30.08.20, 09:39
Zapomniało założyć pampersik?

https://scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/118698592_3409736472467552_5535440936727652642_n.jpg?_nc_cat=109&_nc_sid=730e14&_nc_ohc=2QYI5QW8tgUAX_vCR3N&_nc_ht=scontent.fwaw3-1.fna&oh=a708852b0c1e938e9c7984ae34b87506&oe=5F70306D
Obserwuj wątek
            • wscieklyuklad Re: JPZICHK 30.08.20, 15:16
              Jakiś gnój nie tylko wkleił fotę z zasilanym zbbbbaaaffffccccaaajjjjeeeewwwweeem, ale jednocześnie zdradził, że jest marionetką pocąganą za linki przez Szanownego Pana Prezydenta Wielkiej Rusi Dablju, Dablju Putina
                                    • wscieklyuklad Re: JPZICHK 31.08.20, 20:28
                                      🔴🔴🔴🔴 NIEUDANE INTERNOWANIE JAROSŁAWA…
                                      To dość przypadkowy post. I nietypowy, bo króciutki. Żeby Wam całkiem nie spieprzyć rozpoczynającego się tygodnia. Gdyż rzecz będzie o Jarosławie Kaczyńskim. Czyli temat mało przyjemny, można powiedzieć, że nawet wymiotny…
                                      W 2016 r. media Karnowskich (konkretnie „wSieci”) dotarły rzekomo do dokumentów świadczących o tym, że SB w grudniu 1981 r. chciała internować także Jarosława Kaczyńskiego. Ale na chęciach się skończyło. W internowaniu przeszkodził podobo przypadek. Ale nie brak również głosów, szczególnie wśród polityków prawicy, że Jarosław Kaczyński był tak niebezpieczny i zarazem tak nieuchwytny, iż po kilku miesiącach intensywnych poszukiwań komuna musiała dać za wygraną i pogodzić się z faktem, że najgroźniejszy dla reżimu opozycjonista pozostanie jednak na wolności.
                                      A jak było naprawdę?
                                      20 grudnia Jarosław Kaczyński, w ramach operacji „Klon” wymierzonej w działaczy opozycji, otrzymał od SB wezwanie na przesłuchanie w dniu następnym. Była to jak na stan wojenny zupełnie niestandardowa procedura, bo z reguły „wezwanie” na przesłuchanie wyglądało tak, jak zwykły ostatnio czynić służby Mariusza Kamińskiego. Czyli wejście z drzwiami i futryną do mieszkania podejrzanego. A Kaczyński otrzymał prawdziwe wezwanie, na papierze i w zaadresowanej kopercie.
                                      99% ówczesnych opozycjonistów, którzy dostaliby taką przesyłkę, szybko spakowałoby parę ciuchów, przybory toaletowe, trochę jedzenia, pożegnałoby się z najbliższymi i zeszłoby do podziemia. A co zrobił nasz nieustraszony bohater? Wyspał się porządnie, nakarmił kota, a 21 grudnia w południe z dumnie wypiętą piersią stawił się przed oficerem śledczym SB, kapitanem Spitalniakiem.
                                      Już na wstępie spotkania Kaczyński zapowiedział, że nie podpisze żadnej „lojalki”. Wprawił tym przesłuchującego oficera w osłupienie, bowiem oficer nie proponował mu podpisywania czegokolwiek. Przeciwnie, stwierdził, że SB jest na tyle przekonana o lojalności przesłuchiwanego, że nie wymaga od niego podpisywania żadnych deklaracji. Po trwającym niecałą godzinę przesłuchaniu Kaczyński, przez nikogo nie niepokojony, opuścił siedzibę SB. Nigdy więcej nie był wzywany na przesłuchania, bo i po co?
                                      A oto fragment notatki służbowej sporządzonej wówczas przez kapitana Spitalnika. „Kaczyński od samego początku rozmowy był przekonany, że będzie internowany. Wielokrotnie podkreślał, że siedzieć nie chce. (...) Dodał przy tym, że nie zgodzi się też na żadną z nami współpracę i wybrałby raczej samobójstwo jako alternatywę. (...) Zapytałem się, czy współpracę ktoś mu uprzednio proponował, bo ja nie. Odpowiedział, że nikt. Ustnie zobowiązał się do przestrzegania przepisów wynikających ze stanu wojennego”.
                                      Samego Kaczyńskiego wspomniany oficer SB opisał w taki oto sposób: „Jego wygląd jest niedbały. Twierdził, że nie interesują go sprawy materialne, kobiety, np. nie zależy mu w przyszłości na posiadaniu rodziny. Ma flegmatyczne usposobienie, wygląd „książkowego mola”. Pozuje na myśliciela „Solidarności”. Mimo pewnej demonstracyjnej rezygnacji z życia, kariery stwierdzam, że jest osobą raczej ambitną. Obruszył się, gdy stwierdziłem, że pozycja jego brata Lecha w „Solidarności” jest znacznie wyższa. (...) Nie przypadły mu też do gustu uwagi typu, że np. na taką pozycję, rolę w środowiskach inteligenckich, jaką mają np. Michnik, Macierewicz czy Geremek, to trzeba zapracować, zasłużyć. Wyraźnie wyprowadziło go to z równowagi”.
                                      W aktach SB z burzliwego 1982 roku napisano: „nie stwierdzono, aby wymieniony prowadził wrogą działalność". W 1983 r. definitywnie zakończono sprawę opozycyjnej działalności „wroga komuny nr 1” i złożono w ją archiwum. W tym czasie Władysław Frasyniuk odsiadywał wyrok 6 lat więzienia w ZK w Barczewie (+ 10 miesięcy za obrazę naczelnika więzienia). Jeśli nawet prowadzono wcześniej jakąś inwigilację Kaczyńskiego, to po 1982 r. najgroźniejszy dla reżimu opozycjonista miał już święty spokój. SB miała co innego do roboty, niż obserwację jego schadzek z 20-letnimi, jasnowłosymi cherubinkami lub pokonywania tramwajem trasy dom-praca i z powrotem. Dopiero niedawno dowiedzieliśmy się, że był to sprytny kamuflaż. I że Jarosław Kaczyński, nawet jadąc tym tramwajem, knuł cały czas i obmyślał nowatorskie sposoby obalenia komuny… Którą w końcu obalił, wespół z bratem Lechem.
                                      Stosunkowo niedawno tak skomentował w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” swoje odczucia po wypuszczeniu go z siedziby SB w grudniu 1981 r.: „Było to dla mnie bardzo niemiłym zaskoczeniem. Nie ukrywam, że nieprzyjemnym, bo przecież działałem cały czas. Uważałem zresztą, że jestem w sytuacji dużo gorszej niż internowani. Miałem absolutny imperatyw, że muszę działać, i sądziłem, że w efekcie pójdę siedzieć, co było gorsze od internowania”. Ze zdumieniem tych słów słuchali byli czołowi opozycjoniści, którzy 40 lat temu miesiącami ukrywali się i prowadzili podziemną działalność. Wychodzi bowiem na to, że ci, którzy bardzo chcieli uniknąć internowania lub aresztowania, byli w końcu przez SB zatrzymywani i osądzani. A tego, który bezpiecznie chodził sobie na wolności i chciał być internowany (choć w siedzibie SB mówił inaczej), ta wredna komuna internować nie chciała. Bo i po co?
                                      Idę zwymiotować. Sorry…
                                      Dziękuję za uwagę.
                                      I proszę o udostępnianie tego tekstu gdzie się da, komu się da i kiedy się da...
                                      Jacek Nikodem

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka