nikt nie twierdzi, że wymordował część swego narodu, zsyłał ludzi do łagrów, wprowadził monopartyjne, totalitarne rządy czy fałszował wybory. Te i inne okoliczności sprawiają, że słowo „bolszewik” ma negatywne konotacje przenoszące się na złożenie „współczesny bolszewizm”. Można ewentualnie zaproponować, aby mówić o neobolszewizmie, ale to zapewne nie ostudzi emocji. W swoich felietonach już wskazywałem na analogie pomiędzy państwem dobrej zmiany a PRL. Jeśli to drugie uznać za bolszewizm, był on (stosunkowo) miękki (zwłaszcza po 1956 r.) i w tym sensie neobolszewizm.

                    Jeśli nie PRL, to neo-PRL

                    Nie o słowa jednak chodzi, ale właśnie o to, jak jest. Jeśli kogoś rażą terminy „współczesny bolszewizm”, „neobolszewizm” czy „miękki bolszewizm”, można z nich zrezygnować bez jakiegokolwiek uszczerbku dla analizy. Można powiadać o neo-PRL, a jeśli to miałoby być też naganne – o tendencjach autorytarnych w Polsce po 2015 r. Oto pierwsza seria analogii oparta na cytacie z okrywa. Czyżby nie przeprowadzało się czystek, np. w sądownictwie, kulturze czy mediach publicznych? Rzecz nie w tym, że wymienia się kadry, ponieważ tak jest wszędzie, ale że czyni się to z powodów politycznych, tak jak w PRL. Czyżby nie prowadziło się namolnej, tępackiej propagandy? Jeśli ktoś ma wątpliwości, niech poczyta okrywa, „Od [pardon, Do] Rzeczy”, posłucha Polskiego Radia i oglądnie TVP Info.

                    Czyżby dobra zmiana nie dążyła do monopartyjnej władzy? Nie jest totalitarna (na razie?), ale na pewno jest autorytarna. Czyżby obecna władza szanowała mienie państwowe? Nawet jeśli poprzednia ekipa robiła to samo, niewiele lub nawet nic się nie zmieniło. Gorzej, dobra zmiana zaczyna zagarniać mienie prywatne, to niewielkie, wprowadzając coraz to nowe podatki oraz własność sporą, np. projektując przejmowanie banków. Czyżby więksi, średni i całkiem mali aktywiści dobrej zmiany nie czerpali korzyści ze swych wyborów politycznych (ba, nawet to się im „należy”)? Co do piany na pysku, przypomnę, że tak byli często określani krytycy socjalizmu. Zwykły poseł grozi palcem

                    Nie ma przecież wątpliwości, że PiS jest partią wodzowską – pod tym względem podobną do PZPR. Tam było Biuro Polityczne, tutaj Komitet Polityczny, tam I sekretarz, tu pewien zwykły poseł. Gdy byłem na drugim roku prawa, profesor prawa rzymskiego, zwany Pretorem, krótko trzymał swych asystentów (dwóch). Pewnego dnia wykładał przy otwartym oknie, a na zewnątrz było dość głośno. W pewnym momencie powiedział: „Jest za duży hałas”. I spojrzał na starszego ze swych podwładnych. Ten spojrzał na młodszego kolegę, który wstał, podszedł do okna i zamknął je. Popatrzył na starszego, ten pokiwał głową, spojrzał na Pretora, ten kiwnął głową i zakończył. Piękny przykład autorytaryzmu.

                    cdn
                    • wscieklyuklad Re: Bolszewiccy analfabeci 26.06.20, 17:40
                      Zdarzyło się, że p. Tarczyński, poseł, przesadził w swej oracji, i zwykły poseł postanowił zwrócić mu uwagę. Kiwnął ręką w stronę p. Tarczyńskiego, ale ten chyba nie zauważył wezwania. Pan Piotrowicz, siedzący akurat obok zwykłego posła, od razu zaczął energicznie gestykulować w stronę p. Tarczyńskiego, co odniosło pożądany skutek w postaci podejścia tego ostatniego do stanowiska rzeczywistego dowodzenia w Sejmie. Wszystko obyło się bez słowa, niemal dokładnie tak jak w przypadku rozkazu wydanego przez rzeczonego Pretora. Kilka dni później odbyła się debata sejmowa nad kolejną ustawą o zmianie ustawy o Sądzie Najwyższym. Jedna z posłanek była przeciw i tym samym sprzeciwiła się nagle powstałej woli politycznej zgoła odmiennej od tej wcześniejszej o kilka dni, ale równie niezłomnej i jednoznacznej. Zwykły poseł pogroził nieposłusznej parlamentarzystce palcem. W tym przypadku rzecz skończyła się bezboleśnie dla denatki (przynajmniej nie wiadomo, aby było inaczej), ale gdy jeden z radnych wypromowanych przez dobrą zmianę sprzymierzył się z wrażym obozem, zaraz pojawiły się głosy, że trzeba sprawę przemyśleć, aby podobne przypadki nie miały miejsca w przyszłości. Dokładnie tak bywało w innych partiach wodzowskich.

                      PiS ma ważniejsze sprawy niż etaty w Banku Światowym

                      W latach 70. głośno było o Andrzeju Jaroszewiczu, synu premiera mającym rozmaite przywileje. Na jednym z zebrań partyjnych ktoś skrytykował „czerwonego księcia”, jak powiadano o rzeczonym synu dostojnika. Kierownik Wydziału Nauki Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Krakowie, obecny na tym spotkaniu, dramatycznie zapytał: „Dlaczego syn premiera ma być dyskryminowany?”. Potomek p. Kamińskiego, osoby ułaskawionej przez p. Dudę, niezupełnie zgodnie procedurami otrzymał intratną posadę w Banku Światowym. Pan Mosiński (z PiS) skwitował to stwierdzeniem: „Gdzieś dzieci pracować muszą”. Fakt, ale (to z Leca) pozostaje nagim, nawet jeśli jest ubrany wedle ostatniej mody.

                      Pani Mazurek wyjaśniła, że Pan Prezes nic o tym nie wiedział. W końcu uznano, że partia (PiS) nie zajmuje się tym, kto pracuje w Banku Światowym. Też nic nowego. Kiedyś (na początku lat 50.) dwaj autorzy napisali pracę o aktualnych problemach teorii państwa prawa w okresie budowy socjalizmu. Redaktor pisma zarzucił im, że nie cytują towarzysza Bieruta. Cóż było robić, uzupełnili artykuł, ale okazało się, że gwiazda Bieruta nieco przygasła. Rzeczony redaktor wezwał autorów do siebie i groźnie zauważył, że mają pominąć wprowadzone zmiany. Ujął to tak: „Towarzysz Bierut ma ważniejsze sprawy na głowie niż teoria państwa i prawa”. Fakt, PiS ma ważniejsze sprawy niż etaty w Banku Światowym. Pan Piotrowicz nauczył się w młodości stosownego języka i komentując wspomnianą ustawę o kolejnej zmianie ustawy o SN, rzekł tak: „Jeden krok w tył dla zrobienia dwóch kroków naprzód”. To prawie kalka z twórcy bolszewizmu (w wypadku p. Piotrowicza nie trzeba zmieniać terminologii), czyli Lenina, który napisał pracę o taktyce socjaldemokratów „Jeden krok naprzód, dwa kroki w tył”.
                      I tak liczą się czyny

                      Już tylko krótko przypomnę niektóre dalsze analogie, np. konstruowanie historii na nowo, administracyjne kreowanie pomnikowych bohaterów, coraz bardziej opresyjne prawo (typowa polityka reżimów autorytarnych), prymat (czytaj: religii) ideologii nad polityką, zamazywanie trójpodziału władz, dezawuowanie sądownictwa (fragment oświadczenia POKiN: „zupełnie nadzwyczajna kasta z rodowodem ubecko-komunistycznym zajęta jest ściąganiem pomocy dla siebie z Berlina i Brukseli”), filipiki przeciwko zgniłemu Zachodowi i zarzucanie mu wtrącania się w nasze suwerenne prawa (specjalność czasów tzw. realnego socjalizmu), wręcz chorobliwą nieufność do obywateli, tłumaczenie własnych porażek błędami poprzedników (tj. winami Tuska), groźby wobec niezależnych mediów, oskarżenia o antypolską współpracę z zachodnimi mediami (tak jak kiedyś z Wolną Europą), bezceremonialną propagandę sukcesu itd.

                      A jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości, niech rozważy następujące słowa wysokiego działacza Porozumienia Centrum (formacji prekursorskiej wobec dobrej zmiany), który miał powiedzieć: „Oni mają kasę, spółki nomenklaturowe, kontrolują biznes. My z tą naszą moralną postawą przegramy. Musimy robić to co oni, tylko mocniej. Trzeba przejąć państwowe przedsiębiorstwa, stworzyć finansowe podstawy partii, zmusić komuchów, by dali nam kasę, wykorzystać ich, by pracowali dla nas. My jesteśmy dobrzy, oni źli. Dla Polski lepiej, byśmy my wygrali”. O ile wtedy słowo „komuch” miało w miarę określone znaczenie, związane z niedawną (wówczas) przeszłością, to obecnie jego zakres został rozszerzony na wszystkich, którzy nie zapisują się do dobrej zmiany. Neobolszewizm lub nie, ale wreszcie trzeba zrozumieć, że ważne, jak jest, a nie to, jak się mówi.

                      Jan Woleński
                      • wscieklyuklad Re: Bolszewiccy analfabeci 26.06.20, 17:47
                        www.facebook.com/tuobywatele/videos/2792980221030823/

                        "Narusza Pan nietykalność funkcjonariuszy!" - Brutalna akcja PiSlicji przeciw osobie stojącej z napisem "Precz z faszyzmem!"

                        popatrz se opiekuniu jak wygląda czysty bolszewizm i przestań wreszcie bredzić bo mi się niedobrze robi na sam widok twego nicku - zaprzeczenia pojęcia "wykształcone"
                        • wscieklyuklad Re: Bolszewiccy analfabeci 27.06.20, 07:23
                          Jak najbardziej nie analfabetyczna córusia tatusia przebywa ponoć (jak głosi wieść kułacko-żydolewacka) na tzw. "stażu" w Londynie na koszt podatnika (czyli także mój i Sorell!).
                          Staż miał być przecież nagrodą za Wybitną Wiedzę Prawniczą!
                          A tymczasem jest opłacany przez kancelarię matołuszka!
                          JA TEŻ CHCĘ TAKI STAŻ_NAGRODĘ! (no tylko gdzie, skoro ja tylko polski i słaby globish)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka