Dodaj do ulubionych

Z dalszej perspektywy

14.08.20, 10:12
Marcin Gołaszewski:

Nieraz spojrzenie z dalszej perspektywy pozwala widzieć więcej i szerzej. Niemiecka i polska tęcza?

Od kilku dni przyglądam się obrazom z Polski ze zdumieniem ale i smutkiem. Widzę, jak wiele zła wyrządzono Polsce i jak bardzo zszargano jej dobre imię. Wszystkiemu temu towarzyszy na równi zachwyt, poklask jednej części społeczeństwa, oburzenie i złość drugiej. Mnie towarzyszy zdziwienie, a z zewnątrz wygląda to przeraźliwie, strasznie - jakby Nasz kraj pękał na wiele części, rozpadał się ku uciesze tych, którzy są twórcami tego dzieła zniszczenia...

Gdy spaceruję w Gießen, 90 tysięcznym mieście w Hesji, w którym połowa mieszkańców to studenci, nie trudno odnieść wrażenia, że jesteśmy daleko, bardzo daleko mentalnie, nie w innej epoce, a jakby na innej planecie. Czuję się tu u siebie, bo tu studiowałem, tu kończyłem doktorat i habilitację, tu przez 3 lata pracowałem na uniwersytecie i wreszcie tu też mam przyjaciół. Zawdzięczam temu miejscu wiele.

Każdego dnia rozmawiam o tym, co dzieje się w Polsce i z coraz większym trudem przychodzi mi tłumaczenie, wyjaśnienie agresji, wulgaryzacji życia codziennego, przemocy i używania policji jako instrumentu władzy. Zawsze, gdy tu mieszkałem czułem głęboką tęsknotę za Polską, Łodzią, za rodziną. Tu zdałem sobie sprawę, jak bardzo jestem polski i jak bardzo jestem z tego dumny. W ciągu wszystkich lat obraz Polaka w Niemczech ewaluował, złe stereotypy ustąpiły miejsca podziwowi nad sukcesami gospodarczymi Naszego kraju. Wielokrotnie słyszałem słowa o Polakach jako wzorze dla Niemców. Ale i tu nauczyłem się rozumieć Niemcy, czuć i myśleć po niemiecku, tu też jestem w domu.

Nie ukrywam, iż często raniły i ranią mnie do dziś rzucane bezwiednie i bezmyślnie słowa o Volksdeutschach, ukrytej opcji niemieckiej, o zdrajcach. Instrumentalnie używa się stereotypów, rozgrywa uprzedzeniami w jednym celu - by dzielić, budować mosty nienawiści, niszczyć. I z tej perspektywy widzę, jak wielki mur powstaje teraz. Budowany jest mozolnie i z premedytacją przez polityków, którzy używają do tego symbolu tęczowej flagi. Mur między Polakami jest widziany także z tego miejsca - z zagranicy, może bardziej i dokładniej niż chcielibyśmy, aby tak było - i on wręcz fizycznie boli, bo sprawia, że zaczyna się wątpić, gdzie jest dobro, a gdzie zło...

Idąc ulicą na każdym kroku natrafiam na tęczowe flagi: czy to przed wejściem do sklepu, czy w oknie domu, czy na latarni na ulicy. I dotychczas nie zwracałem na to uwagi, wydawało mi się to naturalne jako nieodłączny element tolerancji społecznej, szacunku względem tych, którzy tego szacunku przez lata nie doświadczali, a o który walczyli. Dziś idąc widzę je wszędzie - tęczowe flagi powiewające z balkonów czy w ogródkach działkowych. I widzę jak wyostrzyła się moja polska optyka, iż zadaję sobie pytanie, czemu tu jest ich tak wiele, a w moim kraju potrafią one w oczach polityków znieważać. Dostrzegam też, iż komuś bardzo zależy, aby to pęknięcie między nami było głębsze i coraz większe, aby nienawiści względem siebie nie dało się tak łatwo zakopać.

I gdy siedzę na terenie campusu uniwersyteckiego, z którego wyziera pustka z powodu pandemii, zastanawiam się, gdzie rzeczywiście jest dobro, a gdzie zło. To samo pytanie zadawałem sobie jako naukowiec zajmując się okresem III Rzeszy. I teraz mam wrażenie, że znajduję na nie gorzką odpowiedź.

Polska staje się pod rządami PiS państwem brunatnym, flaga biało-czerwona brunatnieje z każdym dniem i już sama biel i czerwień wydają się razić „ludzkich Panów”. Dokąd zmierzamy i dokąd dotrzemy za tydzień, miesiąc, rok - to pytanie zadają sobie w Polsce miliony Polaków. Szczególnie ci wykluczani i poniżani czują coraz bardziej wręcz fizyczny brak miejsca, do którego przywykli, a które ktoś im dziś wydziera. Jestem Polakiem i nie pozwolę, by ktoś określał, kim jestem i jak mam żyć.

Jestem Polakiem i jako germanista może choć odrobinę rozumiem schemat zła, jakim posługiwali się naziści wykluczając Żydów, Sinti i Roma, Polaków, homoseksualistów, osoby chore psychicznie i niepełnosprawne, jak krok po kroku realizowali diabelski plan wykluczania, odczłowieczania, a ostatecznie zabijania. Czyż nie jest smutnym wyrazem historii, iż w kraju, z którego wyszło zło absolutne, teraz tak bardzo dba się o to, aby nikt nie czuł się wykluczany. I czy nie jest na równi tragiczne, iż w kraju, który doznał najwięcej krzywdy, z takim uwielbieniem poniża się drugiego Człowieka, tego, który i tak nie ma łatwo.

Dziś nie chodzi o tęczową flagę - dziś nie chodzi o mnie czy Ciebie - dziś chodzi o to, dokąd to przyzwolenie na zło Nas zaprowadzi. Nie milcz, bo to milczenie ze zdwojoną siłą uderzy niebawem w Ciebie. Teraz to nie Ty jesteś ofiarą ale za chwilę możesz nią być. Pokaż, że stoisz po stronie dobra. Zło nie może zatriumfować.

I obyśmy nigdy nie stanęli przed taką konkluzją:

„W tamtych czasach przechodziło przez ziemię wiele cierpienia. Ciężkie stawało się przyglądanie zbrodni, chyba trudniejsze niż znoszenie jej samemu. Jedynie serce potrafiło stawić opór, ale i ono znajdowało się w ukryciu. Nie jest łatwo przez kolejne lata odczuwać nastrój smutku, kiedy jedni triumfowali i cieszyli się, a drudzy smucili. Samotność życia można znosić, natomiast samotność serca sprawia, że dni i noce stają się posępne. Nie samo zagrożenie stanowiło sprawę najbardziej decydującą, choć i tego było dostatecznie wiele. Chodziło jednak przede wszystkim o coraz większą hańbę z powodu okropności, które się dokonywały. I właściwie nie dlatego, że się wydarzały, ale ponieważ towarzyszył im entuzjazm milionów.

W tamtym czasie następowało coraz bardziej postępujące wyobcowanie narodu, w którego języku pisaliśmy i mówiliśmy, w którego dobrach wyrastaliśmy, którego dziedzictwo kochaliśmy i pielęgnowaliśmy. [...] Kiedy w jakimś narodzie umiera dobro, to ci, którzy nie potrafią żyć bez niego, muszą rozglądać się po świecie, szukając go za granicą. Wkrótce przekonają się, że można je znaleźć wszędzie. Może nie w narodach jako całości, ale w małej części w każdym z nich. Poczucie sprawiedliwości pokaże im, że dobro można jeszcze zobaczyć u nielicznych ludzi we własnym narodzie. Ale wtedy właśnie nie jest już związane z narodami, granicami, językami. Jest to właśnie przynależność do dobra narodu. I tam znajduje się prawdziwa ojczyzna, tylko tam. Dom wprawdzie może jeszcze stać na niemieckim gruncie, podobnie jak ogród drzewa, jednak serce nie jest już ograniczone przez płot wokół ogrodu. Dobro nie jest złe, ponieważ znajduje się po tamtej stronie i używa innego języka. Zło nie jest dobre tylko dlatego, że jest niemieckie. Istnieje jeden jedyny język serca, nie jest to esperanto narodów, ale język Boga i miłości. Starzejący się człowiek posługuje się nim jak swoim językiem macierzystym. Wtedy dopiero tak naprawdę staje się stary.” (Ernst Wiechert: Moje życie - moje czasy, s. 298-299)
Obserwuj wątek
    • wscieklyuklad Re: Z dalszej perspektywy 14.08.20, 13:16
      Zadziwia zdebilenie tak szerokich mas Polonii.
      Bo przecież nieustannie powołując się na demokrację państw ucieczki docelowej z tego nadwiślańskiego Raju i stawiając te te kraje za niedościgły dla nas wzorzec, nie sposób nie widzieć nie tylko owych tęczowych flag o których pisze Prof. Gołaszewski, ale i zasad obowiązujących w państwie prawa.
      Setki afer dokumentowanych dokładnie - setki nadużyć bez reakcji powołanych do tego służb - od policji, która przymyka oko na zachowania przestępcze jeśli tylko dotyczą bydła mafijnego, po prokuraturę, która umarza śledztwa "swojaków" od koryta a - także z wykorzystaniem dyspozycyjnych sędziów na dyżurze, wsadza do paki w sumie niegroźnych naruszycieli kodeksu karnego.
      Dziś bydło debatuje nad podwyżka swych pensji - nie dość im dotychczasowych stawek i wielu innych profitów - także z akcentem niebywałego wręcz nepotyzmu - nie dość pęczniejącego w oczach bankowego konta - trzeba nachapać się do zerzygania, bo przecież od przybytku (tu kasy) głowa nie boli.
      Wszystkie te Patryotyczne byty mieszkające na obczyźnie NI RAZU NIE ZAJĄKNĘŁY SIĘ NAD TYMI AFERAMI I STOJĄCYM ZA NIMI BYDŁEM - jakby tego nie było, albo - jeśli uznają, że zaistniało - miało swe uzasadnienie a co za tym idzie - rozgrzeszenie czyli bezkarność.
      Dla tych emigracyjnych idiotów najważniejszym jest to, iż zmasakrowano "lewactwo" - przy czym mają zerowe pojęcie co słowo to znaczy, a właściwie wiedzą - to KAŻDY kto przeciwstawia się tej bandzie złodziei i cynicznych chamów bez kwalifikacji do sprawowania JAKIEJKOLWIEK WŁADZY.
      "Ale im dali do wiwatu" - cieszy się taki idiota mając w dupie, czy kryje się pod tym działanie prawne, czy demolka demokracji - lewak dostał po ryju I TYLKO TO I WYŁĄCZNIE TO SIĘ LICZY, a im bardziej ma skopane dupsko, tym taki matoł cieszy się bardziej.
      Prof Gołaszewski wspomina przewartościowanie podejścia do Polaków w społeczności niemieckiej, podkreśla narastający zasadnie szacunek dla naszej nacji, która nie tylko w czasach Solidarności walczącej (a nie obecnego zdegenerowanego do cna związku") ale i w dniach, gdy uniknęliśmy tragedii krachu gospodarczego patrzyła z podziwem na nasze dokonania.
      Dziś wszyscy nami gardzą, a poszczekiwania ratlerka czy min hałsena - choćby w związku z białoruskim dramatem - kwitują uśmieszkiem politowania mając pewnie w zamiarze kręcenie sequelu "I kto to mówi" bo przecież bezczelność tych świrów nawołujących łukaszenkę do przestrzegania demokratycznych zasad państwa cywilizowanego brzmią jak kpina bo obnaża cynizm i arogancję - gnoje winny kierowaćć te słowa do siebie i od siebie zacząć naprawę.
      Przeraża jednak, że emigracyjne "elementy" chlubiące się zamieszkaniem w kraju demokratycznym a w niektórych przypadkach czujące się bardziej autochtonami niż miejscowi, NIE KUMAJĄ ni w ząb obowiązujących tam wartości - mają swoje wolskie rodem z czasów Wandali i średniowiecznych hord rozbójników grasujących po gościńcach. Przykłady "wzorców" padają wyłącznie wtedy, gdy mają uzsadniać prawo władzy mafijnej do "subordynowania" podwładnych.
      Jedna kretynka przywoła np. akcje policyjne, w których używa się siły, nie zająknąwszy się słowem (z powodu niedostatków intelektualnych i jakiejkolwiek szansy na myślenie logiczne/analityczne), że takie zachowania są niedopuszczalne ani w Anglii ANI W POLSCE a winny przemocy jest bandytą ponad granicami. Dla takiego debila brutalność policji brytyjskiej ma być alibi dla przemocy w Wolsce, bo przecież na Wyspach też biją Murzynóww, więc kto bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem. Taka idiotka nie kuma (bo nie ma na to szans), że normalny i logicznie myślący człowiek potępi DOWOLNA PRZEMOC W DOWOLNYM MIEJSCU. Uzna więc za bandziora tak brytyjskiego, jak i wolskiego policjanta oczekując stosownej kary.
      A w dodatku ten bezmuzgowiec zupełnie pominie w komentarzu obrazki z parady równości (czy może innej), gdzie "boy" maluje sobie tęczę na policzku, lub puszcza się w tany idąc na czele paradujących - sam "udekorowany" barwami tęczy - kretynię jako kontrę podaje linki do pacyfikacji zupełnie innych wydarzeń, bo ma być ostatecznie według matoła.

      Dziś Białoruś daje nam przykład jak rozprawiać się z wieloletnią juntą. Zapatrzeni w dawne poczucie wolności Polaków wspominają działania ówczesnych przywódców podziemia w stanie wojennym, który praktycznie istnieje tamże starając się implementować identyczne kroki postępowania. A wszystko to na tle "Murów, które runą".

      Akcja protestacyjna zostanie zapewne stłumiona brutalnie przez "ciepłego człowieka" w opinii mafii.
      Ale jest przecież jakiś promyk nadziei, że jednak wygra demokracja.
      A jeśli tak, to za kilkanaście lat będziemy czerpać z działań i taktyki białoruskich bohaterów.
      Bo przecież po kilkunastu latach przekrętów, afer i fałszowania kolejnych wyborów te skurwysyny tak nam wreszcie zajdą za skórę, że trzeba ich będzie usunąć.
      Może już gdzieś narodził się przyszły przywódca tej walki.
      Bo nas już niestety nie bedzie pośród żywych...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka